W życiu każdego z nas przychodzi ten moment, gdy trzeba zrobić trochę miejsca na… miłość!
Marta woli być sama, niż tkwić w związku, który mógłby okazać się pomyłką. Całą energię poświęca swojej firmie, więc znalezienie miłości na pewno jej nie grozi...
Gdy w prezencie od ukochanej babci dostaje voucher na pobyt w pensjonacie pod Tatrami, jest sceptyczna. Nie zdecydowałaby się na urlop tuż po świętach, lecz nie chce sprawić przykrości Janinie. Żywiołowa i towarzyska emerytka nie może doczekać się wyjazdu – jak mawia, życie jest za krótkie, żeby tylko siedzieć i patrzeć, jak inni dobrze się bawią. Czy to jednak powód, by tak często pakować się w kłopoty? Marta musi mieć na nią oko, szczególnie że już pierwszego dnia pobytu w górach babcia znajduje adoratora.
Nie tylko Janina zawrze nowe znajomości pośród zaśnieżonych stoków, przy kubku pysznego grzanego wina. Czy ten międzypokoleniowy babski wypad okaże się sukcesem, czy zakończy połamaniem nart lub... serca?
Absolwentka psychologii na Uniwersytecie Gdańskim, w przeszłości dziennikarka portalu rodzicielskiego. Debiutowała w 2015 roku, gdy tworzenie fabuły pełnej miłosnych perypetii i zaskakujących żartów potraktowała jako autoterapię. Od tamtej pory ukazało się ponad dwadzieścia książek jej autorstwa, a kolejne humorystyczne serie podbiły serca (i półki!) polskich czytelniczek.
Pisze głównie powieści obyczajowe oraz komedie romantyczne. Z tymi pierwszymi trafia szczególnie do tych czytelniczek, które – podobnie jak sama autorka – uwielbiają prozę Nicholasa Sparksa. Z jednej strony Agata Przybyłek uwielbia bawić i sprawiać, by jej książki pomagały oderwać się od problemów dnia codziennego, a z drugiej chętnie porusza tematy społeczne i przemyca do książek swoją wiedzę psychologiczną. Najbardziej jednak lubi pisać o miłości, która jest głównym motywem charakteryzującym twórczość pisarki.
Mieszka w małej miejscowości nieopodal Szczecina z mężem oraz psem Emmą – owczarkiem niemieckim. Uwielbia przesiadywać na werandzie swojego domu i wymyślać kolejne historie, choć – jak podkreśla – każda z jej fabuł przynajmniej w niewielkim stopniu musi być zainspirowana prawdziwym życiem.
1,5/5 Chciałabym ją jakoś wytłumaczyć, ale niestety historia jest powtarzalna, a dialogi niesamowicie nienaturalne. Stylistycznie też jej czegoś brakuje. Dużo w niej nieścisłości np. główna bohaterka jest tak wielką pracoholiczką, że aż przy każdej okazji wybiera coś innego do robienia. Dużo płaskich, liźniętych wątków, napisanych na rzecz „dopełnienia historii”
Dialogi to koszmarek, są okrutnie nienaturalne. I chyba jeszcze nigdy nie czułam się tak obojętna wobec bohaterów, bo po prostu nie da się ich polubić. Daje więcej niż 1 🌟 tylko ze względu na klimat gór w zimie.
Niestety, ale to jedna z gorszych książek, które czytałam. Nie wnosi żadnych emocji, chyba że irytację… Główne bohaterki… jedna niepoważna, druga - rozkapryszona. Kompletnie nie mogłam się z nimi „zaprzyjaźnić”. Szkoda, bo generalnie pomysł na historię zapowiadał się obiecująco. Wyjazd babci z wnuczką do zimowego Zakopanego- świetny plan i naprawdę historia miałaby potencjał, ale widocznie coś nie wyszło. Plusik za zimowe, górskie krajobrazy.
