Inanna, sumeryjska bogini miłości i wojny, przez wieki znana była pod wieloma imionami. Teraz usiłuje żyć jak zwykła śmiertelniczka, ale jej spokój niweczy wiadomość, której nie może zignorować.
Trup pokryty pismem klinowym, znaleziony na greckiej granicy zwiastuje nadejście niewyobrażalnego niebezpieczeństwa. Starożytna klątwa wypalona w jego skórze to wyzwanie rzucone bogom przez tajemniczego buntownika. Nieuchwytny wróg zamierza odwrócić porządek świata.
Rozpoczyna się szaleńcza pogoń za kolejnymi kawałkami mrocznej układanki. Jedna po drugiej, padają bramy strzegące drogi do Zaświatów, a zgnuśniali bogowie nie spieszą się z pomocą. W pogmatwanej sieci kłamstw Inannie coraz trudniej rozróżnić sprzymierzeńców od wrogów, zwłaszcza, gdy jeden z nich niespodziewanie ratuje jej życie.
Pochodzi z magicznego świętokrzyskiego, mieszka w zaczarowanym Krakowie, ale w jej żyłach zamiast krwi płynie morska woda. Jedną z jej największych pasji poza pisaniem są podróże, im dalej na północ tym lepiej, zwłaszcza, że jest przekonana, że zjawisko zorzy polarnej jest niezbitym dowodem na istnienie magii.
Pisze fantastykę inspirowaną wiedzą o mitologicznych symbolach i wzajemnym przenikaniu się motywów wspólnych dla różnych kultur. Fascynuje ją zwłaszcza trwałość i tożsamość motywów w różnych kontekstach kulturowych oraz wszystko to co wiąże się z granicami i liminalnością, tym co „pomiędzy”, „obok” i „na rubieżach”.
W 2017 r. debiutowała powieścią fantasy Wyspa Mgieł otwierającą trylogię Krucze serce. Publikowała też w Świcie Ebooków (Oddech słońca) i w Fantazmatach, tom 2. (Iskra z Edry). Stawiając sobie poprzeczkę coraz wyżej, pisze również po angielsku.
Maria Zdybska to autorka, która skradła moje serduszko cyklem Krucze serce. Tym razem przenosi nas w świat mitów.
Główna bohaterka to Inanna, Sumeryjska bogini miłości i wojny. Żyje wśród ludzi i nikt nie przypuszcza, kim tak na prawdę jest. Ciało znalezione na Greckiej granicy to początek. Początek końca. Inanna jeszcze nie wie z czym przyjdzie jej się zmierzyć.
Muszę powiedzieć że ta historia bardzo mi się podobała. Autorka oddała niesamowity klimat miejsc do których udają się bohaterowie. Opis otoczenia, te wszystkie zabytki, jedzenie, normalnie jak bym tam była. Książka stylem przypominało mi odrobine powieści Dana Browna. Gonienie za wskazówkami i odkrywanie wszystkiego po kawałku. Mity, które zostały przedstawione to te mniej popularne i za to ogromny plus.
Na początku przeszkadzało mi że główna bohaterka, jest taka bez ikry, że brakuje jej zaciętości. Momentami była za ludzka ale po zapoznaniu się z całością, wszystko nabrało sensu. Nie omieszkam wspomnieć o tajemniczym demonie. Och Maria Zdybska wie jak stworzyć intrygującego męskiego bohatera. 😈 Kassiel przyciąga i wprowadza napięcie tam gdzie trzeba 🤭🤭 Dużo się dzieje a całość dopina nienachalny humor. Chciała bym odrobine więcej magii, No ale… Czekam na kontynuacje, gdyż zakończenie to 🤯🤯🤯
Wyzwanie #polskafantastykafajnajest stało się dla mnie wielkim kompendium nowych autorów na rynku polskiej fantastycznej książki. Dzięki czemu mogę poszerzać moje horyzonty i odkrywać nowe pasjonujące historie, takie jak Pani Siedmiu Bram — pochodzącej z magicznego województwa świętokrzyskiego — Marii Zdybskiej.
Bogini wojny i miłości pracująca w muzeum. Mury Irkalli drżą. Inanna, sumeryjska bogini miłości i wojny, przez wieki znana była pod wieloma imionami. Teraz usiłuje żyć jak zwykła śmiertelniczka, ale jej spokój niweczy wiadomość, której nie może zignorować.
