Esta es la historia de Emilia, una adolescente de 13 años, que vive con su madre y su abuela en una casa humilde en Sopinga, un pueblo rivereño que se lo ha tomado una plaga de moscas. Los habitantes de Sopinga han comenzado a enfermarse de diarreas y vómitos a causa de las moscas, y Emilia está segura de que una mosca, que sin querer tragó, inoculó huevos en su cuerpo, y es la razón por la cual siente que una criatura crece en su vientre.
La vida de Emilia está inevitablemente entrelazada con la de Sopinga, un pueblo abandonado por el estado, entregado al monocultivo de caña de azúcar y asolado por las primero, por la plaga de moscas que un laboratorio liberó para exterminar a una plaga de gusanos que estaba comiéndose el monocultivo de caña, y luego, por la plaga de sapos que las autoridades traen en el pueblo para comerse a las moscas.
Con un estilo económico y una estética realista donde sucede más de lo que se dice, Plaga se ocupa de una realidad poco representada en la la de una mujer, adolescente, de provincia, humilde, negra, que trata de darle sentido a una realidad enormemente injusta y violenta.
Z jednej strony to najbardziej obrzydliwa rzecz jaką przeczytałam, z drugiej nie mogłam się oderwać, nie wiem co o tym myśleć, chyba muszę wziąć po tym prysznic 😂
«Esteban… estiro las piernas en la cama persiguiendo la ilusión de cruzarme con tus pies fríos. Como muerto, errante tu cuerpo ondula en el valle del río. Como vivo, te someten a un sinfín de torturas. Como ausencia, eres invisible y ardes, aquí, en la boca del estómago. A veces, no sé si algún día estuviste o si naciste en mí para traerme muerte».
Una historia ambientada en el pueblo de Sopinga, representando a La Virginia (Risaralda). Una historia con un lenguaje muy crudo, en la voz de una niña y su relación con la realidad y sus plagas. Una especie de La vorágine, pero en versión femenina, que le da voz a la mujer; una voz históricamente silenciada —en las mismas palabras de Juliana—. Otra perspectiva de la realidad histórica y actual de Colombia, escrita siempre en prosa pero llena de lírica, de introspección, como ya lo hizo antes con su novela Siete veces Lucía, y que narra las heridas... las del cuerpo, pero especialmente las del alma, invisibles pero profundas y con vida propia.
Para los que quieran escuchar a Juliana presentando su libro, y dando además algunas claves de lectura, lo pueden hacer en este enlace, hecho por el Banco de la República Cultural, seccional Armenia, y la Alianza Francesa sede Armenia.
---
«La novela no estaba en los muertos de tripas sacadas, sino en los vivos que debieron sudar hielo en su escondite, sabiendo que a cada latido del corazón corrían el riesgo de que les sacaran las tripas. Así, quienes vieron la violencia y tuvieron vida para contarla, no se dieron cuenta en la carrera de que la novela no quedaba atrás, en la placita arrasada, sino que la llevaban dentro de ellos mismos. El resto —los pobrecitos muertos que ya no servían sino para ser enterrados— no eran más que la justificación documental» —Gabriel García Márquez.
De forma metafórica, la autora, cuenta la realidad de la ruralidad colombiana. Tierras ricas y fértiles trabajadas por negros y explotadas por blancos, grupos armados, desamparo del estado, las desapariciones, y lo más preocupante: la iniciación sexual de las niñas a causa de violaciones.
Emilia tiene 13 años y, a Sopinga, donde vive, ha llegado una plaga de moscas. Ella siente que se tragó una, y a raíz de eso tiene náuseas, siente que le están creciendo más en la barriga y por eso no quiere comer. Ella vive con su madre y su abuela, pero no hay presencia masculina en ese hogar. Los días pasan y ella siente angustia por eso que tiene adentro. Los blancos llevan sapos para que acaben con la plaga, pero todo es peor.
