Na zaproszenie starszego brata Roya Tracy wyjeżdża z Kalifornii i wraz z matką dołącza do niego w Indonezji, na jednej z wysp Parku Narodowego Komodo. Dla bohaterki, ignorowanej przez męża i zmęczonej wychowywaniem pięcioletnich bliźniaków, ta egzotyczna wycieczka ma być długo wyczekiwanym urlopem w raju: nurkowanie, oglądanie podwodnego świata mant i rekinów, relaks. To również okazja do odnowienia kontaktu z Royem prowadzącym chaotyczne życie po rozwodzie i oddalającym się od krewnych.
Jednak niedługo po przyjeździe na wyspę napięcie między członkami rodziny zaczyna narastać – wracają zadawnione pretensje i urazy z dzieciństwa. Tracy powoli traci grunt pod nogami przytłoczona falą wspomnień, żalu i goryczy. Rozpoczyna się walka i z każdym kolejnym zanurzeniem w głębinie przybiera na sile, aż w końcu sięga punktu, z którego nie ma już odwrotu.
W kolejnej publikowanej w Polsce książce David Vann, autor Legendy o samobójstwie, Halibuta na Księżycu i Brudu, potwierdza ogromny talent do zaglądania w głąb ludzkiego umysłu, budując przejmujący portret głównej bohaterki. Przenikliwa i zaskakująco trafna analiza kobiecej duszy, targających nią emocji, skutków zmagania się z codziennymi trudnościami i relacji mąż–żona oraz dziecko–matka sprawiają, że czytelnik niepostrzeżenie zatapia się w tej powieści.
Published in 19 languages, David Vann’s internationally-bestselling books have won 15 prizes, including best foreign novel in France and Spain and, most recently, the $50,000 St. Francis College Literary Prize 2013, and appeared on 70 Best Books of the Year lists in a dozen countries. He has written for the Atlantic Monthly, Esquire, Outside, Men’s Health, Men’s Journal, The Sunday Times, The Observer, The Guardian, The Sunday Telegraph, The Financial Times, Elle UK, Esquire UK, Esquire Russia, National Geographic Adventure, Writer’s Digest, McSweeney’s, and other magazines and newspapers. A former Guggenheim fellow, National Endowment for the Arts fellow, Wallace Stegner fellow, and John L’Heureux fellow, he is currently a Professor at the University of Warwick in England and Honorary Professor at the University of Franche-Comté in France.
„Komodo” to już czwarta powieść Davida Vanna, którą możemy przeczytać po polsku, a ja wciąż nie mam dość. Co to jest za talent! Amerykański pisarz jest doskonałym obserwatorem emocji, widzącym w rodzinie zarówno źródło miłości jak i przemocy, przy czym jedno nie wyklucza tutaj drugiego.
Indonezyjski park Narodowy Komodo to święte miejsce dla wszystkich, którzy lubią nurkować. Dla tych, co wolą się tylko opalać i z bezpiecznej odległości przyglądać się morskiemu życiu, też jest atrakcyjne, ale to pod wodą kryją się prawdziwe skarby natury. Tracy, główna bohaterka i narratorka „Komodo” przylatuje do Indonezji razem ze swoją matką w odwiedziny do brata, pięćdziesięciolatka, który jest niespokojną duszą i „właśnie kończy kurs instruktora nurkowania”. Jak komentuje to Tracy - „kolejna niepraktyczna rzecz, której nigdy nie wykorzysta”. Narratorka Troya, bo tak ma na imię jej brat, po prostu nie znosi. Będzie wobec niego złośliwa, niesprawiedliwa i zwyczajnie wredna. Podczas pobytu na wyspie będą razem nurkować, kłócić się, wyzywać, a wszystko to pod okiem matki, która próbuje zażegnać konflikt między rodzeństwem, zrozumieć zarówno Roya, jak i Tracy. Ale w pewnym momencie się poddaje. Tracy bowiem okazuje się potworem.