Trup pokryty pismem klinowym, znaleziony na greckiej granicy zwiastuje nadejście niewyobrażalnego niebezpieczeństwa. Starożytna klątwa wypalona w jego skórze to wyzwanie rzucone bogom przez tajemniczego buntownika. Nieuchwytny wróg zamierza odwrócić porządek świata.
Rozpoczyna się szaleńcza pogoń za kolejnymi kawałkami mrocznej układanki. Jedna po drugiej, padają bramy strzegące drogi do Zaświatów, a zgnuśniali bogowie nie spieszą się z pomocą. W pogmatwanej sieci kłamstw Inannie coraz trudniej rozróżnić sprzymierzeńców od wrogów, zwłaszcza, gdy jeden z nich niespodziewanie ratuje jej życie.
Kwiecisty język. Pomysł ze wmieszaniem w całą historię bogów z różnych mitologii i religii, bardzo przypadł mi do gustu i spowodował, że główna bohaterka, notabene bogini, dostała takiego dodatkowego „kopa” w moich notowaniach.
Tak, bo Inanna oprócz tego, że gdzieś tam jest sobie boginią miłości i wojny, władczynią krainy umarłych — Irkalli, to poza tym, jest pewną siebie babką, która lubi swój „ludzki” żywot. Owszem można mieć do niej, a może raczej do jej rozbieżnych wyborów, pewne zastrzeżenia, ale ja ogólnie przyjęłam je, jako miks wiekowych doświadczeń, które poznajemy w ledwie nakreślonej formie.
Jeżeli chodzi o pozostałych bohaterów (demona Kassiela czy Nikki), to byli oni dobrze, humorystycznie wykreowani i spełnili w powieści swoje role z nawiązką. Tak, Kassiel doprowadzał mnie do furii swoim zachowaniem, ale ten typ tak ma i bez „jego uroku” i buńczucznych żarcików, cała ta powieść nie miałaby odpowiedniego pazura.
Bohaterowie już byli, więc czas na dwa słowa o akcji, która dynamizmem i intensywnością mogłaby obdzielić legiony. Dzięki czemu świetnie podróżowało mi się z bohaterami powieści po naszym świecie, a także tym wyimaginowanym. Drżało z napięcia i próbowało wspólnie połączyć kropki dotyczące teraźniejszych i przyszłych wydarzeń.
Reasumując. Pani Siedmiu Bram Marii Zdybskiej, to kawał dobrej, dynamicznej fantastyki z ciekawym motywem i dobrze wykreowanymi bohaterami, który wciąga od pierwszej minuty (bo czyta rewelacyjnie Emilia Strzelecka). I jedynie, do czego mogłabym się odrobinę na koniec przyczepić, to całość momentami była okraszona nieco zbyt kwiecistym językiem, ale po kilkunastu minutach i ten język staje się integralną częścią, bez której nie wyobrażałbym sobie tej powieści.
Dlatego sięgajcie i czytajcie/słuchajcie Panią Siedmiu Bram, bo książka ma w sobie to coś, co przyciąga jak magnes i po prostu dobrze oraz lekko się ją czyta.
Zapowiadało się obiecująco a finalnie jest nijak. Początek był na serio wciągający, klimat bóstw, artefaktów i końca świata obiecywał świetną zabawę czytelniczą. Gdzieś w połowie kompletnie straciłam zaangażowanie, zobojętniała mi ta opowieść. Bohaterowie też nie sprawiali że jakoś bardziej się zainteresowałam. To zdecydowanie nie była książka dla mnie.