Q: Lubicie rozwiązywać krzyżówki? Kiedy przyjeżdżam na wczasy do babci, to właśnie tak umilamy sobie wspólnie razem chwile ♡
Janina jest emerytowaną nauczycielką matematyki. Kobieta zdecydowanie nie należy do grona spokojnych staruszek, tworzących robótki na drutach. Jest energiczna, czerpie radość z życia - zawsze musi coś robić i wszędzie jej pełno.
Podczas spotkania z najbliższymi, postanawia dać swojej wnuczce dość nietypowy prezent...
Marta to pracoholiczka, a jej całe życie kręci się wyłącznie wokół pracy. Nie ma czasu na spotkania ze znajomi, a tym bardziej na miłość. W dniu świąt, trafia do jej rąk voucher na dwutygodniowy pobyt pod Tatrami.
Oczywiście jej babunia nie byłaby sobą, gdyby pozostawiła ją na ten czas samą - ona też tam jedzie.
Ten wyjazd odmieni ich dotychczasowe życie...
Historia dość spokojna i nieskomplikowana. Niestety w moim przypadku bardzo przewidywalna.
Na początku Pani Janina troszkę przypominała mi swoją babcię, ale wszystko się zmieniło od chwili, w której nasze bohaterki dojechały do pensjonatu. Starsza pani niesamowicie mnie irytowała swoim dziecinnym zachowaniem. Marudziła, a poniekąd też źle traktowała swoją troskliwą wnuczkę. JAK TAK MOŻNA?!
Czasami nawet współczułam Marcie i zastanawiałam się jak wytrzymuje z tą kobitą - miała do niej cierpliwość. Ja już bym dostała nerwicy 🤣
Miłość jest poczuciem szczęścia, ale czasami może wyrządzić wiele krzywd...
W pewnym momencie nasza "kochana" Janinka poznaje Eugeniusza - starszego mężczyznę, którym jest osobiście zauroczona. Przy nim się wygłupia, pije zbyt dużo trunków i jest bardzo odważna.
Oczywiście jej wnuczka, nie darzy go sympatią i prosi babcię o ostrożność. Niestety jej nie słucha, co przynosi za sobą później okropne konsekwencje.
Jeśli chodzi o Martę, to na swojej drodze spotyka Jędrka - między nimi zaczyna zdecydowanie coś iskrzyć. Jednak czy on też okaże się kimś innym niż nasza bohaterka myślała?
Tego musicie przekonać się sami 🤭
Marta jest bardzo sympatyczna, chodź z początku może tak się nie wydawać. Pomimo paru wad, myślę że można ją polubić :)
Historia momentami nudna. Szybko się czytało, ale zabrakło dynamiki. Wypad w góry kojarzy mi się z przygodami, jakich niestety dostałam w mojej opinii niewiele.
Były narty, kulig, a nawet grzane wino, ale czegoś w tym wszystkim zabrakło...
Pod sam koniec autorka porusza bardzo ważną w dzisiejszych czasach kwestię zaufania do nowo poznanej osoby, gdyż nigdy nie wiadomo na kogo można trafić...
To nie jest świąteczna książka, więc jeśli szukacie lekkiej, od czasu do czasu humorystycznej pozycji z zimowym klimatem w tle, to warto właśnie sięgnąć po to opowiadanie.
Ja niestety coś czuję, że szybko o niej zapomnę :( _ Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @czwartastrona
"Gdy zasypie śnieg" to kolejna świąteczna premiera z Czwartej Strony. Byłam jej bardzo ciekawa przede wszystkim dlatego, że zawsze z radością czytam wielopokoleniowe historie, w których rodzinne opowieści splatają się ze sobą. Czy ta pozycja trafiła do mojego serca?
Marta to ciężko pracująca dziewczyna, która robi wszystko, by osiągać sukcesy i utrzymać firmę, którą założyła. Janina to z kolei jej bardzo energiczna i pomysłowa babcia. Kiedy wręcza jej na Wigilię bilet na dwutygodniowy wspólny pobyt w Tatrach, dziewczyna nie wiem, co o tym sądzić. Ma zostawić wszystko i wyjechać w nieznane? W końcu podejmuje decyzję, a czas, który spędzą w urokliwym pensjonacie w Tatrach zdecydowanie będzie niezapomniany.
