„Moje życie jest jak poruszanie się po labiryncie. Jest tyle elementów, tyle zmiennych – takich śrubek, które w każdej chwili mogą się odkręcić i wypaść. Człowiek cały czas jest skupiony i rozgląda się po tym labiryncie i ciągle sprawdza, czy wszystkie te śrubki są podokręcane. Bo jak któraś wypadnie, to może się stać coś złego. Zacznie się hejt. Pogarda.
Zupełnie niedawno zacząłem mieć problemy z kośćmi. Poszedłem do dobrej warszawskiej poradni osteoporozy. Wchodzę do lekarza. W gabinecie na ścianie święty obrazek, na biurku krzyżyk… I znów to samo pytanie o leki. I znów moja odpowiedź. Gdy ten lekarz usłyszał moją historię, automatycznie zaczął do mnie mówić: proszę pani…
Pan doktor powołał się na klauzulę sumienia. (…) Założył kartę pacjenta i w rubryce „płeć” wpisał: kobieta. Imię wpisał męskie. A płeć żeńską. Twierdził, że inaczej nie może. Że sumienie i wiara nie pozwalają mu patrzeć na mnie inaczej. A dodam, że patrzył z pogardą. I poczuciem wyższości”.
Są w różnym wieku, mają odmienne zainteresowania, wykształcenie, pracują w różnych zawodach, studiują. A jednak łączy ich wiele – są transpłciowi. Stale towarzyszy im lęk, samotność, poczucie zagubienia. Cierpią na depresje, a nierzadko podejmują próby samobójcze. Boli ich brak tolerancji i zrozumienia w społeczeństwie. A pragną tak niewiele: żyć normalnie.
Oto poruszający zbiór wywiadów z osobami transpłciowymi, przełamujący tabu i otwierający oczy na potrzeby drugiego człowieka.
Są takie książki, które chce się cisnąć w twarz, każdemu, kto jest w zasięgu 100 km i zmusić go do czytania. To jest taka książka. Przybliża, wyjaśnia, uspokaja, zaczyna dyskusję. Będę o niej więcej pisał na IG, bo... Każdy powinien to przeczytać.
Tak jak zawsze mam wątpliwości przy ocenie książek, które w większości składają się z wywiadów, tak tu nie mam większych uwag, które rzutują na odbiór całości (no, może poza ubogim stylem w niektórych miejscach). W kraju takim jak Polska książki ukazujące codzienność osób transpłciowych i ich bliskich są niezwykle potrzebne- moim zdaniem absolutny must read. Chociażby po to, żeby się dokształcić, bo wciąż niewiele osób wie, na czym właściwie polega i jak przebiega prawny proces uzgodnienia płci.
Wszystkie gwiazdki za ujęcie tematyki, za tematykę samą w sobie i za oddanie głosu osobom transpłciowym i ich najbliższym. Ciężko jest nie płakać czytając tę książkę, ze smutku, ze złości i czasem też wzruszać się ze szczęścia, że może być dobrze, może się poukładać. I że w różnych miejscach na świecie jest lepiej, często dużo lepiej, więc może i kiedyś tu…? Z drugiej strony przychodzi smutna refleksja, że jest gorzej, niż było i ciężko się nie bać, co będzie dalej. „My, trans” to lektura bardzo emocjonalna, ciężka, ale taka, od której nie można się oderwać.
Co zawiodło? To mniej istotne, ale niestety mikrowstępy autora były nierzadko napisane tak karkołomnie, że prawie nie po polsku. Ogólnie językowo książka tam, gdzie pojawiał się głos samego autora była chwilami zwyczajnie nieporadna, co mnie zaskoczyło. Nie jestem pewna, co wniosła rozmowa z księdzem, nie znalazłam tam niczego wartego uwagi, wszystko bardzo zachowawcze i wymijające. Przyznam też, że ledwie przebrnęłam przez zapis posiedzenia sejmu, to jest koszmar dla ludzi o mocnych nerwach to, co się tam odbywa.
Czytajcie „My, trans”, bardzo, bardzo proszę. Polska potrzebowała tej książki, teraz musi ją czytać.
Bardzo smutna i bardzo potrzebna. Jacoń w piękny sposób prowadził swoje rozmowy i oddał kartki swojej książki osobom, dzięki którym ludziom queer i ich rodzinom może będzie się żyło w tym kraju choć odrobinę łatwiej.
