W mroźny, grudniowy wieczór ulice Warszawy wypełnia gwar świątecznych przygotowań, a gwiazdkowy nastrój rozgrzewa wszystkie serca. Wśród zabieganych mieszkańców stolicy jest też ona – dziewczyna, która tęskni.
Borys nie wierzy w magię świąt i zdecydowanie odrzuca wszystko, co związane z Bożym Narodzeniem. Praca jest dla niego najważniejsza nawet wtedy, gdy inni zajmują się przystrajaniem choinki i pakowaniem prezentów dla najbliższych. Wszystko zmienia się, kiedy los stawia na jego drodze Zoję. Rudowłosa, spontaniczna, roześmiana – jest jego ciepłym promieniem słońca w mroźny dzień. Zakochani szybko orientują się jednak, że spotkali się nie w tym miejscu i nie w tym czasie, a miłość nie jest w stanie przyćmić wszystkiego, co ich dzieli. W chwili rozstania obiecują sobie jedno – jeśli za dwa lata o tej porze wciąż będą za sobą tęsknić, dadzą sobie jeszcze jedną szansę.
Gdy Zoja z drżącym sercem i nadzieją w oczach dociera na miejsce spotkania, odkrywa, że Borysa tam nie ma. Może zapomniał o ich umowie? A może ułożył sobie życie bez niej? Czy to możliwe, że po prostu przestał ją kochać? Przecież ona tęskniła za nim każdego dnia...
Dobrze, że jesteś to zimowa, nostalgiczna opowieść, która otuli wasze serca. Gabriela Gargaś opowiada o odwadze do bycia sobą, blaskach i cieniach prawdziwej miłości i przyjaźni, która pomaga przetrwać najtrudniejszy czas. Bo niekiedy trzeba po prostu uwierzyć z całych sił, pomóc losowi i ruszyć dalej!
Niepoprawna optymistka, marzycielka i czarodziejka kobiecych uczuć. Mama, żona, przyjaciółka, kobieta z krwi i kości. Z wykształcenia jest ekonomistką o specjalności bankowej. Z zamiłowania - bibliofilką: miłośniczką literatury w ogóle, a także niepoprawną optymistką. Za życiowe motto obrała sobie słowa Phila Bosmans Sztuką życia jest umieć cieszyć się małym szczęściem.
Bestsellerowa autorka powieści obyczajowych. Inicjatorka antologii opowiadań Każdego dnia. Zysk z jej sprzedaży został przekazany Fundacji Marka Kamińskiego, która wspiera dzieci i młodzież dotknięte ciężkimi i nieuleczalnymi chorobami. Jest indywidualistką chadzającą własnymi ścieżkami. Lubi pierogi i czarną kawę, bez i piwonie, a wschody słońca bardziej niż zachody. Pisanie historii, które wzruszają i bawią, to jest to, co kocha.
Zeszłoroczna świąteczna książka Gabrieli Gargaś, "Zostań moim aniołem", to bezapelacyjnie jedna z moich ukochanych powieści. Napisałam o niej, że bohaterowie tej książki, mimo różnic mają coś, co ich wszystkich łączy: szukają w życiu sposobu, by po prostu żyć. I mam wrażenie, że "Dobrze, że jesteś" to kolejna odsłona tych poszukiwań. To zupełnie inna opowieść, o innych ludziach, w innych okolicznościach, ale wciąż z tym samym przesłaniem, by odnajdować w każdym dniu takie drobne rzeczy, które czynią świat lepszym, które pomagają się uśmiechać i czerpać radość z życia, nawet mimo spotykających nas przykrości.
Uwielbiam klimat tej książki, taki niepowtarzalny, trochę nostalgiczny. To, że jest prawdziwa. Że otwiera oczy na rzeczy, które niby wiemy, ale bardzo często o nich zapominamy, albo uważamy je za tak błahe, że o nich nie myślimy. I chociaż muszę przyznać, że "Zostań moim aniołem" jest mi w jakiś sposób bliższa, to "Dobrze, że jesteś" jest bardzo dobrą książką i mogę ją naprawdę szczerze polecić.
"Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku" – słowa Seweryna Krajewskiego odwołują się do dnia ważnego dla wielu osób, które obchodzą święta Bożego Narodzenia, do Wigilii. Wigilia Bożego Narodzenia jest dniem wyjątkowym, podczas którego może dojść do wielu magicznych wydarzeń. Nas do tego dnia już nie wiele dzieli. Lecz czy tak naprawdę nie możemy sprawić, żeby każdy dzień był tak samo wyjątkowy jak właśnie Wigilia? Oczywiście, że 24 grudnia niesie ze sobą niepowtarzalną atmosferę związaną z towarzystwem bliskich osób, religijnych uniesień i pięknych ozdób świątecznych. A jeśli by odrzucić kolędy, zimę, prezenty i ozdoby, a pozostawić miłość do bliskich, to czy nie mogłoby być tak codziennie?
Zoja bardzo potrzebuje pieniędzy, by wspomóc swojego brata. Z tego powodu jest zdecydowana przyjąć pracę, gdzie będzie musiała pracować nawet w święta Bożego Narodzenia. Lecz jest zdeterminowana, pełna energii i gotowa nawet wśród tabelek Excela nieść świąteczną radość. Natomiast Borys ma tylko jeden cel do realizacji – oddać perfekcyjny projekt do pracy. Jego pracoholizm oraz perfekcjonizm sprawiają, że nie dostrzega tego co wokół. Dlatego jest gotowy zatrudnić kogoś do pomocy w pracy, kto będzie gotowy wspierać go w tym projekcie nawet w święta. Więc oto oni: ona pełna energii, kolorów i miłości, on skupiony na pracy i nadmiernie profesjonalny. Co z tego wyniknie?