Mimo że święta nie grają w książce istotnej roli, autorce udało się stworzyć niezapomniany klimat. Opisy zaśnieżonych szczytów, zjazdów na nartach, czy pysznych potraw wprowadzały niesamowitą atmosferę i sprawiły, ze nabrałam ochoty na podobny wyjazd. Wieczory z gorącą czekoladą, za oknami piękne widoki, a na dole podgrzewane panele. Marzenie.
Ale oprócz niepowtarzalnego klimatu niestety są też rzeczy, których w książce nie polubiłam. Mam wrażenie, że styl autorki jest bardzo prosty, co miejscami mi przeszkadzało, bo liczyłam na coś bardziej rozbudowanego. Dialogi też wypadały nienaturalnie.
Jeśli chodzi o bohaterów mam do nich neutralne uczucia. Marta czasami naprawdę mnie ciekawiła i kibicowałam jej w rozwijaniu jej pasji i prowadzeniu firmy, ale jednocześnie nie pałałam do niej wielką sympatią. Janina z kolei przytłaczała mnie swoją żywiołowością, ale nie przeszkadzała mi jednocześnie na tyle, by bardzo ją znielubić.
Sama fabuła jest przewidywalna, ale przez styl autorki czyta się ją szybko i nie nudzi czytelnika.
Sięgając po nią warto nastawić się na klimat typowo zimowy, ale nie świąteczny. O Bożym Narodzeniu mamy tu wspomniane niewiele.
Jeśli lubicie ciepłe polskie obyczajówki, napisane prostym stylem i niewymagające, możliwe, że książka wam się spodoba. Ja spodziewałam się po niej czegoś więcej, ale jednocześnie nie skreślam jej całkowicie.
Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.
Marta jakiś czas temu założyła firmę. Dba o nią jak o swoje dziecko. Poświęca jej cały wolny czas, więc nawet jeśli jest już po pracy, to dalej pracuje. Jej wszystkie myśli skupione są tylko na tym, aby dalej rozwijać swoją firmę. Nie ma czasu na znajomych, a o drugiej połówce nawet nie ma mowy. Każdy by wymiękł przy jej trybie życia. Jednak Marta kocha całym swoim sercem rodzinę. Jej nigdy nie zawodzi i stara się poświęcać najbliższym chociaż minimalną ilość czasu. Dlatego też, gdy dostaje zaproszenie od babci na wspólne ferie w Zakopanem to nie potrafi jej odmówić. Przecież można pracować zdalnie... W Zakopanem dzieje się wiele dobrych i bardzo przykrych rzeczy. Najbardziej denerwujące było to, że Marta cały czas myślała o tym, żeby sprawdzić maila, zadzwonić do firmy i zapytać się co się dzieje. Nie potrafiła zjeść śniadania bez pomyślenia o swoich obowiązkach. Po pewnym czasie byłam tym już przytłoczona, tym bardziej że w większości przypadków kończyło się tylko na myślach, a nie na faktycznej pracy zdalnej. Wychodzi na to, że jednak ta praca była tylko w jej głowie, firma jej tak bardzo nie potrzebowała ;) nie rozumiałam też tego, że Marta z babcią nie spędzały ze sobą czasu, każda znalazła swoje zajęcia podczas pobytu w górach, ale jakie? Tego już Wam nie zdradzę, sami się przekonajcie. "Gdy zasypie śnieg" jest idealna na zimowy, świąteczny wieczór. Znajdziemy w niej trochę komedii, zimowych szaleństw na stoku, grzanego wina, świątecznej magii i odrobinę miłości.