Zaczynam uważać, że najlepszymi momentami polskiego reportażu są te, kiedy reporter się zamyka i pozwala mówić rozmówcom. Wstępy pisanie przez Jaconia są kiepskie, a jego pytania momentami ohydnie tendencyjnie, jakby wchodził w rolę Ewy Drzyzgi. Maja Heban jak zwykle boska.
Powala ogrom cierpienia tych dzieci, ich ból przeraża, bo nikt, żaden człowiek nie zasłużył na takie traktowanie. Szczucie na osoby trans, zwłaszcza na kobiety, jest zmasowanym aktem przemocy, który codziennie przelewa się przez media, usta polityków, publicystów i przedstawicieli kościoła. To nie jest kwestia, w której można być neutralnym albo cichym sprzymierzeńcom. Trzeba głośno domagać się praw człowieka dla wszystkich, w tym prawa do samostanowienia i autonomii cielesnej. Pride do dobry moment na przypomnienie, że każda chwila wolności i szczęścia osoby queerowej jest aktem rewolucji. A ten świat bardzo potrzebuje (r)ewolucji.
Na ostatniej stronie „My, trans” Piotr Jacoń podaje za Fundacją Trans-Fuzja: „O własnej niezgodności płciowej mówi rodzinnie niespełna 60 procent osób transpłciowych w Polsce. Transpłciowość swoich dzieci akceptuje 25,6 procent matek i 15,2 procent ojców. Osoby transpłciowe są grupą najbardziej narażoną na samobójstwa - w Polsce dotyczy to prawie 70 procent z nich”. Są to dane tak przerażające, że aż nieprawdopodobne. Niestety, są prawdziwe. Na podstawie rozmów, które złożyły się na książkę Jaconia możemy sobie wyobrazić przyczyny takiego stanu rzeczy.
Osoby transpłciowe to chyba najmniej zrozumiana i akceptowana grupa społeczna. Atakowane są nie tylko przez konserwatywnych polityków, katolików, duchownych, wyborców prawicy, ale także przez część społeczeństwa, która powinna być po ich stronie, bo sama zmaga się z wykluczeniem - tak jak feministki spod znaku TERF. Dotyka ich dyskryminacja systemowa - obowiązujące prawodawstwo nie tylko nie ułatwia przejścia procesu tranzycji, ale wiąże się z szeregiem upokorzeń. Konieczność pozwania do sądu własnych rodziców aby urzędowo zmienić dane, odpowiadanie na intymne pytania dotyczące sfery seksualnej, która nie ma żadnego związku z tożsamością płciową, zadawane bezpardonowo przez sąd i biegłych (ich obecność zresztą też jest zbędna, bo żeby wystąpić o zmianę dokumentów trzeba już przedstawić opinie lekarzy), brak refundacji niezbędnych leków i procedur medycznych, mała ilość specjalistów przygotowanych do opieki psychologicznej dla osób transpłciowych - to najbardziej rażące przykłady. Brak wsparcia systemowego prowadzi do szeregu mniejszych i większych przejawów dyskryminacji, którymi wypełniona jest codzienność transkobiet i transmężczyzn. Stresujące stają się tak banalne rzeczy jak wizyta w urzędzie czy gabinecie lekarskim, a nawet zwykła kontrola biletów w autobusie. Wszystkie momenty, kiedy twarz z dokumentu nie będzie zgadzała się z tą prawdziwą otwierają furtkę do bycia poddanym ocenie, złośliwości, lekceważeniu, hejtowi. Jakby mało płynęło go z przekazów z radia, telewizji, ambony czy mediów społecznościowych. O funkcjonowaniu w tej nieprzyjaznej rzeczywistości rozmawia Piotr Jacoń ze swoimi transpłciowymi bohaterami i ich rodzicami (głównie matkami, tylko jeden ojciec zdecydował się udzielić wywiadu). Opowieści dzieci to depresja, apatia, dysforia, agresja skierowana do innych i siebie, samookaleczenia i ogromny lęk. A potem wielka ulga, kiedy można nazwać się prawdziwym imieniem i zostać sobą. A potem mierzenie się ze złymi zaimkami, niewystarczająco dobrym passingiem, niezrozumieniem wśród najbliższych. Lata brania hormonów i lata terapii. Opowieści rodziców to też głównie strach. Najpierw o to, że z dzieckiem dzieje się coś złego i niepewność, czy kiedy tym razem wrócą do domu nie zastanie ich najstraszniejszy widok. Potem, wraz ze świadomością, narasta lęk o to jakie życie czeka dziecko w tym kraju, w którym na każdym kroku widać przejawy braku akceptacji. Straszna perspektywa, że jeśli chcemy szczęścia dla własnego dziecka powinniśmy radzić mu budować przyszłość daleko od nas. Tym bardziej, że przykłady z innych krajów, w przypadku „My, trans” z dalekiej Kanady i całkiem bliskich Niemiec, udowadniają, że może być inkluzywnie i normalnie. Poza tym to mnóstwo pracy, nauki, zrozumienia, walki z własnymi uprzedzeniami i blokadami, poszukiwania wsparcia. To w przypadku rodziców, którzy przede wszystkim kochają swoje dzieci i chcą być przy nich. Są tu też historie o braku miłości, o wyborze między własną tożsamością, a rodziną. One chyba są najsmutniejsze.
