Agata Filipiak przechodzi trudny okres w życiu zawodowym. Rzuca stabilną posadę redaktorki i zatrudnia się w przedszkolu na stanowisku woźnej. Niestety w nowym miejscu pracy musi radzić sobie nie tylko z niesfornymi podopiecznymi, ale również ze zjawiskami paranormalnymi i siejącymi spustoszenie demonami. A te są bardziej niebezpieczne niż gniew pani dyrektor czy bunt czterolatka. No chyba że takiego obdarzonego magicznymi mocami. Jakby tego było mało, Agata odkrywa coś, o czym w ogóle nie powinna wiedzieć… Sprawdź, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami przedszkola i co pozostaje ukryte dla zwykłych śmiertelników! W końcu tajne może oznaczać naprawdę magiczne.
Ukończyła Bibliotekoznawstwo i Informację Naukową na Uniwersytecie Warszawskim. Była księgarką, obecnie pracuje w przedszkolu. Mama trójki dzieci. Uwielbia książki fantasty - choć ma zdecydowanie za mało czasu na czytanie. Kocha musicale i podróże. Prowadzi bloga Madka roku, na którym można znaleźć historyjki o życiu z dziećmi oraz pisane z przymrużeniem oka przemyślenia na tematy związane z macierzyństwem.
Nieco nierówna, ale bardzo ciekawa powieść, ze świeżymi pomysłami na urban fantasy i słowiańszczyznę. Brakowało mi nieco bardziej spójnego obrazu świata.
Muszę przyznać że mi się podobało. Słuchałam w audiobooku i lektorka też dała radę. Bardzo fajna główna bohaterka, taka prawdziwa z krwi i kości. Nie przerysowana, z wszystkimi kompleksami i kobiecymi rozterkami. Poznajemy ją gdy jest na rozdrożu. Rzuca prace w redakcji i zatrudnia się w przedszkolu. Niby zwykła praca ale te dzieci …. Znajdziecie tu magię, krasnoludkę, pół demona i inne stwory. Jest też wielka tajemnica.
Super się słuchało i jestem bardzo ciekawa co nam autorka zaserwuje w kolejnej części.
Jak ze znanych składników upiec coś zaskakująco nowego? Wie to Katarzyna Wierzbicka, autorka, która niedawno zadebiutowała po raz drugi (ma na koncie kilka książek dla dzieci) jako pisarka fantastyki – bardzo udaną powieścią „Tajne przez magiczne”. Oto kilka powodów, dlaczego warto po nią sięgnąć.
Mnie przyciągnął do niej przede wszystkim pomysł. Miejska fantastyka to najczęściej historie o wciągnięciu zwyczajnej osoby w niezwykłą rzeczywistość ukrytą tuż za rogiem, w magię, która przenika nasz świat, jednak mało kto o tym wie. Zderzenie się z informacją, że świat wygląda zupełnie inaczej, niż się dotychczas sądziło, jest niemałym wyzwaniem, ale też najczęściej to dopiero początek zamieszania. W Tajne przez magiczne też tak jest – choć główna bohaterka odkrywa, że niesamowitość zawsze była wokół niej, to dopiero wchodzi w ten świat świadomie, na równi nim zaintrygowana i ogólnie zmęczona (to było bardzo realistyczne). A bramą dla tej tajnej i magicznej rzeczywistości jest… przedszkole, w którym bohaterka, Agata Filipiak, zatrudnia się z czystej desperacji...
Ok, absolutnie widzę, skąd tyle osób zachwyconych tą powieścią. Pomysł wdzięczny, autorka nie pozwala czytelnikowi się nudzić i generalnie jest dobrze. Przeczytałam, podobało mi się. Wysokich ocen na Lubimy Czytać i Goodreads nie będzie jednak, bo… bo chyba nie jestem do końca targetem? Tzn, w tym momencie dla mnie to nie była lektura, której szukałam. Ale biorąc pod uwagę, że poprzednim razem kiedy natrafiłam na taką książkę odłożyłam ją, a teraz przeczytałam do końca z satysfakcją - o czymś świadczy. Znaczy, uwielbiam pomysł z przedszkolem. Uwielbiam sięgnięcie po słowiańszczyznę, które było zupełnie inne niż wszystkie znane mi dotąd. Jestem zachwycona pomysłem z Dawidem (naprawdę, przeczytałam w życiu tyle romansów paranormalnych, że żółty alarm włącza mi się na każdego przystojniaka z paskudnym charakterem kręcącego się wokół bohaterki… a tu twist taki, zimne wiadro wody wylane bohaterce na głowę!). Hm, ale chyba bohaterki nie polubiłam. Nawet wiem, za co: za klasistowską uwagę o Brajankach, Dżesikach i patologii (dobrze, że odpowiedź na uwagę była taka, że bohaterce mina zrzedła! Ale hm, jeśli ktoś pracuje jako woźna, to sam jest na klasizm narażony. Jasne, tego w książce być nie mogło, nie było na to miejsca, ale mam to gdzieś z tyłu głowy…). Ale czy polecam? A jakże! Tu jest dużo do docenienia, więc doceniajcie!
(audiobook) szokujace i dosyć brutalne zakonczenie, ale bardzo mi się spodobało
autorkę mogłabym porównać do pani Jadowskiej, dlatego z pewnością mogę powiedzieć, że sposób pisania i język jest na na prawdę wysokim poziomie (+ humor)
książka ma to co lubię, czyli elementy fantastyczne (słowiańskie demony <3), lekki i zabawny styl pisania, ciekawych bohaterów, dużo plot twistow
Lekka książka, która wywołała mnóstwo uśmiechów na mojej twarzy. Nagle w jednym z przedszkoli, gdzie właśnie zatrudnia się nasza bohaterka, zaczynają się dziać niezwykłe rzeczy. I oczywiście, jak to przy małych dzieciach, wszystko dzieje się praktycznie na raz, tak że nie wiadomo w co najpierw wsadzić ręce. Idealna lektura na jesień, bo akcja dzieje się w okresie październikowo-grudniowym. Końcówka jedynie lekko rozczarowująca, ale całkiem satysfakcjonująca.
This is a Polish light urban fantasy novel, published in 2019. The formal translation to English of the title is Secret by magic, but actually both this and the second (see below) volume play with Polish titles of movies, this one -with 2008 comedy Burn After Reading (Polish ‘Tajne przez poufne’ = ‘Secret by confidentiality’). I’ve read it because the second volume in 2023 became a nominee for Best novel for the Polish SFF fandom award - Nagroda im. Janusza A. Zajdla – an equivalent of Hugo Award.
The story starts with a young woman (25+) Agata Filipiak starting working in a kindergarten with a group of four-year-olds. Previously, she had an editor job at the publishing house, but she had a love affair with a writer there, until one night a two-feet female dwarf tried to kill her in her sleep with manicure scissors, calling her a destroyer of family and other bad names. It turned out that the writer has a wide and a daughter, and when she confronted him with this at work, he made it look like she is unhinged, so she was fired.