Zanim jednak do tego dojdzie będziemy na zmianę brać stronę jednego z rodzeństwa, choć nie trudno będzie dostrzec, że zarzuty Tracy wobec Roya są przesadzone - w końcu co jej do tego, że facet się rozwiódł, albo że lekko traktuje życie. Wydawałoby się, że nurkowanie wśród cudów natury pomoże bohaterom w rozładowaniu emocji. I początkowo tak się dzieje - jednak podwodna konfrontacja rodzeństwa kończy się tragicznie. Jak? Tego już wam nie zdradzę. Książka Vanna to fantastyczna jazda na emocjach, dramat rodzinny, w którym najważniejszym tematem jest macierzyństwo - Tracy sama jest matką, która stara się jak najlepiej wychować swoje dzieci, choć jej mąż zdaje się tego nie ułatwiać. Obserwując własną matkę i życie Roya, Tracy najwyraźniej obawia się utraty kontroli nad życiem swojego potomstwa.
Po „Komodo” Davida Vanna sięgnęłam od razu w dniu premiery po rewelacyjnym spotkaniu (on-line) z autorem. Wcześniej miałam okazję czytać „Legendę o samobójstwie” – książkę mocną, brutalną, zdecydowanie nie dla czytelników o słabych nerwach. Czytałam ją prawie rok temu, a nadal bardzo wyraźnie pamiętam emocje, jakie wywołała.
W „Komodo” poznajemy historię z perspektywy Tracy, kobiety przeraźliwie zmęczonej macierzyństwem, która wraz z matką wyjeżdża na długo wyczekiwany urlop do Indonezji do swojego brata.
Sięgając po tę książkę, nie spodziewałam się, że będzie tu tyle nurkowania i opisów świata podwodnego. Przepiękne i bardzo ciekawe do czytania. Zwłaszcza mając świadomość, że nigdy tego nie doświadczę (lęk przed pływaniem i głębokością).
Bohaterowie są świetnie wykreowani – są bardzo ludzcy i nieidealni. Nie zawsze zachowują się tak jak należy. Czytając miałam skojarzenia z „Dorosłymi” Marie Aubert – tam też była bohaterka, którą ciężko polubić, bo wypowiada na głos myśli, do których istnienia się nawet przed sobą nie przyznajemy.
„Komodo” to złożona książka, która porusza wiele ważnych aspektów. Ważna jest tutaj relacja z bratem, bowiem Tracy nie potrafi zrozumieć i pogodzić się, że jej brat rozstał się ze swoją żoną, chociaż ich małżeństwo było proste i przyjemne. Tymczasem ona tkwi w relacji z wiecznie nieobecnym mężem, a jej życie pochłania opieka nad trudnymi bliźniakami.
I choć „Komodo” to lżejszy kaliber niż wspomniana wcześniej „Legenda o samobójstwie”, to też są tu mocne i szokujące fragmenty, przez co nie będzie ona dla każdego.
Mnie „Komodo” całkowicie kupiło – pogłębione portrety psychologiczne bohaterów, przejmujące opisy trudów macierzyństwa, samotnego wychowywania dzieci i braku pomocy ze strony partnera. Dużo nurkowania i trudnych relacji rodzinnych. Ode mnie 5/5!
Doskonały, krwisty a czasem krwawy język, chociaż pewne zastrzeżenia miałem czasem do tłumaczenia. Może było robione w pośpiechu, bo na przykład trafiłem na taki kwiatek: "Wycieczka krzyżowa, nieco wcześniej niż planowała, ale dlaczego nie. (...) Wbijcie gwoździe i dajcie jej odpocząć". Chyba chodziło o "drogę krzyżową", hm..? Poza tym jednak tłumaczenie bardzo dobrze uchwyciło wrednie zjadliwą ironię, którą bez przerwy posługuje się narratorka i główna bohaterka.
A fabuła... no cóż, myślę, że warto by przeczytał każdy kto kiedyś wychowywał (wychowuje) dzieci (you are not alone). Dawno nie czytałem tak dobrze i trafnie ujętych trudnych relacji rodzinnych. Jeżeli to prawda, że każda (nawet najnormalniejsza) rodzina wywołuje czasem mordercze myśli, to ta książka w bardzo atrakcyjny tę prawdę prezentuje.