Poza prywatnymi historiami, autor spotkał się też z osobami w różny sposób związanymi ze środowiskiem osób transpłciowych w Polsce. Bardzo ciekawa i pouczająca rozmowa z psycholożką, która wyjaśnia jak rozmawiać z dzieckiem uważającym, że jego prawdziwa płeć jest inna niż urodzenia, czy to poczucie może ulegać zmianie, że to jest całe spektrum i nic tu nie jest proste, ale najważniejsze to towarzyszyć i być otwartym. Rozmowa z adwokatką, która pro bono reprezentuje osoby ubiegające się o zmiany danych w sądzie: o tym jak trudne to może być, jak atmosfera robi się coraz mniej przychylna, a sądy komplikują uzyskanie wpisu, o wypaleniu i byciu pod ciągłą presją. Rozmowy z aktywistkami o społeczności osób transpłciowych i ich rodzin, o tym co można robić i dlaczego warto działać. Także o smutku i cierpieniu, które często się z tym wiąże. Jest też rozmowa z księdzem, byłym rektorem KULu, który prezentuje postawę skrajnie odmienną niż ta, z którą kojarzy nam się polskie duchowieństwo i być może daje nadzieję, że kiedyś będzie inaczej. Na pytanie „czy bóg kocha transkobiety i transmężczyzn?” odpowiada: „Nie mam wątpliwości, że kocha. Ale mam wrażenie, że jego upodobanie do umiłowania tych, którym jest najciężej, sprawia, że być może ich kocha bardziej niż innych”. Jest to też książka polityczna. Nie tylko dlatego, że Jacoń uporczywie dopytuje rozmówczynie i rozmówców o to co czuły kiedy usłyszały prezydenta Dudę wypowiadającego słynne zdanie „LGBT to nie ludzie, to ideologia”, oraz porusza kwestie ogólnej atmosfery nienawiści, która w ostatnich latach panuje w stosunku do tęczowej społeczności. Jacoń pokazuje, że poprzednie rządy również nie zrobiły nic dla osób transpłciowych, choć miały świetną okazję. Przede wszystkim po raz kolejny okazuje się, że nasza cudowna, wymarzona transformacja ustrojowa, w kwestii przestrzegania praw człowieka raczej nas cofnęła niż popchnęła do przodu. Podobnie jak w przypadku prawa aborcyjnego, również przepisy dotyczące osób transpłciowych były u nas w czasie tego wstrętnego PRLu dużo bardziej liberalne niż w innych europejskich krajach. Zmiany, które zostały potem wprowadzone miała okazję zrewidować w 2015r. Platforma Obywatelska. Anna Grodzka opowiada jak to ta liberalna partia, pod europejską flagą, uwaliła ustawę, która miała ułatwić procedury związane z tranzycją, podobnie jak ustawę o związkach partnerskich. Żeby nie były to tylko polityczne żale, Jacoń przytacza całą transkrypcję posiedzenia komisji sejmowych, podczas których posłowie PO celowo wprowadzając chaos zaprzepaścili szanse na zmianę. Doceniam kiedy ktoś pokazuje prawdziwą, konserwatywną twarz Platformy. W końcu jest to też książka osobista. Piotr Jacoń pod koniec września 2020 roku dowiedział się, że jego 20 letni syn to tak naprawdę córka, Wiktoria. Po pierwszym zaskoczeniu wiedział, że nie wszystko rozumie, ale chce wspierać swoje dziecko. Postanowił nakręcić film o rodzicach transpłciowych dzieciaków, również jako formę autoterapii. Później powstała ta książka. Autor nie czyni swojej historii pierwszoplanową, jego rozmowy z Wiktorią pojawiają się mimochodem, między rozdziałami, ale ta szczerość w rozmowie ojca z córką jest bardzo poruszająca. Bardzo cenię Piotra Jaconia jako dziennikarza, jego wyważenie i wrażliwość na tematy społeczne, już od czasów kiedy był dziennikarzem Radia Gdańsk. Muszę powiedzieć, że bardzo zaimponował mi swoją postawą. Tym, że od wykorzystał swoje możliwości i zasięgi żeby zrobić dla swojej córki i innych osób coś dobrego. Przedstawić ich Polakom i Polkom. Zaapelować o empatię i zrozumienie.