Grudzień jest stanowczo miesiącem, gdzie mam ochotę sięgnąć po gatunek literacki, który zazwyczaj omijam szerokim łukiem – literaturę obyczajową, oczywiście z elementami romansu. I również oczywiście z motywem świątecznym. W tym roku zdecydowałam się zapoznać z twórczością Gabrieli Gargaś. Dużo dobrego słyszałam o powieściach pisarki, więc postanowiłam sprawdzić, jak mają się one do mojego gustu czytelniczego. Jak wrażenia? Rollercoaster emocjonalny – tylko tak da się to określić. Mam Wam bardzo dużo do przekazania.
Pod względem stylu pisarskiego jestem całkowicie usatysfakcjonowana. Był dokładnie taki, jakiego oczekiwałam, czyli prosty i przyjemny w odbiorze. Nie był przesadnie kunsztowny lub na siłę poetycki, nie był też infantylny. Po prostu był swojski, co pozwoliło mi odnaleźć się w powieści. Wielokrotnie zostałam rozśmieszona, co było kolejną, wielką zaletą książki. To naprawdę rzadko w moim przypadku się zdarza. Mimo że jestem pozytywną osobą, to ciężko mnie szczerze rozśmieszyć, a tutaj autorce się udało. Dzięki tej naturalnej prostocie i zabawnym fragmentom powieść czytało się w zastraszająco szybkim tempie.
Natomiast odnosząc się do fabuły, to była ona bardzo nierównomierna. Początkowe wydarzenia niosły ze sobą naturalność oraz pozwalały poznać bohaterów i cały kontekst opowieści. Jednak czym dalej, tym byłam coraz bardziej rozczarowana i miałam coraz więcej zastrzeżeń. Pojawiają się przeskoki czasowe, które utrudniały mi odnalezienie się w chronologii. Wydaje mi się, że wiem, jaki był zamiar pisarki, jednakże pozostanę przy opinii, że tutaj nie było potrzeby wprowadzać innej kolejności wydarzeń. Utrzymanie linii chronologicznej przyniosłoby takie same efekty i uchroniło przed niepotrzebnym zamętem w historii. Ogólnie "Dobrze, że jesteś" jest powieścią bardzo przesłodzoną i przedramatyzowaną. Tego się spodziewałam po świątecznej książce, lecz tutaj miałam wrażenie, że zostały przekroczone pewne granice. Te urocze i ckliwe sceny jak najbardziej są potrzebne i ich w żaden sposób nie neguję. Często takie opowieści pozwalają nam poczuć ciepło na sercu. Niemniej mam wątpliwości, co do realności tego wszystkiego. Być może mogłoby zdarzyć się w prawdziwym życiu w odniesieniu jeden do jednego, ale by to opisać trzeba o wiele więcej słów – słów stwierdzających fakty i słów opisujących rzetelniej przeżycia wewnętrzne bohaterów. Podsumowując ten wątek – książka powinna być o wiele dłuższa!
Niestety i do bohaterów mam wiele zastrzeżeń. Założyłam, że Gabriela Gargaś w tej powieści zdecydowała się przedstawić proces zmiany postrzegania życia. Motyw przeze mnie uwielbiany i bardzo ceniony. Tylko niestety tutaj ponownie wszystko działo się za szybko i w sposób nie do końca spójny! Borysa bardzo polubiłam i mimo jego zdystansowanego zachowania darzyłam niezwykłą sympatią. Rozumiałam tego mężczyznę i początkowo jedno zachowanie wynikała z drugiego. Z czasem nadeszła wspomniana zmiana i tutaj zabrakło mi poczucia, że to się dzieje. Natomiast Zoi nie umiałam zaakceptować. Uwielbiam ekscentryków i ludzi, którzy łamią normy społeczne, nie krzywdząc przy tym nikogo. Ale u Zoi nie czułam tej kreatywności, tego powiewu radości. Wszystko, co robiła, wydawało mi się wymuszone i na pokaz.
Same treści przedstawione w "Dobrze, że jesteś" – swoją drogą bardzo podoba mi się tytuł – przemawiają do mnie i pokrywają się z poglądami, które ja sama wyznaję. Więc dlaczego tutaj nasuwa się "ale"? Ponieważ były one przekazana w sposób zbyt nachalny i moralizujący. Wybrzmiewały w pięknych cytatach, które znajdowały się prawie na każdej stronie. Mówi się, że od przybytku głowa nie boli, ale nie byłabym taka pewna tego stwierdzenia. Pragnęłabym ujrzeć te treści w samej historii. Ujrzeć, a nie usłyszeć. To duża różnica.
Lecz żeby nie popaść w ton zbyt krytykujący, bo ta książka ma zbyt dużo zalet, by przesadzić z wymienianej wad, to chciałabym się jeszcze odnieść do tematyki. Pojawia się motyw ukazujący, że czasami zamiast gnać do przodu na siłę, warto się zatrzymać, rozejrzeć wokół siebie i docenić to, co się już ma, ponieważ w wyścigu o więcej można stracić dobrych ludzi, których ma się wokół. Jednak jak zapewne wszyscy wiemy, życie nie jest idealne i jakkolwiek byśmy pragnęli, nie układa się dokładnie według naszych marzeń. Dlatego po prostu trzeba się zmierzyć z tym, co właśnie życie przyniesie. Może być to niezwykle trudne, wydające się nie do pokonania, ale trzeba próbować. A czasami taką próbą jest walka, a innym razem danie sobie przyzwolenie na odpoczynek i pobycie z własnymi emocjami. Każdy z nas popełnia błędy i każdy z nas powinien dostać szansę, by przeżyć ich konsekwencje, a następnie wyciągną coś z nich dla siebie.
W każdym roku wygląda to tak samo – koniecznie pragnę przeczytać świąteczną książkę, by później narzekać na jej ckliwy i moralizujący wydźwięk. Jak widzicie, "Dobrze, że jesteś" właśnie jako pierwsze w tym roku dołączyło do tej tradycji. Dlatego z czystym sumieniem powiem Wam, że jeśli lubicie świąteczne powieści, to zakochacie się w niej. Natomiast jeśli nie, to może przemyślcie jej lekturę!