Na pewno do tej książki wrócę i zamierzam poczytać inne rzeczy tego autora... ktoś coś poleca?
Vann nie zawodzi. Ze zwykłej historii rodzinnej tworzy horror rodziny, który potem niespodziewanie przeradza się w horror kobiety, przygniecionej macierzyństwem, emocjami, życiem. Bardzo mocne. Niektóre fragmenty, szczególnie z końcowej częsci, zostaną ze mną na długo.
To historia pełna napięć w rodzinie, a główna bohaterka jest chyba jedną z najbardziej irytujących postaci w literaturze. Rozgoryczona, rozczarowana swoim życiem, która nie potrafi znaleźć z nim żadnego sensu. Swoją frustrację przelewa głównie na brata i męża, ale również na dzieci. Dużo w tej książce opisów nurkowania i ja - jako wodne stworzenie - bardzo je doceniam, choć przyznaję, że czasami czułam przesyt. Ale to, co ostatecznie sprawiło, że oceniam ją tylko na 6 gwiazdek to fakt, że przez całą książkę czujemy rosnące napięcie. Czujemy te wszystkie emocje, z którymi mierzy się bohaterka i czekamy, aż zostaną rozładowane. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Nie ma żadnego katharsis, które w mojej opinii idealnie dopełniłoby tę powieść. Ogólnie powieść oceniam na plus, ale zabrakło mi tego mocnego uderzenia na koniec, bo teraz czuję się wręcz porzucona przez autora.
Female rage na pełnej. Książka szokująca, prowokująca i bardzo niekomfortowa, zwłaszcza że dotyczy macierzyństwa i roli kobiet jako matek w społeczeństwie. Buzująca złość, bezsilność i cienka granica dzieląca bohaterkę od czegoś okropnego. Śledziłam rozwój wydarzeń z zapartym tchem. Nie mam słów, 5 gwiazdek i od razu do najlepszych książek roku
8 mars 2021, journée de la femme, une occasion idéale pour vous parler d’une femme justement. Tracy, une femme comme tant d’autres, au bout du rouleau, épuisée, harassée, morte de fatigue. Tracy quitte la Californie avec sa mère pour s’accorder quelques jours de repos à « Komodo », en Indonésie. C’est sur cette île que travaille son frère Roy qui vient de passer son diplôme de moniteur de plongée. Au programme, de nombreuses plongées pour aller admirer les fonds marins, les raies mantas et les requins, mais aussi une occasion inespérée de renouer les liens familiaux. Sauf que Tracy est une femme amère, en colère, frustrée, qu’un rien exaspère et qui réagit au quart de tour, au « cerveau incapable de s’interrompre, incapable de savourer, né pour le combat. » La violence contenue à l’intérieur d’elle se calme uniquement lorsqu’elle plonge dans ce monde de silence où tout n’est que calme, sérénité, et paix. « Laissez-moi m’immerger en ces eaux pures afin que je puisse ainsi renaître. »
Celles d’entre nous qui ont eu la chance d’être mères savent… que passé l’instant de l’excitation et de la joie, arrivent des instants plus sombres dont il n’est pas politiquement correct de parler. « Personne ne vous prévient de ce que cela signifie, de devenir mère. »
Ces secrets-là restent dans le cœur des mères, ne se disent pas à haute voix, ne se transmettent pas. Il ne faut pas parler de l’épuisement, des nuits sans sommeil, des maladies infantiles, du temps qui manque, des corvées, du deuil de sa carrière. Il faut rayonner, parce qu’une mère, ça rayonne, ça vibre, c’est fier. Penser autrement, dire autre chose est totalement tabou. « C’est le confinement et la constance des besoins. Pas même cinq minutes de temps libre quand je suis avec eux, depuis des années. Maman. L’appel incessant. (…) Mais mon esprit est en mode attaque, en mode blessure. Je suis obligée de m’asséner un coup de poing dans la paume chaque jour pour m’empêcher de les frapper, mes enfants, et quel genre de mère fait une chose pareille ? » David Vann donne ici toute l’amplitude du rôle de mère, en se glissant sous sa peau, décrypte toutes les émotions qui la définissent, tangue entre fierté et amour, mais aussi entre haine et répulsion. Ainsi, ce