Зруйнована повоєнна Польща, 1954 рік. У закинутому монастирі янголи подарували Ніні Панкович надзвичайний розум та силу. Комуністичні спецслужби забирають її до Інституту Тотенвальд, де над «особливими» підлітками проводять жорстокі експерименти.
У новому романі у Ніни і її друзів — зимові канікули. Їх привозять до мальовничого гірського містечка на кордоні, де навчають стріляти та битися на смерть. З них готують елітний загін для боротьби з нелюдами.
Якось дівчина прокидається у дивному вбранні в порожньому палаці на ринковій площі та виявляє, що забула геть усе, що сталося на канікулах. Але от що найстрашніше: чудове місто раптом спорожніло, ніби всі зникли в один момент. Окрім дивної потвори, яка біжить за дівчиною мертвими вулицями...
Що сталося? Куди всі поділися? Коли Ніна зустрічає Яцека, до неї помалу повертається пам’ять...
Polish writer. She graduated from the Faculty of Oriental Studies at Jagiellonian University with a specialization in Arab Studies. After graduation she came back to Katowice, where now she works in tourist office. Member of a Silesian Fantasy Club. She made her debut in April 2004 with a short story Diabeł na wieży, which was published in a Science Fiction magazine. She was writing movie and book reviews for web magazine Avatarae. Today she writes for Esensja. In July 2005, her short stories about Domenic Jordan were published in a collection entitled Diabeł na wieży by Fabryka Słów Publishing. Her full lengh book debut was a novel Miasto w zieleni i błękicie.
Загалом, непогане продовження перших двох томів, хоча й не без недоліків. Як в першому томі, ми маємо довге "входження" в нову загадку. Точніше, тут воно не довге, а незрозуміле: як цей том співвідноситься з попередніми? Втім, далі починається таке нагнітання, що аж моторошно. І тут Каньтох гарно написала моторошну зимову казку. Дні, де сонце відблискує від снігу, чергуються з ночами, де метуть хурделиці, а електрика просто пропадає. Втім, ближче до фіналу історія знову змінює темп. І замість наростання напруги авторка сповільнюється. Але найгірше, що починає пояснювати, що ж відбувалося. І це пояснення все псує. Бо воно дещо недоладне, нелогічне, а головне - в деталях суперечить початку тексту.
Robi się coraz ciekawiej - i pod względem etyki, i relacji między postaciami, i światotworzenia. Nie wiem, czy autorka dalej pisze ten cykl, ale mam nadzieję, że tak, bo ja bym chętnie dalsze tomy przeczytała. Ten bardzo mi się podobał.
Tajemnica Godziny Trzynastej niestety zawsze była moją najmniej ulubioną częścią całej trylogii. Choć nie umiem dokładnie określić dlaczego, ta część w mojej głowie odstaje dość mocno od pozostałych książek w serii. Jest chyba ciut za bardzo nierzeczywiste (nawet w ramach horroru czy fantastyki) jak na mój gust? To by było chyba najbliżej tego, co czuję. Nie zmienia to jednak faktu, że warsztat Anny Kańtoch to jednak warsztat Anny Kańtoch. Napięcie i atmosfera są jak zwykle w punkt, całą historię pochłania się bez zawahania, a konwencja tej konkretnej książki – dwie linie czasowe i coś, co jest nie tak i cały czas wraz z bohaterami dążymy do tego, by dowiedzieć się, co – sprawiają, że nie da się jej odłożyć. Gdybym miała tą książkę podsumować w paru słowach, powiedziałabym tak: najbardziej niepokojąca, ale najmniej straszna. Buja, ale ja uwielbiam umierać ze strachu z Anną Kańtoch, więc czegoś mi zabrakło.
Obawiam się trochę, że skoro na sam koniec tej konkretnie części dostajemy epilog z krwi i kości, to moje marzenia dotyczące kolejnych tomów tej przefenomenalnej serii pozostaną niespełnione. A szkoda, bo nie ma drugiej takiej serii w polskiej, i nie tylko, literaturze.
