Rafał po rozstaniu z Martą traci sens życia i podejmuje próbę samobójczą. Z depresji próbuje wyciągnąć go babcia, którą odwiedza w Pogorzelisku, zapadłej wsi na Lubelszczyźnie, gdzie jako dziecko spędzał wakacje. Bardzo szybko okazuje się, że sielska atmosfera z pozoru prostszego życia skrywa jeszcze większe koszmary niż te, przed którymi uciekał. Rafał zaczyna balansować na granicy rzeczywistości i przerażających wizji, zrodzonych w jego udręczonym umyśle. Ta pozornie beztroska wieś staje się miejscem coraz dziwniejszych zdarzeń, przemieniających narastający niepokój w paniczny strach. Wkrótce demony, przebudzone w zapadłej i wyludnionej wsi, zaczynają wkraczać w życie Marty, dawnej ukochanej Rafała. Coraz brutalniej i z coraz większą bezwzględnością.
„Pętla” to wciągająca powieść pełna tajemnic i mroku. Napisana z niezwykłą lekkością i swobodą, miejscami przesycona jest gorzką ironią i poczuciem humoru, właściwymi dla oryginalnego stylu Kamila Staniszka.
Urodzony w Piasecznie, dziennikarz, od połowy lat 90 związany z lokalną prasą. Od 2002 roku wydawca i redaktor naczelny "Kuriera Południowego". Debiutował w 2001 roku w "Nowej Fantastyce" opowiadaniem "Gracz". Autor pierwszego piaseczyńskiego kryminalnego bestsellera "Kocia morda", o którym Portal Kryminalny napisał: "Jeśli stęskniliście się za dobrym kryminałem w polskim wydaniu, nieporuszającym kwestii, do których szaraczek nigdy nie dosięgnie, "Kocia morda" będzie idealnym wyborem. Bardzo przyjemnie się ją czyta, bo jest napisana z niesamowitą lekkością.
"Ludzie są piękni, gdy patrzymy na nich z oddalenia. Nie warto zbliżać się za bardzo i poznawać ich lepiej. Kiedy w parkowej alejce zamigocze w trawie grudka złota, nie bierz jej do ręki. To na bank będzie psie gówno połyskujące w promieniach słońca."
Takim pozytywnym cytatem otwieram swój wpis, w którym chciałabym troszeczkę pozachwalać zeszłoroczną powieść grozy z naszego polskiego podwórka. Zaczynając od totalnie dopieszczonych walorów estetycznych (zachęcająca wizualnie oprawa, wymowne załączone wewnątrz grafiki, pasująca do ogółu zakładeczka, gruby papier), a kończąc na treści wykreowanej przez Kamila Staniszka, "Pętla" stanowi spójną całość, w której niczego bym nie zmieniła. Genialnie zaprezentowana i holistycznie spójna, tworząca twór zapadający w pamięć, wciągający, uzależniający i niesamowicie intrygujący. Od samego początku pióro autora chwyta w swoje szpony i nie chce puścić. Czytając w Sylwestra miałam ochotę zapaść się pod koc z lampką wina i olać imprezę na którą byłam zapisana. Pochłonęła mnie bez reszty, a kartki przewracały się same. Może i zakończenie i schemat nie odbiegają jakoś specjalnie od innych powieści grozy. Może i nie zaskakuje, nie zostawia nas z koparą opuszczoną po sam parkiecik. Co robi zatem, że otrzymuje ode mnie pełen pakiet czach?
