W trudnych czasach, zawsze można liczyć na własną rodzinę!
Losy Wiktorii, Gustawa oraz Fryderyka nie należą do najłatwiejszych. Gustaw musi zmierzyć się ze śmiertelną chorobą żony i szuka dla niej ratunku w Stanach Zjednoczonych, Wiktoria zaś wraz z mężem musi opuścić ukochaną Gdynię i uciekać do Związku Radzieckiego, gdzie wkrótce rozpocznie akcja wymierzona przeciwko mieszkającym tam Polakom. Fryderyk zaś zostaje aresztowany w Berlinie przez gestapo i otrzymuje surowy wyrok za działalność szpiegowską.
Jednak te wszystkie tragedie, które spotykają rodzeństwo, jeszcze bardziej ich do siebie zbliżają. Są gotowi poświęcić własne szczęście i wartości, by ratować swoich bliskich. To właśnie ich wzajemna miłość pozwala mieć nadzieję na szczęśliwe zakończenie kłopotów rodzeństwa Niemojskich.
Właśc. Joanna Jakubczak – olsztynianka, absolwentka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
Pasjonuje się literaturą biograficzną i grafiką, jest wolontariuszką Fundacji dla Rodaka, wspierającej Polaków na Wschodzie. Zadebiutowała w 2014 roku doskonale przyjętym Dziedzictwem von Becków. Od tego czasu wydała prawie czterdzieści bestsellerowych powieści, a czytelnicy pokochali je za doskonale odmalowane tło historyczne, wielowymiarowych bohaterów i dynamiczne fabuły. Mistrzyni sag rodzinnych, świetnie odnajduje się również w innych gatunkach, wplatając ich elementy do swoich powieści.
Wielokrotnie nominowana w plebiscycie portalu LubimyCzytać na najlepszą książkę roku, laureatka Wawrzynu – Literackiej Nagrody Warmii i Mazur za rok 2016.
Ostatni tom sagi Niemojskich to pełny progress w stosunku do poprzedniej części, w której co druga kartka to jeden niedorzeczny romans siedzący na drugim, jeszcze bardziej niedorzecznym, a to już bardzo mocno odrzucało mnie od kontynuowania sagi. Na szczęście tutaj romansu jest naprawdę niewiele, za to dużo więcej wątków historycznych, począwszy od ostatnich lat życia Piłsudskiego, poprzez budzące się na zachodzie ruchy faszystowskie, aż po hulający na wschodzie bolszewizm. Tym razem muszę autorce zwrócić honor i przyznać, że miałam trochę problem z odłożeniem tej historii. Kończąc kolejny rozdział, obiecywałam sobie, że to już naprawdę ostatni i idę w końcu coś zjeść. Obietnicy nie dotrzymałam, a jeść poszłam o całe 3 godziny później, i to po tym, jak już skończyłam całą książkę. . Jestem trochę zaskoczona pozytywnym odbiorem tej części sagi, spodziewałam się raczej zupełnej odwrotności, postanowiłam więc nie skreślać jeszcze tej autorki i dać sobie szansę na kolejne jej tytuły. Ale to już w bardziej odległym czasie.
Pomysł wykorzystania przez autorkę motywów z życia najbardziej pechowego agenta II RP, Jerzego Sosnowskiego, okazał się strzałem w dziesiątkę. W powieści rolę tę pełni najstarszy z rodzeństwa Niemojskich Fryderyk. Jego uwięzienia i procesu w Berlinie można się było spodziewać. Natomiast to, jak ówcześni szefowie polskiej „dwójki” potraktowali jego agenturalne raporty o niemieckich planach wojennych i co dzieje się z nim w Polsce po wymianie szpiegów prowadzi do tego, że we wrześniu 1939 jedynym marzeniem całej rodziny Niemojskich jest przetrwanie. Nawet senior rodu, Ksawery, w rozmowie z dziećmi nie wspomina już, jak to czynił przez lata, o powinnościach patriotycznych Polaków.
Wiktoria, która parę lat wcześniej wyjechała z synkiem i mężem, zagrożonym uwięzieniem w Berezie Kartuskiej, do sowieckiej Białorusi, może w Polsce zostać oskarżona o zdradę. Gustaw musi nie tylko opiekować się żoną po ciężkiej operacji, lecz pod nieobecność starszego brata przejmuje niejako jego obowiązki w wymyślaniu możliwie najlepszych dla rodziny scenariuszy.
Tak z grubsza wygląda uzależnienie Niemojskich od politycznych realiów i zawistnych ludzi. Na szczęście mają siebie i kochające osoby. Miłosne wątki zajmują oczywiście poczesne miejsce w powieści, wszystko jest ciekawie wymiksowane, a niektóre dialogi w niezwykle udany sposób łączą emocje z sarkazmem i humorem. Jedyne co mnie u bohaterów raziło to ich zamiłowanie do zdrobnień. Gucio brzmi w porządku, akceptuję też formę Piotruś, ale gdy czytałam o Wiktorce, Fryderyczku, Magdalence czy Ksawerku miałam ochotę zgrzytać zębami.
GENIUSZ! Nie można nie kochać, to chyba musiał by być grzech. Naprawdę relacje tego rodzeństwa są wspaniałe i pokazuje to jak ważne by rodzina trzymała się razem!