Zastanawiałam się chwile czy nie zostawić 2,5⭐️ Ale dobra zostańmy na równo przy 3⭐️
Po trylogii „ Krucze serce” z chęcią sięgnęłam po kolejną książkę autorki, pewna jej warsztatu. Co do językowego aspektu książki i samego pomysłu to się nie zawiodłam. Czytało się szybko, a fabuła daje pole do popisu autorce i czytelnikowi do interpretacji. Niestety, ale oprócz tego „Pani Siedmiu Bram” nie była tym, czym się spodziewałam i niezbyt przypadła mi do gustu.🙈 Największym problemem są zdecydowanie bohaterowie. Inanna to postać, która jako bogini jest bardzo dumna i wychwalana, ale po jej czynach nie potrafiłam wywnioskować skąd te zachwyty. Jednak najgorsza była Nikki, postać przez którą miałam ochotę zrezygnować z czytania. Dawno nie spotkałam tak denerwującej i płytkiej postaci. Za to Kass był świetny i z przyjemnością czytało mi się sceny z jego udziałem.😄 * „Pani Siedmiu Bram” zdecydowanie miała potencjał, ale niestety nie przypadła mi do gustu tak jak chciałam. Zdecydowanie bardziej polecam trylogię „Krucze serce", która jest fenomenalna.💙 Może druga część historii Inanny okaże się lepsza.😊
Dobra do przeczytania jako niewymagający myślenia przerywnik. I w sumie dobrze, żeby się za wiele nie myślało bo wtedy w fabule, charakteryzacji postaci i kreacji świata wychodzą dziury…
Sama koncepcja sięgnięcia do rzadziej wykorzystywanych motywów kulturowych była bardzo obiecująca: sumeryjska bogini łącząca w sobie sprzeczne aspekty i przebijająca do innych wyobrażeń – taki sympatyczny synkretyzm. Tylko szybko wychodzi, że synkretyzm co najwyżej dostaje protagonistka a dla reszty „dobrego ludku” jest przypadkowy mix motywów z kabały, chrześcijaństwa, mitów greckich, egipskich, słowiańskich, rdzennych amerykanów itp. zmieszany i wstrząśnięty…
Fabuła zawiązuje się szybko (choć mało konsekwentnie – nie chcesz z kimś rozmawiać to po rozłączeniu go blokujesz albo wyciszasz komórkę a nie chowasz ją pod poduszkę i idziesz spać dalej w nadziei, że dzwoniącemu się znudzi) i tempa nie traci do końca, co powoduje, że jakiekolwiek zaangażowanie w losy postaci (i świata, nie zapominajmy o nadciagającej zagładzie i końcu świata), które mogłoby się wytworzyć nie ma na to szans – kolejne sceny depczą sobie po piętach – w sumie pewnie ta książka mogłaby się całkiem nieźle sprawdzić jako scenariusz do filmu (nawet mają swojego ekscentrycznego pilota ze stylowym starym samolotem). A postacie w tej fabule robią przypadkowe rzeczy, bo plan często polega na „pojedźmy tam”, albo „znajdźmy to” a potem jakoś to ogarniemy… tylko że nie wychodzi i sytuacja się robi coraz gorsza. W sumie, jakby protagonistka posłuchała rzuconej żartem przez swoją przyjaciółkę sugestii „ale po co Ty z tym coś robisz” i nie zrobiła nic to wszyscy wyszliby na tym lepiej.
Kreacja postaci nie jest zła, ale nie jest też dobra, ich interakcje są powtarzalne, chociaż zdarza się kilka dobrych, nacechowanych emocjami (w miarę odpowiednimi do sceny) interakcji. Nie dotyczy głównej protagonistki: bogini Miłości i Wojny, no ok, że nie musi być dobra w planowaniu i wymyślaniu rzeczy, nie te aspekty, ale żeby praktycznie w każdej walce trzeba było ją ratować? No chyba, że miało to służyć budowaniu napięcia i wątku romantycznego… W sumie najstrawniejszymi postaciami są kustosze z niemieckiego muzeum, gdzie na początku bogini pracowała, ale możliwe że to dlatego, że pojawiali się rzadko.
Ekspozycja elementów charakterystycznych dla miast, przez które przetacza się akcja jest zrobiona dobrze, tak samo nawiązania do wydarzeń i polityki oraz ich powiązanie z wątkiem głównego antagonisty, dopóki jeszcze jest to istotne, bo tak od połowy książki to już nie bardzo.
