Druga część „Wszędzie w domu…” to zbiór historii prosto z Tajlandii, Kambodży i Wietnamu. Opowieść o podróży, tęsknocie, wspaniałych ludziach spotkanych na trasie, ale też o towarzyszącym lęku. Opowieść o szukaniu sposobu na życie, bez rezygnacji z największej pasji, jaką jest odkrywanie świata.
Nie spodziewałam się, że ta książka mi się aż tak spodoba. Historie z podróży po trzech krajach - Tajlandii, Kambodży i Wietnamu skradły moje serce. Były zarówno zabawne, ekscytujące, spokojne, inspirujące, codzienne, mądre ale też trochę straszne - jak każda podróż. Bardzo fajną rzeczą są wstawki Dodo z pamiętnika - możemy poznać jej myśli, uczucia które jej wtedy towarzyszyły. Ja sama staram się podróżować i jest ona moim autorytetem, więc ukazanie tego wszystkiego sprawia, że jeszcze lepiej to rozumiem. Trzeba też przyznać, że oprócz zabawnych wypowiedzi czy sytuacji za serce chwyciły mnie też niektóre, bardzo mądre, wypowiedzi (dość długi cytat ale warty): "Kto spośród tych ludzi mógł wiedzieć, co czuję, co przeżyłam, co pragnę, jakie lęki mną kierują i które z nich mnie paraliżują? Nikt, tylko ja. Choć sama o sobie wiedziałam niewiele, byłam na dobrej drodze, by to zmienić. Powinnam. Powinnam podążać za głosem własnego serca. Powinnam oddać się swojej pasji. Powinnam wyluzować. Powinnam mniej się stresować przyszłością. Powinnam czerpać więcej z każdej chwili. Powinnam zaakceptować swój wygląd w każdym jego wydaniu. Powinnam zrozumieć, że jestem jedyną osobą, którą muszę uszczęśliwiać. Powinnam pamiętać, że moje życie jest tylko moje. Powinnam nie wpadać w dobrze znany model idealnego życia. Powinnam wreszcie zrozumieć, że ideał jest zależny od percepcji. To wszystko mogłam sobie mówić tylko ja. I powinnam pamiętać, by nigdy nikomu tego nie powtarzać i nie narzucać. Moje życie nie było dla każdego - wiedziałam o tym" No kozak, plus kolejny cytat: "Najważniejsze by się nie zrażać i nie poddawać. Jedna porażka nie skreśla pomysłu" "Odwagi chyba nie da się nauczyć, ciągle trzeba walczyć ze strachem"
Świetna książka, dzięki której mogłam przeżyć przygody, na które sama nie odważyłabym się, a skutkiem ubocznym przeczytania tej książki jest wzbudzona we mnie miłość do Azji!
Książka jest napisana w lekki sposób, czyta się ją łatwo i przyjemnie. Oprawa graficzna jest przecudowna, moim zdaniem rysunki zawarte w książce są o wiele ciekawsze niż fotografie, które są w większości książek podróżniczych. Pod koniec zaczęło mnie trochę nudzić ciagle opowiadanie o tej i tamtej osobie, miałam wrażenie ze można by było skrócić niektóre historyjki, szczególnie te, które nie opowiadały bezpośrednio o przygodach Dodo. Podobało mi sie zawarcie niektórych przemyśleń Dodo, np. o tym jak postrzegane sa kobiety podróżujące samotnie. Miałam jednak wrażenie, ze nie było tych przemyśleń wystarczająco dużo, szczególnie jeśli chodzi o kulturę, z która autorka sie zderza (chociaż było wiele na temat zaśmiecania środowiska, szczególnie w Tajlandii). Kapuściński to to nie jest, ale jednak książka bardzo wiele wniosła do mojego życia i postrzegania podróży solo jako kobieta. Polecę każdemu :)
Edit: nie rozumiem - Mikołaj dołączył na przeprawę moto przez Vietnam, tak? Trochę nie rozumiem, dlaczego książka została zakończona w momencie, w którym się zakończyła. Ostatnie 1/3 książki opowiada i tym jak myśleliście o tej przeprawie, a książka kończy się na ‚cześć, jestem Dodo’. Trochę anticlimactic xd sorry, ale za to odebrałabym gwiazdkę. Chociaż ostatnie pare stron opisujące buddyzm baaardzo zapunktowało!