The kindergarten seems nothing out of the ordinary, except that Agata's predecessor disappeared under strange circumstances, and among the charges are children gifted with exceptional abilities. Like one girl cuts her finger, but when Agata rushes to her with a medkit, the finger has no cut, while Agata’s own finger starts to bleed. Weird things multiply, like once Agata is kidnapped by two strange men, one with mirror glasses despite nighttime and another with vampire-like fangs, who ask about her mother that suddenly left the heroine with her dad when Agata was eight, leaving her only a necklace with a dragon…
The story is light, with nice characters, even if the plot itself turns darker closer to the end. There are some useful coincidences, like the daughter of her former lover is in her group, as well as a few other important figures, but a new romance is a little too forced into the story. Overall, I enjoyed the book, but I don’t plan to re-read it, my attitude toward it is similar to what I feel about this year's Hugo and Nebula nominee Legends & Lattes, a lovely yarn, not especially deep but worth reading bonce to relax and have fun.
Pomysł z umiejscowieniem akcji w przedszkolu był fantastyczny, jeszcze się z czymś takim nie spotkałam. Naprawdę dobrze się bawiłam, dużo humoru, chociaż może bardziej czarnego, było też brutalnie i krwawo, ale to naprawdę ciekawa historia i zaraz zaczynam następny tom. Czytałam wcześniej nowszą książkę tej autorki - Magia i zbrodnia, była niezła, ale ta podobała mi się bardziej.
Początek książki bardzo mi się spodobał, szybko wkręciłam się w sytuację głównej bohaterki. Nie czułam chaosu ani tego by autorka rzuciła mnie na głęboką wodę. Wszystko było wyjaśnione w odpowiedniej mierze, a było zrobione zgrabnie, bez zbędnych dłużyzn czy niepotrzebnych informacji.
Pomysł dla osadzenie akcji głównej mierze w przedszkolu... To jeden z najbardziej oryginalnych konceptów jakie napotkałam w fantastyce! Nie każdemu się to spodoba, ale do mnie trafił ten nietypowy pomysł i naprawdę odczułam blaski i cienie pracy w przedszkolu, z bandą niesfornych dzieciaków. Klimat został dobrze zbudowany, bohaterka zmaga się z różnymi sytuacjami kryzysowymi i nie ma lekko 😅 Z czasem jednak zaczynają dziać się dziwne rzeczy i robi się tajemniczo... ale aż za bardzo niestety.
Przez większą część książki pogrążamy się w kolejnych niewiadomych, nie otrzymując zbyt wiele wyjaśnień. Po pewnym czasie miałam wrażenie, że nie dzieje się już za bardzo nic istotnego. Nastąpiło sporo krążenia wokół sekretów, do których nasza bohaterka nie jest dopuszczana. Rozłożenie akcji w ten sposób mocno ostudziło mój zapał. Początkowa niecierpliwość, niezaspokojona mocno opadła i wypadłam trochę z rytmu. Czekałam aż w końcu coś zacznie się dziać. Zwłaszcza, że warunki były ku temu dobre.
Jeśli chodzi o bohaterów to byli dobrze wykreowani, chociaż większość nie ujęła mnie szczególnie mocno. Główna bohaterka jest do bólu zwyczajna i to akurat jest jej zaletą, nie jest idealną bohaterką, która wszystko wie najlepiej. Chociaż jak dla mnie to wiedziała trochę zbyt mało i przez to wypadła nieco nieporadnie. Zachowania Dawida nie mogłam zrozumieć przez otoczkę sekretów.
Jednak demoniczny kogut Kłobcio to był ciekawy pomysł, a moje serce skradł jego właściciel, czyli... Marcinek! Dziwne, skryte dziecko, które narobiło trochę bałaganu. Był takim specyficznym dzieciakiem, że bardzo zapadł mi w pamięć.
Pomysł na świat, gdzie są frakcje magicznych i niemagicznych, w słowiańskiej otoczce (których zdecydowanie mogłoby być więcej) bardzo mi się podobał i żałuję tylko, że nie mogliśmy lepiej poznać reguł rządzących tym światem.
Kolejna sprawa, która dla wielu może być myląca to to, że na okładce nie ma nigdzie zaznaczone, że jest to zaledwie 1 tom serii. Gdyby nie to, to zapewne nie irytowałby mnie fakt, że tak mało się dowiadujemy, a momentami nie dzieje się wiele. Spodziewałam się zamkniętej powieści, a zatem też tego, że poznam więcej odpowiedzi na różne pytania.
Bardzo mocny element tej książki to pióro autorki - bardzo lekkie i swobodne, dzięki któremu przez powieść się płynie jak na chmurce! Dodatkowym atutem jest subtelny humor, wplatany do książki. Bardzo mi się spodobał, nieraz wywołał uśmiech na mojej twarzy, był dobrze wyważony i trafiony w punkt!
Ocena książki nie przychodzi mi łatwo, bo choć pomysł jest niewątpliwie bardzo oryginalny, styl wybitnie przyjemny, to jednak oczekiwałam trochę więcej akcji i dopuszczenia do tych fajnych informacji. Było trochę zbyt tajemniczo i przez to nie mogłam w pełni docenić czy zrozumieć tego co się w książce działo.
Mimo, że miałam dłuższą przerwę od czytania, dużo było w tej książce takich oklepanych schematów "fantastyki młodzieżowej". Nie jest wybitna, czasami trochę mnie skręcało przy wątkach romantycznych, ale przyjemnie się czytało i chętnie zobaczę co przyniosą kolejne części.
Ustalmy coś – czasami się nam w życiu po prostu nie udaje. Nie ma, co tutaj tego za bardzo rozważać, poddawać analizie, wypisywać błędy i myśleć nad konsekwencjami. Nie musi być to nasza wina, nie musi być to niczyja wina. Jakiś efekt motyla, który można podsumować właśnie stwierdzeniem, że czasami się nie udaje. Nie ma w tym nic złego i trzeba iść do przodu. Dostosowywać się do nowych, niekoniecznie lepszych warunków. Czy jest jakiś inny wybór? Odpowiedź również oczywista – nie ma. I wiecie co? Może to lepiej, nigdy nie wiemy, czy efekty tych niezadowalających nas wydarzeń nie przyniosą czegoś naprawdę wspaniałego.
W pewnym sensie tak można ująć historię Agaty. Ze względu na szereg różnych sytuacji, gdzie zarzucano jej dość poważne problemy z odróżnianiem rzeczywistości od wyobraźni, młoda kobieta musiała zrezygnować z pracy redaktora i znaleźć sobie nową. Zabrzmi to dość nietypowo, ale została woźną w przedszkolu. Praca jak praca, powołania można się dopatrzeć, ważne, że pieniądze przynosi... No dobra, słabe pieniądze i jak się okazuje niesie ze sobą jeszcze większy szereg komplikacji niż te, z którymi Agata musiała sobie radzić wcześniej. Czy nowa woźna przystosuje się do nowych warunków pracy? Czy naprawdę nie odróżnia swoich wyobrażeń od realu?
"Tajne przez magiczne" to jedna z tych książek, która od jakiegoś czasu przykuwała mój wzrok i miałam wrażenie, że jest dosłownie wszędzie. A że czasami nie można nie poddać się impulsom, być może zwanym przeznaczeniem, postanowiłam ją przeczytać. Tym bardziej że z pomocą przyszedł mi book tour, którym byłam swoją drogą niesamowicie podekscytowana, bo nigdy wcześniej nie brałam udziału w takiej akcji. Jednak podstawowe pytanie brzmi – jak mi się spodobała powieść?