Otumania depresyjnym nastrojem. Osacza samobójczymi myślami. Sprawia, że zastanawiasz się nad sensem miłości i życia bez niej. Sensem miłości - i życia z nią. Czym ona właściwie jest. Czy istnieje, czy my ją generujemy na swoje własne potrzeby. Co się stanie, gdy osoba, którą kochamy postanowi nas opuścić. Okaże się mendą nad mendy, wykorzystywaczem, kłamczuchem. Wizja, którą sobie stworzyliśmy - albo została sztucznie wykreowana za pomocą fałszywych zapewnień - pęknie jak bańka, rozpuszczając naszą pianę komfortu. Komfortu, który stanowił całe nasze szczęście. Ginie szczęście, ginie miłość, nasza ukochana osoba sprawia, że zatracamy własne ja. Właśnie taką życiową grozę przedstawił nam autor. Postawił nas pod ścianą, przy której mamy ochotę skończyć z własnym życiem, zawiązać tytułową pętlę, otulić szyję ciasnym sznurem. Kopnąć taborecik. Zawisnąć. Zakołysać się. Oddać nicości i poczuć obojętność zamiast przeszywającego bólu spowodowanego stratą. Uwielbiam małomiasteczkowość zaprezentowaną przez autora, psychodeliczny klimat, chmary zielonych i opasłych much wypełniających całą przestrzeń. Włażących do wszystkich możliwych otworów, nieprzyjemnie łechcących delikatną skórę. Zjawy przeszłości przewijające się raz po raz, psychopatyczne zachowanie głównego bohatera. A może jego byłej dziewczyny? Może jej nowego lovera? Wszyscy mają tu nierówno pod sufitem i z całą przyjemnością oddawałam się tym psychotycznym wizjom, erotycznym uniesieniom przerywanym ociężałymi krokami topornych kaloszy. Przeczytaj koniecznie.
W przeciągu kilku ostatnich miesięcy rynek wydawniczy zalała fala debiutów. Były to co prawda, pierwsze próby pisarskie, lecz nadzwyczaj obiecujące i, co mnie bardzo cieszy, często zaliczane do szeroko pojętej literatury grozy. Utrzymane w rewelacyjnym stylu, świeże, oryginalne, napisane z polotem, zacięciem, niekiedy nawet fantazją, doskonale wpasowały się w mój gust. Nic dziwnego, skoro zachwycały powyższymi cechami, a i często również, łamały utarte schematy wychodząc poza ramy gatunku. Grono pisarzy, których twórczości jestem wyjątkowo ciekawa, zasiliło więc kilka nowych osobistości, wśród nich zaś jedna szczególna. Kami Staniszek, bo o nim będzie dzisiaj mowa, zaintrygował mnie już parę tygodni wcześniej za sprawą ,,Nagłej śmierci’’ – opowiadania opublikowanego w pierwszym tomie ,,Grobowca’’, gdzie podejmowano temat postapokaliptycznej rzeczywistości. Tekst jednak nie od początku wywarł na mnie wrażenie. Pozornie prosty, napisany przyjaznym językiem, z mocno horrorowym zabarwieniem, zdawał się nie prezentować nic szczególnie wymyślnego. A mimo to mnie kupił. Momentami krwawa, pesymistyczna wizja kraju zdziesiątkowanego przez szalejącą pandemię wirusa, miała w sobie COŚ; coś przyciągającego i wartego uwagi, dlatego też bez wahania postanowiłam sięgnąć po ,,Pętlę’’ – pełnoprawną już powieść.
Rafał zupełnie traci grunt pod nogami. Wpływ na ten stan ma bolesne rozstanie z Martą, miłością jego życia. A właściwie byłą miłością, bo w przypadku zerwania i chęci popełnienia samobójstwa, należałoby takie uczucie nazwać ‘byłym’. Nieoczekiwanie, wprost z rąk śmierci, wyrywa Rafała telefon od babci. Kobieta jakby wyczuwając nadchodzącą tragedię, zaprasza wnuka do siebie, do Pogorzeliska – wsi, w której spędził najbardziej beztroskie chwile swojego dzieciństwa. Wizyta okazuje się strzałem w dziesiątkę, ponieważ po przyjeździe do dziadków, mężczyznę zalewa fala kojących wspomnień. Spacerując krętymi dróżkami, przemierzając bezkresne pola, podziwiając piękno natury, Rafał nareszcie łapie równowagę. Czarne myśli umykają, a przyszłość maluje się w nieco mniej ponurych barwach. Czar niestety szybko pryska, sielskość krajobrazu schodzi na drugi plan, gdy Rafał natrafia na zalążek tajemnicy okrywającej hermetyczną społeczność Pogorzelisk. Tragiczne wydarzenia z dawnych lat zbiorą makabryczne żniwa właśnie teraz, po odwiedzinach w zapomnianej przez świat wiosce.