Trochę chyba nie zrozumiałam, bo liczyłam na opowieść o moto podróży przez Wietnam z Mikołajem, a książka kończy się tam gdzie się kończy 😅 Ale to pewnie moje niedopatrzenie
Jaka to była wspaniała podróż, może nie wybitna literacko, ale szczera, bezkompromisowa, odarta z iluzji instagrama i pięknych zdjęć, którymi na co dzień się karmię, gdy obserwuję codzienne zmagania Dodo Knitter w trakcie jej podróży. Potrzebowałam takiej wciągającej książki, niby nic takiego, a jednak bardzo dużo.
Śledzę podróże Dodo już przez parę lat. Za każdym razem odkrywam coś nowego, co mnie uczy. Mimo, iż uwielbiam sposób przedstawiania historii przez Dodo to obawiałam się, że książka mi nie przypasuje. O jak się myliłam. Wspaniała😄 Dała mi odwagę i siłę do moich własnych podróży. Teraz czekam na opowieść z Kongo (DRK). Mnisi zdobyli moje serce 💓
This entire review has been hidden because of spoilers.
Co do tej książki to powiem tylko, że UWIELBIAM jej autorkę i śledzę jej podróże od dobrych kilku lat na instagramie, więc decyzja o zakupie tej książki na vinted była poparta tą sympatią. Właściwie kupiłam ją jak był okres matur i odebrałam ją z paczkomatu wracając z matury rozszerzonej z matmy. Pamiętam, że ogólnie byłam mocno podłamana moim występem na niej i wracając z autobusu, z paczką w ręce poszłam usiąść nad moje okoliczne stawy i czytałam ją siedząc nad wodą i wsłuchując się w okropnie głośne odgłosy żab (okres godowyXD). Przeczytałam wtedy na raz pierwszą część o Tajlandii i właściwie nie wiem czemu, ale zostawiłam ją z zakładką na kolejne 3 lata.
Teraz będąc giga chorą, nie mając kompletnie na nic siły (nawet na dobry serial, ani film), wzięłam ją do ręki, bo pamiętałam, że jej stylistka jest bardzo luźna i przyjazna do zmęczonego mózgu. No i w sumie była to dobra decyzja, bo skończyłam kolejne 300str w dwa dni :) O samej treści no to powiem tylko, że nie do końca odpowiada mi styl podróżowania autorki, ale przeczytanie o nim otwiera trochę mózg na nowe możliwości i wiele historii oraz ludziach o których opowiadała były naprawdę interesujące.
Całościowo tak jak wspomniałam nie jest to jakaś cudowna lektura i niektóre z przemyśleń nazwałabym wręcz płytkimi, ale na tamten moment to było wszystko co byłam w stanie przetrawić haha. Chociaż warto też zaznaczyć, że było w niej również całkiem sporo ciekawych informacji o kulturze i religii panującej w tych odległych krajach.
A no i staram się uczyć, że czasami taka luźniejsza książka też jest okej :P.
Bardzo ciekawa i osobista relacja z podróży po Azji. Autostopowo-plecakowo-samotny tryb podróżowania napawa mnie przerażeniem i podziwem jednocześnie, więc nie mogłam oderwać się od historii kilkumiesięcznego tripu Dodo. A książka napisana prosto, ale naprawdę poprawnie (językowo, logicznie) i wartko, inni piszący influenserzy mogą brać przykład. Czekam na opowieść z wyprawy po Afryce - to dopiero bym czytała!