Początkowo nie byłam przekonana do samego pomysłu. Zadawałam multum pytań typu, czemu akurat woźna w przedszkolu, czemu motywy słowiańskie... Wydawało mi się to niekoniecznie odpowiednim połączeniem. Na szczęście z czasem okazało się, że bazowanie na dobrze nam znanych motywach ma w sobie olbrzymią zaletę. Przede wszystkim daje nam poczucie czegoś znajomego, czegoś, z czym się już zaprzyjaźniliśmy. Jednak w wykonaniu pisarki czuć też powiew świeżości. Katarzyna Wierzbicka dodała coś od siebie, tworząc unikatową opowieść.
Sam styl pisarski jest wyjątkowo przyjemny w odbiorze. Ma w sobie lekkość, co ma wiele zalet. Jedną z nich jest możliwość szybkiego czytania, bez męczenia się. Niezwykłe poczucie humoru kreuje wiele sytuacji przezabawnych, rozluźniających napięcie i dających najnormalniej w świecie odpocząć od codzienności. Mocno doceniam ten aspekt. Nie jestem fanką komedii, w sumie to systematycznie omijam je, ale jak większość z nas, lubię się pośmiać. Jedynym mankamentem stylistycznym, który w pewnym momencie zaburzył cały odbiór fabuły, jest niestabilność. "Tajne przez magiczne" to bez wątpienia książka dla dorosłych, ponieważ pojawiają się tam brutalne sceny i lekkie podteksty erotyczne, więc ewentualnie wchodzi jeszcze w rachubę starsza młodzież. Niemniej przez to, że akcja w dużej mierze toczy się w przedszkolu i jest tam wiele małych dzieci, to miałam poczucie, że to powieść dla dzieci. I zakończenie... Było epickie, a gdy mówię o epickim, to mam już odczucie, że powoli wchodzimy w high fantasy. To troszkę hiperbola w tym przypadku, bo to nadal nasz świat, niemniej na spokojnie można o tym zapomnieć. Te dwa style i konwencja fantasy nie współgrały ze sobą, nie wiem nawet, czy jest to możliwe. Zapewne tylko dla pionierów, w tym przypadku brakowało między nimi płynności.
Pod względem fabuły bawiłam się doskonale. Napędzało to przede wszystkim pragnienie dowiedzenia się co dalej, jak potoczą się losy bohaterów i o jakim świecie mówimy. Tym bardziej że dobrze czułam się w atmosferze przedszkola i paranormalnych wydarzeń mających tam miejsce. Naprawdę widzę oryginalność i potencjał stworzenia takiego niezwykłego miejsca. A w dodatku swobodnie odnajdywałam się w myślach Agaty i rozumiałam jej uczucia i przyczyny podejmowanych decyzji. Stanowczo mam zamiłowanie do łączenia normalnego życia szarej myszki z magicznymi wątkami.
Chciałam też parę słów rzec o wykreowanym świecie. Jest to mocno połączone ze stylem pisarki i gryzącą się konwencją i fabułą. Ogólnie cały świat uważam za niekonwencjonalny i mający olbrzymie możliwości, jednak brakuje mi w nim fundamentów i przede wszystkim jest właśnie niedopracowany w wielu aspektach. Początkowo jest wyjątkowo tajemniczy, co napędza fabułę i odpowiada za zaangażowanie czytelnika. Tylko w którymś momencie zdałam sobie sprawę, że jest to rodzaj uniwersum. Dowiaduję się o tym ze słów bohaterów, ale tak naprawdę nie dostaję na to żadnych dowodów. Muszę wierzyć autorce na słowo, co oczywiście robię, ale mocno wierzę, że w następnym tomie dostanę możliwość sprawdzenia wielu rzeczy sama.
Natomiast bohaterów wydaje mi się być naprawdę dużo, za co po trochu odpowiadają dzieci, co mocno cenię. Mamy przedszkole pełne przedszkolaków, co prawda małych i jeszcze niekoniecznie rozumiejących wszystko, ale jednak nadal ludzi. Pisarka o tym nie zapomniała. Nie zapomniała, że kilkuletnie dziecko też ma już swój zestaw cech, jakiś doświadczeń i może być pełnowymiarowe jak każdy dorosły. Widać to w dopracowanych kreacjach dzieci i skupieniu się na szczegółach. A odnosząc się do naszej głównej bohaterki, czyli Agaty, to przyznam, że niesamowicie ją polubiłam. Dzięki wnikliwości jej przemyśleń łatwo było mi się utożsamić z nią i zobaczyć świat jej oczami, poprzez jej myśli i doświadczenia. Pewnie dlatego tak intensywnie urzekła mnie postać Dawida, który jest przykładem przystojnego i wprost hipnotyzującego bad boya, a warto przypomnieć, że zazwyczaj nie przepadam za takimi postaciami męskimi.
Tematycznie w "Tajne przez magiczne" widzę obraz braku akceptacji i tolerancji. Wszystko co inne, co odmienne i niespełniające jakiś narzuconych zasad, które tak naprawdę nie wiadomo nawet, kto ustalał, wydaje się być złe. Powieść wymusza pytanie: dlaczego? A zakończenie pozwala usłyszeć głosy, co się stanie, jeśli odmienność okaże się czymś normalnym, ale jednak nadal nieakceptowalnym dla społeczności. Kto wygra taką walkę? Sama chciałabym się tego dowiedzieć, choć nie jestem pewna, czy jestem na to gotowa.
Powieść "Tajne przez magiczne" dała mi fantastyczną rozrywkę i pozwoliła poznać bohaterów, do których przywiązałam się i z niecierpliwością czekam na ich dalsze losy. Sama historia ma parę wcześniej wymienionych wad, ale jest przeze mnie odbierana pozytywnie. Na pewno osobom, które lubią lekkie powieści z wątkami magicznymi i słowiańskimi, przypadnie do gustu.
Czytanie książek pozwala nam oderwać się od szarej rzeczywistości i na moment przenieść się do innego świata. Uruchamia naszą wyobraźnię, aż w końcu zaczynamy marzyć o magii, która mogłaby kryć się tuż za rogiem. Agacie, głównej bohaterce, „Tajne przez magiczne”, takie marzenia były raczej obce. Jedyne, czego chciała, to święty spokój i chwila oddechu od pracy w wydawnictwie. Postanowiła więc zatrudnić się w przedszkolu na stanowisku woźnej. Tam czekały na nią krzyki i płacz dzieci, ale także coś znacznie mroczniejszego, co do tej pory skutecznie chowało się przed jej wzrokiem…
„Tajne przez magiczne” to książka, do której przyciągnął mnie już sam opis. Od razu poczułam się zaintrygowana, gdy dowiedziałam się, że Katarzyna Wierzbicka wybrała przedszkole na akcję swojej powieści fantasy. To dość nietypowe rozwiązanie, które mogło zadziałać na korzyść książki, lub bardzo łatwo popsuć całą historię. Wszystko zależało od autorki i kierunku, który zdecydowała się obrać.
