Las, który odcisnął krwawe piętno na życiu okolicznych mieszkańców, przypieczętuje także jej los...
Pola z trudem usiłuje wrócić do nowego życia bez męża i syna. Po zakończeniu terapii regularnie koresponduje z Kasandrą, z którą zaprzyjaźniła się podczas pobytu w szpitalu. Wkrótce w ręce Poli trafia list, zupełnie inny niż poprzednie, będący zapowiedzią samobójstwa przyjaciółki.
Ujawniony w liście sekret prowadzi Polę do owianego złą sławą Murszu, wymarłej części kaszubskiego lasu. To tam rok wcześniej została zamordowana Lara, koleżanka Kasandry. Wyznania Kas rzucają jednak zupełnie nowe światło na makabryczne zdarzenia tamtej nocy.
Każda z leśnych dróg prowadzi Polę pod drzwi tajemniczej spalonej leśniczówki. Strawiona ogniem chata skrywa mroczne sekrety lasu i mieszkających w nim ludzi. Tych żyjących i tych, którzy na przestrzeni lat w tragicznych okolicznościach stracili tu życie.
Z Ewą Przydrygą mam poważny problem. W jej pisaniu jest wiele elementów, które naprawdę doceniam, ale również dużo wad, które przysłaniają zalety tak skutecznie, że w ostatecznym rozrachunku odbierają satysfakcję z lektury. „Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów”. Kto to powiedział?
To najpierw o tych plusach. Książka wciąga od samego początku i trudno się od niej oderwać. Napisana jest barwnym językiem. Autorka wie, w którym momencie zawiesić akcję, nie przynudza, sprytnie podrzuca mylne tropy. To prawdziwy thriller a nie thrilleropodobka. Chociaż fabuła jest mocno zapętlona, prawie wszystkie wątki się łączą i są potrzebne. O „prawie”, które robi różnicę będzie na końcu. Najważniejszą zaletą jest to, że intryga jest precyzyjnie przemyślana, zakończenie logicznie uzasadnione i nie ma poczucia, że autorka wyciąga królika z kapelusza albo robi wodę z mózgu czytelnikom, jak inni autorzy (dobrze wiecie którzy). Dlaczego więc się czepiam?
Ano dlatego, że widzę niewykorzystany potencjał. Autorka potrafi skonstruować tak przemyślną intrygę, a nie potrafi prowadzić narracji w trzeciej osobie? Zwracałam na to uwagę już przy okazji recenzji wcześniejszej książki Ewy Przydrygi „Miała umrzeć”. Miałam nadzieję, że od tamtego czasu autorka zrobiła jakiejś postępy w rozwoju warsztatu, a tymczasem mam wrażenie, że uczyniła krok wstecz.
Historia prowadzona jest równolegle przez trzy narratorki, w pierwszej osobie. O dwóch z nich od początku wiadomo, nie żyją; opowiadają o wydarzeniach z przeszłości. Różne tricki stosują autorzy, ale to naprawdę absurdalny zabieg, żeby narrator opisywał własną śmierć, i wybaczcie, nigdy się do tego nie przekonam.
O wiele większym mankamentem jest jednak to, że wszystkie trzy narratorki prowadzą opowieść w ten sam deseń. Gdyby nie zmieniały się postaci drugoplanowe, mielibyśmy wrażenie, że to jedna osoba. Nieważne czy to młodziutka youtuberka, czterdziestoletnia nauczycielka - matka nastolatki czy trzydziestoletnia kwiaciarka po przejściach – wszystkie myślą i mówią tak samo, posługują się tym samym językiem. Jest to męczące w odbiorze, bo dodatkowo jeszcze trzy plany czasowe gęsto się przeplatają i powracając do książki po odłożeniu jej na kilka godzin, trzeba długo się wgryzać, czyją historię się śledzi.
Czytając końcowe podziękowania autorki odkryłam, dlaczego tak się dzieje. Ewa Przydryga tak się tłumaczy: „Zdarza się, że słowa moich bohaterów są mentalnym transferem moich własnych uczuć i przemyśleń”. Niestety, to widać. Wszystkie trzy bohaterki myślą i czują jak Ewa Przydryga. W powieści kryminalnej chyba nie o to chodzi.