,,Pętla’’ jest powieścią dwuznaczną. Złudnie zwyczajną, dotykającą problematyki bliskiej nam szczególnie współcześnie (wątek porzucenia, samotności, nieszczęśliwej miłości, niemożności poradzenia sobie ze zwykłą codziennością), a jednak kryjącą w sobie pewnego rodzaju głębię, drugie dno. Bo z jednej strony – to historia o nas samych, o doświadczeniach, które bardzo często osobiście przeżywamy, a z drugiej – o tym, co może chować się pod fasadą dojmującego smutku, na jakie drogi może on nas sprowadzić. I Kamil Staniszek zdaje się nie tylko ów stan doskonale rozumieć, ale także pięknie o nim mówić; opowiadać z uczuciem, niesamowitą trafnością i wnikliwością; rozbierając każdą z emocji na czynniki pierwsze, nie pozbawiając jej przy tym żadnej wartości. Maluje rzeczywistość ubraną w ciemne barwy; z pieczołowitością i oddaniem tka całun rozpaczy szczelnie okrywający bohatera swojej historii, roztaczając przy tym poczucie prawdziwej utraty łamiące serca najtwardszych. To niezwykle sugestywne sceny, poruszające i przerażające jednocześnie, zapadające w pamięć, dotykające do żywego również niemych świadków przytłaczjącego spektaklu. I właśnie ten moment jest idealny, by pokazać, że istnieje jeden szczególny rodzaj smutku, który zbudzić może największe demony; zło tak wielkie i okrutne, że wydaje się ono niemożliwością, a jednak jest – jest i stanowi jedyną słuszną drogę ku oczyszczeniu. Na tym polu, Kamil Staniszek zaskakuje. Sposób, w jaki prowadzi swoją powieść - pozornie błahą, choć smutną, z wolna przeistaczającą w coś, czemu blisko do majaków trawiących chory umysł, w prawdziwą spiralę obłędu oraz szaleństwa osiągającego swe apogeum – hipnotyzuje. ,,Pętla’’ bowiem to prawdziwy popis budowania napięcia, skrzętnie ukrytych tajemnic, mrocznych sekretów, niedopowiedzeń, aluzji, domysłów. Opowieść niby o niczym, o banalnej codzienności, w której owszem, można dostrzec niepokojące znaki, jednak… Czy rzeczywiście, są one tak niezwykłe? Ano są, bo świat realny zaczyna przenikać ten zdominowany nie tylko przez wizje z przeszłości, ale również przez jawę oraz sen; to ten moment, gdzie koszmar króluje nad prozą życia; to ta chwila, gdy czas staje w miejscu, a ty sam nie wiesz w jakiej przestrzeni tkwisz. Czy to przeszłość, czy teraźniejszość - niebo czy piekło? Nie wiadomo, choć to ostatnie bez wątpienia jest na wyciągnięcie Twojej ręki.
Bardzo oryginalna i ciekawa pozycja. W tej książce wędrujemy razem z pogrążonym w depresji Rafale - bardzo mocno można poczuć towarzyszące mu poczucie bezsensu i rozpaczy. Lektura zmusza nas do zastanowienia się nad sensem bezgranicznej miłości - bo czy zawsze jest to błogosławieństwo? To co mnie w tej książce odrzuca to... muchy i szpaki. Może to jakaś wyższa forma wyrazu, ale nie przemówiła do mnie. Szkoda mi głównego bohatera, tym bardziej że przedstawiony obraz Marty jest jednoznaczny. Nie ma w niej zbyt wiele do kochania. Książka jest momentami chaotyczna, ale ten sam chaos jest w głowie głównego bohatera. Występują też wątki rodem z horroru (dla mnie na plus). Myślę, że po lekturze jest nad czym się zastanowić. A nauka na życie - nie lekceważyć depresji, bo to straszna choroba.
Najbardziej przeszkadzał mi w płynnym czytaniu styl, który był dosyć nierówny - od siermiężnych, wypoconych i wymemłanych zdań, przez całkiem przyzwoite metafory i ładne okrągłe wyrażenia, aż po wyżyny egzaltacji, które tylko skanowałam wzrokiem. No ale nie jest źle, częściej lepiej jest niż gorzej.