Już w pierwszym rozdziale akcja dość szybko się rozkręciła. Od razu zostałam wrzucona na głęboką wodę — do życia Agaty, która właśnie postanowiła, że zacznie pracować w przedszkolu. Jest to bohaterka, której podejście do świata niektórych może zirytować. Miałam tak na początku, chciałam nią potrząsnąć i powiedzieć, żeby w końcu wzięła się w garść. Później zrozumiałam, że jest to osoba, którą życie wyraźnie przytłoczyło i która nie radzi sobie z wieloma sprawami, bo po prostu nie rozumie, że byłaby w stanie im podołać. Agata jest po prostu ludzka, ma wady, ale i przeszłość, która nie pozwala jej w pełni rozwinąć skrzydeł. Wydaje mi się, że w „Tajne przez magiczne” dużo jest takich rzeczy, które ukrywają się przed czytelnikami. Na przykład powody zachowania przedszkolaków obdarzonych magicznymi zdolnościami. Dzieci nie zawsze używały ich w dobrych celach i to nie tylko dlatego, że nie wiedziały, jak wielką mają siłę. Katarzyna Wierzbicka za zasłoną dymną utkaną z humorystycznych wstawek, nie tak znowu absurdalnych sytuacji (sprawa z mamą Iwonki, bliźniaczo podobna do opowieści mojej mamy, nauczycielki) i licznych zwrotów akcji, schowała parę poważniejszych tematów jak depresja, czy wpływ wyborów rodziców na zachowanie dzieci. Oddała w ręce czytelników ambitną lekturę, ale także całkiem niezłą powieść urban fantasy. Przez lwią część książki nie wiedziałam, dokąd zmierza fabuła, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało, bo bawiłam się świetnie. Czułam się trochę jak Agata, która musiała odnaleźć się w nowej, dość niepokojącej rzeczywistości. Druga część powieści była dla mnie odrobinę lepsza, ale być może było tak dlatego, że zdążyłam się już polubić z tą historią. W połowie akcja przyspieszyła i wskoczyła na szlak, który prowadził już wprost do finału. Końca, który uświadomił mi, że to dopiero początek, bowiem „Tajne przez magiczne” jest jedynie wstępem do serii. Niezwykle mnie to cieszy, bo potencjał świata stworzonego przez autorkę jest ogromny, a do tego jeszcze wiele kart pozostało nieodkrytych. Z przyjemnością dowiem się więcej o strukturze społeczności Iskier. Liczę także na więcej elementów zaczerpniętych z mitologii słowiańskiej.
Tylko do dwóch rzeczy mam drobne zastrzeżenia. Po pierwsze początek książki. Lubię, gdy akcja szybko się rozkręca, ale tutaj nawet jak dla mnie za wiele się działo. Agata zaczynała pracę w przedszkolu i jednocześnie tłumaczyła, jak znalazła się w tym, a nie innym miejscu. Dobrze było się o tym dowiedzieć, ale poczułam się trochę przytłoczona tymi wszystkimi informacjami. Druga rzecz to przekleństwa. Rozumiem ich obecność, ale trochę wybijały mnie z czytelniczego rytmu.
4,25 ⭐ Opis książki zachęcił mnie do jej przeczytania, jednak nie spodziewałam się, że ta historia spodoba mi się aż tak bardzo! Styl autorki jest bardzo przyjemny. Fantastyka i rzeczywistość zostały połączone ze sobą w spójna całość. Do tego dzieje się tu naprawdę wiele, choć sam początek stanowi raczej wolniejsze wprowadzenie do świata. Z reguły nie lubię kiedy w książkach pojawiają się polskie imiona, jednak (o dziwo) w tym przypadku nie przeszkadzały mi. Najbardziej polubiłam humor, szczerość oraz cięty język głównej bohaterki. Tym też Agata zdobyła moje serce. Polubiłam również pozostałe postacie, jednak żałuję, że nie miały one nieco mocniej wykreowanej osobowości. Bardzo dobrze wypadły też elementy fantastyki. Podobała mi się przede wszystkim różnorodność wśród nadnaturalnych istot, ale także nawiązanie do elementów mitologii słowiańskiej. Pochwalić muszę również sam pomysł. Nigdy nie pomyślałam, że książka o podobnej fabule może zostać osadzona w przedszkolu. Myślę, że dodaje to też pewnej logiki, bo zachowań tak małych dzieci nie można kontrolować w prosty sposób. Agata musi zmierzyć się nie tylko z materialnymi demonami, ale także z tymi z przeszłości. Spotkanie członka rodziny, a także dawnych znajomych po tak wielu latach będzie miało spory wpływ na życie kobiety. Może nie był to mój ulubiony motyw, ale całkiem mi się podobał.
Książkę naprawdę polecam. Spodoba się przede wszystkim miłośnikowi urban fantasy z dobrym poczuciem humoru. Historia raczej dla tych nieco starszych czytelnikowi.
Agata Filipiak zmienia swoje życie - rezygnuje z dotychczasowej pracy w redakcji, szuka nowej i wszyscy są zaskoczeni, że wybrała pracę woźnej w pewnym przedszkolu. Liczy na to, że będzie dużo spokojniej, ale spokojnie wcale nie będzie. Tym bardziej, że przedszkolaki jak to przedszkolaki, dają w kość, a jeszcze panoszą się wszelkiej maści istoty nadnaturalne.
Zabrałam się za tą książkę w sumie bez większego przemyślenia. W aplikacji był audiobook, akurat na wierzchu to zaczęłam słuchać. Muszę przyznać, że to zaskakująca książka. Postać Agaty zyskała moją sympatię ze względu na swój humor. Ironiczny, czarny, momentami sarkazm dominuje, a cięty język w dialogach potrafi rozbroić. Jednak nie kończy się na tym ta postać, bo mamy też zarysowaną przeszłość, która rzutuje na bieżące wydarzenia. Jeśli chodzi o pomysł na historię to uważam, że ma potencjał, który został w większości wykorzystany, a i konsekwencja została zachowana. W historii pojawia się wiele elementów fantastycznych (w tym również elementy z mitologii słowiańskiej) oraz magicznych, przemieszanych z rzeczywistością. Nie myślałam, że będę mieć tutaj tyle plot twistów, a zakończenie chyba było najbardziej zadziwiające.
Ciekawie napisane urban fantasy. Nigdy bym nie pomyślała, że demony można umieścić w przedszkolnej otoczce i to będzie działać.
Dla mnie bardzo przeciętna książka. Skusiłam się na nią ze względu na słowiańskie motywy, ignorując iż to urban fantasy z którym nie do końca mi po drodze. W skrócie mówiąc: to wszystko już było. Nie chcę tu wymieniać popularnych na przełomie kilku lat tytułów, jednak każdy zauważy podobieństwa. Oczywiście ciężko byłoby wymyślić coś zupełnie innego/nowego, jednak dlaczego znowu główną bohaterką musi być babka, której nie potrafię polubić i jest tak irytująca, że miałabym ochotę trzasnąć ją w twarz. Antagonista jest do rozgryzienia w pięć minut, a motywy słowiańskie jakieś tam są, BO SĄ i tyle. Właściwie jako tako słowiańskości jest tyle, co kot napłakał i chętnie bym się dowiedziała, które to słowiańskie wątki czytelnikom tak się podobały, bo nie potrafię tego odgadnąć. Ogólnie jest za dużo zbędnego gadania, a za mało konkretów. Szału nie ma, ale tragedii też nie.