Pisząc tę książkę autorka na pewno nie kierowała się zasadą „mniej znaczy więcej”. Wątków i pomysłów mamy tyle, że spokojnie można by sobie zostawić część na inną powieść. To prawda, wszystko ładnie się ze sobą zazębia, ale nieustanne przyswajanie tak wielu nowych szczegółów dość szybko staje się męczące.
Skupiając się na rozwikłaniu tak wielu wątków z przeszłości, Ewa Przydryga zapomniała o wyjaśnieniu tajemnicy głównej bohaterki. Bo chyba jednak można tak nazwać Polę, jedną z trzech równoległych narratorek, choćby dlatego, że to ona prowadzi współczesne, najważniejsze dla fabuły śledztwo i ona jedna wciąż żyje. Kobieta została oskarżona o współudział w porwaniu dziecka i o znieważenie zwłok. I co? I nic. Tak mocne zarzuty, chcielibyśmy się dowiedzieć o co chodziło, ale nie ma dobrze.
We wspomnianym wcześniej słowie odautorskim Ewa Przydryga dziękuje czytelnikowi, że „zanurzył się w tej historii” i wyraża nadzieję na kolejne spotkania. Niestety, nie ze mną. No chyba, że pani autorka nauczy się pisać w trzeciej osobie i tworzyć bohaterów, którzy będą myśleli inaczej, niż ona. Gdyby tak się stało, to dajcie mi znać. https://www.czytacz.pl/2021/12/ewa-pr...
Ciężki, duszny i gęsty klimat tej książki jest odczuwalny już od początku. Cała tajemnicza fabuła wypełniona jest napięciem i czekaniem.
Poznajemy kilku bohaterów, ale jeśli miałabym podać głównego wymieniłabym las. Mroczny i pełen niewiadomych ciemny las, który odcisnął krwawe piętno na życiu niejednej osoby i przyciąga do siebie inne. Wciąga nas, otacza, spiskuje i przeraża. Stworzenie takiego świata, to ogromny plus tej książki, dzięki któremu jesteśmy w stanie wdrożyć się w historię.
Pola, usiłująca wrócić do życia po śmierci męża i syna, podczas leczenia poznaje Kasandrę, z którą utrzymuje kontakt także po zakończeniu terapii. Wszystko zmienia jeden list, który dostaje i stawia sobie za cel rozwiązanie tej zagadki. Przez to trafia na Mursz, Larę i za jej sprawą na Mariannę. Choć dwie ostatnie już nie żyją, zaczynają odgrywać główną rolę w życiu Poli - a wszystko na tle Murszu - wymarłej części kaszubskiego lasu.
Te 3 postacie osobno, ale jednak razem, są narratorkami książki. Poznajemy historię z punktu widzenia trzech osób, jednak miałam wrażenie, że w kółko czytam to samo... ta sama historia opowiadania przez kilka osób, czasem identycznie, czasem dokładając nowe odkrycia.
Czy mnie to zaciekawiło? Bardzo bym chciała, pokładałam dużą wiarę w tę książkę, która jednak nie podbiła mojego serca. Dzięki atmosferze jest to dobry thriller, tak. Z tym się zgadzam. Ale brakowało mi tu jakiejkolwiek akcji i dynamiki. Cokolwiek, nie wymagam wiele. Po czasie już nawet ten klimat nie był wystarczający i wybaczcie, ale po prostu zaczęłam się nudzić czytając tę książkę :( A zakończenie wcale nie pomogło, a wręcz odwrotnie. Nie tego oczekiwałam, ja tego nie kupuję.
Nie chciałabym nikogo zniechęcać do tej książki, bo to, że mi nie przypadła do gustu nie znaczy, że Wam też. To nie jest najgorsza książka świata, ma swoje plusy i dobre momenty. Nie można powiedzieć o Pani Ewie, że nie potrafi pisać. Bo robi to bardzo dobrze i jak widać trafia do wielu czytelników. Jednakże tym razem nie do mnie. Może następnym razem?