„My, trans” to książka dla każdego. Dla osób, których temat dotyczy bezpośrednio i dla tych, które chcą pogłębić wiedzę o transpłciowości (dla mnie na przykład zaskakująca informacja, że bardzo często łączy się ze spektrum autyzmu). Choć jest okropnie smutna i pokazuje, że nie jest dobrze, może sprawić, że będzie lepiej. Jeśli przeczyta ją odpowiednio dużo osób, które zrozumieją, że osoby transpłciowe są takie same jak cała reszta.
Na koniec, ode mnie - nie ma feminizmu bez transkobiet. Kropka.
To chyba pierwsza książka uwzględniająca bliskich osób transpłciowych, bardzo na czasie, bardzo potrzebna. Nie wiem, jak z samymi osobami trans, bo pewnie mają gros lepszych źródeł, ale to chyba takie must read dla każdego z osobą trans w rodzinie lub wśród przyjaciół. Niesamowicie ważne jest też to, że to polska książka i uwzględnia tu i teraz.
Na marginesie - uderzył mnie wywiad z rodzicami, gdzie padło, że w Polsce jest agresywne nastawienie do każdej inności - nie jestem trans, ale też mam doświadczenie inności i mogę potwierdzić. Uczucie presji, żeby być w foremce, zniknęło po wyjeździe za granicę, tak po prostu.
Jest najlepsza wtedy, kiedy całkowicie oddaje głos rozmówcom.
Odbieram jedną gwiazdkę za styl autora, momentami tendecyjne i mało trafne pytania. Na minus również rozdział z księdzem, który nie wniósł żadnej wartości do książki, która powinna w całości pozostać przestrzenią oddaną osobom trans i ich rodzicom. Ale nie to jest tu najważniejsze.
Za oddanie im głosu i pokazanie, z jakimi problemami muszą zmagać się osoby trans i ich bliscy, wszystkie gwiazdki świata. Lektura obowiązkowa dla każdego.
Chyba nigdy nie byłam bliższa złamania swojej zasady zostawiania podobnych książek bez oceny - zwykle tego nie robię, ponieważ uważam, że książki zbudowane na przeżyciach prawdziwych ludzi trudno wymiernie ocenić. Tym bardziej można to zastosować wobec cyklu wywiadów zebranych w jedną książkę. I tylko to mnie ostatecznie powstrzymuje od wystawienia najwyższej oceny: bo czułabym, że to jakoś umniejsza wartość tego, co przeczytałam; że rozmienia ją na drobne.