Myślę że gdybym była targetowaną demografią ocena byłaby wyższa :D No ale nie jestem, a książka wciąż spoko; super pomysł, gładko się czyta - widać że autorka wiedziała o czym pisze i dodatkowo nieźle wyegzekwowała.
Polecam przede wszystkim rodzicom z dziećmi w wieku przedszkolnym albo komukolwiek związanemu z przedszkolem - pewnie rozbawi bardziej niż mnie :D
Kto by wpadł na przeniesienie wykształconej kobiety bez podejścia do dzieci do przedszkola? I to jeszcze w roli woźnej? Do tego dodajemy fantastykę z mitologią Słowiańską w tle ... I wychodzi idealna na jesienny wieczór, dobrze napisana, klimatyczna książka. Polecam z całego serducha 😏
Koncept dosyć ciekawy, momentami książka była zabawna, ale niestety znajduje się w niej cała masa błędów. Pani Ewa zostaje pomylona z Eweliną, główna bohaterka próbuje sobie przypomnieć sposoby na zmorę "o których kiedyś czytała" dosłownie pięć minut po rozmowie telefonicznej z ojcem, który jej te sposoby przekazał, zmora zostaje też nazwana południcą, itp. itd. Raziło to tym bardziej, że bohaterka była redaktorką i mowa była o kiepskim pisaniu i poprawkach 😅 Mimo to sięgnę po kolejne części!
Dobra książka, ale z nastawieniem, że to nie jest wielka literatura. Ciekawe spojrzenie na słowiańskość, dobre plot twistu, słuchałam w audiobooku i siadło. Teraz cisnę drugi tom.
Duża dawka humoru, sarkastyczne postacie. Jesienny, momentami mroczny klimat. Magiczne stworzenia. To i jeszcze więcej otrzymacie w książce Tajne Przez Magiczne autorstwa Katarzyny Wierzbickiej.
Agata Filipiak po rzuceniu pracy w redakcji postanawia zatrudnić się w przedszkolu na stanowisku woźnej. Kobieta ma nadzieję, że ta praca okaże się spokojniejsza i dużo mniej stresująca... Szybko jednak się okazuje, że nie wszystko będzie tak łatwej jak jej się wydawało, a oprócz radzenia sobie z niesfornymi dziećmi będzie miała do czynienia z różnymi nadprzyrodzonymi zjawiskami i demonami, które są dużo groźniejsze niż gniew dyrektorki placówki i rodziców podopiecznych razem wziętych. A jakby tego było mało odkryje tajemnicę, o której żaden człowiek nie powinien się dowiedzieć... ____________
"Tajne Przez Magiczne" to książka, która idealnie wpisuje się w mój gust czytelniczy. Jest napisana niezwykle lekko, z ciekawymi dialogami i z ogromną dawką humoru przez co po prostu się przez nią płynie... I w moim przypadku bardzo często parska śmiechem. Zwłaszcza gdy czytałam o wydarzeniach rozgrywających się w przedszkolu, gdy Agata na każdym kroku zdawała sobie sprawę, że jednak praca z dziećmi nie jest tak łatwa jak początkowo jej się wydawało.
No właśnie, Agata - polubiłam ją niemal od razu i jej losy nie były mi obojętne, dodatkowo uważam że jest to świetnie wykreowana postać, a jej zachowanie jest jak najbardziej adekwatne do sytuacji w której się znalazła. Z pewnością nie jest to idealna bohaterka, ale taka w którą łatwo uwierzyć. Jednak pomimo całej mojej sympatii do niej, moim ulubieńcem zdecydowanie jest Dawid... Chociaż przyznam szczerze, że po tym co się zadziało w ostatnich rozdziałach nie jestem już tego taka pewna. Totalnie nie spodziewałam się, że to wszystko pójdzie w tę stronę.
Nie zliczę ile razy na przestrzeni książki zostałam zaskoczona przez to w jaki sposób skręcała fabuła czy przez zachowanie postaci. Wielokrotnie gdy już myślałam, że przewidziałam co się zaraz wydarzy albo już odkryłam jakie są czyjeś motywacje, nagle działo się coś czego totalnie się nie spodziewałam. Za razem nie miałam wrażenia jakby fabuła stawała się przekombinowana czy na siłę udziwniona by zaskoczyć czytelnika. Także zdecydowanie autorce należy się duży plus! ____________
Ta książka wyrwała mnie z potężnego zastoju czytelniczego, nie mogłam oderwać się od tej historii, a pokochałam ją od pierwszych rozdziałów! Im dalej tym bardziej byłam zaintrygowana co się jeszcze może wydarzyć... A końcówka, wow! To był totalny rollercoaster emocjonalny, nie spodziewałam się takich płot twistów i jestem niesamowicie ciekawa co się wydarzy w kolejnym tomie! Całe szczęście już stoi on na mojej półce i w najbliższym czasie pewnie sięgnę po kontynuację. A wam bardzo serdecznie polecam Tajne Przez Magiczne i mam nadzieję, że tak jak ja pokochacie tę historię.
„Tajne przez magiczne” bardzo miło mnie zaskoczyło. Lektura dostarczyła mnóstwo rozrywki (co może potwierdzić mój mąż, któremu co rusz czytałam na głos co lepsze fragmenty). Zanim przejdę do konkretów, chciałam zwrócić uwagę na świetną okładkę, która przyciąga oko i sprawia, że chciałabym mieć książkę nie tylko w wersji elektronicznej.
Moje serce najbardziej podbiła warstwa obyczajowa. Oddanie realiów przedszkolnego życia – mistrzostwo, śmiałam się do łez. Szukałam tego nadmiaru zdrobnień, na który niektórzy narzekają, ale nie dopatrzyłam się ich w narracji. Owszem, było ich sporo w dialogach, ale ciężko mi sobie wyobrazić, żeby miało być inaczej, kiedy dorośli zwracają się się do czterolatków.
Polubiłam się też z Agatą, co wcale nie było od początku oczywiste. Pierwsze spotkanie zrobiło niezbyt dobre wrażenie – wydała mi się nieprzyjemną i niezbyt rozgarniętą osobą (bo kto, szukając spokojnej pracy bez wielkiej odpowiedzialności, zatrudnia się w przedszkolu?). Potem jednak, w miarę jak obserwowałam jej proces przystosowywania się do nowego miejsca, relację z ojcem, poznawałam historię jej życia, stała się dla mnie osobą z krwi i kości. Bardzo dobry przykład, jak z postaci, która jest rzeczywiście "szarą myszką" nie zrobić nudnej, tekturowej karykatury, tylko prawdziwą kobietę z jej marzeniami, przejściami i osobowością.
Bardzo podobał mi się motyw z Dawidem, a zwrot akcji, który w nim nastąpił, zaskoczył mnie całkowicie. Co, biorąc pod uwagę, w kierunku jakiego wątku szła jego relacja z Agatą, jest chyba największym komplementem.
