Twarzą w twarz z wszechogarniającą ciszą, lodem i surowym klimatem.
Dagmara Bożek oddaje głos kobietom, które wdarły się do polarnego kręgu wtajemniczonych. To właśnie one przełamały uprzedzenia, skruszyły lód i niejednokrotnie udowodniły, że drzemie w nich siła. Jak wyglądała ich droga do krainy śniegu i gór lodowych? I za co pokochały białą pustynię, w której noc polarna trwa kilka miesięcy, a mróz wdziera się pod każdą warstwę ubrania?
Joanna Pociask-Karteczka otarła się o śmierć, gdy podczas jednej z wypraw doszło do awarii łodzi na środku lodowatego fiordu – potem stanęła oko w oko z niedźwiedziem polarnym.
Maria Agata Olech uratowała stację przed likwidacją, choć wcześniej przez lata starała się o zgodę na udział w wyprawie. Przeszkodą była bowiem… jej płeć.
Wiesława Ewa Krawczyk usłyszała od przełożonego, że kobiety tylko piją kawę i malują paznokcie, a w filmie dokumentalnym o Spitsbergenie została Wiesławem.
Badaczki, podróżniczki, żony, córki, siostry, poszukiwaczki. To one opowiedzą o jednej z najbardziej ekstremalnych przygód życia.
Nie mam już dziesięciu lat i historie kobiet opowiedziane w "Polarniczkach" nie sprawią, że nagle postanowię pracować w akrtycznych tematach żeby kiedyś być członkinią wyprawy polarnej (za stara na to jestem, niestety), ale O MATKO jak bardzo chciałam posłuchać o kobietach w Arktyce i na Antarktydzie. To bardzo potrzebna książka uzupełniająca realną lukę w historii! Co nie zmienia faktu, że jest w niej coś drażniącego - leksykonowy styl (tylko do połowy książki, proszę się nie zrażać), kilka wrzutek w stylu "mistyczna kobiecosc" i "kobieta-natura" itp. ("Druga płeć" nauczyła mnie, jakie to szkodliwe koncepcje), gender-blindness i udawanie, że płeć jest przezroczysta. Czasami czułam się mocno poirytowana. Nie są to jednak elementy wprowadzane przez samą autorkę (nie wszystkie z nich), a przez tytułowe polarniczki, więc w sumie dobrze, że pojawiły się w tekście. Ich wykreślenie ocierałoby się o cenzurę. Szkoda tylko, że te wyemancypowane kobiety i beneficjentki całych dziesieciowci walki kobiet o równouprawnienie potrafią czasem odżegnywać się od feminizmu - tego samego feminizmu, który pośrednio zabrał je pod bieguny Ziemi.
Kilka rozdziałów było ciekawych, ale potem się zrobiło powtarzalnie. Nie wyczułam też żadnego kierunku, w jakim zmierzały te opowieści, czy spójności. Nie dokończyłam.
Biegun północny i południowy to tereny pełne niewiadomych, zwłaszcza dla zwykłego człowieka. Dagmara Bożek oddaje głos kobietom, które poznały te tajemnicze obszary. Opisuje najważniejsze aspekty takich wypraw, często z nieoczywistymi informacjami.
Oba bieguny to miejsca, o których nie wiem za wiele. O Svalbardzie i położonej tam wyspie Spitsbergen wiem jedynie z wykładów na studiach. Tak więc można śmiało powiedzieć, że “Polarniczki” i opisywane tam tereny są dla mnie czymś całkowicie nowym. A wszystko to opisywane jest z perspektywy kobiet, które żyły na tamtych stacjach badawczych. I muszę przyznać, że reportaż ten został napisany w bardzo ciekawy i rzetelny sposób. Od początku byłam zafascynowana tym, co opowiada autorka i jej rozmówczyni. A oprócz tego nie czułam przytłoczenia ani nudy przez podane informacje i opowieści. Poza tym nie było w niej chaosu. Wszystkie opowieści były umiejscowione i opowiedziane w równowadze, co dla mnie jest ogromnym plusem.
Sama autorka doskonale zna temat, który porusza, gdyż sama dwukrotnie zimowała w stacjach polarnych. Natomiast jej rozmówczynie bardzo często były jej znajomymi z wypraw bądź z bliskiego kręgu polarników. I podczas czytania bardzo odczuwałam to, że pani Bożek tym żyje. Mnie osobiście dodawało to jeszcze większej pewności o faktach i prawdzie, znajdującej się w tej książce.
“Polarniczki” to niewątpliwie zbiór historii o wzlotach i upadkach, a także o uporze do odkrywania nieznanego przez kobiety. Zdecydowanie jest to reportaż warty polecenia, chociażby dla poznania środowiska polarników. A tymczasem moja ocena to 7.5/10.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu MANDO!
oj zawiodłam się, temat jest niesamowicie ciekawy, miałam duże oczekiwania, bo lubię ten klimat, ale za mało!! rodziały miały po 2/3 strony, czasem mniej, praktycznie same nazwiska, daty, miejsca, nazwy, głównie suche fakty i dane, nie jest możliwe, żeby to wszystko zapamiętać, wkradał się chaos, po skończeniu tej książki mało co mogę opowiedzieć o jej treści, rozumiem, że to trudny temat, ciężko znaleźć materiały, ale biorąc się za taką pracę trzeba się z tym liczyć
Niestety, pojechać na wyprawy nie wystarczy, żeby potrafić pisać. Bardzo fajny temat, bardzo słaba książka - bez ładu, polotu, sztywna, trochę o niczym, bardzo stereotypowa i zaskakująco nie feministyczna. Szkoda.
Co jest tu wartościowe: jest trochę kompletnie zakopanych i przeskoczonych wątków, która są ciekawe i oburzające (skala pijaństwa, przemoc seksualna, "doskonałe" porady kolegów, które prawie prowadzą do śmierci).
Bardzo inspirująca książka, przybliżająca nie tylko historię polskich polarniczek ale i same wyprawy. Rozbudza we mnie tęsknotę do tych niesamowitych światów, towarzyszące mi od dzieciństwa marzenia żeby ich doświadczyć... i trochę żal, że nie wybrałam w życiu drogi, która pozwoliłaby mi się zbliżyć do ich spełnienia. Choć może jeszcze nie jest za późno?