(1🎄 moja pierwsza świąteczna książka 2023) Pierwsza połowa mi się podobała, zapowiadał się świetny romans ze świąteczną atmosferą… ale im dalej w las, tym gorzej. Za dużo wątków, które nigdzie nie prowadziły, za mało relacji między głównymi bohaterami. Wyszło trochę za bardzo moralizatorsko i mało przekonująco.
(Tak, wiem, jest sierpień, ale mam dość upałów i potrzebowałam świątecznej książki 😆)
Mega się zawiodłam. Miałam totalne inne wyobrażenie o tej książce. Zaledwie 300 stron, a działo się tu jakby to była co najmniej 3-tomówka. I tak, zgadzam się z tym, że autorka porusza bardzo ważne tematy, wszystko jest takie życiowe i pouczające..ale to ile tu jest wątków jest porażające. W połowie książki zapomniałam już, co działo się na początku. Okropnie mi się dłużyła. Ta mnogość historii i coraz to nowych losów poszczególnych postaci jak dla mnie zabiła tę książkę.
Nie poczułam nawet magii świąt. Historia napisana chaotycznie. Zbyt wiele wątków, które zostały rozpoczęte. Działania bohaterów niektóre nie są nawet realne... Kto po krótkiej rozmowie z bezdomnym bierze go od razu do siebie do domu? Rozumiem pomóc, ale zeby od razu zabierać do własnego mieszkania po wymienieniu ze sobą kilku zdań? Nie polecam zdecydowanie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Dobrze, że jesteś to książka wielopoziomowa, która opowiada o pięknej miłości, bólu po stracie najbliższych, porusza wiele problemów społeczeństwa. Historiam która może być kierunkowskazem, kiedy poszukujemy odpowiedzi albo zapędziliśmy się w pogoni za czymś, co za rok nie będzie miało znaczenia. Piękna historia, z której każdy wyciągnie inną, równie wartościową lekcję.
Dla Borysa najważniejsza jest praca, święta mogłyby dla niego nie istnieć. Na ten czas szuka pomocy do pracy i tak trafia na Zoję, która jest jego totalnym przeciwieństwem. Żadne z nich się nie spodziewa, że koniec końców stworzą parę. Jednak po pewnym czasie zgodnie stwierdzają, że to nie to i się rozstają. Obiecują jednak sobie spotkanie za jakiś czas. Tyle, że Borys na nie dociera…
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki i kompletnie się nie spodziewałam, że okaże się takie dobre. Ta książka to z pewnością coś innego. Nie podejrzewałam, że Autorka pokieruje fabułą tak, a nie inaczej. W dodatku ukazała tutaj problem bezdomności. Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że to jeden z głównych wątków.
Bardzo polubiłam się z bohaterami, nawet z takim zgorzkniałym Borysem, który wyznaje pracocholiczne wartości. Zmienia się dopiero przez pewne wydarzenia, które rzucają mu światło na swoje życie. Zoja to z kolei taka dobra dusza, uwielbia innym pomagać, nawet za cenę swojego szczęścia.
Ta powieść wywarła na mnie ogromne wrażenie, a styl i język Autorki okazały się być bardzo w moim guście. Mam na półce jeszcze Lunę tej Autorki i nie mogę się doczekać, aż w końcu za nią się wezmę.
Nie to czego się spodziewałam po okładce. Spodziewałam się romansu że świątecznym klimatem, a ta książka ma bardzo mało świątecznego klimatu. Jednak zaskoczyła mnie i podobała mi się. Nie jest to typowy romans a historia, która jest bliska memu sercu (jako że jestem pracownikiem socjalnym który miał przyjemność na studiach poznać panią Marie o której mowa na końcu ksiazki). Jest to historia o osobie która jest jak dobry stróż, anioł, ktory znajduje zgubione duszę i je ratuje. Romans nie jest tu wielka rola, a ratowanie zbłąkanych duszy odnajdowanie siebie jak i łamanie stereotypów przypisanych dla osób bezdomnych. Piękna powieść. Polecam
3,5/5 Ciepła, urocza, wzruszająca, dająca do myślenia. Zdecydowanie to powieść wielowątkowa, aż momentami człowiek może pogubić się w ilości bohaterów i ich historii, ale i tak polecam, zwłaszcza w czasie okołoświątecznym, kiedy potrzebujemy takich opowieści.
Pierwsza połowa książki świetna, nie mogłam się od niej oderwać. Czytałam z zapartym tchem i łzami w oczach. Mniej więcej od 150 strony coś się popsuło, a książka straciła swoją magię 🙄 a szkoda,bo zapowiadała się niesamowicie dobrze.
To nie jest tylko świąteczna książka ... Zdecydowanie jest czymś więcej. Tak wiele historii różnych ludzi , które łączyły się w całość♥️ Tutaj święta były tylko tłem, do ukazania wartości życiowych. Do łez doprowadził mnie wątek Benedykta 😭♥️ Muszę stwierdzić, że to jest najlepsza książka z serii "świątecznych" jakie kiedykolwiek czytałam ...
Q: Lubicie książki świąteczne? A może uwielbiacie twórczość Gabrieli Gargaś? Koniecznie podzielcie się w komentarzu!
Początek książki zapowiadał się naprawdę dobrze. Zoja jest młodą kobietą, która uwielbia święta. Borys jest jej zupełnym przeciwieństwem, jest na wskroś pedantyczny, a święta przestał go cieszyć już wiele lat temu. Zapowiadała się urocza historia, z elementami nostalgii… Miało tak wyjść, ale chyba coś nie zagrało
Momentami czytając „Dobrze, że jesteś” czułam się jakbym grała w jakim strasznie zagmatwanym paradokumencie, miała być urocza zimowa historia, a wyszła tandetna powieść, która poza przepiękną okładką nic sobą nie reprezentuje.
Im dalej brnęłam w książkę, tym napotykałam na więcej absurdów. W pewnym momencie nie mogłam tego czytać, to było tak bardzo płytkie, bezpomysłowe, prostoliniowe i do bólu przewidywalne. Czytałam to i czułam zażenowanie. Już nawet nie wspomnę ile razy miałam ochotę rzucić tę książkę. Tak bardzo działa mi na nerwy.