Temat nie jest mi obcy, ba, śmiem twierdzić, że mam z nim trochę dłuższe doświadczenie niż autor. Jakaś połowa moich bliższych znajomych to osoby trans lub niebinarne, sama zresztą też się identyfikuję z tą kategorią. Wiem niestety z opowieści bliskiej mi osoby, jak trudne bywają realia życia osób z tej społeczności, zarówno urzędowo, jak i (a może i zwłaszcza) obyczajowo. Niemniej, byłam ciekawa kąta, jaki obierze Jacoń i przede wszystkim - z kim właściwie rozmawia. A rozmawia z pełnym przekrojem: od osób, które mają czynne wsparcie rodziny (również otwartej na dialog), poprzez tych, którzy mieli mniej szczęścia, rodziców niepewnych, co czeka ich dzieci, księdza, specjalistów od stron "technicznych", aż po dwie najbardziej chyba rozpoznawalne transkobiety w Polsce. I są to wywiady, w których Jacoń pozwala swoim rozmówcom się wypowiadać, samemu zadając przede wszystkim pytania - poza rozmową z księdzem, gdzie pod koniec sam staje się czynnym rozmówcą, ale tu trudno go winić w obliczu wymijających odpowiedzi i prób przeinaczania faktów. Z owych dialogów wylewa się wręcz empatia wobec sytuacji bohaterów reportażu - po równo osób ze społeczności trans, jak i ich rodzin. Jest tu ogólnie bardzo ciekawe spojrzenie, ponieważ rozmówcy nie zostali wybrani "pod tezę"; są ci, których tożsamość zdominowała ich życie, ale są też tacy, których marzeniem jest żyć normalnie i nie musieć określać się zawsze poprzez bycie trans. Również rodzice mówią o tym, jak *oni* przeżywają cały proces tranzycji, ale Jacoń nigdy nie pozwala, by zdominowało to ogólny obraz - jedynie przedstawia czynnik, który istnieje i - jak sam przyznaje w jednym wywiadzie - jest mu bliski.
Ogólnie bardzo mnie ta książka poruszyła; przez większość czasu chciało mi się płakać z frustracji, ale dopiero pod koniec, na zapisie głosowania w rządzie, musiałam kilka razy na moment odwrócić wzrok od ekranu i ochłonąć.
Nie sądzę, by komuś takiemu jak ja reportaż Jaconia powiedział coś nowego; myślę jednak, że wciąż warto go przeczytać. Albo podsunąć ludziom, którzy właściwie niewiele o całym zagadnieniu wiedzą. Choćby po to, by pamiętać, że są w tym kraju również ludzie, którzy stoją po stronie grupy, którą rząd chce wykończyć.
Ten reportaż/wywiad w pełni zasługuje na najwyższą ocenę. Jest to tytuł bardzo emocjonalny, smutny, a przy tym bardzo prawdziwy i potrzebny. Niejednokrotnie czułem się niekomfortowo i źle czytając historie osób Trans, bo w jakimś stopnie odkrywają oni przed czytelnik pewną część swojego życia. Opowiadają o przykrych sytuacjach, jakich doświadczyli, o szykanach, niezrozumieniu ze strony najbliższych. Dodatkowo, co nadal uważam że było zbędne, w książkę kilkakrotnie rodzice opowiadając historie swoich dzieci posługiwali się ich deadname, co mi przeszkadzało i nie wiem czemu miało to służyć. Ale może z drugiej strony została na to wyrażona zgoda tych osób, nie wiem. Niemniej, na duży plus zasługuje umieszczenie w książce perspektywy m.in. psycholożki/seksuolożki oraz mecenaski, co stanowi idealne dopełnienie. Najbardziej przykre jest jednak to, że chyba nikt z osób, które udzielimy wywiadu nie widzą żadnej nadziei, choć cienia szansy, że w Polsce coś może się zmienić, na lepsze dla queerowej społeczności. I nie wiem czy czasem nie zaczynam myśleć podobnie.
zawsze trudno mi oceniać tego typu książki, bo nie wiem, czy skupić się na tym, w jaki sposób została napisana, czy też na ładunku emocjonalnym, jaki po sobie pozostawiła.
ale tutaj jestem całkiem zadowolona i z jednego, i z drugiego.
ta książka nie nauczy nikogo, w jaki sposób żyć. ale pokaże, jak wiele zależy od wsparcia po coming oucie.
bardzo, bardzo ważna. bardzo, bardzo smutna. mimo, że mniej więcej orientuję się, jak wygląda sytuacja osób transpłciowych w polsce, to co innego poczytać o tym, z jakim upokorzeniem i trudem przebiega proces tranzycji w tym kraju, a co innego posłuchać o doświadczeniach ludzi. i, co bardzo ważne w tej książce, o doświadczeniach rodziców osób transpłciowych, których trud może nie być wcale taki oczywisty. polecam. naprawdę, strasznie polecam.