Świat demonów, zjaw i Iskier jest ciekawy i bardzo naturalnie wpleciony w całość, ale cała część fantastyczna mniej mnie chwyciła za serce. To, co działo się w przedszkolu i miało coś wspólnego z dziećmi przemawiało do mnie bardziej. Sam fakt, że Agata z cynicznej i wkurzonej woźnej stała się obrończynią swoich zasmarkanych i śmiertelnie groźnych podopiecznych autentycznie mnie wzruszył i jest też bardzo prawdziwy. Nie miałam tutaj najmniejszych wątpliwości co do motywacji bohaterki i kibicowałam jej całym sercem.
Jeśli chodzi jednak o szerszy kontekst, zabrakło mi chyba wyraźniejszego pokazania, o co właściwie toczy się gra. Owszem, rozgrywki o władzę są zrozumiałe, ale co dokładnie sprawiło, że konkretne postacie znalazły się po tej a nie innej stronie barykady? Jaki miały w tym wszystkim osobisty interes? Informacja o alternatywnej historii bardzo mnie zaciekawiła, ale nie doczekałam się szczegółów. Dopiero na sam koniec dostałam przykład tego, jak mieszanie się świata magicznego i niemagicznego może wyglądać w praktyce i te fragmenty, choć krótkie, sprawiły mi dużo satysfakcji. Sprawiało to, że czytałam z zaciekawieniem, ale czułam się niemal do samego końca tak samo zagubiona jak bohaterka.
Jeśli dobrze rozumiem, zapowiada się drugi tom, więc liczę na to, że zanurzymy się trochę głębiej w ten magiczny świat. Na pewno po niego sięgnę, bo wątek, który pozostał otwarty na koniec tej części zapowiada się smakowicie.
Jeden wielki chaos , napisany strasznie infaltylnym i jednocześnie topornym językiem , skończyłam chyba tylko dlaczego że słuchałam w audiobooku i szczerze zaraz po przeczytaniu zupełnie wyparowała mi z głowy. Jestem zawiedziona bo opis brzmiał super, a sama książka moim zdaniem bardzo słaba.
Uwielbiam słowiańskie klimaty i chętnie sprawdzę niemal każdą powieść w tematyce, dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, nie wahałam się wziąć za "Tajne przez magiczne", które na moim radarze było już od jakiegoś czasu. Bohaterka po załamaniu przychodzi pracować w szalonym przedszkolu, gdzie atakują ją potwory? No przecież to brzmi zabójczo! Ale po kolei...
Na początek muszę powiedzieć, że przez książkę po prostu płynęłam! Czytało się ją bardzo szybko, nawet nie zauważałam, kiedy przewracałam kolejne strony, a zasługa w tym lekkiego i pełnego humoru pióra autorki. Lektura "Tajne przez magiczne" była przyjemna jak mało która, miała taki... swojski styl, idealny na jesienny wieczór pod kocykiem z dobrą kawą/herbatą.
Kolejnym elementem, który ten klimat tworzył, było... miejsce osadzenia akcji książki. Przedszkole?! Niespotykany pomysł. Ale jak dobry! Autorce udało się stworzyć maleńką społeczność tak rzeczywistą, że niemal sama czułam to zmęczenie bohaterki nią. A kiedy dzieciaki są niesforne nie tylko dlatego, że są dzieciakami, ale w grę wchodzą jeszcze jakieś nadprzyrodzone moce... moje zainteresowanie historią poszybowało w kosmos. Zrobiło się tajemniczo, zrobiło się zagadkowo, a to coś, co uwielbiam. Niestety tutaj pojawia się także jeden z moich problemów z tą książką. Przez praktycznie cały czas pogrążamy się w kolejnych niewiadomych, nie dostając żadnych wyjaśnień - poza paroma skrawkami tu i tam, które w gruncie rzeczy nic nie tłumaczą, bo akurat te informacje mogliśmy wywnioskować z kontekstu. W pewnym momencie zaczęło mnie to strasznie drażnić. I wiadomo, gdy mamy do czynienia z serią, a nie jednotomówką, nie odsłania się wszystkich kart na raz. Ale jednak kilka wypadałoby pokazać... bo w pewnym momencie moja fascynacja przerodziła się we frustrację. Sytuacji nie pomagali też bohaterowie, którzy mocno denerwowali się na główną bohaterkę za jej brak wiedzy w temacie magicznym, gdy NIKT (w tym ci zdenerwowani) nie chciał jej nic wytłumaczyć, mimo że wiele razy pytała i prosiła. I to każdy bohater. Za. Każdym. Razem. Jest to może taka drobnistka, która mnie szczególnie drażni, ale no nie znoszę po prostu, gdy całą książkę zamiast coś bohaterowi - a w tym i czytelnikowi - wytłumaczyć, używa się wymówek typu "wszystko w swoim czasie" bądź "nie mieszaj się (dLa SwOjEgO dObRa)". Mam wtedy wrażenie, jakby autor nie wiedział jak pozostawić coś tajemnicą i zaserwować na koniec plottwist, jednocześnie dając nam po drodze jakieś poszlaki. A jak możecie kojarzyć z pewnych recenzji bądź wstawek na story, kluczowym w plottwistach jest dla mnie to, żeby nie brały się z niewiedzy czytelnika, a sprytu twórcy.
Jak już w temacie bohaterów jesteśmy, to hmm... ciężko mi coś o nich powiedzieć, jakoś ich ocenic. W większości byli dobrze wykreowani, motywację wielu z nich dobrze rozumiałam, a jednak ci ważniejsi... ich nie łapię. Nie do końca. I chyba jest to pokłosie problemu opisanego powyżej - braku jakichkolwiek informacji. Np. Dawid - nie rozumiem jego zachowania na sam koniec, jego (idiotycznego) planu i co chciał osiągnąć - albo sam jest ekstremalnie głupi i nie wie, że na pewne rzeczy jakie chciał zrobić już za późno, albo naprawdę nie rozumiem zasad panujących nad tamtym światem i ludźmi. Nie rozumiem też zresztą wielkiego planu dwóch głównych antagonistów (bo podejrzewam, że tym mieli być?) - wydaje mi się mieć wiele niedociągnięć. Nie w pełni też pojmuję pewne zachowania i decyzje głównej bohaterki, które nie raz wydawały się ze sobą sprzeczne. A jak już o Agacie mowa... Tak jak na początku bardzo ją polubiłam, tak z biegiem czasu zaczęła mnie irytować i męczyć, do tego stopnia, że końcowo nie mogę uznać głównej bohaterki za kogoś pozytywnego w moich oczach. To akurat niekoniecznie jest minus, ma wyraźny i silny charakter, po prostu jesteśmy tak różnymi ludźmi, że w prawdziwym życiu mogłybyśmy się nie polubić - obustronnie, że tak dodam, poznawszy już parę jej przekonań. Całkowicie jednak rozumiem wszystkich zwolenników jakich ma, mało tak naprawdę takich bohaterek jest w literaturze. Osobiście jednak dużo chętniej przeczytałabym historię jej matki, od momentu poznania... pewnego bohatera, (którego imienia nie wymienię ze względu na spoilery, a dla którego m.in. zostawiła rodzinę) i jej perypetie od tamtej pory. Wydaje mi się dużo ciekawszą bohaterką i chętnie poznałabym ją głębiej. 🤔 Mam nadzieję, że coś z tego pojawi się w drugim tomie, którego premiera już niedługo.