Kilka razy już wspominałam o tym, że nie przepadam za młodzieżówkami, ale jest jeden wyjątek. To, co pisze Anna Kańtoch. Jej seria o Ninie Pankowicz, która jest mieszanką fantastyki, horroru i kryminału to po prostu coś genialnego. Pierwsze dwa tomy zawiesiły poprzeczkę dla trzeciego bardzo wysoko, więc trochę się obawiałam czy Tajemnica godziny trzynastej sprosta moim rozdmuchanym oczekiwaniom. Jeśli jesteście ciekawi, czy się udało, to zapraszam do czytania dalej. Nina Pankowicz, a teraz Marczak, czternastolatka o wybujałej wyobraźni, budzi się zziębnięta na podłodze sali balowej w starym dworku. Ma na sobie sukienkę z początku XX wieku i, co gorsza, kompletnie nic nie pamięta, co działo się przed jej pobudką. Na dodatek w dworku nie ma nikogo innego poza nią, zaś gdy wychodzi na dwór, okazuje się, że całe miasto jest jak wymarłe. Żadnych ludzi, żadnych ptaków ani gryzoni. Wszystko przykryte idealnie równą śniegową pierzyną. Nina, nie wiedząc nawet, jak ma na imię, musi przeżyć. Na szczęście szybko natyka się na przyjaciela, Jacka, który pomaga jej przypomnieć sobie wszystko oprócz ostatnich dwóch tygodni... Co takiego wydarzyło się w Wilczych Dołach? I czy nastolatkom uda się przetrwać w takim otoczeniu aż do ratunku? I co mają z tym wszystkim wspólnego anioły? Fabułę Kańtoch tym razem prowadzi dwutorowo. Zaczynamy od obecnej chwili, czyli od momentu, jak Nina budzi się z zanikiem pamięci, a potem cofamy się do wydarzeń sprzed dwóch tygodni, gdy dziewczynka wyrusza na ferie zorganizowane jej przez porucznika Lisa i panią Ewę, komunistów. Wszystkie te zdarzenia zazębiają się na koniec książki, gdzie cała intryga, uknuta przez anioły i bohaterów drugoplanowych, staje się oczywista. Nie można odmówić autorce tego, że potrafi świetnie prowadzić akcję, intrygować i ciekawić, aż nie chce się odkładać tej książki, bo szkoda marnować czas na inne czynności niż czytanie. Głównych bohaterów została już tylko czwórka: Tamara, Nina, Jacek i Hubert. Przy czym w tym tomie najgłówniejszymi są Jacek i Nina z lekkim naciskiem na dziewczynkę. Dzieci na przestrzeni trzech tomów dojrzewają i dorastają, życie uczy ich, że nie ma lekko i łatwo, a wręcz przeciwnie, a łączące je więzi lekko się luzują. Mimo tego przyjaciele są dalej sobie bardzo bliscy i ze wszelkich sił starają się sobie pomóc. To, co mnie szczególnie się spodobało w tej serii, to fakt, że Kańtoch nie wybiela czasów PRL-u. To nie jest łatwy czas na dojrzewanie i dorastanie. Ninę spotyka niechęć, a wręcz momentami otwarta wrogość ze strony rówieśniczek, z którymi uczy się u zakonnic, bo współpracuje z komunistami. Jej czasami niewyparzony język i zadeklarowany ateizm doprowadzają do tego, że jedna z zakonnic ją bije. Nawet nie zawsze dogaduje się z przyjaciółmi, którzy uważają, że dziewczynka ma zbyt wybujałą wyobraźnię i szuka sensacji tam, gdzie jej nie ma. W dodatku Ninę wciąż prześladuje myśl, że Lis, ratując ją przed śmiercią w Instytucie Totenwald, musiał skazać na śmierć inne dziecko. Nie wspominając już o fakcie, że Nina nie może skontaktować się z rodzicami, bo wtedy magia sprowadzi na nich śmierć. A przecież jest tylko czternastoletnią dziewczynką i tęskni za rodziną, której nie widziała od czasu wizyty w Totenwaldzie. To wszystko sprawia, że Nina nie ma łatwego życia jak na nastolatkę i musi uporać się z każdym z tych problemów z osobna. Anna Kańtoch pisze lekko, a w dodatku plastycznie i tak, że nie sposób się oderwać od tej książki i serii. Zakończenie trzeciego tomu jest tak skonstruowane i na tyle otwarte, że w skrytości swojego czytelniczego serduszka liczę na kontynuację przygód Niny. Ta seria to świetna rozrywka dla każdego, kto lubi rozwiązywać zagadki, a także dla tych, którzy lubią czytać książki fantasy. Zachęcam do lektury i polecam gorąco!
Anna Kańtoch porwała mnie swoim cyklem już niemal od pierwszych stron. To dlatego, gdy tylko nadarzyła się taka okazja, sięgnęłam po trzeci już tom przygód Niny. Okładka przyciągała mnie do siebie, a pozytywne recenzje wzmagały chęć lektury. A czy i mi ta książka podobała się tak bardzo jak innym? Zapraszam do lektury.