No ale na styl można przymknąć jednak oko, bo nie tego oczekuję od książki typu horror. Oczekuję, że książka będzie mnie zabawiać - a tutaj bawiłam się całkiem dobrze. Potencjał rozrywkowy książka miała i go wykorzystała, a do tego była w sam raz długa. Nie ma nic gorszego niż przeciąganie rozrywkowej książki na siłę nieudolnymi scenami-wypełniaczami i udawanie Prousta, a tutaj wszystko jak po sznurku jechało z punktu A do punktu B, z w sam raz odmierzoną ilością pitu pitu. Duże brawa.
Martwię się jednak o pana autora - wydaje mi się, że poświęca dużo czasu rozmyślaniom o osobach homoseksualnych, niestety, z tych rozmyślań pan wyciąga wnioski przedziwne. Np. takie, że istnieją osoby, które udają gejów, żeby łatwiej dostać robotę w korporacji. Żeby utrzymać ten pozór, do wspomnianej osoby musi się wprowadzić inna osoba, która będzie również udawać geja, dzięki czemu we dwoje będą mogli udawać gejowski związek. Dlaczego? Nie wiem, może szef sprawdza na kamerce, czy nadal mieszkają razem, mają skotłowaną pościel i tęczową flagę, bo w przeciwnym wypadku zabierze wszystkie korpopunkty za bycie gejem. No i mieszkają sobie razem i pracują zdalnie na zapadłej wsi na końcu świata, gdzie psy dupami szczekają, bo udawanie gejów bardzo ułatwia życie. Na pewno bardzo ułatwia na takiej wsi mieszkanie razem w wyoutowanym związku homoseksualnym, nawet jeśli tylko udawanym, ehe xD W ogóle w książce jest cała masa nawiązań do homoseksualizmu, co dwa rozdziały albo ktoś uprawia homoseksualny seks, albo fantazjuje o tym, albo jest chociaż głęboka rozmowa na ten temat. Czemu tyle tego jest? Jeśli książka jako jeden z wątków, czy też warstw miałaby homofobię, warto byłoby wprowadzić chociaż jedną pozytywną osobę homoseksualną? Bo w książce mamy tylko samych ukyrtych gejów - homofobów, urywających ptakom głowy, ludzi udających gejów ze względu na domniemane profity w pracy i na uczelni, gejów meneli śpiących w stogu siana, biseksualnych swingersów, którzy w klubie BDSM ustawiają sobie wywiady o książce w radio i omawiają oszustwa podatkowe. Czemu wszyscy geje/biseksualiści mają tutaj parszywe charaktery, albo wcale nie są gejami, tylko udają? Martwię się, że pan autor bardzo dużo myśli o osobach homoseksualnych, trochę niezdrowo się tak fiksować na jakimś temacie. Trzeba jednak podpowiedzieć, że nie wszyscy geje to tacy pozbawieni kręgosłupa moralnego rozpustnicy. Może w przyszłej książce znajdzie się miejsce np. dla spoko kolegi geja, albo w ogóle można napisać książkę bez geja, jeśli miałby być kolejnym smutnym starym dziadem.
No ale nasz główny bohater nie tylko rozmawia i rozmyśla o homoseksualizmie, ponieważ sam jest napalonym hetero. W książce kobiety składają się tradycyjnie z koloru włosów, oczu i piersi, gdzieś tam dla urozmaicenia jeszcze się przewinął płaski brzuch i idealne krągłości bioder. Większość atrakcyjnych piersi znajduje się w pobliżu wody - bądź to w deszczu, bądź to w jeziorze. Deszcz jest jedynym zjawiskiem pogodowym przez całą książkę i akurat pojawia się w momencie, kiedy na arenę wkroczyła rudowłosa zielonooka piękność, co za zbieg okoliczności! Dzięki temu deszcz może zmoczyć bluzeczkę pięknej rowerzystki, dzięki czemu "pod mokrą, obcisłą bluzką rysowały się wyraźnie twarde sutki". Całe szczęście, w przeciwnym wypadku piersi musiałyby ograniczyć się do "falowania sprężyście". W jeziorze mamy mniej kwiecisty opis - piersi są jedynie "średniej wielkości", co autor odnotowuje wypełniając kronikarski obowiązek.