Pani siedmiu bram to pierwsza książka autorki po którą sięgnęłam. Niestety w moim przypadku spotkanie nie okazało się zbytnio udane, ale myślę że głównym powodem jest to, że nie jestem fanką fantastyki. Były lepsze i gorsze momenty, ale całość jednak u mnie wypada na minusie. Książka nie jest zła i fanom gatunku być może przypadnie do gustu. Ja niestety nie do końca potrafiłam odnaleźć się w innym świecie, gdzie ludzie spotykają się z bogami, pojawiają się nadprzyrodzone siły i moce, a całości dopełniają walki, w których ja zwyczajnie się gubię. Dla mnie być może problemem w książce okazało się odnalezienie się w dwóch różnych światach, którego połączenia nie do końca zrozumiałam. Bycie dobry i przeistaczanie się w złe duchy, go chyba dla mnie zbyt wiele, abym mogła nadążyć. Niemniej jednak zdarzały się momenty, że książka mi się zaczynała podobać, jednak ich było zdecydowanie mniej, aniżeli tych w których mnie nudziła. Inanna to kobieta, która teoretycznie wiedzie zwyczajne życie, pracuje w muzeum, ale jak się okazuje normalność jest u niej wyłącznie pozorem, gdyż jej prawdziwe ja daleko odbiega od normalności i sprawia, że nie tylko jej życie, ale cały świat staje na głowie. Początkowo poznajemy ją w życiu codziennym, które dla mnie wydawało się być zupełnie normalne. Dante, czy też przyjaciółka Ini zdają się wieść normalne, zwyczajne życie, a dopiero po pewnym czasie poznajemy ich prawdziwe oblicza. Dla mnie niezrozumiałym było również to jak niektórzy bohaterowie byli teoretycznie po stronie Ini, po czym okazywało się, że podejmują oni kroki które działają na jej niekorzyść. Książka nie jest zła, zaintrygowało mnie najbardziej samo zakończenie, które jest zdecydowanie z tych odważnych. Choć podczas czytania miałam momenty zwątpienia, że dotrwam do końca, to całe swoje niezadowolenie zrzucam jednak na niespecjalnie lubiany przeze mnie gatunek. Ja z pewnością na kolejną książkę autorki się nie skuszę, chyba że autorka skusi się na inny gatunek, wtedy nie mówię nie, bo pisze ciekawie, ale nie w moim gatunku.
Zacznę od tego, że nie lubię książek które obiecują nam coś czym nie są, a Pani Siedmiu Bram właśnie jest taką książką. Pokazuje jak doskonale można zepsuć idee i unikatowość pomysłu, miała być mitologia summeryjska, a wyszła słaba opowiastka z płytkimi bohaterami, gdzie biegamy po całej Europie i nie tylko, za postaciami, które nie mają pojęcia co robią. A dodatkowo zamiast tej mitologii mamy bardzo dużo nawiązań do chrześcijaństwa, w moim odczuciu na dość podstawowym poziomie.
Główna bohaterka - Inanna - to tysiącletnia bogini, która przez wieki nazywana była różnymi imionami. Potężna i wszechmocna, szkoda tylko, że trzeba jej o tym przypominać, bo sama aż po kres tej historii zapomina o tym cyklicznie.
Akcji w książce jest niby dużo, ale jak się zacznie analizować, to okazuje się, że ona jest zupełnie bez sensu, bo bohaterowie nie wiedzą co robić i w tym wszystkim dodatkowo całość wypada dość płasko i nudno. Mimo iż zbliza się koniec świata (cóż, ta wizja zagłady też mnie jakoś szczególnie nie ruszyła). Gdzieś tam, pomysł na zawiązanie świata był, jednak nie lubię książek, gdzie z każdą kolejną kartką czuję że poznaję ten świat tak jak autorka go wymyśla. To wymyślanie świata na bieżąco wręcz w moim odczuciu bije z tych kartek.
Bohaterowie ogólnie są dość płascy, żeby nie powiedzieć że wklesli. Jak na przedwieczne bóstwa to zachowują się wyjątkowo jak banda nastolatków, która nie wie co robi. Każdy z nich ma przy okazji jedną cechę charakterystyczną. Bohaterowie drugoplanowi są w zasadzie nieistotni, bo pojawiają się tylko po to, by akcja mogła się ruszyć do przodu.
Relacja romantyczna - tak płaska i szybko zbudowana, że aż mi szkoda. Tyle w temacie. Bohaterowie oczywiście tak przystojni jak tylko wyobraźnia nas ogranicza.
