W grupie wieloletnich przyjaciół mnóstwo się dzieje. Rodziny Arkadiusza i Klemensa od zawsze spędzają razem Wigilię, nie inaczej ma być w tym roku. Nie obędzie się jednak bez komplikacji...
Gdy Dagmara traci pracę, postanawia spełnić swoje marzenie – wbrew obawom otoczenia otwiera kawiarnię. Nie jest jej łatwo – jej teściowa, doświadczona restauratorka, wtrąca się we wszystko. Napięte relacje utrudniają organizację wigilii w kawiarni Dagmary, choć na szczęście jej nie uniemożliwiają.
Ze względu na konieczny po włamaniu remont w ich domu Justyna razem z noworodkiem zmuszona jest wprowadzić się do teściów, których sytuacja też jest dość skomplikowana. Pomimo rozwodu żyją w przyjacielskich stosunkach, a nawet decydują się na ponowne wspólne zamieszkanie.
Remontem domu Justyny zajmuje się oryginalny sąsiad – Paweł, który słów powszechnie uznawanych za nieprzystojne używa jak... przecinka.
W grupie przyjaciół pojawiają się nowe postacie. Czy wszystkie mają dobre intencje? I czy na pewno dla każdego znajdzie się miejsce przy wigilijnym stole?
Nie, nie, nie. To jedno z największych rozczarowań tego roku. Ta świąteczna okładka w ogóle nie nawiązuje do treści, bo akcja książki zaczyna się jakoś w lipcu a święta to zaledwie 1/4 tej pozycji. Zabrakło mi i tej kawiarni (więcej było restauracji teściowej), i zimowej atmosfery. Główna bohaterka mnie irytowała, bo podobno była silną babką z własnym zdaniem a o wszystkim decydowała jej teściowa. No nie. Odradzam.
1.5/5 ani to świąteczne (grudzień zaczyna się na 200 stronie), ani ciekawe. bohaterowie sztywni, żarty suche, opisy randomowych rzeczy za długie. styl pisania autorki w ogóle do mnie nie trafił i raczej nie sięgnę już po żadną jej książkę
Czasem miło poczytać jakąś lekką polską obyczajówkę, ale to nadal tylko zwykła Polska obyczajówka z wieloma niedociągnięciami. Tragiczne, zupełnie nierealne i złe brzmiące dialogi; absurdalne zachowania bohaterów, tak dziwne że aż śmieszne; specyficzny i mylący sposób prowadzenia narracji... Jakby to zostało określone w tej książce, było strasznie dużo "krindżu". Chyba przeczytałam za dużo znacznie bardziej ambitnych i lepszych książek, żebym mogła docenić ten gatunek. Dałam 2 gwiazdki zamiast jednej, bo nie oczekiwałam od niej niczego specjalnego i przynajmniej utrzymywała swój stały, choć niski, poziom. edit: Jednak po zastanowieniu, nie zasługuje na 2 gwiazdki, zbyt prostacka i absurdalna
Patrząc na samą piękną okładkę "Kawiarni pełnej marzeń" Agnieszki Lis, zaraz mamy skojarzenie z ciepłą i urokliwą opowieścią świąteczną. Jednak muszę przyznać, że książka ta nie jest historią dziejącą się tylko w same Święta - właściwie większość akcji ma miejsce w innym czasie roku, dlatego wszyscy fani powieści obyczajowych znajdą tu coś dla siebie, nie ważne, czy chcą czytać o Bożym Narodzeniu, czy nie. Co więcej, jest to kontynuacja przygód bohaterów z "Zapachu goździków", o czym, przyznam, dowiedziałam się dopiero po lekturze "Kawiarni...", a owej książki nie czytałam. I może przez to miałam problem przez połowę "Kawiarni...", by zżyć się z bohaterami (możliwe, że w poprzednim świątecznym tomie zostali przedstawieni bliżej) i wciągnąć w akcję. Ale już za połową czytało mi się o wiele lepiej.
"I nie działo się nic szczególnego. Ot, rodzina, przyjaciele, ludzie spędzający w święta wspólnie czas. Rodzina, jakich wiele - trochę tęskniąca, trochę się kłócąca i całkowicie wspierająca".