A través de “La voz de Sopinga”, la emisora, vamos conociendo la realidad de los habitantes de ese pueblo olvidado. Me pareció genial. También hay unas cartas que Emilia le escribe a su mejor amigo Esteban, las cuales son un registro muy importante de lo que ella siente.
Es un libro que se lee muy rápido, pero la sensación de asco y angustia es constante, la autora logra meter al lector en esa sensación de que hay moscas y plaga por todas partes. Y sí, lamentablemente, muchas cosas que les pasan a las personas menos atendidas de nuestro país, no hacen más que producirnos náuseas.
En el último tiempo he leído bastantes libros de autoras colombianas que han decidido escribir sobre la realidad rural, y me encanta lo que están haciendo. A través de sus historias se está creando un archivo histórico bastante importante.
Powieść lepka, klaustrofobiczna, nieprzyjemna. I jakże uniwersalna, bo to nie tylko historia małego, sennego kolumbijskiego miasteczka, które nieustannie dręczą plagi natury wręcz biblijnej, ale także znacznie bardziej uniwersalna rzecz o nikczemności i bezwględności władzy.
Emilia mieszka w kolumbijskiej wiosce opanowanej przez plagę much, opisaną z obrzydliwą, ale hipnotyzującą precyzją. Próba opanowania sytuacji przez władze tylko pogarsza sprawę – do walki z insektami sprowadzają ropuchy, wywołując kolejną plagę.
Narracja prowadzona jest z perspektywy Emilii, która wierzy, że połknięta przez nią mucha żyje w jej wnętrzu i złożyła jaja. Dziewczynka opiekuje się mamą i babcią – żyją w biedzie, czasem stać je na zakupy, czasem nie. Emilia bywa w szkole, ale nieregularnie.
Choć książka jest krótka, zawiera zaskakujący zwrot fabularny, poprowadzony niezwykle zgrabnie. To niesmaczna, lecz fascynująca opowieść, którą zdecydowanie polecam.
Warto czytać przypisy, jeśli nie znacie historii Kolumbii tak jak ja.
Sopinga, mała mieścina w Kolumbii, a przecież na końcu świata. W naszkicowanym zaledwie tle kartele narkotykowe, w bardziej zarysowanym - bieda aż piszczy. Tu trzcina cukrowa jest podstawą bytu, a gdy podstawa toczona jest przez robactwo, szuka się każdego ratunku. Robactwo eliminuje się innym robactwem. Plaga much zawłaszcza wszystko - ziemię, niebo, domy, jedzenie. Muchy są wszędzie, muchy wlatują każdą szczeliną i każdym otworem. Za chwilę pojawią się też żaby (dwie plagi egipskie odhaczone) i do nieznośnego brzęczenia dołącza się obrzydliwy dźwięk wydawany przez żabę rozdeptaną stopą nieuważnego przechodnia.
W takiej rzeczywistości funkcjonuje Emilia, dojrzewająca dopiero dziewczyna, dzieląca dom z matką i babką. Kobiety nie żyją w symbiozie, funkcjonują obok siebie. Starsze nie dostrzegają tego, co dzieje się z Emilią. A Emilia połyka muchę, która zaczyna żyć w jej ciele. Albo to wcale nie mucha, tylko inny pasożyt, który zmienia wszystko. Emilia jest ciałem, jest fizycznością, jest powłoką skrywającą wnętrze, na które właścicielka się nie godzi. Jej walka z ciałem to sedno tych stu stron.
Autorka cedzi informacje, macza je w surrealistycznym sosie, tworząc danie budzące obrzydzenie. Słyszałam brzęczenie tych much, widziałam ich łapki dotykające jedzenia, wiele razy przeklinałam potęgę wyobraźni. Ale. Zaskoczyło mnie to, że "Plaga" nie uderzyła w moje emocje. Doceniam pióro, doceniam pomysł, ale niewiele poczułam. Szkoda.