„Pani siedmiu bram” autorstwa Marii Zdybskiej to książka w której się dzieje! Już od pierwszych stron rzuceni jesteśmy w wir dramatycznych wydarzeń. Innana bogini miłości i wojny, znana również pod wieloma innymi imionami próbuje prowadzić spokojne życie przeciętnego śmiertelnika. Jej uporządkowany cykl dnia zakłóca makabryczne znalezisko. Na greckiej granicy znalezione zostają zwłoki mężczyzny pokryte starożytnym pismem klinowym. To ostrzeżenie przed zbliżającą się katastrofą, której może zapobiec tylko nasza bogini przebywająca na chwilowym urlopie i jej przyjaciele. Tempo książki jest szaleńcze! Bohaterowie w poszukiwaniu rozwiązania co chwila przemieszczają się pomiędzy miastami – tu Berlin, tu Budapeszt, a kilka stron dalej już Rzym. Lepiej nie tracić koncentracji przy czytaniu, bo można się zagubić ;) W lekturze tej książki znajda dużo przyjemności wszyscy ci, którzy lubią mitologie i interesuje się historią wierzeń, bo jest tu po trochu ze wszystkiego. Mitologia grecka, nordycka czy wierzenia majów mieszają się w jednym wspólnym kotle i wychodzi z tego całkiem spójny i logiczny świat. Jedynym minusem dla mnie jest to, że książka jest trochę za krótka. Gdyby dodać jej nieco objętości można by było bardziej skupić się na postaciach drugoplanowych jak na przykład Nikki o której i jej relacji z Innani chętnie dowiedziałabym się nieco więcej. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Marii Zdybskiej, ale pewnie sięgnę po jej wcześniejsze cykle, bo czytałam o nich wiele dobrego.
Coraz większą popularnością cieszą się powieści opierające na mitologii i łączące ją ze współczesnością. Na podobnym motywie bazuje "Pani siedmiu bram"
Inanna, sumeryjska bogini o wielu imionach zostaje wyrwana ze spokojnego życia wśród śmiertelników - bramy strzegące zaświatów są zagrożone. Razem z dwójką towarzyszy udaje się na wyprawę po Europie, aby odnaleźć i zlikwidować sprawcę zamieszania.
Jest to powieść w ciekawy sposób tworząca wariację na temat różnorodnych mitologii i religii z naczelną sumeryjską, tworząc w efekcie zupełnie nowe, boskie uniwersum. Bardzo mi się podobało odnajdywanie znanych mi mitycznych motywów w retellingowej niekiedy wersji. Na duży plus zasługują też wyraziste postacie o mocnych osobowościach i ciekawych, niejednoznacznych relacjach. Wątek romansowy nie był nachalny, aczkolwiek mógłby być mimo wszystko kapkę bardziej rozbudowany, podobnie, jak i nieoczekiwane zakończenie - dzieje się sporo i nawet się nie zorientowałam, kiedy historia się zamknęła - w tych dwóch wątkach odczuwam lekki niedosyt, ale poza tym była to przyjemna i ciekawa książka, którą mogę polecić szczególnie fanom urban fantasy i mitologii :)
Miałam do tej powieści oczekiwania przed czytaniem z powodu ilości powieści, które autorka wydała. Niestety się zawiodłam. Książkę czyta się błyskawicznie przez ilość wydarzeń od pierwszej strony, jednak z tego samego powodu nie ma w tej powieści napięcia. Dzieje się dużo jednak nie ma czasu na odpoczynek by zbudować odpowiednie tempo. Z tego powodu historia kompletnie mnie nie obchodziła. Bohaterowie nie mają charakterów, są nijacy. Smuci to ponieważ koncept książki jest bardzo ciekawy, daje możliwość by stworzyć genialna główna bohaterkę, tak jednak się nie dzieje. Dostajemy wodę po kisielu, która nie zyskała mojej sympatii. Tak samo jest z sama fabułą. Tyle tu możliwości, a bohaterowie przeskakują do kolejnych miejsc nie pokazując nam różnorodności świata jaka powinna istnieć w tej powieści. Mimo tego podobały mi się dialogi. Były prawdziwe, śmieszne i zawierały sporo odbijania piłeczki. Powiedziałabym, że ta książka jest dobra na zastój czytelniczy, lekka i niewymagająca. Nie należy jednak od niej dużo oczekiwać, bowiem najprawdopodobniej się zawiedzie się.