Coś tutaj ewidentnie nie zagrało. Sam styl autorki mi się podobał, czytało się bardzo szybko, ale historia to już coś zupełnie innego…
Naprawdę dawno nie czytałam takiego szamba. Może najzwyczajniej „Dobrze, że jesteś” nie jest powieścią dla mnie, może twórczość Gargaś nie trafia do mnie tak jak powinna? Ciężko powiedzieć. Książka sprawiła mi naprawdę ogromne rozczarowanie. Czytałam ją jako trzecią z książek świątecznych od czwartej strony i dwie poprzednie mnie zachwyciły…
Końcówka trochę uratowała całą powieść, ale nadal była denna. Jak dla mnie najgorsza książka jaką czytałam w 2021.
W zeszłym roku "Zostań moim aniołem" poruszyło mnie dogłębnie, do tej pory uważam, że to jedna z najlepszych świątecznych powieści jakie czytałam. Myślałam, że nie da się przebić tej powieści, a jednak się udało, no i zrobiła to ta sama, niezastąpiona Gabrysia Gargaś! Napisała najpiękniejszą i najbardziej bolesną powieść świąteczną, jaką czytałam. Było jednak warto zatopić się w tej lekturze, pochłonęłam ją prawie na raz, bo ciężko było tak bez emocji ją odłożyć.
W mroźny, grudniowy wieczór ulice Warszawy wypełnia gwar świątecznych przygotowań, a gwiazdkowy nastrój rozgrzewa wszystkie serca. Wśród zabieganych mieszkańców stolicy jest też ona – dziewczyna, która tęskni. Dobrze, że jesteś to zimowa, nostalgiczna opowieść, która otuli wasze serca.
Sama historia tak mocno chwyciła mnie za serce, że poza tym, że myślałam o książce, to myślałam również o własnym życiu. "Dobrze, że jesteś" to książka, dzięki której można usiąść i nie tylko żyć problemami bohaterów, ale i przemyśleć i przewartościować własne życie. Ta książka zabierała moje serce kawałeczek po kawałeczku, aż w końcu zabrała je w całości. To było coś magicznego, ale i coś niemożliwie bolesnego. Myślałam, że to będzie typowe słodkie love story, ale zdecydowanie tak nie było, bardzo trudna powieść.
To opowieść o sile miłości, o sile przyjaźni i najgorszym, co może nas w życiu spotkać, czyli stracie najbliższej osoby. Ta książka pozwala wyzwolić w sobie wiele emocji, pozwala zastanowić się nad relacjami z osobami, które niegdyś były nam bliskie, bo to właśnie niedopowiedzenia sprawiają, że oddalamy się z najbliższymi. Strata zawsze boli tak samo.
To bezapelacyjnie najlepsza świąteczna pozycja, po jaką miałam okazję sięgnąć. Miałam uczucie, jakbym się rozpadała, ale to książka, która zajmuje specjalne miejsce w moim sercu już teraz. Nauczyła mnie naprawdę wiele, a wciąż o niej myślę i wyciągam z niej nowe lekcje. Autorce mogę jedynie podziękować, że napisała tak piękną lekcję w zwykłej obyczajówce obsadzonej w moim ukochanym, świątecznym czasie.
Dwójka skrycie zakochanych w sobie ludzi, parę lat temu dochodzi do wniosku, że musi się z przykrych powodów rozstać. W tamtej chwili obiecują sobie jedno. Po dwóch latach, jeśli nadal będą do siebie coś czuć, to spotkają się ponownie, w wyznaczonym miejscu i czasie.
Jednak co się stanie, jak jedna osoba nie dotrzyma obietnicy?
„Dobrze, że jesteś” to książka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest na swój sposób piękna i bardzo wartościowa.
Na samym początku przedstawię Wam Borysa i Zoje.
On to taki odpowiednik Grincha - jest ponury, nienawidzi świąt i wszystkiego co z tym związane. Niestety w młodości dorastał wokół rodziców pogrążonych w nałogach. Każde święta były dla niego okropnym wydarzeniem. Gdy w końcu opuścił dom rodzinny, zaczął pracować. Zamknął się w czterech ścianach i siedział non stop przy komputerze, wykonując przeróżne biurowe zadania, z dala od znajomych i swych bliskich. Borysowi zdecydowanie było to na rękę.
A może pamiętacie też taką uroczą dziewczynkę imieniem Sindy Lou Who, która zmieniła tego naszego Grincha?
Taka jest też właśnie Zoja. To radosna, energiczna kobieta kochająca święta. Jest uśmiechnięta i za wszelką cenę chce by Borys był też szczęśliwy.
Oczywiście nie jest to takie proste jak się jej wydawało.
Streszczenie tej książki w tylko kliku zdaniach byłoby czymś niezwykle okropnym. Możecie mi nie uwierzyć na słowo, ale jeśli za dużo powiem, to zdradzę fabułę. Z drugiej strony, gdy powiem za mało to może nie będziecie pewni czy po nią wogóle sięgnąć.
Jak dla mnie naprawdę warto!
To słodko - gorzka historia, która z pewnością zaskoczy nie jedną osobę.
Znajdziecie tu niejedno oblicze miłości oraz niezwykłą siłę przyjaźni.
Spotkamy cudownych i życzliwych ludzi, którzy nie zawsze podążali dobrymi ścieżkami.
Borys zmienił się nie do opisania - jego przemiana była przecudowna. To co on robił dla innych, pomimo tego, że sam miał w tamtej chwili ciężko, brak mi słów.
Bardzo ciekawym stylu pisania. Czułam jak autorka kieruje poszczególne słowa/zdania w moim kierunku.
Tej książki nie da się odłożyć na później...jest cudowna ♡
Znajdziemy w niej dużo wielowartościowych cytatów.
"Pewne rzeczy się zdarzają. Kwitną w danej chwili, a potem odchodzą."
"Pewne miłości są nam dane na chwilę. Bardzo intensywne. Nieraz zakazane."
