Pogłoski, że w tym tomie wszystko się wyjaśni, okazały się grubo przesadzone. Na szczęście.
Wielka miłość to wspaniała rzecz, ale czasem wiążą się z nią wielkie kłopoty, zwłaszcza jeśli bóg seksu okazuje się także być bogiem wojny... Mala może i znalazła mężczyznę marzeń – a raczej to on ją znalazł – ale równocześnie bezpowrotnie straciła szansę na bezpieczne, spokojne życie. Dawne szaleństwa i wyskoki wydają się teraz synonimem nudnej, bezbarwnej egzystencji i nawet chwile wytchnienia u boku nieodłącznej Zuzki nabierają posmaku kompletnego wariactwa.
Boże to było złe... I nie miało żadnej fabułu, tylko alkohol, więcej alkoholu i seks. Jednak Mala jest tak przypałową osobą, że momentani nie umiałam się powstrzymać ze śmiechu.
Łamańce językowe Mali M., owszem, miejscami są śmieszne, mogą nawet wywoływać krótkie wybuchy radości. Ale to za mało, aby uznać drugi tom serii za sukces. W pierwszej części, której współautorką była Paulina Świst, coś się działo, fabuła była tak skomponowana, że monolog bohaterki wprowadzał jakieś napięcie, oczekiwanie na to co może się zdarzyć. Tutaj Lilka Płonka najwidoczniej uznała, że akcję, ograniczającą się zaledwie do paru przewidywalnych epizodów, wystarczająco ubarwi słowna ekwilibrystyka Mali.
Jeśli o mnie chodzi, tak się nie stało. Niczego nowego nie dowiadujemy się z tego długaśnego monologu ani o jego autorce, ani o najbliższych jej osobach, Piotrze, Pawle czy Zuzannie. Poza tym, choć moja pamięć może być trochę zawodna ale mam wrażenie, że w pierwszym tomie więcej było przytoczonych utarczek słownych, krótkich, celnych ripost. Tutaj natomiast piętrowa struktura większości zdań tworzących wynurzenia Mali często zamiast uwypuklać sarkazm bądź humor, doskonale je tłamsi.
Krótko mówiąc, nieźle się podczas lektury wynudziłam. Moim zdaniem fabularna zawartość tego tomu doskonale pomieściłaby się w jednym, góra dwóch rozdziałach. Tymczasem finałowy cliffhanger zapowiada kontynuację serii. Może coś się w końcu zacznie dziać
wtf? nie wiem czym ta książka była, ale zdecydowanie nie kontynuacją literackiego stylu poprzedniej części. Zdecydowanie pióro Pani Lilki nie jest tak ostre i zgryźliwe jak współautorki pierwszej części, przez co postaci straciły całkowicie polot, a fabuła była mniej więcej taka - wakacje, ucieczka, nie wyjaśnię ci nic, wakacje, epilog - i mean, nawet jak na „eroty/romans/książkę od której nie wymaga się zbyt wiele” to było po prostu nijakie, nudne i takie „meh”
[kryteria oceny] 0/0,5 prawdziwość uczuć bohaterów 0/0,5 wartości merytoryczne i moralne 0/1 logiczność i ciągłość wydarzeń 0/0,5 płynność i przyjemność w odbiorze 0/0,5 fabuła 0/0,5 kreacja bohaterów 0,1/0,5 styl pisania autora 0/0,5 „sedno”/ cel/ morał 0/0,25 pozytywny odbiór całości 0/0,25 ✨ to coś ✨
Ja naprawdę nie wiem, co mam o tym powiedzieć... Em... No cóż... Lilka Płonka solo wypadła naprawdę słabo nawet, jak na moje prawie zerowe wymagania. Ja nie chciałam, żeby to było wybitnie napisanie, rozwinięte i w ogóle. Chciałam prostej, szybkiej książki, przy której spędzę względnie miło czas. To poniekąd dostałam, ale tak naprawdę to nie do końca wiem, co się działo, a właściwie o co chodziło w całej akcji. W ogóle to w którymś momencie miałam wrażenie, że nagle zaczęła się jakaś inna historia. No powiem wam, że gdyby to było wszystko to byłoby względnie dobrze. Tyle mi wystarczyło chociażby w pozycjach od pani Pauliny Świst, czy chociażby w pierwszej części "Mali M" pisanej z tą właśnie panią. Jednak niestety damska bohaterka... Wiecie co? Ja nie potrafię zrozumieć, czemu kobieta stworzyła taką kobiecą postać. Przepraszam, ale wam wrażenie, że... Jak ona miała na imię? Moja pamięć już wymazała tę informację. Także bohaterka, jak zresztą sama stwierdziła, inteligencją nie grzeszyła, dosłownie wydawała się być typową pustą kobietką, jaką możemy spotkać chociażby w filmach o blondynkach. Do tego miała ona problem z alkoholem, ale tutaj wydawało się być to całkiem normalnie, nie było potępione, czy chociażby nawet wspomniane, że to problem. No dobra, ktoś mi powie, że przecież każdy ma prawo się upić. Oczywiście, ale nie codziennie. Ja naprawdę nie zamierzam oceniać te książki w żadnej skali. Pod względem fabuły było okay, a całość zepsuła postać głównej bohaterki, bo tego już z czasem nie mogłam przeboleć, a już zwłaszcza po rozdziale, w którym ta kosztowała wina. Mam do niej w miarę neutralne nastawienie, bo w sumie to za miesiąc i tak nie będę jej pamiętać.
