Zacznę od tego, że podczas czytania, byłam wyprana z emocji. Nie przejmowałam się kompletnie, co stanie się z bohaterami. Prawda jest taka: Maas pisze mało zaskakujące sceny. Jest niesamowicie przewidywalna. Nie było trudno ogarnąć co będzie się działo w drugiej części książki. Jak postąpią bohaterowie, co się z nimi stanie i jakie będą w końcu stosunki między nimi. Momentami miałam wrażenie, że relacja Kasjana i Nesty jest niesamowicie podobna do tej Rhysa i Feyry (zdawało mi się, że niektóre sytuacje były kalkami). Dlatego też, nic nie czułam, gdy miało coś się stać bohaterom.
Jednak, nawet przyjemnie czytało mi się te dwie części. Styl Sarah jest lekki i przez książki tak naprawdę się przelatuje. Nawet tłumaczenie, które nie było wspaniałe, tego nie zepsuło.
No właśnie… tłumaczenie. Niestety było czuć zmianę tłumaczy, napewno przy poszczególnych częściach. To co wydarzyło się w 1 części książki, było nieporozumieniem. Zauważyłam mnóstwo zdań z wykrzyknikami, gdzie nie powinno ich w nich być. Tak jakby wszyscy na około na siebie krzyczeli. W mojej głowie śmiesznie to brzmiało XD Mam nadzieję, że tego nie ma w oryginale i tylko tłumacz sobie to wymyślił.
Co do bohaterów. Duet Kasjana i Nesty bardziej mi się podobał, niż ten Feyry i Rhysa. Relacja love-hate między tymi postaciami, sprawiła, że byłam bardziej zaangażowana podczas samego czytania. Czasami prychłam pod nosem, jak usłyszałam odpowiedzi Nesty na teksty Kasjana. Bohaterka, aż tak bardzo mnie nie denerwowała w tym tomie. Mam wrażenie, że bardziej przeszkadzała mi, jak była 3-planową postacią. Wszyscy bohaterowie marudzili, jaka to ona nie jest… A jak w końcu dostajemy jej perspektywę, to okazuje się, że jednak nie jest taka zła.
Nie rozumiem całej tej historii, z tym, dlaczego ona jest dla wszystkich taka oschła. Mam wrażenie, że było to tłumaczone pare razy w książce, a ja nadal nie rozumiem dlaczego tak jest. Dla mnie było to dosyć naciągane.
Autorka przedstawia nam także proces treningu na Walkirie. Bardzo podobało mi się to, że Maas pokazała zajęcie, któremu Nesta w 100% poświęciła się i nie myślała tyle o przeszłości. Bardzo lubię motyw pasji w książkach, więc dla mnie totalnie na plus.
Przejdę w końcu może do scen, które mają swoich przeciwników, jak i swoich fanów. Oczywiście mówimy o słynnych scenach seksu u Maas. Osobiście ich nie lubię i często krzywiłam się przy ich czytaniu. W pierwszej części, nie odczułam, że jest ich sporo. Powiedziałabym, że czytelnik nie powinien zdziwić się ich ilością, jeśli czytał poprzednie tomy. Przy drugiej części, jednak było tego zdecydowanie zbyt wiele. Na przestrzeni 300 stron za dużo było tego „nawalone”. Coś co mi bardzo przeszkadzało, to nagłe wtrącenia seksualne. Ni stąd, ni zowąd nagle autorka daje takie myśli lub wypowiedzi bohaterów, że miałam ochotę zamknąć tę książkę. Właśnie to najbardziej odpycha mnie w twórczości Maas. Czytacie niby normalną scenę o treningu i technikach Walkiri, a nagle któryś z bohaterów myśli sobie co by to nie zrobił z inna postacią (oczywiście w aspekcie seksualnym). Do tego słownictwo przy tym użyte, jest wręcz ohydne.
Podsumowując całą tę recenzję: dla mnie ten tom nie był zbyt dobry. Porównując go do chociażby „Dworu mgieł i furii”, wypada naprawdę słabo. Odczujecie momentami kalkę poprzednich tomów, skrzywicie się przy nagłych tekstach seksualnych i poczujecie, że ta książka jest zdecydowanie za długa. Oj tak ją napewno trzeba by skrócić, bo jest naprawdę zbyt przeciągnięta. Co prawda jeśli potrzebujecie czegoś luźnego, niewymagającego i przy czym nie musicie zbyt dużo myśleć, to jest idealna pozycja dla was. Naprawdę szybko się przez nią leci. Polecam jednak sięgnąć po oryginał, bo tłumaczenie, jest jakie jest.
2,5 ⭐️