Nie jest tajemnicą, że nie uległem instynktowi stadnemu i mnie „Topieliska” mówiąc delikatnie, nie porwały, a pieśń pochwalna na mych ustach nie zagościła. Jednak po powiedzmy średnio udanym spotkaniu z twórczością autora, nigdy go nie przekreślam, dlatego też sięgnąłem po „Mursz”. Żeby też sobie wyjaśnić już na starcie, do książki przysiadłem bez jakichkolwiek uprzedzeń.
Na wstępie mówię, że „Topieliska” były lepsze, sam nie wierzę, że to piszę (właśnie piekło zamarzło). Tak, tak jestem gotów na nalot psychofanów autorki.
Pierwsze słowo, jakie nasunęło mi się po przeczytaniu książki to „chaos”. Tutaj się wszystko rozłaziło jak burito w knajpie u „Don Pedro”, gdy praktykant zwija je po raz pierwszy. Nie uważam się za asa intelektu, a dość świadomego czytelnika, ale przyznaję, czytałem „Mursz” dwa razy, bo dla mnie to się wszystko zupełnie nie trzymało kupy i nadal tak uważam.
Dla mnie w tej powieści było też za dużo postaci czy wątków, to trochę tak jakby ktoś w knajpie zamówił stek, a życzliwy kucharz mu tam ładuje kasztany, rzeżuchę, paździerz bo mu został po remoncie kuchni, do tego sypie sproszkowanym kopytem dzika i polewa łzami Bambi. Za dużo tu wszystkiego.
Przyznaję, że autorka sprawnie wplata emocje jednak czy to są dla mnie emocje, których oczekuję od thrillera, to już bym nie powiedział. Finał jest naciągany jak plandeka na starym Żuku, gdzie Herman rolnik sprzedaje zimnioki i słoninę.
Nadszedł czas gdzie i ja popełniłam swoje pierwsze spotkanie z twórczością Ewy Przydrygi. I jak moje wrażenia? Zaskakująco dobre!
„Mursz” z tego co się zorientowałam jest w jakimś stopniu kontynuacją „Topielisk”, których ja nie czytałam bo szczerze nie miałam o tym pojęcia. Pewne kwestie pozostawały dla mnie zagadką, takie jak przeszłość głównej bohaterki Poli i co się stało, że znalazła się w takim miejscu w swoim życiu w jakim się znalazła. O dziwo jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało. Książka wciągnęła mnie już od samego początku zachwycając lekkością pióra autorki oraz intrygującą historią.
„Mursz” otoczony jest taką mgiełką tajemniczości. Trzyma w napięciu od samego początku do samego końca. To książka, w której niczego nie możemy być pewni, a autorka z każdą kolejną stroną obala snute przez nas teorie.
Jedyne czego nie mogłam zrozumieć to tak ogromnego zaangażowania bohaterki w sprawę, która de facto jej nie dotyczy. Pola zaczęła wygrzebywać tak zwane trupy z szafy, które nie powinny ją w żaden sposób interesować. Rozumiem chęć pomocy koleżance, którą poznała w ośrodku psychiatrycznym, ale aż tak wielkie zaanagażowanie? Troszkę to było dla mnie dziwne, jednak gdyby nie to, to w sumie książka nie miałaby racji bytu.
Zapomniane już dawno tajemnice, mroczny las, który na przestrzeni lat był świadkiem dziwnych śmierci, spalona leśniczówka, która w swoich ostatnich chwilach pochłonęła również ludzkie życie… To i jeszcze więcej znajdziecie właśnie w najnowszej powieści autorki. Ja z pewnością wrócę do pozostałych i będę wypatrywać kolejnych!
Polecam! (Ale może dla odmiany nie bierzcie ze mnie przykładu i zacznijcie od „Topielisk”?🤭)
Mam problem z tą książką, bo wydaje mi się, że spodobała mi się chociaż trochę bardziej niż Topieliska, ale z drugiej strony nie do końca. W Topieliskach miałam tak, że początek mnie w ogóle nie wciągnął i dopiero pod koniec zaczęło się coś dziać. I tu miałam podobnie chociaż najpierw pomyślałam, o będzie ciekawie i tyle…
Może błędem też było odkładanie tej pozycji i wracanie po jakimś czasie, ale po prostu nie mogłam się do niej przekonać i ciężko mi ją się czytało. Były momenty, gdzie mnie naprawde wciągała, a potem ponownie miałam takie, eh poczytam później.
