3-3,5⭐
"Angst with happy ending" to tytuł, który bardzo mocno podzielił społeczność książkowość - widziałam albo absolutne spuszczanie jej manta od góry do dołu, albo całkowite zachwyty, i chyba przez to czuję się jak ta "cała na biało", co wkracza w środek tego konfliktu. Oczywiście przesadzam, ale chcę zaczerpnąć trochę z obu stron tej bitwy, nim przekażę co sama myślę.
Chyba też warto zaznaczyć, że piszę z perspektywy osoby, która o "Hurt/Comfort" wie tyle, że istnieje i że podpisuje się pod nią ta sama autorka co tu. Więc recenzji Angstu jako kontynuacji nie uświadczycie.
Zaczynając tę książkę pomyślałam sobie "czy my nie możemy wreszcie mieć zwykłej, przyjemnej LGBTQ młodzieżówki z polskim nazwiskiem na okładce?". Ale im dalej w las szłam, tym bardziej uświadamiałam sobie, ze cholibka możemy. A potem znowu stwierdziłam, że chyba jednak nie.
A może jednak?
Aleksa spotykamy na pozycji "jestem edgy nastolatkiem który używa slurów i wszystkich ma w dupie". Ewentualnie "jestem stereotypowym Polakiem". Przez co poczułam nagłą, nieodpartą chęć zabawy ze znacznikami, co też zrobiłam, i boi oh boi - ile ich tu jest.
Więc pierwsze spotkanie naszych bohaterów opiera się na odkryciu, że jedno drugie okłamało, przez co drugie nazywa go "stworzeniem" (używanie zaimków bezosobowych to akurat inna sprawa, bo hello fellow polish nonbinaries, tylko to "stworzenie" jest tutaj okropne).
Stworzenie przed nim mogło mieć metr sześćdziesiąt, spod naciągniętego kaptura wystawała mu kępka włosów i gdyby nie typowo chłopięce rysy twarzy Aleks odruchowo wziąłby je za dziewczynę. Bo też według niego zachowywało się typowo po babsku.
Dosłownie wszystko, co do tej pory zrobił Beniamin, to wejście do kawiarni. I przez pierwszą część książki patrzyłam na to z przymrużeniem oka, bo jednak mamy w tytule ANGST i HAPPY ENDING, więc dzień dobry, nazywam się redemption arc. Poza tym wychodzę z założenia, że postać nie musi być dobra, by być dobrze napisana, i tak, Aleks jest tutaj dobrze wykreowany jako postać, z którą mamy NIE sympatyzować. Bo kto by sympatyzował z gościem, który rzuca takie perełki jak:
Kobiety bywały naprawdę nieprzewidywalne... [o tym dlaczego Yuki raz mu nie odpisała]
Nie żeby Aleks popierał obwinianie ofiary. Wychodził po prostu z założenia, że jeśli wrzucisz królika do klatki z głodnym wilkiem, efekt może być tylko jeden. I ani królik, ani wilk nie będą temu winne. Ot, natura bywa okrutna. Zwłaszcza w szkolnym ekosystemie. [o "obnoszącym się geju" i homofobie]
Nie żeby kierowały nim jakieś seksistowskie stereotypy.
Chyba kumacie czaczę.
I faktycznie, chłopak miał prawo czuć się okłamany, gdy odkrył, że Yuki jest Beniaminem, tylko że jego wewnętrzne monologi i uczucia są jak tramwaje we Wrocławiu - się kurna wykolejają nieco zbyt często. Więc mocno skaczemy między bardzo skrajną nienawiścią i krzywdzącymi stereotypami a chęcią okazania zrozumienia Beniaminowi. Jednakże forma i długość Angstu nie bardzo pozwala, by akcja (której jest mimo wszystko niewiele) rozwijała się stopniowo, w powolnym tempie, więc mamy trochę taki speedrun rozwoju relacji.
Na plus muszę przyznać, że bardzo mi się podobało, że zaczęła się rozwijać dopiero na jakiejś 90 stronie, a nie trzy kartki po pierwszym, niefortunnym spotkaniu. Bo dzięki temu mieliśmy szansę poznać Aleksa od strony jego rodziny i otoczenia na codzień.
A tu jest karuzeal emocji.
Od wspomnianych wcześniej homofobów (którzy w końcu yli jego przyjaciółmi? nie mam pojęcia) przez przepracowaną matkę, problemy z systemem i pieniędzmi aż po sąsiadkę z domu pod patronem Świętych Alkoholików i Przemocy Domowej. Generalnie to backstory, z którego Aleks się wywodzi, poprowadzone jest bardzo dobrze i to zdecydowanie silny, dobry aspekt tej książki.
Wprowadzanie kolejnych aspketów historii idzie autorce wspaniale. Nie ma tu nagłego natłoku informacji, w których musisz się połapać, by zrozumieć dalsze rozdziały, jest za to naturalne odkrywanie kolejnych kart i budowanie fundamentów pod kolejne wydarzenia. Jeden tylko wątek kuleje w tej kwestii - wątek Beniamina. Bo, znów, dostajemy tu pewnego rodzaju speedrun - jest gejem, ma bliźniaczkę, jest adoptownay, ma depresję, ma niepełnosprawność, jego rodzice są bogaci, rysuje, jest obeznany w kulturze internetowej; informacje o nim są wystrzeliwywane niczym z karabinu maszynowego - seriami, bez przerwy.