Nie jestem pewna, czy ta książka zasługuje nawet na jedna gwiazdę. Słowa „praca” i „popracować” to chyba połowa wszystkich słów w książce. Pomijając to, książka w 30% jest nie smaczna a w 70% nudna. „-Jakie było twoje hobby w dzieciństwie? - Zarządzanie ludźmi.” … także tego
„Gdy zasypie zima” to lekka, zimowa historia, którą moim zdaniem warto przeczytać głównie dla niesamowitej atmosfery, która otula niczym miękki, biały puch. Natomiast nie jest to moja ulubiona powieść tego typu, głównie ze względu na bohaterki, które nie zdobyły mojej sympatii oraz historii, która nie wzbudziła we mnie większych emocji. Od powieści bije ciepło i humor. Jest przewidywalna, ale w powieściach zimowych nie oczekuję jakiejś zaskakującej akcji. Polecam na odstresowanie.
Wyobraźcie sobie zasypane śniegiem Tatry, krótko po Bożym Narodzeniu. Stokach na, których śmigają na nartach tysiące ludzi. Mam nadzieje, że już czujecie się tak klimatycznie jak ja podczas lektury „Gdy zasypie śnieg”
Agata Przybyłek zabiera nas do świata pełnego gwiazdkowego brokatu, miłości, rozczarowań. Główną bohaterkom jest trzydziestoletnia Marta, która ani śni o założeniu rodziny i pogrąża się w pracoholizm. Tutaj na pomoc przychodzi przesympatyczna Pani Janinka, która jest babcią naszej bohaterki.
Wyjazd na dwa tygodnie w zasypane śniegiem Tatry? Dla Marty brzmi jak koszmar, a babcia już nie może się doczekać. Pani Janinka jest osobą, którą chyba każdy chciałby mieć w swoim życiu. Rozbawi cię do łez, a kiedy trzeba będzie przytuli, ale spokojnie jak każdy ma swoje wady, za które później będzie musiała zapłacić.
Są takie książki, od których ciężko się oderwać. Do ich grona zdecydowanie trafia „Gdy zasypie śnieg”. Wspaniała powieść, która wywoła u was całą paletę uczuć. Będziecie śmiać się, płakać ze szczęścia i wiele więcej!
Cudowne! Ciężko mi powiedzieć, kiedy ostatni raz czytałam tak ciepłą książkę. A Pani Janinka roztopiła moje serce od pierwszych stron. Chciałabym być w przyszłości taką pogodną babcią (No może, niektóre jej cechy nie do końca są przeze mnie porządane).
Zimowy krajobraz Tatr ze stokami, Krupówkami i wieloma innymi w tle. Książka była dla mnie o tyle wspaniała, że dwa lata temu, właśnie w okresie zimowym miałam okazje, przebywać w okolicach Zakopanego. Mogłam sobie to wszystko wyobrażać dość w rzeczywisty sposób.
Ta książka jest tak urocza i przepiękna. Na pewno będę do niej wracać
A wy czytacie książki świąteczne? A może macie w planach najnowszą powieść Agaty Przybyłek?
2.25 ⭐️ Sięgnęłam po nią by poczuć świąteczny klimat. MÓJ BŁĄD. Historia w całości dzieje się po świętach więc klimatu tu nie uświadczyłam. Chyba że zimowego - to tak. Natomiast cała reszta to już BŁĄD AUTORKI. Schemat zrównoważona wnuczka i szalona babcia jest stary jak świat. I rzadko kiedy nie wychodzi. A tutaj się udało nie wyjść 🙃🙃 Obie bohaterki zachowują się skrajnie głupio. Do tego stopnia że obie wywołują jedynie irytację, żadnych ciepłych uczuć. Do tego stopnia że gdy jedna na końcu książki cierpi myślimy "dobrze Ci tak głupia" a gdy druga zyskuje niesamowite szczęście myślimy "I tak to pewnie zepsujesz". Największy problem jaki miałam to to że Marta z Janiną wyjechały na WSPÓLNY urlop. Ale czy napewno? Jadały razem posiłki ale też nie zawsze. I spędziły łącznie może parę godzin razem w trakcie których nawzajem były sobą zirytowane. Marta pracowała a potem spędzała czas z facetem a Janina nie odstępowała Euzebiusza na krok. Nie szło tutaj wyczuć absolutnie żadnej miłości i bliskości tych dwóch kobiet. Co więcej miało się wrażenie że one się nawet nie lubią! Ja chciałam pozytywnych emocji a niestety pozostał duży niesmak.