Nie wiem naprawdę co napisać, bo mam jak dawno nie miałam przy żadnej książce mieszane uczucia, że nie umiem nawet tego opisać.
3.5 przeplatana narracja bohaterów, kilka wątków i momentami trudny język. Książka dobrze napisana choć wolałabym aby była trochę prostszym językiem napisana. Wtedy byłaby po prostu lżejsza. ,, Zmierzyć się z nowym oznacza zabić stare"
W porównaniu do pierwszej części ta wydaje mi się trochę przekombinowana. Lubię jak w książkach są wplatane opisy wydarzeń z przeszłości, ale tutaj pojawiło się za dużo postaci z różnych linii czasowych, a część rozdziałów z perspektywy Poli mnie nudziły. Myślałam, że historie 3 bohaterek będą jakoś bardziej połączone albo że pszczelarz odegra jakąś większą rolę. 🤔 Mimo wszystko przyjemnie się czytało i można było poczuć mroczny klimat lasu.
Rzadko nie kończę książek, tę porzuciłam po drugim rozdziale. Zmęczyły mnie patologiczne sytuacje następujące jedna po drugiej w absolutnie nierealistycznych układach. Nie chciało mi się zaglądać w mroki duszy autorki.
"Umysł ludzki to arcyciekawa konstrukcja. Pokrętnie koduje wszystkie daty, związane z nimi chwile, a także smaki i zapachy, które w jakiś sposób, według tylko sobie znanego klucza, uzna za szczególnie ważne."
Mój umysł również kodował - każdy szczegół Duchnego Lasu, genialnie wykreowanego przez Autorkę. Widok potężnych konarów drzew. Powiew lekkiego wiatru, poruszającego delikatnymi gałęziami wierzb. Dotyk przyjemnie drapiącej kory, a jednocześnie "twardej jak nieprzepuszczalna zbroja". Wygląd pędów przypominających "zabójców obleczonych w leśną szatę".
Ewa Przydryga jest mistrzynią w kreowaniu klimatu zwilgoconego leśną aurą. Zagłębiając się w jej dwie ostatnie książki ("Mursz" i "Topieliska"), dosłownie wkraczam do świata, w którym Matka Natura ukazuje swoje piękno i siłę, dzięki której nie poddaje się tak łatwo ingerencji człowieka. Czytając książki Ewy, czuć, że jest z naturą naprawdę blisko, odzwierciedla to w licznych opisach, używa pięknych porównań i co najważniejsze - to te opisy przyrody są tym, co najbardziej lubię w jej powieściach.
"Mimo okrucieństw, które człowiek, wiedziony chorymi żądzami, wniósł do Duchnego Lasu, życie w nim wciąż płynie swoim stałym rytmem."
Porównując "Mursz" do "Topielisk" (wspólnym ogniwem jest Pola, która pojawia się w obydwu książkach, jednak są to samodzielne pozycje) - "Mursz" podobał mi się bardziej, jeśli chodzi o wykreowany klimat. Duchny las, aura tajemnicy, sekretne inicjały wyryte w korze, intrygujące postaci i urbex, który mnie zaintrygował. "Topieliska" również były niezwykle klimatyczne, oniryczne, jednak wątek przyrody nie wybijał się tak bardzo jak tutaj. Aczkolwiek muszę wspomnieć również o dreszczyku emocji - w końcu mamy do czynienia z thrillerani. To "Topieliska" czytałam z zapartym tchem, aby dotrzeć do końca, do wyjaśnienia "jak to się stało?". W "Murszu" delektowałam się tytułowym murszem i byłam bardziej ciekawa losów bohaterów, którzy swoją drogą są naprawdę specyficzni (nieprzyjemnego Szymczaka zapamiętam na długo z tym jego czarnym piesełem).