Pani Siedmiu Bram to pierwsza powieść Marii Zdybskiej, z którą miałam przyjemność się zapoznać. Została wydana przez Wydawnictwo Inanna, które dzieli imię z główną bohaterką.
Wspomniana bohaterka jest sumeryjską boginią miłości i wojny, która zdecydowała się wieść życie niczym człowiek. Początkowo byłam zachwycona, że sięgam po książkę inspirowaną mitologią sumeryjską, o której mam znikome pojęcie. Mój zachwyt urósł jeszcze bardziej, gdy okazało się, że autorka nie ogranicza się do jednego regionu, a łączy ze sobą mity i panteony. Uwielbiam ten zabieg w literaturze i kinematografii, więc z miejsca historia zdobyła moje serce.
Ogólnie przez całą lekturę miałam przed oczami Dianę z Wonder Woman. Książka oddaje bardzo podobny klimat, a główna postać nawet trochę przypomina super bohaterkę z filmu. A do tego dochodzi podróżowanie i odwiedzanie przepięknych, europejskich miejsc i szukanie wskazówek oraz walka z potworami, co dodaje odrobinę magii i mroku do całokształtu.
Maria Zdybska ma niezwykłe pióro, które sprawia, że przez tekst się płynie bez żadnych przeszkód. Operuje językiem w sposób, który jest w stanie zahipnotyzować czytelnika i sprawić, by oderwanie się od książki było niesłychanie trudne. Zarysowała intrygujący świat, gdzie mity przeplatają się z historią, a panteony łączą się w jedno.
Największym problemem w tej pozycji jest Nikki. Przez większość czasu wydaje się być zupełnie zbędną postacią, która jest nie tylko płytka i irytująca, ale także odciąga uwagę Inanny od głównego zadania. Do samego końca miałam nadzieję, że dziewczyna w końcu zniknie i co chwila czułam zawód, że tak się nie stało.
Samo zakończenie zaskakuje. Jest nieszablonowe, brakuje wyczekiwanego przez wielu szczęśliwego zakończenia, ale jest naprawdę dobre. Należy do tych, co nie potrzebują ciągu dalszego.
Jak zobaczyłam okładkę nowej książki Marii Zdybskiej "Pani Siedmiu Bram" z wydawnictwa Inanna to musiałam ją mieć. Autorka zbiera bardzo pozytywne recenzje, więc i ja postanowiłam się przekonać ile w tym prawdy.
Inanna pracuje w muzeum Berlińskim jako ekspertka z zakresu sztuki sumeryjskiej. Pewnego dnia nagabuje ją dawny znajomy z przeszłości, Włoch o imieniu Dante. Okazuje się, że żadne z nich nie jest zwykłym człowiekiem. Inanna to bogini miłości i wojny, a Dante to tak naprawdę Hermes. Posłaniec bogów. Niestety ich spokojne życie zakłóca trup pokryty pismem klinowy znaleziony na greckiej granicy co nie zwiastuje nic dobrego. Inanna jako strażniczka siedmiu bram zajmuje się tą sprawą i nie wynika z tego nic dobrego..
Początek był elektryzujący. Krótka piłka i znajdujemy się w Grecji. Poczułam tutaj lekką nutę książki przygodowej i tak skojarzyło mi się trochę z Indianą Jonesem. Poszukiwanie bram, kluczy, odwiedziny starożytnych miejsc. Niby wszystko w porządku ale w pewnym momencie książka zaczęła mnie nużyć. Za dużo tego gadania, gdybania. Jakoś tak nie mogłam do końca zrozumieć czemu klucze które były podróbką zadziałały. Czemu w sumie otwierane są te bramy. I gdzie Samael, sprawca wszystkiego? Nie sklejało mi się to. Książka skończyła się dość spektakularnie, ale też tak bez pomysłu. I według mnie to zakończenie wcale wszystkiego nie wyjaśniało. Pogubiłam się w tym wszystkim. Ogólnie książka miała naprawdę potencjał. I ta okładka! Ale ja nie znalazłam tego czego w niej szukałam. Szkoda.