Jeśli mówimy o minusach, niestety muszę powiedzieć, że rozczarowało mnie też pokonanie jednego ze "złoli" - żeby nie spoilerować powiem tylko, że chodzi mi o scenę podczas przedstawienia. Jak dla mnie było to conajmniej śmieszne i nieco pozbawione sensu. Trochę takim... zwieńczeniem tej pochyłej równi się dla mnie stało to zakończenie, a miałam nadzieję, że wynagrodzi ono te przeszkody jakie się pojawiły po drodze.
Zdaję sobie sprawę, że na razie ta recenzja nie ma specjalnie pozytywnego wydźwięku. Niech was to jednak nie zwiedzie, bo w ogólnym rozrachunku książka mi się podobała! Tak jak mówiłam na początku; jest bardzo fajnie napisana, rozbawiła mnie nie raz, a do tego prezentuje nam wiele ciekawych wątków, zwłaszcza tych związanych ze słowiańską mitologią. Autorka wplata do książki sporo swoich interpretacji stworzeń i przyznaję, to podobało mi się ogromnie. To były elementy, które wciągały mnie najbardziej i o których chętnie będę dalej czytać. Fabuła zaciekawia od samego początku, z każdą stroną coraz bardziej chciałam zobaczyć, co też jeszcze może się wydarzyć w jednym małym przedszkolu - i nie byłam zawiedziona, gdy karastrofa za katastrofą pociągały Agatę jak i mnie głębiej w intrygę. Myślę, że to moje rozczarowanie na koniec było wywołane właśnie tym, jak mocny start miała ta książka. Nie jest to jednak coś, czego nie da się naprawić, nie przekreślam więc tej historii.
Jak widzicie, nie jest to książka idealna, choć mimo wszystko "Tajne przez magiczne" polecam. Ostatnie 30% mnie rozczarowało, nie da się tego ukryć, wcześniej jednak bawiłam się naprawdę wyśmienicie i widzę w tej historii jeszcze wiele potencjału, który mam nadzieję zostanie w kolejnych tomach wykorzystany. 😁
Przedszkole, demony, magia. Czy to może działać? Zadawałam sobie to pytanie od pierwszej chwili, gdy tylko ujrzałam tę książkę w internecie. Mimo iż nie należę do osób dobrze zaznajomionych z fantastyką, a szczególnie z urban fantasy, zaufałam wydawnictwu i kupiłam tę książkę (a w zasadzie obie części na zeszłorocznych targach książki w Krakowie). Muszę powiedzieć, że to było naprawdę interesujące spotkanie z lekturą.
Główną bohaterką powieści jest Agata Filipiak. Kobieta przechodząca przez trudny okres w życiu zawodowym. Postanawia ona przenieść się do pracy w przedszkolu na stanowisko woźnej. Nowo podjęta praca wymaga od niej jednak dużych pokładów cierpliwości, jak i odwagi, gdyż nie wszystko, co się dzieje w nowym otoczeniu to rzeczy przyziemne. Musi ona radzić sobie również ze zjawiskami nadprzyrodzonymi, dzieckiem obdarzonym magicznymi mocami, a także odkryć co się dzieje za zamkniętymi drzwiami przedszkola.
To przykre zdać sobie sprawę, że nawet nie ma się z kim pożegnać przed śmiercią.
Po książkę Katarzyny Wierzbickiej sięgnęłam z czystej ciekawości oraz zaufania do wydawców Spisku Pisarzy. Muszę przyznać, iż na początku osadzenie powieści z gatunku urban fantasy w przedszkolu wydało mi się dosyć nietypowe. Książkę przesłuchałam w większości w formie audiobooka, co pewien czas sięgając po wersję papierową, by lepiej śledzić przebieg wydarzeń. Rozpoczynając swoją przygodę z „Tajne przez magiczne” czułam, że może to być książka nie do końca dla mnie, głównie przez wzgląd na osadzenie fabuły właśnie w takim miejscu jak przedszkole. Ciężko było mi się przestawić na to, iż akcja dzieje się właśnie tu, a nie gdzie indziej. Nie spotkałam się z tym wcześniej, a tym bardziej z tym, co miało nastąpić później. Autorka sprawnie pokierowała wszystkim tak, iż koniec końców jest tu dobrze zachowana konsekwencja. Czytelnik wie co z czego wynika, realizm dobrze łączy się z fantastyką, a humor wpleciony w tę historię to po prostu wisienka na torcie. Taka słodko-gorzka. Cięte riposty przeplatają się czarnym humorem, co tylko podsyciło moją ciekawość, gdyż uwielbiam tego typu humor. Główna bohaterka Agata rzuca sarkazmem to tu, to tam, a ona sama była jedną z ciekawszych postaci w książce. Mamy tu do czynienia z kobietą po przejściach, realnie patrzącą na świat i dociekliwą. I choć polubiłam ją niemalże od samego początku, jedna rzecz związana zarówno z nią, jak i z resztą postaci, które występują w powieści zgrzytała mi od czasu do czasu. Mowa tu o choćby o sprzecznościach w komunikacji między bohaterami: z jednej strony Agata nie może się niczego od innych dowiedzieć, mimo dociekliwości, po czym chwilę później ci sami nie potrafią pojąć tego, że ona nic z danej sytuacji nie rozumie. Było to zgoła irytujące momentami. Tak samo w sytuacji gdy wypominane jest jej tchórzostwo gdy stwierdza, że ma wszystkiego dość, a gdy chce się zaangażować w działania związane z magią, mówione jest jej by się do tego nie mieszała. Odnoszę przy tym wrażenie, że niektórzy bohaterowie sami nie wiedzą czego chcą.
Wszyscy powinniśmy być piękni, młodzi i bogaci, faceci nie powinni kłamać, dzieci umierać w dzieciństwie, a matki zostawiać swoich córek na pastwę losu, jakby te były lalkami, które straciły już urok nowości. Różne rzeczy powinny dziać się inaczej. Ale życie toczy się swoim torem, świat został skonstruowany właśnie w taki sposób i nie posiadałam żadnej czarodziejskiej różdżki, aby go naprawić.
Mimo wszystko książka jako całość zaprezentowała się według mnie naprawdę dobrze. Jest to lektura, w której ten dziecięcy klimat miejsca przeplata się z dorosłością, magią oraz brutalnością w walce o władzę. Być może w tym momencie odbieram tę książkę w na swój zwariowany sposób niezbyt poprawnie, choć sama nie wiem, czy to dobre określenie na coś, co wynika z własnego wnętrza, lecz widzę tu całkiem sporą analogię do ogólnie rzecz ujmując polityki oraz władzy, jak i biurokracji, której nawet świat magii nie omija. Podsumowując, uważam, że było to bardzo udane spotkanie z polskim urban fantasy i z pewnością przeczytam drugi tom, bo zaciekawiła mnie historia Agaty.