Es una historia preciosa, que se enmarca en los procesos de violencia colombianos. Muy dulce relato de la inocencia o de la negación frente a los tremendos horrores que ocurren durante la guerra colombiana
Rozkład rodziny, rozkład więzi społecznych, rozkład kraju. Rozkład i gnicie. Wszystkie te procesy zostały żywo odzwierciedlone w tej krótkiej, kolumbijskiej powieści, która skupia się na ubogich mieszkańcach miasteczka Sopinga.
Ubóstwo jest tu jakby osobnym tematem. Ubóstwo jakby bardziej sprzyja rozkładowi i gniciu. W ubogich wszystko uderza silniej. A właśnie na Sopingę jedna pod drugiej spadają plagi: najpierw inwazja much, później ropuch, które mają być rozwiązaniem problemu z muchami. Jednak pierwotnym źródłem owych nieszczęść są jak zawsze chciwość i interes tych u władzy. Oto plagi, które naprawdę trawią Kolumbię, a w tle jest mroczna i traumatyczna historia kraju... Historia, której dramaty, nie mają końca... Ludzkie życia są niewiele warte jak znienawidzone muchy i ropuchy, ludzie potrafią "zniknąć" z dnia na dzień, a pamięć o nich skrywa rzeka. Nie mniej przerażającymi katastrofami naturalnymi są tu grasujące po okolicy gangi "drapieżników", skorumpowani urzędnicy, oddziały paramilitarne czy wojsko (bez różnicy...), turyści.
W tej iście apokaliptycznej atmosferze poznajemy piętnastoletnią Emilię, która mieszka w nędznym domu wraz z matką i babką. Opisy obsiadających każdy skrawek przestrzeni much, brudu, lepkich od upału powierzchni podkręcają uczucie obrzydzenia, niepokoju i bezradności. Wszystkie trzy kobiety żyją razem, ale jakby osobno. Wykonują w domu i wokół siebie szereg czynności, które zastępują prawdziwy kontakt i więź emocjonalną, która już dawno uległa zepsuciu, jak owoce gnijące w zaduchu lub odrażające, ulegające rozkładowi martwe muchy i żaby. To, co je łączy to najwyżej zobojętnienie i niemy wyrzut, pasywna agresja, wyrażająca się w pustych słowach i gestach. W środku tego koszmaru mamy Emilię, której samotność i brak wsparcia ze strony rodziny są tu wyjątkowo dotkliwe i bolesne. Dziewczynka sama mierzy się z problemem. Wydaje jej się, że mucha, którą połknęła, złożyła w jej ciele jaja i czuje jak owady rozwijają się w jej wnętrzu.
To powieść jednocześnie bardzo oddziałująca na zmysły, zakotwiczona w trudnej rzeczywistości i chłoszcząca tymi naturalistycznymi obrazami brzydoty i biedy, miejscami sarkastyczna (audycje lokalnego radia, które prześmiewczo raportują tragedie dręczące społeczność Sopingi), a z drugiej bardzo liryczna, napisana pięknym językiem i surrealistyczna. Dużo w niej niedopowiedzeń, delikatnych aluzji, fragmentaryczności, przez co może się wydawać trudna w odbiorze. Bez choć ogólnej znajomości współczesnej historii Kolumbii może być niełatwa w zdekodowaniu. Mnie bardzo ujęła i przejęła.
bez oceny, bo sama nie wiem. chyba spodziewałam się czegoś innego, bardziej dosłownego (metafory to dla mnie zazwyczaj hit or miss) i obrzydliwego, poza tym mój brak wiedzy historycznej nt kolumbii zdecydowanie nie pomógł w lekturze. i saw the vision, ale to nie wystarczyło
Una historia preciosa y profundamente dolorosa, el retrato de la inocencia en un medio en el que es imposible no ser víctima. Mis puntos a destacar son, indudablemente, las cartas de Emilia a Esteban. Preciosa.