Do zapoznania się z książką "Pani Siedmiu Bram" autorstwa Marii Zdybskiej zachęcił mnie opis z okładki, który muszę przyznać jest bardzo intrygujący. Połączenie wątków mitologicznych ze współczesnością to bez wątpienia prawdziwa gratka dla miłośników urban fantasy. Historia stworzona przez autorkę jest zarówno dobrze skonstruowana, przemyślana jak i wciągająca, a jej zakończenie zaskakujące. Dodatkowym plusem jest również samo wydanie książki, której okładka jednocześnie przyciąga wzrok ale też kryje w sobie zapowiedź magii. Myślę, że miłośnicy gatunku będą zadowoleni z lektury. Polecam serdecznie.
Zainteresowałam się tą książką, ponieważ spodobała mi się jej okładka. I myślę, że czasem warto ocenić książkę po okładce, bo w tym przypadku trafiłam w dziesiątkę. Pomimo początkowych trudności w zagłębieniu się w historię, z biegiem stron byłam coraz bardziej zaciekawiona. Autorka idealnie trafiła w klimaty jakie lubię. Starożytne tajemnice, bogowie i boginie, niesamowite stworzenia.
Książka jest lekka, przyjemnie się ją czyta. Nie brakuje niespodziewanych zwrotów akcji. Jest idealna dla tych, którzy chcą sobie zrobić przerwę od cięższych fabuł.
Bardzo chętnie przeczytałabym dalsze losy bohaterów!
Szkoda, dla mnie zbyt "pretensjonalno-pyskówkowe" dialogi które mają być zabawne acz brzmią sztucznie. Mało wysmakowany styl autorki... No i pomysł osadzenia dawnych bóstw we współczesności chyba to nie to: szpilki, kawki, papieroski i sexy-pyskata boginii Sumeru w Berlinie... Po prostu nie podziałał na mnie czar pierwszych rozdziałów, nie widzę tu nic dla siebie mimo iż fajnie byłoby poczytać o Sumerze i okolicach w fantastyce.
(p.s. Ogólnie czekam na Polską fantastykę, która ma Polskich bohaterów, z Polskimi imionami (z użyciem ł,ż,dź,y zamiast x,v itp) i część akcji też rozgrywa się w Polsce...
Absolutnie fenomenalna powieść urbanfantasy! Maria Zdybska w bardzo charakterystycznym dla siebie stylu połączyła mitologię ze współczesnością, zabierając czytelnika w niesamowitą podróż, o której trudno zapomnieć. Śmiertelnie niebezpieczna miłość, zagadka, od której rozwiązania zależą losy całego świata a pośród tego chaosu ich dwoje... Gwarantuję, że „Pani Siedmiu Bram” was zachwyci i nie będziecie mogli oderwać się od lektury! Gorąco polecam! P.S Pamiętajcie, że pierwsza poznałam Kassiela!
Jeśli chodzi o fantastykę, to uważam się za bardzo surowego krytyka. Jako wielka fanka gatunku staram się dobrze oddzielać ziarna od plew. Nowa pozycja od Pani Zdybskiej podobała mi się. nie była to zapierająca dech w piersiach, wciągająca bez reszty opowieść, ale czytało się ją po prostu przyjemnie. Zgrabnie wplecione wątki mitologiczne podnoszą wartość dzieła. Ogólnie polecam do przeczytania w szarym i mokrym okresie jesienno-zimowym.
Nie powaliła mnie na kolana. Bardzo przeciętna historia, która w teorii zapowiadała się dobrze. Akcja nie była zła, ale główna bohaterka to jakiś dramat.
Kiedy tylko usłyszałam o tej książce moje archeologiczne serduszko aż podskoczyło z radości, bo mitologia sumeryjska/mezopotamska jest tak naładowana cudownymi postaciami, że aż dziw bierze, że prawie nikt jej nie wykorzystuje do pisania fantasy.
"Panią Siedmiu Bram" czytało mi się fantastycznie, fabuła jest napisana wartko, zwiedzamy z bohaterami kilka interesujących miejsc, a przy okazji wszystko oplecione jest bardzo sprytnie wątkami mitologicznymi i dobrze skreowaną intrygą. Chociaż pewnych rzeczy byłam się w stanie domyślić, ale absolutnie nie zepsuło mi to odbioru książki i czytania z zainteresowaniem.
