Dość dawno nie czytałam Piotra C., jakoś w pewnym momencie przestałam mieć ochotę na tego typu lekturę. Coś, co od razu rzuca się w oczy po przekartkowaniu kilku stron, to mnogość dialogów. Zbyt wielu opisów się w tej książce nie spodziewajcie.
Cała historia jest dość przewidywalna i bardzo w typie autora. Mężczyzna, zimny drań, po kolei zalicza kolejna babeczki, zdradza żonę, którą o dziwo twierdzi, że bardzo kocha. Ot, typowy warszawski romans według Piotra C. Zycie korposzczurów w pełnej krasie.
Tę książkę czyta się turbo szybko, ze względu na te dialogi, które nie powiem - są chwilami śmieszne. Ale to bardzo specyficzny humor, nie dla każdego.
Zaskoczyło mnie jedynie zakończenie - nie kończy się dobrze, główny bohater nie spada na cztery łapy, choć wydawać się może, że właśnie na takie zakończenie zasłużył, a może i nawet na gorsze.
Nie jest to ambitna lektura, lecz takie sobie czytadło dla zabicia czasu :D