Jeśli nie czytaliście, a nie boicie się wkroczyć do zmurszałego tajemnicą lasu, serdecznie zachęcam do tej niezwykłej przygody 💛🌿
Recenzja "Mursz" Ewa Przydryga, Wydawnictwo Muza "Mimo okrucieństwa, które człowiek, wiedziony chorymi żądzami, wniósł do Duchnego Lasu, życie w nim wciąż płynie swoim stałym rytmem".
No cóż... to była dla mnie chyba najbardziej emocjonująca czytelnicza podróż, gdyż Duchnowy Las to "mój las", to moja przestrzeń, w której czuję się bezpiecznie, gdzie kilka razy do roku wybieram się na samotne wędrówki, by pobyć "sam ze sobą". Czy po przeczytaniu "Murszu" nadal tak mam?
Trzy bohaterki. Trzy perspektywy czasowe. Jeden mroczny murszowy las.
Pola z trudem usiłuje wrócić do nowego życia bez męża i syna. Po zakończeniu terapii regularnie koresponduje z Kasandrą, z którą zaprzyjaźnia się podczas pobytu w szpitalu. Wkrótce w ręce Poli trafia list, zupełnie inny niż poprzednie, będący zapowiedzią samobójstwa przyjaciółki. Ujawniony w liście sekret prowadzi Polę do owianego złą sławą Marszu, wymarłej części kaszubskiego lasu. To tam rok wcześniej została zamordowana Laura, koleżanka Kasandry( opis z książki).
Pani Ewa przenosi nas do świata pełnego mroku, z przerażającymi wątkami i morderstwem, ale także troską o drugiego człowieka i silną potrzebę akceptacji i przyjaźni.
Z każdą kolejną stroną książki czułem jak ten las wyciąga do mnie ręce i chce mnie zagarnąć do środka; czułem się jak na teatralnej scenie, pośród elementów scenografii, w których kształt i formę ktoś zaburzył; czułem jak włącza się we mnie instynkt przetrwania, jak zachwycam się każdym ruchem drzew, każdą nutą szelestu liści... Mój umysł "leśnego dziada" włączony był cały czas podczas czytania książki; węch czuł tę zgniliznę murszowego lasu, a wzrok pomagał mi się bezszelestnie poruszać po tym mrocznym i dusznym lesie; serce natomiast krwawiło, gdy myślałem o złu jakim człowiek karmi przyrodę – "Za zło nigdy nie odpowiada przyroda, ona tylko przyjmuje to, czym człowiek ją karmi. A człowiek zamiast pielęgnować, najczęściej ją truje". W takich momentach czułem jak moje ciało zmienia stan skupienia i rozszczepiało się na pojedyncze atomy – wtedy doświadczałem zjednoczenia z tym lasem... Pani Ewa stworzyła intrygującą, pełną zagadek i która wciągnęła mnie bez reszty. Dałem się ponieść każdej kolejnej stronie powieści. Tak jak Pola, "w lesie zawsze czułam się bezpiecznie. Bez względu na porę dnia czy pogodę przyroda od zawsze wypełniała mnie naturalną siłą, nawet, a może zwłaszcza, w tych najpodlejszych w życiowych sytuacjach. To tam uciekałam, to tam szukałam wspomnień". I choć ten mój Duchnowy Las już nigdy nie będzie takim jakim był do teraz, to nie żałuję, że przyjąłem od pani Ewy zaproszenie do zanurzenia się w tej historii. Chodź mój ukochany kaszubski las stał się tłem smutnej opowieści, choć czuję w sobie niewyjaśniony niepokój, choć buzują nadal we mnie zaskakujące i głębokie emocje – to jest to nadal "mój las". Pani Ewie Gratuluję kolejnej książki, która w tak osobisty i tak głęboki sposób mną poruszyła, licząc na możliwość wspólnego spaceru po kaszubskim lesie w Jarze Raduni 😉. Może wiosną, gdy przyroda obudzi się do życia? A was już dzisiaj zachęcam i zapraszam do wędrówki z bohaterami i bohaterkami "Murszu" po pięknym, choć mrocznym kaszubskim lesie znajdującym się pomiędzy Żukowem a Kartuzami 😊.