Niepokojąca, surrealistyczna, naturalistyczna, obrzydliwa, alegoryczna, duszna. Wszystko to na niespełna 100 stronach. Do kilkukrotnej lektury, by po odkrywać wszystkie warstwy znaczeń. Mimo to "Plaga" nie poruszyła moich emocji, a o to w końcu w czytaniu chodzi.
Werdykt? Plaga to literacki brzęczący pocisk prosto w duszę. Nie każdemu wejdzie, nie każdy przeżyje bez psychicznego zeskrobywania języka, ale warto. Bo czasem książka nie musi być piękna. Wystarczy, że nie daje ci spokoju.
To książka która wylewa się z ram klasycznej prozy jak gorąca zupa z przeciekającego pojemnika po tanim cateringu socjalnym. Niby coś tam jest o dorastaniu, o kobietach, o Kolumbii, ale po lekturze zostaje głównie uczucie obrzydzenie pomieszane z zachwytem, jak po obejrzeniu ciekawego body horroru. To nie powieść. To doświadczenie. Może nie mistyczne, ale zdecydowanie fizjologiczne.
Javierre pisze oszczędnie, jakby każde słowo było opodatkowane. Ale to oszczędność celowa, perfidna. Bo to, co się dzieje pomiędzy słowami, jest jeszcze bardziej niepokojące niż same słowa. Gdy autorka opisuje ciało robi to z chirurgiczną dokładnością i psychodeliczną perwersją. Czuć wilgoć. Czuć ferment. Czuć coś, czego nie chciałbyś mieć pod paznokciami.
Dla jednych to będzie katharsis. Dla innych tylko zapalenie empatii i mdłości trzeciego stopnia. Javierre nie podaje emocji na tacy. Ona raczej rzuca je w ciebie z drugiego końca pokoju, a ty masz złapać. Albo oberwać w twarz. Muchy to nie muchy. Ciało to nie ciało. Jeśli szukasz jednoznacznych interpretacji lepiej zostań przy filmach marvela(też je lubię jak coś ) Plaga to książka, którą się przeżywa jak sen, z którego budzisz się lekko spocony i niepewny, czy właśnie przeżyłeś arcydzieło czy atak nerwicy.
"Apoderadas del aire, del agua, de la tierra" son las moscas la primera plaga de un pueblo olvidado pero que no olvida. Juliana Javierre nos adentra en la vida de Emilia y la vida de Sopinga cuyos destinos están siempre en manos de otros.
Me dejó pensando mucho, me parece que hace una muy buena metáfora sobre lo que significa crecer y las sensaciones y sentimientos que causa. También lo desgarrador que puede llegar a ser. Las descripciones son sin ningún filtro, así que me dio un poco de impresión leerlo, pero no me disgustó para nada
Ingeniosa, cruda, metafórica y desoladora, así es Plaga de Juliana Javierre. Una novela que se lee fácilmente, no es complicada es digerible y sencilla, con un lenguaje que te enmarca dentro de una estética inquietante, que te hace sentir horror que incluso puede transitar por una sensación de asco, pero que la forma en que está escrito este se vuelve una narrativa equilibrada y estética. Vale la pena darle un revisada. Sorprendido con la forma en que el lenguaje te lleva por toda la narración.
Sopinga es un pueblo que atraviesa una epidemia; moscas y sapos y ciertas enfermedades y en Sopinga vive Emilia, una adolescente de 15 años quien a raíz de su “hijo” mosca narra la cotidianidad del olvido de algún lugar de Colombia: cuidar a su abuela, ir a la escuela y sobrellevar el amor del que fuese su mejor amigo Esteban.