Dużo czasu zajęło mi zorientowanie się, że ksywka "Dodo" nawiązuje nie tylko do imienia "Dominika", ale też nazwy ptaka.
Kojarzyłem Dodo z Instagrama, bardzo chwaliła mi ją moja mama. Nigdy nie wkręciłem się w jej historie na tyle, aby próbować prześledzić wszystkie jej starsze podróż, więc ta książka była pierwszym razem, kiedy zapoznałem się z jej zagranicznymi perypetiami.
Dodo ma niesamowicie ciekawą perspektywę na podróżowanie. Awersja do miejsc turystycznych, potrzeba poznania codzienności tubylców i chęć integracji z nimi nie są wartościami, o których miałem okazję usłyszeć. W wyniku tego podążanie z Dodo było tym bardziej fascynujące, bo nieoczywiste. W tej książce nie ma licznych opisów miejsc popularnych wśród turystów, więcej tu beztroskiego błądzenia oraz pałętania się po święcie.
Jednocześnie zachwyciła mnie otwartość oraz empatia autorki. Tego, jak cieszy ją wszystko, co widzi; jak potrafi się dopasować do praktycznie każdej sytuacji; jak nie pozwala, aby strach dyktował jej, jak ma żyć. W wyniku tego ma możliwość doświadczenia tyle pięknych chwil oraz poznania tylu dobrych ludzi. Cieszę się, że podzieliła się nimi ze światem bo historie o Larsie, wietnamskim Nowym Roku, buddyskiej padodze, staruszku z Kambodży, czy barze Octopussy odbudowują moją wiarę w ludzkość.
Przemyślenia Dodo również są bardzo ciekawe, jak te o świętach w Polsce, o samotności, o ograniczeniac, które sami sobie nakładamy... Mam parę znaczników przy takich refleksjach i chciałbym, żeby było ich więcej, bo jestem pewien, że Dodo ma ich więcej. Poza nimi "Wszędzie w domu" przypomina litanię anegdotek z podróży po Azji, co nie stanowiło dla mnie problemu ze względu na bardzo zręczne ich opisanie jak i fakt, że były zwyczajnie ciekawe, ale domyślam się, że nie każdemu przypadną do gustu.
Ciężko mi oceniać samą treść tej książki, bo są to doświadczenia prawdziwej osoby a nie fikcja, ale potrzebuje niepochlebnie się wypowiedzieć o tych czterech aspektach: 1. Czuję się jak stara plotkara pisząc to, ale czemu nie poznajemy podróży Dodo i Mikołaja? Prawie cała część o Wietnamie prowadziła właśnie do tej wspólnej wyprawy na motorach, a końcowo nie dowiadujemy się o niej nic? Tak, Dodo ma niezbywalne prawo do filtrowania tych historii przez pryzmat tego, które doświadczenia chce zachować jako prywatne, ale wydaje mi się, że zupełne pominięcie Mikołaja byłoby wówczas lepsze. 2. Na jednej stronie raz Dodo stwierdza, że nie miała czasu regularnie przyjeżdżać do buddyjskiej padogi, a chwilę później mówi, że przyjeżdżała tam w każdy weekend. To jak to było w końcu? 3. Czy ja dobrze zrozumiałem, że Dodo jeździła na motorze w Wietnamie, nie mając wyrobionego prawa jazdy? W tym samym Wietnamie, o którego drogach mówi, że są dość dzikie i nieprzewidywalne? 4. Trochę trudno mi było skomprehendować fakt, że Dodo pojechała na wyspę, na której nie można sobie tak o spać w namiocie wśród przyrody, po czym była bardzo zdziwiona, że mundurowi mieli o to problem i ją zgarnęli.
Aby nie być malkontentem, muszę jeszcze nadmienić, że jestem pod wrażeniem redakcji i korekty. Parę błędów się przewinęło, ale nie jest to nawet połowa tego, ile miałem okazji znaleźć w książkach większych wydawnictw (ekhm, Mag, ekhm).