"Są ludzie, z którymi tracimy kontakt, ale wyryli w naszych sercach ślady na tyle wyraziste, że kiedy do nas wracają, my przyjmujemy ich z otwartymi ramionami. Ty byłeś taki człowiekiem."
"Człowiek nie powinien ukrywać się przed drugim człowiekiem."
"Miłość do jakiegoś człowieka nie zawsze jest z nami na zawsze. Niekiedy za szybko odchodzi. Tak nam się wydaje. A może zawsze odchodzi w porę, tylko my chcieliśmy inaczej. I chcąc nie chcąc, musimy się z tym pogodzić."
Bardzo dużą rolę odgrywa w tej historii pewien bezdomny.
Prowadzi i pokazuje naszym głównym bohaterą co w życiu jest najważniejsze.
Bardzo polubiłam tą postać - była ciekawa, otwarta na ludzi i momentami śmieszna (uśmiechałam się przy jego dialogach).
Zanim sięgnięcie po książkę, to radzę przyszykować sobie paczkę chusteczek, bo bez nich się nie obejdzie :) _ OPIS OD WYDAWCY W mroźny, grudniowy wieczór ulice Warszawy wypełnia gwar świątecznych przygotowań, a gwiazdkowy nastrój rozgrzewa wszystkie serca. Wśród zabieganych mieszkańców stolicy jest też ona – dziewczyna, która tęskni. Borys nie wierzy w magię świąt i zdecydowanie odrzuca wszystko, co związane z Bożym Narodzeniem. Praca jest dla niego najważniejsza nawet wtedy, gdy inni zajmują się przystrajaniem choinki i pakowaniem prezentów dla najbliższych. Wszystko zmienia się, kiedy los stawia na jego drodze Zoję. Rudowłosa, spontaniczna, roześmiana – jest jego ciepłym promieniem słońca w mroźny dzień. Zakochani szybko orientują się jednak, że spotkali się nie w tym miejscu i nie w tym czasie, a miłość nie jest w stanie przyćmić wszystkiego, co ich dzieli. W chwili rozstania obiecują sobie jedno – jeśli za dwa lata o tej porze wciąż będą za sobą tęsknić, dadzą sobie jeszcze jedną szansę. Gdy Zoja z drżącym sercem i nadzieją w oczach dociera na miejsce spotkania, odkrywa, że Borysa tam nie ma. Może zapomniał o ich umowie? A może ułożył sobie życie bez niej? Czy to możliwe, że po prostu przestał ją kochać? Przecież ona tęskniła za nim każdego dnia… _ Dziękuję wydawnictwu @czwartastrona za możliwość przeczytania książki ♡ _
Chwytająca za serce, głęboka, szczera, wzruszająca powieść obyczajowa. Kiedyś powiedziałbym, że to totalnie nie dla mnie. Jednak Gabriela Gargaś oraz jej "Dobrze, że jesteś" przemówiła do mnie totalnie... Na okładce sympatyczna, przytulona, zakochana para. W tle świąteczne, ośnieżone drzewka. To jednak nie jest ilustracja do całości lektury. Takich słodkich obrazków jest w niej bowiem całkiem mało. Główni bohaterowie to Zoja oraz Borys. Poznają się w okresie okołoświątecznym - on - Borys szuka dyspozycyjnej asystentki do pracy przy ważnym projekcie. Zależy mu na zaangażowaniu, szybkim i sprawnym wykonywaniu zadań, pracy również w święta. Oferuje dobre zarobki, które istotne są dla niej - Zoi. Borys jest bardzo poukładany i obowiązkowy, to typowy pracoholik, stawiający pracę i kolejne challenge na pierwszym miejscu, przy tym jest minimalistą nie przepadającym za świętami i różnego rodzaju ozdobami. Zoja to jego przeciwieństwo. Owszem, dziewczyna jest pracowita i obowiązkowa, jednak lubi otaczać się wieloma drobiazgami, kolorami. W wolnym czasie piecze ciasteczka, babeczki, lubi spotkania ze znajomymi (szczególnie z Kingą), którzy mogą na nią zawsze liczyć. To prawdziwa miłośniczka świąt, kolorów, życia. Wszystko do czasu... Borys i Zoja stają się parą, jednak ich związek jest dość wybuchowy. Po serii burzliwych rozstań, powrotów i niedomówień postanawiają się definitywnie rozstać i jesli będzie im to dane spotkać za dwa lata. Co ten czas w nich zmieni? Czy się spotkają i będą szczęśliwi? Kto stanie na ich drodze? Kim jest Benedykt i jaka jest jego rola w całej historii? Co jest w życiu najważniejsze? Na co warto zwracać uwagę, a co lepiej odpuścić? Ciekawie prowadzona narracja - z perspektywy Borysa, Zoi, Benedykta, oraz kilka powrotów do przeszłości w postaci listów czy pamiętnika, oraz wisienka na torcie - końcowy zwrot do uważnego czytelnika. Warto przeczytać, warto pochylić się nad swoim życiem, warto je choć trochę przewartościować i zauważyć pewne (być może wcześniej niezauważalne) sprawy, osoby, doznania.
* Kinga powiedziała jej: "To boli, bo było dla ciebie ważne, pozwól sobie czuć. Zamiatamy pod dywan nasz ból. Nie chcemy pokazać, jak bardzo coś nas dotknęło. dlaczego? To też część naszego życia, nasza emocja." I miała rację. Jednak czas robi swoje. Po jakimś czasie, mimo że wciąż tęsknisz, pojawia się poprawa. Ból staje się mniej dotkliwy i zaczynasz spotykać się z przyjaciółmi.
* A ona wiedziała już, że to takie proste: zdjąć ubrania. Nawet pomóc zdejmować ubrania tej drugiej osobie. Ludzie chodzą ze sobą do łóżka, uprawiają seks, mają romanse. Organizują ukradkowe spotkania. Wszytsko da się zorganizować. Trudniej jest otworzyć przed kimś duszę, dotknąć najskrytszych pragnień, skrywanych demonów, nadziei zrodzonej z głębi serca. Trudniej jest o intymność niż o pożądanie. Trudniej jest tak naprawdę być z drugim człowiekiem. Tak prawdziwie przy nim być. Z jego słabościami, łzami spływającymi po policzku, które trzeba otrzeć.