La historia entrelazada entre Emilia y Sopinga sirven para denunciar el olvido del Estado al pueblo en que se desarrolla esta historia; una serie de actos, uno tras otro que terminan afectando a quienes lo habitan. En Plaga encontramos la historia de una mujer provinciana, humilde e inocente que trata de comprender el sentido del lugar en el que vive, un lugar sumido en la violencia e injusticia.
Las lecturas de septiembre se han ido redimiendo poco a poco… mi fe ha sido restaurada. Me gustó bastante, siento que en su brevedad te cuenta muchas realidades y problemas que atraviesan personas afectadas por la pobreza en Colombia, por la relegación de los políticos y el desapego que existe frente a los territorios a los que no llega nada. Es un libro muy simbólico y aunque de primeras parezca sencillo o simple, hay que leer entre las líneas para entender algunas cosas.
Kolejna nowelka sprowadzona z Kolumbii przez wydawnictwo ArtRage, która nieco rozminęła się z moimi gustami 😅 Choć i tak podobała mi się bardziej niż "Ornament" Cardenasa, zwłaszcza jako ironiczno-groteskowy komentarz do kolumbijskiej rzeczywistości.
Miasteczko Sopinga nawiedzają kolejne plagi, co jak się okazuje, wbrew słowom księdza, nie jest karą boską, ale konsekwencją niekompetencji i chciwości lokalnych władz i plantatorów trzciny cukrowej. Tymczasem główna bohaterka przeżywa swój własny dramat, bo połknęła obrzydliwą muchę i jest przekonana, że ta złożyła jajeczka w jej brzuchu...
Turpistyczna i surrealistyczna opowieść miejscami jest naprawdę odrzucająca (nie polecam czytać lub słuchać przy jedzeniu), a miejscami dowcipna i intrygująca. Do moich ulubionych fragmentów należały cytaty z lokalnej rozgłośni radiowej komentującej wydarzenia w miasteczku. Jednak o ile początek całkiem mnie wciągnął, to książka bardzo szybko zdążyła mnie zmęczyć mimo niewielkiej objętości.
Całkowicie subiektywnie dałabym jej tak 3/5, ale coś czuję, że to klasyczny przypadek "It's not you, it's me". To niekoniecznie jest zła książka, ale nie w moim typie - a może po prostu nie trafiła na dobry moment? Żeby oddać sprawiedliwość autorce, oceniam na 4/5.
Bardzo symboliczna, co mi się podobało, autorka świetnie rozrysowała klimat i atmosferę powieści – duszno, brudno, obrzydliwie i gorąco. Z łatwością można wyobrazić sobie świat przedstawiony i każdy szczegół w nim opisany. A dodatkowo nie jest on typowy, dla mnie osobiście było to coś nowego. Fabularnie nie odmieniła mojego życia, doceniam tę historię, autorka podjęła się niełatwego tematu, uważam, że dobrze odwierciedlila emocje towarzyszące tego typu sytuacji, strach głównej bohaterki, ale też niewiedzę i niemożność zrobienia czegokolwiek. Scena z ptakiem dość we mnie została, tak samo postać matki. To była dla mnie taka poprawna książka, cieszę się, że spróbowałam literatury z innego miejsca na świecie, na pewno coś z tego wyniosłam.
Plaga to jedna z tych pozycji których nie da się zrozumieć w pełni po pojedynczej lekturze. Mam wrażenie że warstw do których można się dokopać jest mnóstwo, a i odkrywają się stopniowo nawet nie w momencie czytania a przetwarzania tego w ciągu dnia. Autorka zadaje proste pytanie, kto lub co tak naprawdę jest plagą nękającą ludzkość. Jest to również historia o dojrzewaniu w skrajnej biedzie nienawiści i przemocy. Listy do Estabana były jednymi z najpiękniejszych i najbardziej onirycznych jakie w życiu czytałam. Miały w sobie delikatność Majakowskiego i furię bogów. Jestem zaskoczona, że w tak króciutkiej formie można zawrzeć tyle pytań i jeszcze na nie odpowiedzieć.