Już na pierwszych stronach pojawia się tajemnica. Nina budzi się w zniszczonym pałacu, na dworze panuje zima, która zdaje się nie przynosić cienia nadziei na nadejście wiosnę, wokół nie ma ani pół żywej duszy, a główna bohaterka straciła pamięć. Jeżeli to nie jest dobre rozpoczęcie książki, które sprawia, że czytelnik zostaje wbity w fotel, to już nie wiem, co innego może nim być!
To właśnie dlatego z miejsca zostałam pochłonięta przez książkę, ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Niny. Chciałam wiedzieć, co takiego tym razem wydarzyło się w życiu głównej bohaterki. I niestety (a właściwie stety, bo co to za zabawa) odpowiedzi nie dostajemy od razu. Co więcej – fabuła prowadzona jest na dwóch płaszczyznach czasowych. Część rozdziałów skupia się na akcji po utracie pamięci przez Ninę, a pozostałe przedstawiają historię, jak doszło do tych wszystkich wydarzeń, aby na sam koniec złączyć się w punkcie kulminacyjnym, który uniemożliwia oderwanie się od ostatnich stron. Chociaż przyznam szczerze, że samo zakończenie wywołało we mnie pewną dezorientację i czuję, że nie wszystkie odpowiedzi były dla mnie wystarczająco satysfakcjonujące.
Zanim jednak przechodzimy do tego ambiwalentnego zakończenia, natykamy się na mnóstwo tajemnic oraz wskazówek, które pozwalają nam na rozwiązanie historii razem z młodą i kobiecą wersją Sherlocka Holmesa, Niną. Co prawda mi nie udało się rozgryźć tych zagadek przed uzyskaniem odpowiedzi, ale to właśnie dlatego dobrze się bawiłam w trakcie lektury.
Nina wiele razy wywołuje we mnie odczucia zbliżone do tych, które miałam względem Ani Shirley. Nie wiem, skąd to wszystko się bierze, ale wielokrotnie znajdowałam między nimi pewne powiązania. Nina jest szalenie inteligentną, bystrą i spostrzegawczą osobą. Jednakże nie zrobiono z niej Mary Sue, która niczego się nie boi i wszystko osiąga bez większych problemów. Ma swoje wady, dręczące ją wspomnienia oraz pewne obawy, których nie potrafi pokonać. To też czyni ją czternastolatką z krwi i kości, a nie nadzwyczajną superagentką komunistów.
I chociaż motyw ten jest podtrzymywany w przypadku pozostałych postaci, tak w Tajemnicy godziny 13 nieco zaczęły mnie irytować postacie Tamary i Huberta. Role, które przypadły im w trzecim tomie cyklu nie były dla mnie zadowalające i cieszyłam się, że tej dwójki jest w tej części trochę mniej niż w poprzednich.
Podsumowując, jestem zadowolona z tej części. Anna Kańtoch świetnie roztacza obraz mroku i tajemnicy, które towarzyszą nam na każdym kroku. Spędziłam przy tej książce kilka dobrych godzin i z niecierpliwością będę wyczekiwać kontynuacji!
Jak miło było znowu wrócić do Niny, Huberta i całej reszty! Zaczęło się dość dziwnie i szczerze mówiąc, byłam tak samo oszołomiona jak bohaterowie. W tym tomie mnóstwo tajemnic przez dłuższy czas nie zostaje rozwiązywanych i dopiero pod koniec wszystkie fakty łączą się w jedną całość. Satysfakcjonującą całość. Tak jak wcześniej mamy tu niesamowity klimat - tym razem pani Kańtoch przedstawia nam małą, odciętą od świata wioskę. Ten mróz, ten śnieg, ta niepewność - wszystko zostało tu wspaniale oddane. Jeśli chodzi o postacie to jest w porządku. Rozwój tych starych przebiega całkiem dobrze, choć nie jest on jakoś przytłaczająco wielki. W tej części najwięcej czasu zostało poświęcone Jackowi i, oczywiście, Ninie. Trochę ubolewam nad tym, że odsunięto na bok Tamarę i mojego ulubieńca, Huberta, ale może w kolejnych tomach się to zmieni. Dochodzą tu też nowi bohaterowie i z nich wszystkich najbardziej chyba wybija się Marcin, ale o nim nie powiem za dużo, bo, sami wiecie - spojlery. Główny antagonista może nie powala, ale nie da się też na niego specjalnie narzekać. Póki co jestem naprawdę zadowolona i z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnych tomów!
