Mariusz Kanios nabiera coraz więcej wiatru w żagle. Jego autorska wyobraźnia szaleje.
Pierwszą okrutnie zamordowaną ofiarą, znalezioną w Kamieńcu, jest atrakcyjna bankowa kasjerka, niewierna żona, kochanka dyrektora banku. Tropy prowadzą do lokalnego pijaczka, czego natychmiast chwyta się niesympatyczny goguś, czyli prokurator Sławomir Karski, nadzorujący śledztwo. Okazuje się jednak, źe wątpliwości Zuzanny Nowackiej, obecnie juź w stopniu komisarza, były uzasadnione. Podczas gdy pijaczek siedzi w areszcie dochodzi do kolejnych zabójstw, a na jaw wychodzi kradzież z bankowego sejfu prawie czterystu tysięcy złotych.
Jest w powieści wszystko, co czyni z niej interesujący, dobrze napisany kryminał. Są misterne nitki powiązań między ludźmi, do których śledczy docierają już po pierwszym morderstwie, ale których właściwych ról długo nie są w stanie poprawnie zinterpretować. Są też tarcia w obozie dochodzeniowców, kompetencje i intuicja śledcza Zuzy stanowią sól w oku jej szefa, a jej partner przez jakiś czas również gra przeciw niej, wchodząc w nieformalny układ z prokuratorem Karskim. Finał jest spektakularny, choć nawet dla komisarz Nowackiej stanowi on pewną niespodziankę. Natomiast to, co zdarzyło się sześć miesięcy później uznaję za fabularny majstersztyk Mariusza Kaniosa.
Wypada jeszcze wspomnieć, że zanim Zuzanna zajęła się śledztwem prowadzonym przez tarnobrzeską komendę, jej uwaga skupiała się na pewnym osobniku, który mógł być powiązany z aferą pedofilską rozpracowywaną w poprzednim tomie. Na szczęście tą sprawą zajął się sierżant z Iwanisk niedaleko Kamieńca, Rafał Widacki, obecnie partner życiowy Nowackiej.