* Bo dziecięca wyobraźnia i wrażliwość sprawiają, że dzieci odbierają wszystko inaczej. Intensywniej, mocniej. Ich świat jest sensualny.
* [...] między nami a osobami doświadczającymi bezdomności nie ma żadnej różnicy. wystarczy jedna chwila, jakaś tragedia, która nas przerośnie, i możemy się znaleźć na ich miejscu. Za każdą osobą stoi historia, która nie dała jej wyboru.
* Dlatego trzeba takie COŚ w swoim życiu znaleźć [...]. Coś, co się będzie kochało, do czego będzie się chciało wracać, za czym będzie się tęskniło.
Zoja i Borys to chodzące przeciwieństwa, magnesy o przeciwnych biegunach, które wciąż i wciąż się wzajemnie przyciągają. Wiele ich łączy, ale jednocześnie darzą się oni wielką miłością. Nie jest to jednak miłość łatwa i dlatego obydwoje postanawiają, że na jakiś czas spróbują o sobie zapomnieć. Przez dwa lata mają dla siebie nie istnieć, ale po upływie tego czasu, gdy żadne z nich nie ułoży sobie życia z kimś innym, spotkają się we wcześniej umówionym miejscu i spróbują ponownie dać sobie szansę.
Na początku napiszę tylko tyle — jak ja się cieszę, że trafiłam na tę książkę. Potrzebowałam teraz właśnie takiej lektury — przesiąkniętej emocjami i nostalgią, skłaniającej do refleksji. Nie sądziłam, że aż tak polubię się z tą historią. Na pewno była ona dla mnie pewnego rodzaju zaskoczeniem. Spodziewałam się czegoś innego, ale w żadnym wypadku nie jestem rozczarowana tym, co dostałam. Cieszę się, że moje przewidywania, co do tej książki się nie sprawdziły, bo to, co skrywa przerosło wszelkie moje wyobrażenia. Uwielbiam opowieści lekkie i słodkie, gdzie dużą rolę odgrywają wirujące płatki śniegu, ale czasem potrzebuję czegoś innego, czegoś bardziej przyziemnego, małej przerwy od bujania w obłokach z waty cukrowej,. Ta książka to było coś takiego. W wielkim, a nawet w bardzo wielkim skrócie była to historia o życiu, o tym, że czasem daje ono w kość, ale także opowieść o ludziach, o ich wyborach, momentach załamania i o tym, że czasem na swojej drodze spotykamy właściwą osobę w niewłaściwym momencie. Kolejne części książki to kolejne momenty z życia bohaterów, które łączy jeden wspólny element — Święta Bożego Narodzenia. Spodobało mi się, że choć motyw świąt był w tej książce wyczuwalny i wprowadził mnie w tę cudowną atmosferę, to jednak nie przytłoczył on całej historii, to nadal bohaterowie grali główne skrzypce i wychodzili na pierwszy plan. Było ich sporo, ale każdy z nich dokładał swoją cegiełkę do „Dobrze, że jesteś” i wnosił do historii coś nowego, a przy tym niezwykle wartościowego. Szczególnie zachwyciłam się Benedyktem i jego licznymi, bardzo trafnymi przemyśleniami. Był on takim światełkiem tej opowieści, bez niego nie byłaby ona tym samym. Jego postać uświadomiła mi też, że nie wszystko jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka, że czasem na pewne sprawy trzeba spojrzeć z zupełnie innej perspektywy, by dostrzec ich prawdziwe znaczenie, prawdziwą wartość.
Gabriela Gargaś w swojej nowej, świątecznej powieści przenosi nas na mroźne ulice Warszawy, pozwala poczuć trochę Bożonarodzeniowego klimatu, ale jednocześnie nie stroni od cięższych tematów, jak ludzie w kryzysie bezdomności, czy choroba bliskich. Czy taka mieszanka wychodzi książce na dobre?
Zoja i Borys poznają się, gdy dziewczyna zatrudnia się jako pomocnica w projekcie jego firmy. Od początku coś ich do siebie ciągnie, mimo że stanowią swoje przeciwieństwa- on poważny, stąpający twardo po ziemi, nieskory do wygłupów, ona- wolna dusza, celebrująca każdy moment i serdeczna do wszystkich. Ich związek na dłuższą metę okazuje się toksyczny i decydują się zrobić sobie dwuletnią przerwę, po której, jeśli nadal będzie sie tliło w nich uczucie, wrócą do siebie. Nie zdają sobie jeszcze sprawy, że po tym czasie tak wiele się odmieni.
Początek książki mnie zaintrygował. Autorka pisała bardzo płynnie i lekko, jednocześnie nie był to styl bardzo infantylny, więc od razu zaangażowałam się w opowieść i koniecznie chciałam wiedzieć, jak potoczą się dalsze losy Zoi i Borysa. Autorka wiele wydarzeń przedstawia w formie retrospekcji, dodatkowo następuje wiele przeskoków w czasie i przestrzeni, ale nie przeszkadzało mi to w odbiorze całości.
Obojgu bohaterów kibicowałam i życzyłam im jak najlepiej, bo zyskali moją sympatię. Mam jednak do książki dwa zasadnicze zastrzeżenia: po pierwsze miejscami wpada w bardzo patetyczny tom. Wiele w niej wzniosłych zdań i mądrości, które na dłuższą metę nie są zbyt odkrywcze i o ile początkowo mi nie przeszkadzały, w pewnym momencie nie było strony, na której bym ich nie znalazła i zaczęłam mieć duży przesyt. Nie jestem też fanką drugiej połowy książki, bo mam wrażenie, że straciła trochę swojego uroku, ale może do kwestia tego, jaki bohater wyszedł na bliski plan.