Inanna, nasza główna boahterka jest takim trochę ucywilizowanym bóstwem, które "mord, śmierć i znieszczenie" przezłożyło na dobrę latte, pracę w muzeum i wygodne życie wśród śmiertelników. Nie zapomniała ona jednak o swoim powołaniu i kiedy trzeba rusza, żeby ocalić swoją domenę, Zaświatów. Po drodze pojawia się stary przyjaciel, trochę szalona współlokatorka i tajemniczy ktoś, kto wydaje się wiedzieć o niej więcej niż się wydaje.
Dante od początku był dla mnie turbo irytujący i niby fajnie, bo przyjaciel i w ogóle, ale ile można nakręcać się na jedną osobę. Trochę...bardzo zmanierowany Włoch pasował tu idealnie.
Styl pisania Marii jest lekki i przyjemny. Strony same uciekają, a wydarzenia narastają, co popycha fabułę do przodu, nie mamy tutaj zbędnych dygresji, a przemycone informacje mitologiczne, dla mnie osobiście były taką wisienką na torcie.
"Pani Siedmiu Bram" była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Marii Zdybskiej, mimo, że znałam jej książki z widzenia, bo się przewijały to tu, to tam na Instagramie. Nie żałuję, teraz niecierpliwie czekam na drugi tom o Inannie.
Jestem tą książką totalnie oczarowana! Barwnym, drobiazgowo i od podstaw skonstruowanym światem przedstawionym, odniesieniami do mitologii i sposobem wplecenia nawiązań do współczesności, interesującą i konsekwentnie prowadzoną fabułą, wyrazistymi postaciami, klimatem, akcją i w ogóle wszystkim. Jeśli chodzi o bohaterów, na pierwszy plan wysuwa się Ini. Uwielbiam tę postać! To silna babka, z pazurem, która nie da sobie w kaszę dmuchać, a jednocześnie delikatna, troszcząca się o innych. Nie brakuje też w książce męskich postaci, na których można zawiesić oko, jednak przy Ini wypadają mimo wszystko nadal ciut blado. No bo to ona w tej książce rządzi.
Maria Zdybska zabiera czytelnika w niesamowitą, obfitującą w wydarzenia podróż. Podróż pełną magii, istot nie z tego świata i wielu niebezpieczeństw. Podróż, w której można się zatracić. Doceniam wysiłek włożony w skonstruowanie świata od podstaw, jednak na bazie istniejącego, bo wiele scen rozgrywa się w miejscach dobrze nam znanych, o których na pewno sporo trzeba było się dowiedzieć. Podobnie rzecz ma się z mitologią, o której również ot tak, bez porządnego researchu pisać się nie da. Połączyć jednak to wszystko tak, żeby idealnie współgrało ze sobą – to już sztuka. I ta sztuka się autorce udała. Akcja w powieści jest szybka, w książce dzieje się naprawdę dużo, nie brakuje też spektakularnych zwrotów akcji, a i na liczbę wątków nie można narzekać. Wątek romantyczny w książce również jest. Jest delikatny, nie jest nachalny, jest tłem dla głównych wydarzeń, nie dominuje w tej opowieści, za co również ogromny plus dla książki.
Nie możecie tego tytułu przegapić, bo to fantastyka na światowym poziomie. Z całego serca polecam!
Czytając tę książkę bawiłam się fenomenalnie. Tak się wciągnęłam, że przeczytałam w zaledwie trzy wieczory. Sięgnięcie po różnego rodzaju mitologie, pokazanie na nowo bogów pod różnymi imionami, którzy próbują się odnaleźć w obecnym świecie (a wychodzi im to różnie, każdy poszedł w inną stronę), oraz stworzenie charakterystycznych, wyrazistych bohaterów to przepis na sukces. Nikły wątek miłosny nie przyćmiewa najważniejszej akcji, a jedynie podkręca atmosferę, zmuszając bohaterów do trudnych wyborów. Tak jak wspomniałam, brakowało mi poczucia otoczenia. Nie mogłam powiedzieć, że tak, czuję to miejsce, czuję się jakbym tam była. Gdyby nie to, byłoby idealnie. Zdecydowanie polecam książkę i już nie mogę się doczekać kolejnej części!