Ocena: Bez gwiazdek, głównie wypowiadają się osoby trans i ich rodzice, nie umiem tego przeliczyć na gwiazdki Wrażenia: Bardzo ważna i potrzebna książka, dużo informacji, dużo łamiących serce historii, a najbardziej podoba mi się to, że głos dostały osoby, które same tego doświadczyły - u siebie i w rodzinie. Dla kogo: Bezwzględnie dla każdego rodzica. Żeby być takim rodzicem, do którego dziecko w razie czego zwróci się, żeby porozmawiać o sobie. A nie pisać w pamiętniku, że się zabije, bo nie może znieść takiego życia.
Daję 5 gwiazdek, bo jest to książka, która pokazała mi, jak wiele nie wiem. Jacoń rozmawia z rodzicami osób trans i z nimi samymi, tym samym pozwalając zaistnieć spojrzeniom, które nie są aż tak widoczne w social mediach. W idealnej Polsce byłaby to obowiązkowa lektura w liceum.
Bardzo dobrze napisany i wartościowy reportaż. Piotr Jacoń skupia się na wywiadach z osobami transpłciowych, ich rodzicami, aktywistami, a nawet księdzem (nie wiem, czy akurat ten fragment był niezbędny, na pewno wzbogacił reportaż o odmienną perspektywę, która niestety była dość frustrująca), podejmując głównie temat relacji w rodzinach osób transpłciowych. Jak i kiedy dzieci decydują się (lub nie) na otwartą rozmowę z rodzicem, jak przyjmuje to rodzic, jakie środki może podjąć. Wiele z tych wywiadów rozdarło mi serce. Doceniam również uwzględnienie perspektywy rodzica dziecka transpłciowego, dla którego adaptacja do nowej sytuacji to bardzo trudny proces. Dowiedziałam się dużo, na pewno uwrażliwiłam na temat, o którym dotychczas nie myślałam zbyt wiele. Frustrowałam się nie raz, nie dwa sytuacją w Polsce i podziwiałam odwagę ludzi, którzy decydują się na życie w zgodzie z sobą w tak niesprzyjającym (eufemizm) środowisku. Dodatkowo doceniam świetnie wykonanego audiobooka, w którym głos zabrały same osoby transpłciowe lub transpłciowi lektorzy i lektorki. Świetnie to wyszło. Bardzo się cieszę, że trafiłam na ten reportaż, na pewno będę dalej edukować się w tym temacie.
Zbiór wywiadów, w którym najsłabszą stroną jest osoba zadająca pytania. Choć myślę, że społecznie to bardzo ważna książka.
Pomijając wspomniane w innych recenzjach słabsze kwestie, warte odnotowania jest rysowanie zagranicy jako krainy mlekiem i miodem płynącej (tak jakby TERFizm był wyłącznie polskim wymysłem) i padające w wywiadzie z rodzicami mieszkającymi w Kanadzie takie oto słowa: "Tu katolicyzm jest prawie jak buddyzm - z takim przesłaniem: bez względu na to, kim jesteś, my cię akceptujemy i kochamy". Mając za sobą lekturę "27 śmierci Toby'ego Obeda" trudno było nie przewrócić oczami.
To cholernie ważna książka i naprawdę chciałabym, żeby jak najwiecej ludzi ją przeczytało. Nie jest lekka. Jest ciężka. Łamie serce, szokuje, smuci, ale przede wszystkim uświadamia!!!
Pokazuje sytuacje osób transpłciowych z praktycznie każdej strony. Trudy odkrywania tożsamości, reakcja bliskich, ich własne myśli, perspektywa lekarzy, polityków, aktywistów.
Dawno nie czytałam tak dobrze i kompletnie stworzonego reportażu.
*oceniam poprawioną wersje, w formie audio na Storytel
baaaardzo ważna pozycja! Płakałam, jak bóbr w niektórych momentach, zwłaszcza podczas rozmów Autora (taty) z jego córką. Gdzie coś robi we mnie ta prosta akceptacja.
Jest prosta, jeśli chodzi o formę. Są to w większości rozmowy z osobami trans. W odbiorze jednak trudna i smutna. Jeśli spojrzy się na statystyki oraz na to, jak żyje się osobom trans w Polsce to po prostu przygniata. Niełatwa, ale potrzebna!
jest to jeden z moich pierwszych reportaży czy czegoś podobnego wiec nie mam pojęcia jak napisać tu jakaś opinie czy recenzje ale czytało się naprawdę przyjemnie i trochę płakania tez bylo oraz to jest jedna z takich książek która chciałbym żeby każdy przeczytał