Jest mnóstwo lepszych książek zimowych/świątecznych. Ale autorce dam jeszcze szansę.🎄❄️☃️
Przyznać się, kto chciałby mieć taką babcię jak Janina? A kto taką ma? 🤭😁
Janina jest energiczną emerytką, która postanawia uszczęśliwić swoją wnuczkę i na święta podarowuje jej dwutygodniowy wyjazd w góry. Prezent marzenie? Nie dla Marty. Dziewczyna jest młodą i ambitną "bizneswoman", która stroni od urlopów. Jednak nie chcąc zrobić babci przykrości godzi się przyjąć prezent, ale uprzedza, że będzie na nim pracować. Marta nie pojedzie sama, nie nie, Janina będzie jej towarzyską. Wakacje z babcią? Kto by się odważył :)
Dwa tygodnie w Tatrach, jak wiele się może wtedy wydarzyć. Wokół pełno śniegu, a przy Janinie zaczął kręcić się adorator. Czy to tylko wakacyjny romans, a może miłość na dłużej? Czy kobiety będą się nudzić? Czy wręcz przeciwnie?
Niby z Janiną można by konie kraść, a z Martą poważnie porozmawiać, to obie bohaterki mnie denerwowały 🤭 Nie mniej, bawiły mnie ich perypetie.
Książkę czytało mi się przyjemnie. Aczkolwiek jakby czegoś mi w niej było brak. Bardzo lubię twórczość Agaty, ale ta książka niestety nie znajdzie się na liście mojej jej ulubionych.
Ogromny plus za to, że można było poczuć tu zimowy klimat górski 🏔️⛷️☃️🌨️
Święta, śnieg, Zakopane. Czyli trójka pewniaków w świątecznych bestsellerach. Agata Przybyłek poszła właśnie w tą stronę, i tak, było przewidywalnie, ale za to z humorem rodem z komedii romantycznych.
Lubię wszystkie babcie w powieściach, zawsze to przerysowane bohaterki, bez żadnych zahamowań czy wstydu. Babcia Janina też taka jest i to ona dodaje największego kolorytu tej powieści. Bo że czytamy romans to żadne zaskoczenie, a autorka mocno podąża utartym szlakiem. Świąt tu też na lekarstwo, ale za to klimat jest iście górski. Drugą bohaterką jest Marta, wnuczka Janiny, totalna pracoholiczka. I z tego połączenia charakterów musiała wyjść taka mieszanka. Autorka potrafi pisać i udowadnia to na każdej stronie, barwnie przedstawiła perypetie bohaterek, wplotła zabawne wątki, które ocierają się o absurd. Ale miało to swój urok.
Jeśli nastawiacie się na poważną, dojrzałą powieść do jakich przyzwyczaiła nas autorka, to tu możecie poczuć dyskomfort. Jednak jest to przyjemna, lekka lektura, która na pewno oderwie nas od świątecznej gorączki.
Taka piękna okładka, taki piękny, super brzmiący opis...i taki zawód:( W mojej opinii bardzo zła książka. Postać babci, która miała być chyba w założeniu barwnym, kolorowym ptakiem i ciepłą, ale bardzo zabawną osobą (coś jak cudowna Narcyza z "Cud Miód Malina") jest po prostu bezdennie głupia, irytująca i ma gdzieś swoją wnuczkę jakieś 95 % czasu. Wątki romantyczne są niesamowicie przyspieszone i nienaturalne, z tego ten babciny jest absolutnie cringowy (to najlepsze określenie jakie jestem w stanie znaleźć). Uważam, że w takim prostych obyczajówkach, gdzie wiemy co się wydarzy, kluczowe jest dobre wykreowanie bohaterów, żeby byli ciepli, że by chciało nam się o nich czytać. Tutaj po prostu tolerowałam głowną bohaterkę Martę, nie wzbudzała we mnie żadnych negatywnych ani pozytywnych odczuć, natomiast nie mogłam znieść postaci babci. Niestety duży zawód:(
Byłam jej bardzo ciekawa, bo uwielbiam książki, których akcja dzieje się w Tatrach.