Tak naprawdę wszystko, co mógłbym powiedzieć o tej książce, mówiłem już o poprzednich odsłonach tej trylogii. Jest świetnie napisana, Kańtoch swoim stylem osiągnęła kunszt w sztuce budowania napięcia, świetnie wykorzystuje realia PRL-u lat 50., jej bohaterowie są mięsiści i wyraziści (Marcin to chyba jeden z moich ulubionych), a tytułowa tajemnica była najtrudniejsza do rozwiązania przeze mnie ze wszystkich trzech części.
Po raz pierwszy postrzegam protagonistę historii jaką jedną z moich ulubionych postaci. Nina przechodzi piękny rozwój na przestrzeni tych trzech książek, kocham jej sarkazm, bystrość, inteligencję, ale jednocześnie wyraźne słabości - niesubtelność, przesadzanie z determinacją, brak wyczucia i upartość. Tak powinno się pisać silne postacie kobiece!
"Tajemnicą godziny trzynastej" Kańtoch przebiła samą siebie. Jest to najlepszy tom (a przynajmniej mój ulubiony) wybitnej serii. Polecam każdemu, bo choć teoretycznie dla młodzieży, to znajdzie się w niej sporo mroku, deszczyku emocji oraz zagadek, nad którymi również starsi będą się głowić. To nie jest mój koniec z Kańtoch! 5/5
Як на мене, найцікавіша книга з трилогії! Дуже цікаво закручено сюжетно: завдяки подвійному розгортанню історії - в реальному часі, коли наші герої без пам'яті, і навкруги невідь що коїться, і тоді, коли вони розслідували "незвичайне" в містечку якийсь час тому назад (при своїй пам'яті). Спочатку здається, що "ангели" тут ні до чого, і наче б то і магії немає, але Ніна з часом все з'ясує (ну тобто, фактично обидві Ніни в обох руслах розповіді). В свій час всі загадки-розгадки зв'яжуться в одну цілісну картину. Отаку Каньтох я би ще почитала, якби знати, що є.
To kolejna świetna powieść autorki i niezbity dowód, że oto przed nami jeden z lepszych cykli młodzieżowych ostatnich lat. Gorąco polecam, nie tylko młodzieży!
Inne i ciekawe rozwiązanie fabularne w trzecim tomie przygód Niny, autorka rozbija linię czasową i poznajemy wydarzenia z dwóch perspektyw. Jestem ciekawa dalszych losów naszej niepokornej bohaterki :)
Moim zdaniem najlepsza książka z całej trylogi,mocny klimat zimy ale takiej dużej zimy gdzie śniegu jest po kolana i właśnie to dodawało takiego wczucia się w tą książkę.Bardzo mi się podobał zabieg tego za razem z Niną dowiadujemy co się stało w tym mieście.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Trzeci tom z serii…i chyba najbardziej mi się podobał! Całkiem inaczej napisana niż poprzednie, mega fajny klimat zimowego miasteczka. „Kupili mnie” tym duchem post apo ;) Polecajka!
Książkę czyta się naprawdę bardzo płynnie i przyjemnie. Świetnie opisano dylematy moralne bohaterów. Jednak muszę przyznać, że rozwiązanie głównej zagadki w jakiś sposób mnie rozczarowało
❗Tw: śmierć (chyba morderstwo, ale kompletnie nie pamiętam)
Ostatni tom serii za mną i niestety nie było to zakończenie, które by mnie usatysfakcjonowało.
Pierwszy tom był moim ogromnym odkryciem, zachwycałam się niepokojącym klimatem, fabułą i tym, że jak na książkę młodzieżową, mnie naprawdę przeraził. I z pewnością kiedyś do niego wrócę. Drugi był nieco gorszy, jednak nadal niepozbawiony aury tajemnicy i delikatnego niepokoju. Ale co najważniejsze, obydwa te tomy po prostu mnie zaciekawiły, nie mogłam oderwać się od czytania.
Tutaj było inaczej. Mimo aury tajemnicy, od początku nie czułam zainteresowania tym, co czytam. Dwie perspektywy - przeszłości i teraźniejszości - jakoś mi nie podpasowały, chyba w poprzednich częściach tego nie było? Zdarzeń paranormalnych, które wywołałyby ciarki i które były atutem głównie pierwszego tomu, ale pojawiły się też w drugim - również nie doświadczyłam. Czytałam tylko dlatego, że chciałam mieć tę serię za sobą. I jeśli chodzi o zakończenie i w sumie całą książkę, to pamiętam je średnio, co już o czymś świadczy.
Gdybym miała podsumować tę serię, to zdecydowanie mogę polecić ,,Tajemnicę diabelskiego kręgu". I tylko ją. Historia tam została domknięta, więc nie odczuje się braku znajomości następnych tomów, a zaoszczędzony czas można wykorzystać na jakąś lepszą pozycję.