Taką cosy literaturę mogę szanować. Trzecią część jej przygód (pierwszej nie mam, bo nie wydano jej w papierze 😭) też chętnie przeczytam! 4,5/5 z zaokrągleniem do 4.
Pierwszą część przygód Dodo przeczytałam już jakiś czas temu i była dla mnie typowym comfort readem. Po drugą sięgnęłam dopiero niedawno, z dużym zainteresowaniem – głównie dlatego, że bardzo chciałam wrócić do Kambodży i Wietnamu, miejsc, które sama odwiedziłam kilka lat temu i do których mam ogromny sentyment.
Niestety część poświęcona Tajlandii okazała się dla mnie mocno rozczarowująca – wydała mi się wtórna, przewidywalna i momentami po prostu nudna. Zdecydowanie najlepiej czytało mi się fragmenty o Kambodży, ale część wietnamska również była przyjemna i momentami bardzo zaskakująca.
Być może to kwestia moich oczekiwań albo czasu, w którym czytałam tę część, ale całościowo książka mnie nie zachwyciła. Przeczytałam ją bez bólu, jednak poza kilkoma fragmentami, nie zostawiła we mnie zbyt wiele.
Absolutnie cudowna książka! Czytając ja czułam że poznaję świat razem z Dodo, razem z nią odkrywam nowe miejsca i poznaje nowe osoby. Najbardziej podobała mi się część poświęcona Wietnamowi, ale Tajlandia i Kambodża też były fantastycznie opisane. Myślę że to co najbardziej trafiło do mnie w tej książce, to przemyślenia głównej bohaterki, po których i ja musiałam trochę się zastanowić. Myślę że jeszcze nie raz do niej wrócę❤️
O Dodo usłyszałam skądś na Instagramie. W świecie budzącym się z pandemii zaczęłam obserwować Jej motocyklową podróż przez Afrykę. Zachwycona bijącym od Niej ciepłem i radością życia sięgnęłam po tomiszcze Azjatyckich przygód. Pisane wartko, z masą przemyśleń o otaczającym nas świecie, o pięknym różnieniu się z masą pozytywnej energii. Książka wspaniała na leniwe wiosenne popołudnia, kiedy człowieka ciągnie do dalekich wojaży
Приємна легенька розповідь. Така, наче подружка на кухні ділиться своїми мандрівними пригодами. Хоча в якийсь момент зловила себе на думці, що в подорожі цій немає якоїсь мети. Через це в книзі немає кульмінації. Але потім нагадала собі, що подорож сама в собі вже є чудовою метою. Мінус зірочка за недокінченну розповідь. Так довго Домініка підводила до частини про подорож на мопедах, а потім нічого про це не написала...
Tajlandia - może być, ale za dużo historyjek, za dużo różnych postaci które zmieniają się co stronę Kambodża - lepiej, ciekawiej Wietnam - super! Tylko dlaczego zakończenie książki tuż przed wyprawą skuterem przez Wietnam? Dla mnie ten wątek zapowiadał się świetnie
This entire review has been hidden because of spoilers.
Czytało się super, bardzo wciągająca książka. Wprawdzie warstwa literacka nie powala, ale treść niesamowicie inspiruje i zachęca do odważnego spełniania marzeń :)
Mega przyjemna książka, chciałoby się, aby nie miała końca. Pełna szczegółowo opisanych przygód, można wczuć się w klimat, przeżyć je razem z autorką. Już się cieszę na kolejne książki od Dodo :)
Książkę Dodo czyta się tak dobrze i lekko, jak ogląda się jej storiski na instagramie. Jednak końcówka mega rozczarowuje i jak widzę po komentarzach- nie jest to tylko pojedyncza opinia.
This entire review has been hidden because of spoilers.