Agata Filipiak, była redaktorka książek fantasy w poszukiwaniu nowej drogi zawodowej trafia do przedszkola w którym zatrudnia się jako woźna. Kobieta liczy na to, że nowe miejsce pracy pozwoli jej okiełznać chaos, który zapanował w jej życiu prywatnym. Szybko przekonuje się jednak, że praca w przedszkolu nawet na takim stanowisku jest bardzo wymagająca, a placówka oświatowa kryje w sobie o wiele więcej tajemnic, niż początkowo podejrzewała.
Tajemne przez magiczne to mój pierwszy kontakt z piórem autorki, Katarzyny Wierzbickiej. Piórem niekiedy bardzo dojrzałym, innym razem pełnym humoru, ale trzymającym w napięciu, a przede wszystkim - pełnym plastycznych opisów, które bardzo dobrze się czyta.
Moim zdaniem jest to bardzo udana jak na debiut w tej tematyce książka, która łączy w sobie cechy kilku gatunków literackich. Mimo że główna oś historii związana jest z wątkiem fantastycznym, pojawiają się również liczne momenty komediowe, które rozładowują napięcie oraz takie, którym ze względu na wywoływany klimat najbliżej do horroru. Bardzo podobały mi się również nawiązania do słowiańskich wierzeń i umieszczenie ich w historii w otoczeniu przedszkolnych sal i głośnych maluchów. Dzięki takiej mieszance całość jest bardzo oryginalna i świeża, przez co łatwo znaleźć w fabule coś, co zainteresuje na tyle, by czytać dalej.
Świetnie bawiłem się podczas momentów, gdy przedstawiono scenki z przedszkola, które niekiedy bardzo trafnie, choć nierzadko z przymrużeniem oka oddają kwintesencę pracy z dziećmi.
Największym minusem tej historii jest dla mnie... główna bohaterka i niektóre z postaci pobocznych, którym trochę zabrakło głębi. Choć jestem w stanie racjonalnie zrozumieć niektóre z decyzji Agaty, tak moim zdaniem nie zostały one odpowiednio umotywowane w tej historii, przez co bohaterka w dużej mierze sprawiła wrażenie osoby, która się miota i nie może się zdecydować na to, by stanąć po jednej ze stron przedstawionego w historii konfliktu. Z jednej strony podobało mi się to, że główna bohaterka jest szarą myszką, która mimo wszystko decyduje się nie być bierna, jednak jej sprzeczne decyzje niekiedy po prostu nie miały moim zdaniem sensu. Gdyby pewne momenty w historii zostały dodatkowo rozwinięte, całość byłaby zdecydowanie bardziej wiarygodna.
Tajemnicze przez magiczne to bardzo oryginalna historia, która sprawia, że ciężko się od niej oderwać. Sposób prowadzenia fabuły i liczne zwroty akcji w połączeniu z dużą dawką humoru powodują, że nie sposób jej odłożyć. To moim zdaniem bardzo udany debiut i chętnie sięgnę po kontynuację, by sprawdzić jak potoczą się dalsze losy Agaty.
Po niedogodnościach, których doświadczyła pracując w wydawnictwie, stanowisko woźnej w pobliskim przedszkolu jawi się Agacie niczym istna sielanka. Praca pośród dzieci ma jej przynieść upragniony spokój i satysfakcję. Kobieta nie zdaje sobie jednakże sprawy, że dzieci, których przyjdzie jej pilnować wcale nie należą do zwyczajnych, a utęskniony spokój zamiast znaleźć się na wyciągnięcie ręki, stanie się wręcz nieosiągalny.
Już od jakiegoś czasu chciałam przeczytać „Tajne przez magiczne”. W końcu z opisu wynikało, że jest tam wszystko, co lubię – urban fantasy, magia i wierzenia słowiańskie. Do książki podchodziłam więc z bardzo pozytywnym nastawieniem i… nie zawiodłam się! Powieść pani Wierzbickiej okazała się być naprawdę dobra. Czytało mi się ją niesamowicie przyjemnie, za co w szczególności odpowiada niespotykanie wręcz lekkie pióro autorki. Przez całą historię po prostu się płynie, a kartki uciekają same. Nawiązując do stylu pisania, chciałabym jeszcze powiedzieć słów kilka o narracji. Jestem czytelnikiem, który niekoniecznie przepada za prowadzeniem historii w pierwszej osobie. Niejednokrotnie miałam wrażenie, że ta pierwsza osoba była napisana nieudolnie lub blokowała potencjał książki. W przypadku „Tajne przez magiczne” było odwrotnie! Narracja pierwszoosobowa sprawdziła się tutaj idealnie, pozwoliła na pełen rozwój i poznanie głównej bohaterki – przemyślenia i sarkastyczne myśli Agaty były tym, co dodawało powieści smaku. W całej historii było jednak parę niedociągnięć. O jednym bez problemu Wam opowiem, ale drugie przemilczę, aby nie zaspoilerować końcówki książki. Pierwszym, co trochę mi podpadło było to, że choć magia i informacje z nią związane, jak już wynika z tytułu, powinny być tajne, nie były wcale tak trudne do odkrycia, a Agata bez problemu wyciągała ze wszystkich dookoła to, co chciała wiedzieć. Druga rzecz z kolei była związana bezpośrednio z zachowaniem głównej bohaterki, ale jak już napisałam, więcej zdradzić nie mogę. Mimo tych drobnych wad, przy książce bawiłam się naprawdę świetnie. Umiliła mi ona kilka wieczorów i jestem naprawdę wdzięczna, że mogłam poznać tę historię. Z pewnością sięgnę po następne tomy!
Demony, magia, spisek i wiele tajemnic, a wszystko to w... przedszkolu?!
Otóż Agata też nie spodziewała się zastać tego w nowym miejscu pracy - co jak co, ale posada woźnej pracującej z dziećmi raczej kojarzy się pozytywnie. Niestety nasza bohaterka musi zmierzyć się nie tylko z demonami przeszłości, ale i demonami, które dziwnym trafem upodobały sobie akurat to konkretne przedszkole. Choć na początku nic nie klei się kupy Agata poznaje tajemnice skrywane przed nią od bardzo dawna. Czy jednak poradzi sobie z grupą czterolatków, hordą demonów i olbrzymim kogutem zabójcą?
Przy tej lekturze bawiłam się przednio! Humor autorki bardzo do mnie trafił i śmiałam się co rusz, choć nie powiem - wiele momentów przyprawiło mnie o ciarki... brrr... oczywiście był to taki strasznie pozytywny dreszczyk.
Motyw słowiańskich demonów jest świetnie wpleciony w opowieść, a pomysł na książkę bardzo oryginalny. Akcja toczy się wartko. Co natomiast jest ważne - nie było tutaj momentów, w których traciłam wątek. Wszystko było dobrze dopracowane i jasno przedstawione. Odnośnie bohaterów nie mam zastrzeżeń, choć niektórym brakowało nieco głębi, jednak byli bardzo realni i za to duży plus! Historia Agaty wciąga i nie puszcza do ostatniej strony. Miałam ochotę poznawać świat z jej perspektywy i razem z nią przeżywać zaskoczenia. No i jeszcze dzieci - tutaj szaleństwo! Przysięgam ich niektóre teksty przyprawiały mnie o gęsią skórkę, kiedy wyobrażałam sobie ich wypowiedź - były mega niepokojące i zostawiały w niemym szoku.