Po zastanowieniu: I'm not even mad, ah shit, here we go again, go to horny jail.
Podsumowując - bawiłam się dobrze, książka warta przeczytania, polecam np. na wakacje. Podobało mi się, nie żałuję przeczytania. Głupotki bardziej mnie rozczuliły niż zdenerwowały. Książka obiecała weird fiction i było weird fiction. Książka obiecała "Dom nad Rozlewiskiem" gone wrong? Było. Było poczucie humoru? Było, w pewnym momencie sam autor śmieje się z własnych scen erotycznych, bardzo to było fajniackie :) "Pętlę" można przeczytać. Ja następną książkę pana Staniszka na pewno sobie kupię i sobie przeczytam. Mało tego, czekam z ciekawością i trzymam kciuki!
"Pętla" autorstwa Kamila Staniszka, to dość nieoczywisty horror z dużą domieszką powieści psychologicznej. Starszą tu nie duchy czy upiory, a przeraża koszmar, jaki dzieje się w głowie głównego bohatera. 😳
Rafał, który przeżył zawód miłosny, 💔 popada w depresję. Nieszczęśliwy mężczyzna, nie potrafiąc pogodzić się ze swoim losem, próbuje się zabić, ale nie udaje mu się to. Po tym wydarzeniu podejmuje jeszcze jedną próbę poszukiwania sensu życia. Wyjeżdża do swoich dziadków na wieś, do miejsca, w którym jako dziecko spędzał wakacje. Tam ma nadzieję znaleźć spokój i ukoić swoją duszę. Rzeczywistość okaże się jednak zupełnie niezgodna z oczekiwaniami. 😲
Książka nie jest z tych, od których nie można się oderwać. Jej akcja płynie wolno, monotonnie, a wszystko dzieje się w ślimaczym tempie. ⏳️ Nie jest to jednak wada tej powieści. Nieśpiesznie płynący czas, mała wioska, przedziwne wydarzenia - to wszystko sprawia, że książka nabiera tajemniczości i klimatu. 🖤 Mieszająca się i przenikająca nawzajem przeszłość z teraźniejszością, jak również liczne niedopowiedzenia sprawiają, że nie mamy pojęcia, czy to co się dzieje jest prawdą, czy może tylko wyobraźnią głównego bohatera. 🤔
"Pętla" jest mroczna, nieoczywista, tajemnicza, klimatyczna i poruszająca do głębi. Ta książka, choć nie straszy w sposób, w jaki robią to klasyczne horrory, przeraża nieco inaczej, wywołując wewnętrzny niepokój. Polecam! 🖤
Mieliście już okazję czytać "Pętlę"? Jak Wasze wrażenia po lekturze? Dajcie znać. 🙂
Oprawa okazała się jednak niczym w porównaniu z treścią. Z treścią, której nie potrafię opisać. Bo jak ująć w słowach jedną wielką emocję?
„Pętla” jest miękka, zakończona milionami nerwów, które bolą przy każdym dotyku. To golem ulepiony z kawałków glinianych wspomnień moich, waszych, ich. Z każdą stroną owijała się mocniej wokół mojej szyi, pozwalając zrozumieć.
Naprawdę nie wiem co napisać więcej. Chyba tylko to, żebyście przeczytali. Może potem pomilczymy razem, bo chyba cisza najlepiej odzwierciedli to, co czuje się po lekturze tej niepozornej powieści.
Miałam przyjemność poznać autora na Warszawskich Targach Książki w 2022 roku, ale dopiero teraz sięgnęłam po pozycję, z którą wtedy wróciłam.
Ta książka to kwintesencja bólu, depresji, poczucia samotności po rozstaniu i próbach radzenia sobie po tym.
Muszę przyznać, że pierwszy raz od dawna się zgubiłam i nie do końca rozumiem zakończenie. W jednym momencie wszystko się wywróciło do góry nogami i nie wiem jak połączyć kropki.
Perełka. Cudownie pokręcona fabuła, plastyczny język, jazda bez trzymanki przez krainę obłędu. A przy tym emocje metodycznie rozbierane na czynniki pierwsze z zapierającą dech wrażliwością. Humor i groza. Naprawdę zacna rzecz.