Styl Agnieszki Lis bardzo lubię, potrafi ona ukazać szarą codzienność w szczególny sposób - i podobnie było tutaj. Specjalnie umieściłam powyżej ten cytat, który moim zdaniem dobrze opisuje samą książkę: nie działo się właściwie "nic szczególnego", ale jednak każde z opisywanych perypetii miały swój urok. Poznajemy wycinek historii trzech pokoleń z dwóch rodzin. Nestorów rodu - Arkadiusza i Klemensa oraz ich żon (jednej byłej), żon ich synów (Dagmary i Justyny - do nich było mi się najtrudniej przekonać, chociaż to one wydają się być tu głównymi bohaterkami) oraz mały wątek ich synów. Jak już napisałam, akcja dzieje się na przeciągu całego roku, jednak samo zakończenie daje nam dużo ciepła i uroku Świąt, na który w tego typu sezonowych książkach tak czekamy.
Więc jeśli marzycie już, by zacząć zanurzać się w świątecznym klimacie, ale z jego rozsądną i pełną uroku dawką, sięgnięcie po "Kawiarnię pełną marzeń".
Święta to magiczny czas. Czas miłości i życzliwości. Ponoć to właśnie wtedy spełniają się marzenia. Każdy z nas o czymś marzy. Jedne marzenia są wyszukane inne prostsze, bardziej przyziemne. A ty o czym marzysz?
Dagmara traci pracę. Jest załamana. Nie ma chęci do dalszego działania i niewiele brakuje by dopadła ją depresja. Wtedy zjawia się przyjaciółka, która wylewa jej na głowę przysłowiowy kubeł zimnej wody. Dagmara właśnie tego potrzebowała. Otrzeźwiło to ją. Przestała się w końcu nad sobą użalać i zaczęła działać. Zawsze marzyła o swojej kawiarni i teraz ma zamiar to marzenie spełnić. Nie wszystko będzie mogła zrobić po swojemu bo na drodze staje teściowa, która ma głowę pełną pomysłów według niej najlepszych.
Tymczasem Justyna zaczyna rodzić. Na świat przychodzi maleńka Zuzanna. Po powrocie ze szpitala małżeństwo doznaje szoku. Ktoś włamał się do domu pod ich nieobecność i pokradł co wartościowszy sprzęt. Z pomocą przychodzi sąsiad, który nie dość, że skłonił złodziei do zwrotu przedmiotów to zorganizował im remont całego domu. Na ten czas Justyna z maleństwem zmuszona jest do zamieszkania u teściów.
Rodziny Arkadiusza i Klemensa od wielu lat spędzają święta razem. W tym roku nie może być inaczej. Wszyscy są zgodni co do tego, żeby Wigilię zorganizować w nowej kawiarni Dagmary.
„Kawiarnia pełna marzeń” jest pierwszą świąteczną książką przeczytaną przeze mnie w tym roku. Jest to niesamowicie ciepła, rodzinna historia, która wprawia w przyjemny nastrój. Z początku może wydać się nieco chaotyczna z powodu dużej ilości bohaterów. Dla mnie nie stanowiło to problemu, ale gdyby ktoś pogubił się z przypisaniem kto jest kim, to autorka zamieściła na końcu książki małą ściągę.
Moimi ulubieńcami spośród bohaterów zdecydowanie są sąsiad Paweł i Justyna synowa Arkadiusza. O Pawle wiemy niewiele. Nie mamy pojęcia czym się dokładnie zajmuje i skąd znał złodziei? Polubiłam go jednak za to, że choć tajemniczy z niego gość i na język też nie choruje bo „rzuca mięsem” na lewo i prawo to ma ogromne serce. Jest przezabawny. Czytając fragmenty w których występował nie było takiej siły by powstrzymać śmiech. Szacunek dla Pani Basi, bo tylko ona była w stanie sprawić by Paweł zaniemówił 😁 Podobnie jest w przypadku Justyny. Podoba mi się jej poczucie humoru i dystans jaki ma do siebie. Nie każdy potrafi śmiać się z własnej osoby. Poza tym jest znakomitą przyjaciółką. Taką, która wysłucha, szczerze powie co myśli, a nawet opieprzy jak trzeba.