Podobało mi się, że autorka mimo lekkości stylu i tematyki świątecznej, poruszyła też w książce takie wątki, jak bezdomność i stygmatyzacja społeczna z nią związana, a także chorobę. Ostateczne przemyślenia, jakie miałam po lekturze uważam za ważne i cieszę się, że zostałam skłoniona do ich rozważenia.
Jeśli lubicie słodko-gorzkie i miejscami zaskakujące obyczajowe historie, "Dobrze, że jesteś" powinno przypaść wam do gustu. Skłania do refleksji i mimo że mam parę zastrzeżeń, w ogólnym rozrachunku książka mi się podobała ❤️
Dziękuję Czwartej Stronie za współpracę przy tym tytule.
W te święta miałam wielką ochotę na książkę w takim właśnie klimacie - otulającą, wprowadzającą w nastrój Bożego Narodzenia, wzruszającą. Słyszałam bardzo dobre opinie na jej temat, a sama też mam pozytywne wspomnienia z twórczością autorki. Z bólem serca muszę jednak przyznać, że ta powieść nie trafiła w mój gust 💔
Głównymi bohaterami książki są Zoja i Borys. Łączy ich miłość, ale jednocześnie nie potrafią ze sobą być. W chwili ostatniego z wielu rozstań obiecują sobie, że jeśli za 2 lata nadal będą za sobą tęsknić, to dadzą sobie jeszcze jedną szansę. Zoja pojawia się w umówionym miejscu, ale niestety nie zastaje tam Borysa, a innego mężczyznę... W tym miejscu zawiązuje się akcja tej powieści, aby w kolejnych etapach cofać się o lata wstecz i krok po kroku pokazywać "jak do tego doszło".
Ta książka to dla mnie mix wszystkich polskich filmów świątecznych w jednym 😅 Mamy mnóstwo bohaterów drugoplanowych, którzy opowiadają historie swojego życia, a ich mnogość wymusza stosowanie nachalnej ekspozycji. Nie ma miejsca by na tych lekko ponad 300 stronach zżyć się z którymkolwiek z nich. Poznajemy ich przede wszystkim poprzez długie monologi, w których opowiadają o swoim życiu.
Pojawiają się tutaj ważne wątki, z potencjałem na emocjonalne rozwalenie czytelnika - pracoholizm w związku, poważna choroba, nałogi, przemoc domowa, bezdomność, gwałt. Ale jest tego tak dużo jak na tak krótką książkę, że z żadnego nie udało się wycisnąć pełni możliwości.
Było kilka takich fragmentów, które chwycily mnie za serce, ale łatwo o nich zapomnieć w morzu banałów 😔 Bardzo żałuję, bo do dziś pamiętam jak płakałam wiele lat temu czytając "W platąninie uczuć" G. Gargaś. Tym razem się zawiodłam.
2.5. Pierwsze spotkanie z prozą Pani Gargaś było dla mnie niestety rozczarowaniem:( Przede wszystkim było tu dla mnie za dużo smutku, a nie tego oczekiwałam po książce reklamowanej jako świąteczna i "otulająca". Po drugie przeszkadzały mi bardzo nienaturalne dialogi i duża wyrywkowość, masa historii pobocznych. Zdecydowanie za dużo wątków zdrady, to u mnie również na minus. No i bohaterowie nie chwycili mnie za serce zupełnie. Na plus zaliczam na pewno poruszenie ważnych i trudnych tematów np. choroba (ale znów, jak dla mnie - za dużo ich w jednej króciutkiej i z założenia "lekkiej" książce. Moim zdaniem dużo lepszy wydźwięk dałoby skupienie się na 1-2). Zaletą jest też na pewno ogólny klimat i wydźwięk powieści, ma być ona bardzo "podnosząca na duchu". Bardzo fajny pomysł ze skierowaniem ostatniego rozdziału bezpośrednio do czytelnika. Zamierzam jeszcze sięgnąć po którąś z innych książek Pani Gabrieli i zobaczyć czy generalnie jej twórczość do mnie średnio trafia, czy tylko ta pozycja niekoniecznie.
Mam ogromny problem z ,,Dobrze, że jesteś”. Niby mi się podobała, a jednak coś w niej było nie tak. Pierwsze sto stron czytało się wspaniale. Chciałam wiedzieć co dalej się wydarzy w życiu bohaterów. Potem był jeden wielki chaos. Pojawiały się nowe osoby, których historie były miejscami tak przedramatyzowane, że nie potrafiłam w nie uwierzyć.
Mimo wszystko, książka otwiera serce i oczy na rzeczy, które często nam umykają. Zabiegani i zamyśleni często zapominamy o sprawach ważnych. Autorka w swojej książce porusza temat osób, które znalazły się w kryzysie bezdomności. Często mijamy je na ulicy i nie zdajemy sobie sprawy z tego jak im ciężko. Bezdomnym nie musi zostać tylko osoba uzależniona, ale tez znany lekarz czy prawnik. Książka pokazuje, że nie zmienimy już przeszłości, ale mamy wpływ na naszą przyszłość. Mimo, iż spodziewałam się czegoś łamiącego serce, a trochę się zawiodłam to i tak polecam ją przeczytać. Jest niezwykle wartościowa!
Pamiętajcie też w święta o innych, nieznanym Wam osobach. Pomaganie ma niezwykłą moc! ❤️
Świąteczne książki raczej są radosne, otulające i przyjemne. Taki ich urok. Najnowsza, grudniowa propozycja od Gabrieli Gargaś wyłamuje się z tego trendu. Przed Wami życiowa, ale smutna historia o utraconych szansach, poszukiwaniu siebie i zmianach, które pokażą prawdziwe wartości.
Przygotujcie chusteczki i wolny wieczór, bo ciężko będzie się oderwać od tej historii. Nostalgiczna, emocjonalna i chwytająca za serce. Bohaterowie mierzą się z różnymi problemami, dojrzewają, zmieniają swoje życie. Jest tutaj magia i atmosfera świąt, jednak wszystko to w cieniu tragedii. Choroba, śmierć i żałoba. Wszystko po "coś". Jest też romans i uczucie, które nie powinno się pojawić.