séjour à Komodo prend pour Tracy la forme d’une purge des émotions. Elle traverse la même station de nettoyage que les taies mantas qu’elle observe, elle tente de faire cicatriser ses plaies, s’ingénie à exprimer ses frustrations pour déclencher compassion et empathie, elle qui estime que « La misère de nos vies est inventée. Nous n’avons pas grandi en zone de guerre ni dans un pays pauvre comme l’Indonésie, alors nous avons dû créer nos propres problèmes. » Si la mansuétude qu’elle attend de la part de sa famille n’est pas à la hauteur de ses espérances, c’est celle de la lectrice femme et mère qu’elle reçoit. Compassion pour la femme qui a progressivement disparu pour laisser place à la mère, empathie pour la mère abandonnée seize heures par un jour par un mari qui continue à vivre sa vie entre activité professionnelle et loisirs, qui l’appelle « mi amor » par habitude, et qui se comporte, il faut bien le dire comme un gros connard égoïste. La chute de Tracy, la rancune intrinsèque qu’elle éprouve, la solitude, l’automutilation psychologique qu’elle s’inflige est née de cette union désastreuse, a grandi avec l’arrivée de ses jumeaux, mais sa haine se reporte sur son frère qui a mis fin de son propre chef à un mariage parfait. Comment ne pas le détester ? Comment ne pas lui en vouloir ? Comment ne pas remonter jusqu’à l’enfance pour comprendre l’origine de leurs relations par le prisme de leur propre mère ? Et surtout, comment ne pas comparer ? « Et personne ne prend soin de moi, jamais, personne ne remarque tous les sacrifices que j’ai faits. La rage supplante tout ce qui existe en moi. La femme que j’étais, ou que je suis peut-être encore, est enfouie sous des milliers de couches de merde. »
Et pourtant… au milieu de ce vaste océan d’émotions et de pensées nocives, il y a l’océan, le vrai et l’incomparable talent de David Vann à retranscrire ce que l’on ressent lorsqu’on y plonge. À travers ses mots, j’ai retrouvé chaque sensation, la disparition de toute appréhension, subjuguée par une forme d’ivresse des profondeurs qui apparaît avec la contemplation de la vie sous-marine. « Bien plus calme en dessous, toujours, à glisser ainsi dans l’autre monde. À quoi bon la drogue quand il y a la plongée ? » Ce ressenti de plénitude, cette vision de perfection, cette pureté naturelle, assurent une forme d’extase en autorisant une échappatoire intime dont la puissance enlève toute capacité au cerveau d’analyser, le met enfin sur pause pour se concentrer uniquement sur ce qui l’entoure. Les descriptions de la vie sous-marine sont somptueuses et vont vous plonger dans un monde parallèle qu’il est très difficile de quitter.
Mais ne nous trompons pas, il s’agit bien d’un roman de David Vann… la toxicité des relations familiales et/ou des relations de couple est au cœur de « Komodo ». Les retournements de situation peuvent arriver très vite, la sérénité se transformer en colère, les actes passifs devenir agressifs, les mots contenus être enfin prononcés, les conduites interdites réalisées. Rien n’est jamais tout blanc ou tout noir, et les drames arrivent toujours quand on s’y attend le moins. « Komodo » m’attirait comme un aimant pour revivre une forme d’ivresse des profondeurs, ressentir à nouveau cette liberté qui nous fait si cruellement défaut. Je n’avais pas anticipé que cela serait aussi l’occasion d’une rencontre marquante avec une femme inoubliable qui avoue ses faiblesses et le poids de cette charge mentale qui la tue à petit feu. Cette femme, sombre et sublime ouvre son cœur en révélant tous les mystères affectifs liés à la maternité, les belles, comme les répugnantes, avec sincérité et sans aucune hypocrisie. Se retrouver au centre de cette intimité, témoin de ces confidences est un vrai cadeau. Une lecture aussi suffocante que paisible, le signe d’un indéniable talent.