A żeby to wszystko przekazać, musimy płynnie przejść z "Aleks nienawidzi Benia" do "Aleks z Beniem zaczyna się zaprzyjaźniać". Tu jest pewna niekonsekwencja, bo mimo że nasz główny bohater przyznaje, że robił źle, nie przeprasza nikogo za to. Więc to redemption arc jest trochę... połowiczne.
I szczerze przyznać trzeba, że do tego momentu bardzo mi się książka podobała. Wciągnęłam się, nawet polubiłam na swój sposób Aleksa, byłam żywo zainteresowana postaciami drugoplanowymi, a styl autorki był przyjemny i widać w nim potencjał na genialnie rozwijający się warsztat. Cholernie podobało mi się, jak otoczenie współgra z fabułą i faktycznie oddziałowuje na bohatera. Ciężko to opisać, ale miałam wrażenie, jakby jego emocje i zmiany były przekazywane właśnie przez to, co się dzieje dookoła. That was really cool.
Jest nawet w tej książce jeden cytat, który mi zapadł w pamięć.
[...] wyczytał kiedyś najbardziej adekwatną odpowiedź na pytanie "dlaczego uważasz, że twoje problemy są ważne?", jaką mógł sobie wyobrazić. "Ponieważ są m o j e".
I w zasadzie to, jako morał historii, mnie totalnie kupuje. Gdzieś pod tą całą warstwą tego, co tworzy Angst, jest coś, co do mnie przemawia. Ale.
No właśnie. Ale. Zawsze muszą być jakieś Ale.
Dlaczego w tej książce jest tyle dziwnych wątków? Dlaczego Patrycja cały czas narzeka, że "nie jest homo jak Benio", czemu są tu dyskusje o homoseksualność vs. Biblia, czemu ciągnie się wątek, że Janek ze swoją orientacją się obnosi, a Beniamina to nigdy nie dotyka? (NIE ŻEBY MIAŁO, BROŃCIE BOGOWIE, tylko jest to niekonsekwencja w kreacji charakteru Aleksa) CO TO TU ROBI. BAŚKA, NOTUJ, WYKREŚLAJ. Bo to jest cholernie niepotrzebne - ba, zaniża poziom tej książki. To są drobne momenty, ale przewijające się kilkukrotnie, przez co bohaterowie tracą w oczach. Już, już prawie jest dobrze - i bum! Dostajemy coś, co nie jest w żaden sposób podkreślone jako złe, i kopiemy głębiej stereotypy.
I z niektórymi takimi kwestiami autorka łapie, że coś jest nie tak - więc stara się je inaczej wyprowadzić. Jak moment z Grindrem czy konflikt między Aleksem i mamą. Ale niektóre kompletnie porzuca, zostawiajac je jako "żarty", przez co znowu zapytuję - czy bedzie nam dane mieć bezproblemową LGBTQ młodzieżowkę z polskim nazwiskiem na okładce kiedyś?
Jeszcze w kwestii wyrzucania - ostatni rozdział, do kosza. Albo przepisać. UWAGA NA SPOILERY Bo nie jesteście w stanie wyobrazić sobie mojego szczęścia, że ta książka NIE MA ROMANSU. I że Aleks ostatecznie okazuje się aroace, which I called since the beginning and I'm happy with it being canon Strasznie się bałam, że znowu wciśniemy na siłę romans z Beniem albo z Patrycją. Nie każda młodzieżówka musi być o miłości, c'mon ludzie. A ta końcówka jest taka... No średniawa. Valid, ale średniawa, wholesome, ale jednak coś mocno nie grało w rozmowie Patrycji i Aleksa. KONIEC SPOILERÓW DZIĘKUJEMY
I ostatecznie jestem okropnie skołowana. Z jednej strony rozumiem, czemu ludzie kończą lekturę poirytowani i wściekli, z drugiej rozumiem, czemu Angst do ludzi trafia. I sama jestem gdzieś pomiędzy, bo zadziwiająco mi się podobał pierwszy kontakt z panią Łodygą (halo, baza, mamy kontakt, słyszycie, mamy kontakt!) i czuje się zachęcona, by sięgnąć po "Hurt/Comfort", do czego przed lekturą nie sądziłam, że będzie w stanie przekonać mnie cokolwiek. A z drugiej, gdybym była Bożeną Sęk i dostała Angst do korekty, to bym wywaliła te wszystkie dziwne wątki i kazała się ogarnąć, bo to jest równie dobre jak z koziej dupy jest trąba.
Ostatecznie mam bardziej poztywne uczucia niż negatywne, ale wciąż liczę, że dożyję polskiej młodzieżówki która nie zbierze bingo w kategoriach "okropnie napisani bohaterowie/hehehe KrZyWdZąCe ŻaRtY/hej, hej, co dO KURWY". "Angst with happy ending" jest chyba najbliżej nie-wygrania tego beznadziejnego konkursu.
Jakby ktoś chciał premium content, bo moge jeszcze dużo pogadać o tej książce, to reach out, zrobię wam biskup podcast czy coś. Tylko dajcie znać.