Główną bohaterką jest Mara, która swojej firmie poświęca wiele uwagi. Za złe ma jej to cała rodzina. Żeby oderwać dziewczynę od pracy, babcia na święta wręcza jej voucher na wyjazd, na który pojadą we dwie. Kobieta nigdy nie zdecydowała by się na wyjazd, ale nie chce sprawić przykrości starszej kobiecie, więc pakuje się i jedzie. Żywiołowa i energiczna pani Janina jest z tego powodu bardzo zadowolona, bo jak sama mówi ,,życie jest za krótkie żeby siedzieć i patrzeć jak inni dobrze się bawią”.
Cieszyłam się na tę książkę, bo bardzo lubię czytać o zderzeniu dwóch światów, ale niestety tym razem bardzo się zawiodłam. Nie przywiązałam się zbytnio do bohaterek. Historia jest powtarzalna, a dialogi nienaturalne. Jakoś nie mogłam uwierzyć, że ludzie po tak drętwych rozmowach zaczynają czuć coś do siebie. Główna bohaterka niby jest taką pracoholiczką, a jak faktycznie ma pracować to nagle wybiera coś zupełnie innego do robienia. Rozumiem, że urlop, ale stale było podkreślane to, że ona nie może zostawić firmy.
Niestety książka miała duży potencjał, ale nie został on wykorzystany 😬
"Gdy zasypie śnieg" to międzypokoleniowa historia dwóch skrajnie różnych kobiet. Janina to szalona emerytowana nauczycielka, która żyje pełnią życia, jest aktywna, ma mnóstwo przyjaciół i pragnie przygód. Marta, wnuczka Janiny, to poukładana trzydziestolatka. Całe życie młodej dziewczyny kręci się wokół pracy. Dlatego też Janina w prezencie świątecznym wręcza Marcie voucher ma dwutygodniowy pobyt w Zakopanem dla obu kobiet...
"Gdy zasypie śnieg" to bardzo dobra opowieść, która umiliła mi ostatnie wieczory 2021 r. Historia jest prosta, nieskomplikowana, miejscami przewidywalna, ale jednocześnie niezwykle ciepła, klimatyczna i podnosząca na duchu.
Bardzo podobała mi się kreacja mojej imienniczki - Marty. Zwłaszcza, to jak dziewczyna na przestrzeni powieści zmienia swoje podejście do życia, a jednocześnie pozostaje przy tym sobą. Dzięki poznanemu w hotelu Jędrkowi zaczyna też wierzyć w to, że i ona ma szansę na szczęście w życiu prywatnym.
Jeśli chodzi o drugą bohaterkę - Janinę, to mimo początkowej sympatii do szalonej starszej pani, szybko straciłam do niej cierpliwość i po prostu mnie irytowała. Z drugiej strony autorka pokazała pewne mechanizmy, które powodują, że starsze osoby jest, tak łatwo oszukać.
Przez tą powieść zatęskniłam za prawdziwą zimą - ze śniegiem skrzypiącym pod butami, mrozem i malowniczymi zimowymi obrazkami...
Polecam tę książkę jeśli chcecie się zrelaksować i odpocząć od nieco cięższych pozycji.