To jest książka, którą jednocześnie kocham i trochę nienawidzę.
Przez pierwszą połowę była dla mnie nawet trochę obojętna, a na pewno nie wzbudzała we mnie mocniejszych emocji jak Halibut na księżycu, czy Brud, który bardzo mi się nie podobał. Ale potem, dzieje się ta jedna rzecz, która zmienia wszystko.
Ta powieść jest jak drzazga, której nie da się wyciągnąć, nawet po jej zakończeniu będzie nam przeszkadzać i ciągle o sobie przypominać.
Dałam się zaskoczyć Vannowi, bo kompletnie nie spodziewałam się, w jakim kierunku pójdzie ta powieść. Jedna z najlepszych tego autora i pewnie jeszcze długo nie będę w stanie pozbyć się jej z głowy.
Nikt nie ostrzega cię, z czym wiąże się bycie matką”.
David Vann w powieści „Komodo” (tłum. Miłka Jankowska) serwuje nam dużo emocji, kolorów, szaleństwa. Główną bohaterką jest Tracy - niepracująca matka kilkuletnich bliźniaków, nieszczęśliwa w małżeństwie z zawodowym tancerzem, bez pieniędzy, sfrustrowana, zmęczona i niezrozumiana. Razem z nią zanurzamy się w głębinach morza Flores, obserwując niezwykłe gatunki wodnych żyjątek, a sama bohaterka nurkuje także wgłąb siebie - odkrywając tłumione emocje, których kulminacji, bez spoilerów, nie mogę zdradzić. Tracy nie może się pogodzić z decyzją brata o rozwodzie - projektuje na niego negatywne emocje, którymi chciałaby obdarzyć swojego męża. Nie dogaduje się z matką, czuje, że zmarnowała najlepsze lata swojego życia.
David Vann znowu mnie zaskoczył. Tym razem, po lekturze jego książki, nie miałam ochoty siedzieć i tępo patrzeć się w ścianę, poczułam smutek i empatię do głównej bohaterki. Nie wiem, jak udało się autorowi (mężczyźnie!) oddać to, o czym coraz częściej słyszę od młodych matek - depresję poporodową, pojawiające się myśli o zostawieniu własnego dziecka, chęci uderzenia go. „Gdybym mogła się tu przeprowadzić, umieścić dzieci w milczących bańkach i zasadzić Lautara w ziemi głową do dołu, niczym drzewo, byłabym szczęśliwa” - mówi Tracy, a ja czuję, że tłumiona złość wszystkich czujących się samotnie i źle matek pulsuje w jej żyłach, płynie jej łzami.
Cytaty: „Wycie małych potworów. Mam ochotę zrzucić ich z balkonu. Raczej za nisko, żeby zginęli, tylko dwa piętra, ale poczują i zapamiętają” "Ludzie znajdują sobie kieszonkowe szczęścia, których być nie powinno, a jednak czasem się trafiają"
Est on maître en soi même ? La somme des déceptions , des tristesses et des humiliations ressenties, refoulées le plus profondément possible tout au long de sa vie ne faconnnent elles pas une bombe à retardement, une rage aveugle dont le contrôle menace de nous échapper à tout instant? On suit dans ce récit une femme qui avance dans la vie comme un funambule sur un fil tendu au dessus d'un précipice. On est suspendu au peu d'équilibre dont elle dispose. On est littéralement piegé par l'auteur qui nous conduit à marcher tout juste derrière elle, en retenant notre respiration. La violence comprimée fera-t-elle surface ?
