Już sam moment, kiedy pomyśleliśmy o powrocie do domu, mętliku spraw i przedsięwzięć do załatwienia, nierzadko wywoływał w nas opór. Kontrast między samopoczuciem na wyjazdach a codziennością wydawał się nie do zniesienia. Skąd ten kontrast? Podczas urlopu czy wyjazdowego kursu medytacji znikają codzienne zobowiązania, nie wstajemy do pracy, zazwyczaj zbliżamy się do przyrody i przyjaciół. Łatwiej wtedy o dobre samopoczucie, o luz, o uważność, złapanie własnego rytmu slow i wyciszenie umysłu. Ale kontrast między urlopem a codziennością wynika w dużej mierze z zupełnie innej rzeczy – z tego, że na co dzień nie żyjemy w zgodzie ze sobą. Gdybyśmy wiedli przyjazne sobie, wspierające życie, w zgodzie z naturalnymi potrzebami, bez uwikłań, napięcia i z klarownością, czego tak naprawdę chcemy, to wyjazd na surfing czy na wakacje byłby przywilejem, nie koniecznością. Bo skoro lubię swoje życie, swoją codzienność, lubię też poniedziałki po powrocie. To książka o autentycznym lubieniu poniedziałków poprzez poznanie i polubienie siebie. Poprzez przytulenie własnej prawdziwości. Poprzez usłyszenie siebie pośród zgiełku i tempa współczesnego świata. Bez względu na to, czy szukamy tylko sposobów na redukcję stresu i patentu na pozbycie się bezsenności, czy czujemy potrzebę głębszego wglądu w siebie. To także książka o tym, jak poznając siebie, można się trwale zmanipulować. I o tym, jak tego uniknąć.
końcówka książki (rozdział Tematy) najwięcej dająca.
"Uwolnienie się od rodziców nie zależy od rodziców, od relacji z nimi ani od 'przepracowania tematu'. Wolności nikt nie może nam dać, bo wtedy nie byłaby wolnością. Wolność się uświadamia. Także tę od wpływu rodziców na nasze życie."
3.5 ⭐️ ale daję 4, żeby nikogo nie zniechęcić trzema gwiazdkami, bo to w sumie jest bardzo wartościowa książka. Trochę taki pomost między głębszym wejściem w duchowość, postawy/wartości i dojrzałość emocjonalną, ale napisane tak, żeby każdemu było łatwo się w tym przejrzeć i zastanowić, czy przypadkiem w pędzie życia, życie nie ucieka obok. I dlaczego może być tak, że weekend jest wybawieniem, i w takim razie co takiego (co w nas, a co w świecie) sprawia, że potrzebujemy wybawienia od własnej codzienności?
Jestem zachwycona tą książką. Długo szukałam takiego podejścia do duchowości, czyli konkretnego, ludzkiego, biorącego pod uwagę sprawy życia codziennego. I końcu znalazłam! Autor w niezwykle przystępny sposób opisuje pewne zjawiska, postawy i zachowania występujące głównie w środowiskach „uduchowionych” (choć nie tylko). Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Zdecydowanie do mnie przemówiła, z pewnością będę do niej wracać. Polecam wszystkim, nawet osobom niespecjalnie zainteresowanym tematem „ogólnie pojętej duchowości”. Podsumowując jednym zdaniem:”otwierający oczy, pożądny kubeł zimnej wody” 5/5⭐️
Książka napisana bardzo przystępnym językiem, z poczuciem humoru oraz wyczuwalnym dystansem i luzem niezbędnym do życia. Z jednej strony nic nowego, z drugiej wszystko wiemy ale w życie nie wdrażamy. Autor oczywiście nic nie narzuca i do niczego nie zmusza, ale podaje w prosty i zrozumiały sposób jak każdy może "polubić poniedziałki".
W porządku, choć pod koniec trochę mnie zmęczyła i wydała się zbyt moralizatorska, mówiąca jak dobrze żyć zgodnie ze światopoglądem autora. Momentami serwuje zimny prysznic osobom nazbyt nakręconym na samorozwój i wydaje się do nich raczej adresowana. A ja nie tego szukałam. Niemniej pewnie każdy coś dla siebie z tej książki wyciągnie.
Z polubieniem poniedziałków ma niewiele wspólnego. Mówi o tym jak pokochać siebie, zaczynając od akeptacji. Mówi o dążeniu do równowagi kosztem osiągania rezultatów, co nie jest dla mnie akceptowalnym rozwiązaniem. Większość rad dotyczy medytacji.