Ta książka była dziwna. O ile pierwsza jeszcze jakoś mi się podobała dzięki zamoczeniu palców Śwista, tak ta solo debiutująca Płonka była kiepska. Było grzecznie i w ogóle nie było czuć akcji.
Pewnego dnia Mala dowiaduje się, że musi uciec ze swojego mieszkania w Warszawie. Poprzez romans z Ramzesem stała się obiektem, który trzeba skasować by dojść do Piotrka. Oczywiście jej to zwisa, bo przed nią wielka przygoda z hektolitrami alkoholu i sporadycznym rżnięciem się z bossem śląskiej mafii. Ba! Nawet nie jest w stanie dowiedzieć się o co tak na prawdę chodzi, bo "im mniej wiesz tym lepiej śpisz". Aż w końcu dochodzi do niej, że jej życie jest jednak dla niej coś warte i chce żyć...
Szczerze powiedziawszy to w tej części Mala jest mdła. Nie śmieszą mnie jej teksty w ogóle, w szczególe też. Było wręcz irytująco. Te jej życiowe rozterki były pożal się Boże denerwujące. "Mala M. 2" to sporadyczne rżnięcie, pościg, upijanie się winem i tyle. Do tego dochodzi to wieczne wiem, że nic nie wiem głównej bohaterki i podporządkowanie się facetowi, który potrafi przeorać z przytupem jej cipkę. To jest cała akcja tej książki. A - zapomniałam! - było jeszcze granie w scrabble. No to mnie dobiło totalnie. Ta część to typowa czytelnicza zapchajdziura o niczym. Została napisana tylko i wyłącznie dlatego, że powstała pierwsza część. Mało tego, zakończenie sugeruje, że będzie i trzecia część przygód Malwiny. A czy polecam tą część - zdecydowanie nie. Nuda, dno, klapa. Niestety.
"Jeśli ktoś dochodzi do wniosku, że na Netfliksie, HBO, wszystkich innych platformach streamingowych, kodowanych kanałach w kablówce i ogólnodostępnych kanałach telewizji naziemnej jest za mało filmów, a wśród tych, które są, nie ma niczego ciekawego, to musi z nim być naprawdę niedobrze." Mam wrażenie, że obecność Pauliny Świst przy pierwszej części tej serii, bardziej jej zaszkodziła niż pomogła, wiele osób liczyło na historię podobną do "Prokuratora" i się rozczarowało, gdyż "Mala M" to jednak trochę inna bajka. Główna bohaterka to skrzyżowanie Bridget Jones z Jasiem Fasolą, nieokiełznana i nieobliczalna, która co chwila pakuje się w coraz to nowe kłopoty. Tym razem będzie się ukrywać przed ludźmi, którzy będą chcieli ją wykorzystać aby dopaść Ramzesa. Zaczynając przygodę z Malą przede wszystkim powinniście wiedzieć aby nie brać jej zbyt dosłownie, ponieważ zarówno bohaterka jak i sama akcja potraktowane są z dużym przymrużeniem oka, a absurd jest dosyć mocno podkręcony. Poza tym całość napisana jest z punktu widzenia Mali, dużo tutaj jej oryginalnych przemyśleń, więc trochę wygląda to tak jakby czytało się jej pamiętnik, jest zabawnie i odrobinę pikantnie. Dlatego jeżeli tylko podejdziecie do tej książki oraz całej serii na luzie, to będziecie się naprawdę dobrze bawić.