Ostrzegano mnie, że to najgorsza książka Vanna (trzy wcześniejsze podobały mi się ogromnie), ale nie sądziłam, że będzie aż tak źle... Na początku byłam gotowa dać ze 2 gwiazdki, nawet jeśli zachowania tych papierowych postaci i fabularne pomysły autora były dla mnie absurdalne, ale potem robiło się coraz gorzej i gorzej. Przy finale po prostu parsknęłam śmiechem... Autor miał dobre intencje (choć można spytać, czy faktycznie facet powinien pisać z perspektywy kobiety, matki) i chciał pokazać dramat i samotność zamknięcia w macierzyństwie, ale zrobił to w tak niezgrabny i koślawy sposób, spłaszczając problem i używając tak dziwnych pomysłów i rekwizytów, że - no właśnie - mogłam się tylko zaśmiać. Zdecydowanie nie polecam tej książki na początek przygody z Vannem. Nie, w ogóle jej nie polecam.
Ciężka i trudna pozycja podejmująca kontrowersyjny temat macierzyństwa. Rozumiem problemy głównej bohaterki, na pewno nie jedna kobieta sie z nimi zmaga, nikomu nie życzę takiego życia. Trudno jednak mi współczuć, skoro jest dorosła osoba i podjęła takie, a nie inne decyzje i nie potrafiła sie z nimi zmierzyć. Tracy jest odpychająca osoba, ktora przepełnia nienawiść do świata i ludzi, w tym bliskich, których odtrąca.
Moze jestem za młoda, zeby zrozumieć problemy posiadania potomstwa i kryzys wieku średniego. Mam jednak nadzieje, ze nigdy sie nie stanę taka jak główna bohaterka.
Jedynym pięknym aspektem książki były opisy podwodnego świata i nurkowanie. Nienawidzę pływać, ale teraz sama mam ochotę spróbować i zobaczyć to wszystko na własne oczy, a nie tylko tymi z wyobraźni.
Z jednej strony większość książki opisuje nurkowanie - niesamowity podwodny świat (w trakcie czytania wyszukiwałam te ryby w necie żeby zobaczyć jak naprawdę wyglądają :) ) oraz bardzo dokładnie odzwierciedlone procedury nurkowania - sprawdzanie sprzętu, płynięcie z prądem, zanurzanie i wynurzanie. Ale z drugiej strony to książka pełna negatywnych emocji - tak świetnie opisanych ze aż przytłaczających czytającego.
Powieść pokazująca prawdziwe zmagania dorosłego życia. Przeważają głównie negatywne emocje budzące się w głowie matki, która zaniedbywana jest przez najbliższe dla niej osoby. Zbudowany portret psychologiczny wyczerpanej kobiety jest ujmujący, a wręcz momentami pokrzepiający. Cała historia zmusza nad przemyśleniem jaką drogą w życiu chce się podążać i w jaki sposób dbamy o relacje, które budujemy.
Problemy postludzi z lepszego świata. Jedna gwiazdka, bo jednak główna bohaterka wywoływała irytację niebotyczną. Fatalne czytadło. Może dla kogoś zajawionego nurkowaniem bardziej...
To me nothing made sense, really disappointed by the end, Felt like every idea or subject wasn't developed enough, The critic about motherhood could've been interesting if it had been developed further than just the main character hating her life and victimizing herself all the time, Also this book had been presented as a summer book talking about traveling, diving... Well.. It somehow did.. For 150 pages and then she's back home and talks about her sons, the food she's cooking and her really shitty mariage and life. Wouldn't recommend at all, It ended kind of out of nowhere, most things not answered. I'm definitely not the target audience for that book.
This entire review has been hidden because of spoilers.