1.25 Jest sobie kobieta-pracoholiczka i jej babcia. Wybierają się w góry na wycieczkę. Czy spotkają miłość? No zgadnijcie xd Historia banalna i do bólu przewidywalna, bohaterki mają po 3 cechy charakteru, dialogi są absolutnie nierealistyczne, a język i stylistyka są śmiesznie proste. Sięgnęłam po tę książkę, żeby poczuć trochę świątecznego klimatu i relacji babci z wnuczką. Nic z tego nie dostałam :( i jestem mocno rozczarowana. A te 0.25 punkta za to, że szybko się czyta i nie miałam problemu żeby dobrnąć do końca.
Książka Agaty Przybyłek to niezwykle malownicza, ciepła, otulająca i przyjemna opowieść o relacjach międzyludzkich, obawach towarzyszących każdemu z nas, nadziei, rozczarowaniu, miłości i bliskości. A to wszystko w otoczeniu zachwycającego krajobrazu gór, mającego zbawienny wpływ na ludzką duszę.
No i babcia Janina! Cudowna, energiczna i bezkompromisowa osoba, która nie zważając na trudy przeszłości, stara się czerpać z życia pełnymi garściami. Pokochałam ją od samego początku. Tak bardzo przypomina mi moją babcię sprzed lat...💙
Lubię świąteczne książki autorstwa Pani Agaty. Tegoroczna jest okołoświąteczna. Porwała mnie ta górska opowieść. Tatry, klimatyczny pensjonat, zimowe sporty. Kiedy zwariowana babcia i jej zapracowana wnuczka wybierają się na wczasy nie może się obyć bez kłopotów. Na początku postać babci bardzo mi się podobała a im dalej tym bardziej irytowała. Zupełnie odwrotnie było z postacią wnuczki 😊 Mimo że przewidywalna, to lekka i zabawna. Pełna ciepła. Porusza też ważne tematy jak pracoholizm i oszustwa na seniorach. Polecam!
Gdy zasypie śnieg, to książka z prawdziwym górskim klimatem w tle. Autorka opisała wszystko tak realnie, że na chwilę przeniosłam się do Zakopanego, a mróz na stoku szczypał mnie w policzki. Piłam grzane wino, zjeżdżałam na nartach, wybrałam się nad Morskie Oko, a nawet wzięłam udział w balu sylwestrowym. Jeżeli macie ochotę poznać prawdziwy, tatrzański klimat oraz dowiedzieć się co przydarzyło się wyżej wspomnianym bohaterkom to polecam Wam sięgnąć po tę książkę ♥
3.5 Postać Pani Janiny denerwująca, zakończenie mi trochę nie pasuje. SPOJLER.
Jędrek nie chciał zostawiać swojej mamy samej z pensjonatem, mówił o tym, że mama ma w koło siebie wiele życzliwych ludzi, ale jednak mieć kogoś z rodziny w swoim otoczeniu ( zwłaszcza patrząc na losy ich rodziny) znaczy dużo więcej. Po czym bardzo szybko zdecydował się zostawić to wszystko i się wyprowadzić xD
This entire review has been hidden because of spoilers.
To jest takie słabe... sam pomysł miał potencjał, ale główne bohaterki nie wzbudzają sympatii, chemii między bohaterami nie ma, w historię, która się toczy, tak bardzo trudno uwierzyć... relacja wnuczki (nawet jej imienia nie zapamiętałam!) i Jędrka to już w ogóle jest jakaś pomyłka. Jedna gwiazdka więcej za próbę uświadamiania seniorów oraz za zauważenie, że osoby po 60 też mają życie intymne. Ale niestety to koniec plusów.
Książka przyjemna, chociaż przewidywalnaz ma bardzo przyjemny klimat, ale wątek romantyczny Marty nagle tak się wyrwał do przodu, że trochę stracił w moich oczach, a to jak pani Janina i Eugeniusz sobie słodzś było momentami żanujące, ale do przeżycia
2.75 Słodka, prosta i przyjemna lekturka, idealna na zimowy wieczór. Styl pisania sprawia, że bardzo szybko się ją czyta, ale nie jest bez wad. Jest tak prosta, że to aż boli, wszystkie postacie są absolutnie płaskie a te dialogi… dialogi są wybitnie nienaturalne.