Jest to powieść z przesłaniem, z drugim dnem. Taka, którą powinna zmusić nas do refleksji, zastanowienia się i zadania sobie pytań, co jest ważne. Jednak przy tym cięższym emocjonalnym ładunku jest lekko i wciagająco. Powieść warta przeczytania.
Nie wszystkie świąteczne książki są otulające, radosne i przepełnione magią świąt. Życie pisze różne scenariusze, nie zawsze są one kolorowe. W wielu przypadkach nie mamy wpływu na to co nas spotyka, wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie zatrzymać. Lecz najczęściej, to nasze decyzje, lepsze lub gorsze, decydują o tym jak wygląda nasze życie, kogo mamy w swoim otoczeniu. Borys mimo tego, że spotkał miłość swojego życia, rzucił się w wir pracy, nie potrafił zmienić swoich nawyków i upodobań. Nie był w stanie zaakceptować swojej wybranki takiej jaką była, jakie wartości wyznawała, jej zwyczajów i tradycji. Jego pracoholizm wygrał. Akceptacja drugiej osoby to chyba jeden z filarów związku. Często doceniamy coś dopiero wtedy kiedy to stracimy. Ta książka wychodzi z ram typowej „świątecznej obyczajówki”. Nie ma tutaj namiętnego i niespodziewanego romansu, długowiecznego szczęścia, bogactwa, świetnie spędzonych świąt i ferii na stoku. Jest pokazany problem bezdomności i jego powody. Czasem nie do pomyślenia jest to, jak drugiemu człowiekowi może z dnia na dzień zmienić się życie i może on wylądować na bruku. Książka na pewno przekazała mi pokorę i wdzięczność za to co mam. Wśród przedświątecznego gwaru, zakupów, wszędobylskich ozdób i gadżetów warto się zatrzymać, spędzić czas z rodziną, wybaczyć tym, z którymi nie żyje się w zgodzie i spędzić ten czas najlepiej jak tylko można sobie wyobrazić.
Chciałabym Wam opowiedzieć o przepięknej historia, która złamie nie jedno serce. Sprawi, że zaczniecie zastanawiać się nad wieloma aspektami Waszego życia. @utkana.marzeniami pisze książki o której powinno być bardzo głośno, książki dla których warto zarwać nockę i nie dlatego, żeby ją przeczytać, ale żeby ją przetrawić. To nie jest typowa książka miłosna (kto czytał książki autorki wie czego się spodziewać), posiada tak wiele dodatkowych wątków, które nakładają się jeden na drugi. Ta książka sprawia, że zaczniecie się zastanawiać nad tym co posiadacie, czego oczekujecie a co tak na prawdę jest najważniejsze w życiu. Wielu z Was na pewno już wie, że najważniejsze nie są wcale dobra materialne ale to kim się otaczamy w życiu. A jak było z naszymi bohaterami? Co dla nich było najistotniejsze? Musicie koniecznie przeczytać i poznać losy tych pogubionych w życiu ludzi.
Dobrze, że jesteś" to afirmacja życia. Nostalgiczna, magiczna, wyjątkowa. Obezwładniająco prawdziwa, niespotykanie mądra. Muszę przyznać, że dawno nie mialam w swoich rękach tak dojrzałej i wyjątkowo urokliwej powieści. Jestem w niej wprost zakochana!
Może i nie pozostawiłam, na poszczególnych jej stronach, osobistego śladu w postaci łez. Może nie otoczyłam się lawiną chusteczek, mających zniwelować ślady uzewnętrznionych emocji. Książka ta po prostu mnie poruszyła. Pozostawiła swój ślad w moim sercu. Zadziałała na psychikę. Pobudziła wyobraźnię. To pozycja, która z pewnością pozostanie na długo w mej pamięci...
Polecam Wam ją z czystym sumieniem i życzę, aby również dla Was stanowiła drogowskaz niezbędny w codziennej egzystencji.
Jak zwykle myliłam się oceniając książkę po okładce ale tym razem wyszło to bardzo na plus, bo książka miło mnie zaskoczyła.
Bohaterowie trochę za bardzo pospolici ale przysięgam, że ich polubiłam. Cała historia pomimo smutnych wątków była spokojna, nie wywoływała u mnie negatywnych emocji. Myślę też, że to jedna z bardziej zaskakujących książek. Oczekiwałam, że to będzie zwykły romans a zostało w tej książce poruszone wiele ważnych dla codzienności kwestii o których zapominamy.
Dopatrzyłam się kilka literówek, które umniejszyły jakości książce. Nad wyraz prosty sposób w jaki była napisana nie przypadł mi do gustu.
Mimo to, jestem gotowa polecić ją każdemu komu brakuje, dobroci, spokoju ducha, magii świąt oraz zwykłej nadziei.
Autorka jak zwykle mnie nie zawiodła, dostarczając całej masy emocji! Opowieść niezwykła, wzruszająca, momentami magiczna, z naprawdę szczególnym klimatem ❤️ Choć muszę przyznać, że czytając opis kompletnie nie spodziewałam się tego czego dostałam. Chwilami było mi naprawdę ciężko i smutno gdy czytałam poszczególne historie niektórych bohaterów. Jednocześnie jednak historia ta jest piękna w swoim przekazie, skłania nas do refleksji i daje potrzebną nadzieję. Pani Gabrysia napisała poruszającą, życiową opowieść przepełnioną pięknymi i niezwykle mądrymi przemyśleniami i wskazówkami. POLECAM! ♥️
Ta książka bardzo otuliła mnie swoim klimatem i urokiem. Było tutaj dużo świątecznych motywów i to powodowało, że jeszcze bardziej miałam na nią ochotę. W niektórych momentach robiło mi się bardzo przykro i smutno z losu tych bohaterów, trzymałam za nich bardzo mocno kciuki przez całą książkę! Pokazała mi, że czasem w życiu trzeba ruszyć przed siebie. Iść dalej. Nie cofać się, tylko iść do przodu🤍