A może tak rzucić wszystko i polecieć na Komodo? Spotkanie rodzinne. Brat, siostra i matka. Piękne okoliczności przyrody. Podróż marzenie. Czy rzeczywiście? David Vann serwuje nam podróż do głębin. W otoczeniu kolorowych ryb, pięknych koralowców i ogromnych mant odkrywamy ciemne strony życia rodzinnego. Im głębiej nurkujemy tym mroczniejsze zachowania wychodzą na "światło dzienne". "To co dzieje się na lądzie to pod wodą też się zdarza" jak śpiewała Meluzyna w Podróżach Pana Kleksa. W zakamarkach rafy koralowej, na piaszczystym dnie czają się groźne barakudy czy płaszczki. Dokoła pływają kolorowe rybi. A gdzieś w oddali łypią okiem rekiny. I tak też jest w życiu. Trochę kolorów, trochę grozy. Czasem realne niebezpieczeństwo. A co skrywa głębia? Czy jeśli sięgniemy dna jest szansa wrócić na powierzchnię? "Komodo" to moje pierwsze spotkanie z Davidem Vannem i będą kolejne.
Décevant. Un début très prenant et convaincant, entre rancunes familiales complexes et qu'on sent basées sur des faits assez anciens, voire refoulés, et des descriptions de plongées passionnantes et qui donnent bien envie tout en semblant bien documentées.
Las, la césure du milieu casse le rythme et la deuxième partie est indigeste, oublie tous les indices laissés en place au début, et se recentre sur une petite partie de celle-ci.
Au final j'ai eu l'impression que le début ne servait à rien, que la suite était trop longue et la conclusion m'a vraiment surpris dans le mauvais sens du terme.
Dommage, mais je ne recommande pas - sauf si vous aimez la plongée, et dans ce cas arrêtez-vous au milieu du livre.
This book is horrible. As a diver and freediver I was eager to read it especially after reading so many raving reviews. Main character is annoying and execrable AF. A 40 year old something who behave like a teen; angry and in victim mode all the time. The dialogues and behaviors of all characters are pretty much unlikely. Do not waste your time reading it. The only acceptable moments were underwater.
//This review is written mostly for myself, only going over some aspects of the book my brain focused on and with absolutely no regards for people who have never read it, both in terms of spoilers and coherency. Read at your own risk.//
I feel very conflicted about this book. This is the second one i read from David Vann, i absolutely loved ‘Aquarium’ when i read it a while ago and so when i saw ‘Komodo’ sitting on a shelf at the library i picked it up without looking anything up about it or even reading the back cover.
I strongly despised the main character, whom i somehow grew attached to despite of that. We dive into her personality flaws-first, and to be honest it doesn’t feel like there is that much of her besides her flaws. She complains a lot, seems to dislike everything, keeps bothering her brother about his own divorce which she feels is about her since she feels like she lost a sister, is resentful towards her mother, her husband too, and she wants to cheat on him as well… I love anything that has to do with underwater life, and the descriptions were utterly gorgeous, which is what kept me going at first. I also thought that, with such a beginning, the character development could be incredible. Boy was i in for a ride.
Halfway through i thought Tracy, the main character, was finally beginning to get better. Getting along with her family (sometimes), seemingly trying to genuinely get better. She kept messing up, but i thought she was still on the way up. And then two thirds in she attempts to kill her own brother, so that didn’t work out. The getting better part i mean, although he didn’t die either. It felt like the book was turning into a psychological thriller, in a way. No one died (during the setting of the story), but the way she thinks gets warped. I maybe should have seen it coming; she began talking about how she really wanted to kill her husband before that incident, but despite the fact that she repeatedly said she was serious and her family grew weary of her, i dismissed it.
The whole book, her anger is on display with long monologues narrating her thoughts. After the attempted murder of her brother, she goes back home and it becomes too real. She is physically and emotionally drained when she comes home, but her husband is annoyed she took so long getting home from the airport and then immediately leaves her to take care of her 5yo twins. In a single day, everything goes wrong. She becomes abusive towards her children, her internal monologue reeks of anger and resentment at them, she constantly calls herself a slave and views her children as monsters responsible for her impossible position of having to take care of two young kids almost exclusively by herself when she so clearly needs psychological help. Her husband comes home, she is acting awful as ever, leaves before he gets the chance to go out again (he is awful as well. Dismisses her struggle entirely and leaving her and their children alone most of the time, only there for a few minutes at a time when he isn’t sleeping.), and he leaves anyway, leaving two 5 year olds alone in their apartment. I am really glad those kids are imaginary. She comes home and begins another cycle of love-hate. That night after her husband comes back, she takes a big knife in the kitchen and pretend to kill all of them, getting really close but not quite taking the extra step of a full-on murder. Soon after she confides in her husband and says she’s leaving, probably her best decision yet. This time, he is the one rushing to leave first, says she’s crazy and he’ll come back when she gets better, leaving the two children she just confessed to having almost murdered alone with her.
