2,5/5
Historię Ester, mieszkającej w ubogiej kopenhaskiej dzielnicy w latach 40-tych XX wieku, polecało mi mnóstwo osób. Zachwytom na Instagramie nie było końca, także doszłam do wniosku, że sama muszę zmierzyć się ze wspaniałością tej lektury, wierząc, iż ja również poczuję miłość do tej opowieści.
Doceniam "Ulicę dzieciństwa", która momentami była całkiem w porządku, a pewne kwestie dały mi do myślenia. Historia dziewczyny, która za wszelką cenę próbuje odnaleźć szczęście i miłość, ale z drugiej strony kompletnie nie wie, co może dać jej radość, więc popełnia wiele błędów. Główna bohaterka jest także kobietą dość postępową jak na swoje czasy, co się ceni i szanuje. Natomiast nadal nic nie chwyciło mnie tu za gardło, nie dało efektu "wow", a nawet sam styl autorki nie skradł mojego serca. Przeczytałam, ale to tyle - zbyt wiele zabrakło, abym czuła entuzjazm albo chociaż nostalgię, myśląc o tej książce. Może miałam zbyt wysokie oczekiwania po tylu pozytywnych recenzjach? Nie mam pojęcia, ale mi smutno.
Coraz częściej zaczynam zastanawiać się, czy coś jest ze mną nie tak - może jestem beznadziejną czytelniczką, która totalnie nie zna się na dobrej literaturze? Tak często sięgam po lektury, na temat których znaczna większość osób pisze wręcz peany, mając nadzieję, że znajdę się w tym samym gronie, po czym zamykając ostatnią stronę książki, mam wątpliwości, czy na pewno sięgnęłam po ten sam tytuł. Tak, wiem, każdy ma inny gust, każdemu podoba się coś innego i to jest piękne, ale... ile można? Może jestem totalnym bezguściem i nie potrafię docenić wartościowej literatury - tak też może być.