Mala miała nadzieję, na spokojne życie z odrobiną szaleństwa u boku Piotrka, jednak takiego obrotu spraw się nie spodziewała. Zamiast iść na imprezę do Zuzki musi uciekać i to tak by nikt jej nie znalazł temu z Warszawy jedzie na Śląsk przez Kraków. Tam jej ukochany gangster zostawia ją samą w wielkim domu i zabrania gdziekolwiek wychodzić i z kimkolwiek rozmawiać. Mala, jako wulkan energii długo tak nie wytrzymuje, jednak po jakimś czasie Piotrek do niej wraca i tym razem główna bohaterka ucieka gdzieś znacznie dalej, bo aż za granice kraju.
Przed czym Mala musi uciekać? Czy tam gdzie pojedzie będzie bezpieczna? Czy jeszcze kiedykolwiek wróci do swojego życia w Warszawie?
Po przeczytaniu pierwszego tomu miałam mieszane uczucia, bo czytało się świetnie, jednak czegoś mi tam brakowało. Przy drugiej części obawiałam się, że zabraknie tego humoru z pierwszego tomu, który był napisany w duecie z Pauliną Świst, jednak tu pozytywnie się zaskoczyłam, bo wcale tego nie zabrakło, jednak mimo to książka nie przypadła mi do gustu.
Nawet ciężko mi o niej cokolwiek napisać, bo poza tym, że główna bohaterka jeździ z miejsca na miejsce nic, ale to zupełnie nic się nie dzieje. Ktoś ją śledził ok, ale kto? Jedyne, co wiem to, to, że były to zagrania mafijne, ale więcej żadnych konkretów. Później ni z gruszki ni z pietruszki pojawia się Malej sąsiad, który ratuje jej życie. Następnie główna bohaterka wraca do Polski i tam wraz z przyjaciółką jedzie do jakiegoś ośrodka sportowego na urlop. I co ma piernik do wiatraka nie mam pojęcia.
Zakończenie wskazuje, że prawdopodobnie będzie trzeci tom. Czy się na niego skuszę? Prawdopodobnie tak, bo wiem, że te książki czyta się bardzo szybko, a zwyczajnie jestem ciekawa, o co tu chodzi, bo po tej części to ja nie mam zielonego pojęcia, kto? Co? I dlaczego? Zupełnie nie wiem, co się stało z Piotrem, zwyczajnie zniknął jakby się rozpłynął w powietrzu, a może to ja nieuważnie czytałam i coś przeoczyłam. No nic pożyjemy zobaczymy.
Jeśli koniecznie chcecie przeczytać tę książkę to obowiązkowo zapoznajcie się z pierwszym tomem i oczywiście zachęcam Was byście sami się przekonali, może to właśnie wam się ta seria spodoba.
Powieść „Mala M. 2” moim zdaniem jest lepsza od pierwszej części. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale tak to czuję. Myślałam, że w tej części się wszystko wyjaśni, ale na szczęście się myliłam. Autorka zostawiła sobie i Paulinie Świst wolną furtkę. Możliwe, że powstanie kolejna część i poznamy dalsze losy zakręconej Mali. Mala – główna bohaterka, której drugie imię to problemy. Wpada w nie tak często jak w Anglii pada deszcz – czyli bardzo często. Jak pamiętacie z poprzedniej części Mala poznała mężczyznę swoich marzeń. Dzięki niemu nie ma czasu na nudę ani na sen. Czy przez Ramzesa jej życie będzie zagrożone? W co on ją wpakował? Mala stanie się pionkiem w grze. W książce „Mala M. 2” znajdziecie wspaniałe dialogi, niesamowite przemyślenia głównej bohaterki, mnóstwo zabawnych scen. Czytając uśmiałam się do łez. Idealna powieść na poprawienie humoru. Nie brakuje tutaj gorących scen przeznaczonych tylko dla dorosłych czytelników. Pamiętacie Zuzkę? Zwariowaną przyjaciółkę jeszcze bardziej zakręconej Mali? Tutaj też się pojawi. Tym razem w nieco spokojniejszej wersji. Ona i Mala to kobiety ogień. Obie gorące i bardzo odważne. Często zadziwiają mężczyzn. Obie dziewczyny są spontaniczne i często najpierw robią potem myślą. Znajdziecie tutaj mnóstwo wulgaryzmów. Mimo tego powieść „Mala M. 2” bardzo mi się podobała. Uwielbiam, gdy książka poprawia mi humor. Ta zadziałała na mnie bardzo pozytywnie. Uwielbiam obie bohaterki. Bardzo jestem ciekawa co czeka je w kolejnej części. Czy w kolejnym tomie przeczytamy więcej o Ramzesie? Jeżeli lubicie romanse erotyczne z dużą dawką dobrego humoru to serdecznie zapraszam do przeczytania „Mala M. 2”. Poznajcie Malę i jej zwariowany świat. Ona jest jak tornado. Nigdy nie ma czasu na nudę. Jestem zadowolona z tej powieści i z niecierpliwością czekam na kolejną część. Z całego serca polecam „Mala M. 2”.