He comes back at the very end of the book, says he’s sorry and promises to change and help her. To drop some of his activities, take care of the children etc.
I am not quite sure what is real and what is not, the ending felt like a last minute addition to make the book more emotionally bearable —and it worked on me. I really disliked the first half, holding on only because of the pretty fish and sea creatures. It felt like it was really dragging on forever, and suddenly our main character gets violent and everything goes fast. The second half i really enjoyed, i think, and that sudden good ending when everything felt lost really did work on me to alleviate the Bad Emotions.
So I’m still not really sure how i feel about this book.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Wszystko, co przeraża mnie w posiadaniu dzieci, jest w tej książce. I nie spodziewałam się, że mężczyzna piszący o macierzyństwie, może dobrze te tematy uchwycić.
Nie spodziewałam się, że "Komodo" będzie lepszą książką od "Legendy o samobójstwie" i raczej nie jest, choć świetnie łączy w sobie dwa bieguny, dla mnie dość osobiste. Z jednej strony mamy nurkowy raj w Indonezji, a z drugiej horror wychowywania dwóch bliźniaczych pięcioletnich potworów. I w tym wszystkim główna bohaterka Tracy, kobieta, której na zmianę nie mogłam zdzierżyć i której współczułam całym sercem. Wyjeżdża z matką do brata, który robi kurs nurkowy w Komodo. Ma do niego wiele pretensji, między innymi nie może mu wybaczyć, że się rozwiódł i zakończył zdaniem Tracy idealne małżeństwo, podczas gdy ona sama tkwi w związku z mężem, który w ogóle się nie interesuje nią ani dziećmi, a te Tracy wychowuje sama. Rodzinna telenowela kręci się podczas pobytu w Komodo (zaangażowana jest w nią też matka, choć dość biernie), dopóki nie nastąpi akcja, którą chyba mogę już nazywać "w stylu Vanna". Po tych wydarzeniach Tracy wraca do rodzinnego piekła i ta część powieści zapadła mi najbardziej w pamięć.
Matka, ktora ma już dość dzieci. Jest bezsilna, wściekła i zaczyna jej odbierać rozum. Po akcji w Indonezji można jej przyszyć łatkę potwora, ktora tylko się umocni, kiedy będzie wyobrażała sobie, że zabija własne dzieci. I dla mnie nie to było straszne i mocne, ale fakt, że do takiego stanu może doprowadzić macierzyństwo, kiedy nie wygląda tak, jak się tego oczekiwało i kiedy zatraca się siebie, wychowując dzieci. Jeszcze do tego gdy nikt ci w tym nie pomaga. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że dzieci to mali terroryści, których matka nie obchodzi i kiedy zadajesz sobie pytanie, jak w ogóle do tego doszło. Tracy tak bardzo chciała mieć rodzinę. Z jednej strony wie, że bez niej byłaby nieszczęśliwa, ale z nią też wcale taka nie jest.
Zakończenie było dziwne i dość naiwne, ale patrząc na całokształt książki mogę przymknąć na nie oko. Być może miało być jakimś promykiem nadziei po całej tej okropnej historii. "Komodo" zadziałała na mnie bardziej, niż się tego spodziewałam, gdy po nią sięgałam. Uważam, że każdy, kto chce mieć dzieci, powinien najpierw ją przeczytać. Może to wszystko jest przerysowane, może ta konkretna historia jest aż nazbyt przepełniona goryczą, niemniej ukazuje pewien aspekt, jak życie może dokopać, nawet jeśli wydaje się być takim, jak sobie tego życzyliśmy.