„Kawiarnia pełna marzeń” to książka, która wciągnie Was w magiczny klimat świąt. Książka ciepła w odbiorze choć opisuje rodzinne problemy. Jest to przede wszystkim opowieść o przyjaźni. Silnej i trwałej. Takiej, która potrafi przetrwać każdy kryzys i która nie słabnie pomimo upływu lat. Polecam.❤️
Całkiem dobrą historię przedstawiła nam w swojej najnowszej książce Agnieszka Lis. W „Kawiarni pełnej marzeń” znajdziecie mnóstwo wspaniałych bohaterów. Bardzo dużo się dzieje. Czytając nie miałam czasu na nudę. Bardzo dobrze się bawiłam czytając. Co się stanie, gdy jedna z bohaterek straci pracę? Czy się załamie? Czy może spełni swoje największe marzenie? Ma wsparcie swojego męża i przyjaciółki. Nie ma na co narzekać. Kolejni bohaterowie pokazują nam, że mimo rozwodu można razem mieszkać. Tylko czy to im wyjdzie na zdrowie? Czy można mieszkać z teściami i nie zwariować? O tym przekona się kolejna bohaterka. Niesamowicie ciepła historia. Idealna na długie zimowe wieczory. Książka jest lekka i przyjemna. Szukacie dobrej obyczajówki? Koniecznie przeczytajcie „Kawiarnię pełną marzeń”. Przekonajcie się czy spełnią się marzenia naszych bohaterów. Dajcie się ponieść fantazji i zatopcie się w tej lekturze. Powieść jest godna polecenia. Nie bójcie się – książka nie jest przesycona świętami. Jeżeli lubicie twórczość Agnieszki Lis to koniecznie musicie przeczytać jej zimową opowieść.
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a w grupie wieloletnich przyjaciół dzieje się tyle, że trudno to - kolokwialnie powiem - ogarnąć.
Przesłuchałam tę książkę, bo miałam ochotę na coś lekkiego i świątecznego. Z autorką nie jest mi po drodze i raczej jej książki mi nie podchodzą. W myśl zasady „do trzech razy sztuka” to właśnie „Kawiarnia pełna marzeń” była moim trzecim podejściem. I tu pozytywne zaskoczenie! Całkiem przyjemna, lekka powieść, nawet są niepoprawne politycznie żarty, dzieje się sporo, zbędnych opisów brak, a sama Agnieszka Lis, mam wrażenie, wrzuciła na luz. I mnie się to podoba!
Kawiarnia pełna marzeń" zaskoczyła mnie w wielu aspektach. Historia Dagmary, która po zwolnieniu z korporacji otwiera kawiarnię "Panamera", to naprawdę inspirująca podróż. To nie tylko o biznesie, ale przede wszystkim o wytrwałości, determinacji i wsparciu rodziny i przyjaciół. Mam nadzieję, że ta książka zainspiruje innych do realizacji własnych marzeń, niezależnie od trudności, z którymi mogą się spotkać. Agnieszka Lis potrafi w sposób ciepły i przystępny przedstawić codzienne wyzwania i radości związane z realizacją marzeń. Polecam ją każdemu, kto szuka inspiracji i ciepłych historii o prawdziwych relacjach.
Jak zaczynałam te książkę to nie wiedziałam, że to najprawdopodobniej część jakiejś serii. Jest to książka bardzo obyczajowa, normalnie nie w moim stylu. Sięgnęłam po nią właściwie bazując tylko na okładce i zakładając, że to książka o tematyce świątecznej. Cóż tych Świąt dużo tutaj nie ma, ale to nawet dobrze wyszło zważywszy, że wciąż mamy listopad... Było to delikatne wprowadzenie do mojej corocznej obsesji świątecznej.
Przyjemna historia z bardzo interesującymi bohaterami ale mało świąteczna. Zaczęłam czytać te książkę z myślą, że jest to iście świąteczna powieść, natomiast większa cześć książki to po prostu obyczaj, historie bohaterów, które nie maja nic wspólnego ze świetami! Klimat bożonarodzeniowy dostajemy dopiero pod koniec!
Książka zasługuje na 1.5 gwiazdki. Jest całkowicie o niczym. Trudno wgryźć się w realia a bohaterowie niczym się różnią od siebie. W pewnym momencie już się zastanawiałam, kto jest kim.
2,5 lub 3/5 Była spoko, zwyczajna luźna obyczajówka. Na początku miałam mieszane uczucia i zastanawiałam się nad odłożeniem jej, ale wkręciłam się po 150/200 stronie, później już jakoś przepłynęłam. Po okładce może nam się wydawać, że jest książką świąteczną, ale akcja zaczyna się pod koniec lipca i kończy się w okresie bożonarodzeniowym, więc są też przygotowania do świąt i rożne inne wątki. Bardzo fajna na luźny przedświąteczny wieczór lub tak jak ja w jakiś zwyczajny dzień :)