Mala znów wpakowała się w kłopoty. Choć tym razem głównie dlatego, gdyż jest kobietą Ramzesa. Ktoś niestety chce wykorzystać ją przeciwko niemu. Musi się ukrywać. Coraz to nowe kryjówki okazują się nieskuteczne. Jak to się skończy?
Niestety, Paulina Świst jest tylko jedna. I chociaż autorka próbowała by było lekko i zabawnie lecz niestety wyszło raczej marnie. Najpierw opisy nowych kryjówek w których ukrywała się nasza bohaterka i to ze wszystkimi szczegółami. Jakie meble, kolory ścian, które kompletnie mnie nie interesowały. Cały czas byliśmy w głowie Malwiny i chwilami to było już nuż��ce. Jej postrzeganie siebie było dość kontrowersyjne. Potem akcja na końcu ni z gruchy ni z pietruchy i nawet jak doczytałam książkę do końca to nadal nie wiedziałam o co tam tak naprawdę chodziło. Niestety, pijacki bełkot Mali do mnie nie trafił. Jedyny plus, że czytało się bardzo szybko. Szkoda, bo autorka zapowiadała się całkiem nieźle. Być może następna książka będzie lepsza.
Nie wiem do końca o czym jest ta książka. Poprzednia część była również nudna, ale mimo wszystko był jakiś znikomy sens w fabule. Tutaj natomiast ani ładu, ani składu. Nie mówiąc już, że ostatnie 20 stron zamiast przyspieszyć, zwłaszcza po poprzednim wątku, poszło w stronę, przez którą przez 5 minut zastanawiałam się czy przez przypadek nie zmieniłam książki na legimii. Szybko można również załapać, że przed rozdziałem autorek tworzących poprzednich części fabuła miała wyglądać całkiem inaczej.
Reasumując: Paulina Świst ma lepsze serie, natomiast historia Malej stworzona w duecie to nieporozumienie.
Czas na solówkę Płonki i kontynuację chwiejnego rozwoju mniej lub bardziej frywolnych wpadek tytułowej bohaterki. Z dala od dylematów męsko-męskich, Mala uczy się radzić sobie w warunkach niejako ekstremalnych – i to tym razem niekoniecznie sprowokowanych przez nią samą. Choć bez jej lekkomyślności, wrodzonego optymizmu i nieprzejmowania się możliwymi konsekwencjami lektura nie płynęłyby tak wartko jak przelewające się w książce litry wina. Zabawna, ale nie do łez.
To była masakra. Po tym jak akcja książki (która i tak nie była zbyt ciekaw) się skończyła, autorka chyba po prostu musiała dodać paręnaście stron żeby liczba stron w książce się zgadzała. Książka chaotyczna, bez smaku i mam wrażenie jakiegokolwiek pomysłu. Ostatnie 50 stron to czytanie co 10 zdanie byleby tylko skończyć.
Mocna, emocjonalna i pełna napięcia część. Mala jako główna bohaterka jest tutaj wyjątkowo prawdziwa — chaotyczna, namiętna, czasem zagubiona, ale przez to bardzo ludzka. Lilka Płonka świetnie pokazuje, jak miłość potrafi pociągnąć człowieka w różne strony naraz. Dużo emocji, świetna dynamika relacji i ta charakterystyczna „iskra”, którą uwielbiam w tej serii. Zdecydowanie warto.