„Mursz” skrywa ogromne i mroczne tajemnice, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Mamy dwie główne bohaterki Polę i Larę. Te dwie dziewczyny nigdy się nie poznały. Jedna z nich próbuje odkryć prawdę o śmierci drugiej. Obie te dziewczyny łączy Kasandra. Była koleżanką/ przyjaciółką zarówno Poli jak i Lary. Polę poznała w szpitalu. Larę znała całe jej życie. Ostatni list Kasandry do Poli był przerażający. Sugerował, że dziewczyna może popełnić samobójstwo. Ujawnia w nim sekret dotyczący śmierci tajemniczej Lary. Postanawia odwiedzić tajemnicze miejsce – Mursz. To miejsce jest przeklęte i bardzo niebezpieczne. Co z tym wszystkim wspólnego ma spalona leśniczówka? Jaką tajemnicę skrywa kaszubski las? Ewa Przydryga w swojej najnowszej powieści stworzyła naprawdę mroczny klimat. Pięknie prowadzi nas przez całą historię. Jej bohaterowie są wyraziści. Dopracowani do perfekcji. Każda postać opisana w „Murszu” w swoim życiu przeszła prawdziwy dramat. Muszę wam napisać, że zaskoczył mnie finał książki. „Mursz” to znakomity trzymający w napięciu thriller. Po jego przeczytaniu już nic nigdy nie będzie takie same. Genialna powieść, prawdziwa perełka, której nie wolno przegapić. „Las, który odcisnął krwawe piętno na życiu okolicznych mieszkańców, przypieczętuje także jej los…”. Poznając tragiczną sytuację Lary byłam bardzo przerażona. Pola straciła/ pochowała syna i męża, dlatego wylądowała w szpitalu. Nie potrafiła się z tym pogodzić. Wyobrażacie sobie taką tragedię? Nie dziwię się, że potrzebowała pomocy osób trzecich. Kim jest Kasandra? Dlaczego dopiero teraz postanowiła wyjawić sekret dotyczący śmierci Lary? Czyżby ruszyło ją sumienie? Co tak naprawdę stało się z Larą? Kto i dlaczego ją zamordował? Uwielbiacie spacerować po lesie? Może macie ochotę przejść się po mrocznym i niebezpiecznym terenie? Zapraszam do Murszu. Tutaj las spływa krwią. Uważajcie, żeby i wasza się tam nie znalazła. Wielkie brawa dla Ewy Przydrygi. Nie wiem, jak ty to robisz, ale każda kolejna książka jest lepsza od poprzedniej. Twoje książki biorę w ciemno i wiem, że nigdy się nie zawiodę. Pozostawię was z pytaniem: jak dobrze znacie swoich najbliższych? Czy jesteście ich w stu procentach pewni? Uwielbiacie thrillery trzymające w napięciu do ostatniej chwili? Tak? To dobrze trafiliście. Koniecznie przeczytajcie najnowszą powieść Ewy Przydrygi „Mursz”. Z czystym sercem polecam.
Ewa Przydryga wskoczyła u mnie na listę ulubionych polskich pisarzy w momencie kiedy miałam styczność z jej twórczością po raz pierwszy, czyli od momentu przeczytania książki "Bliżej niż myślisz". Wtedy przypadł mi do gustu styl autorki, pomysł i jego realizacja. Czy nadal trzyma poziom?
W międzyczasie czytałam jeszcze dwie książki Przydrygi, które również mi się podobały, a teraz przyszedł czas na widoczny na zdjęciu "Mursz".
Więc o czym tym razem opowiada nam autorka?
Las na okładce ma ogromne znaczenie w fabule, a tytułowy mursz to nic innego, jak jego część. A wiadomo, że las może być przerażający, ciemny, wręcz płatający figle wyobraźni. Do tego dochodzi leśniczówka, której historia zamyka się nie tylko wśród żywych, ale także tych, którym nie udało się ujść z życiem. To tam nasza tytułowa bohaterka trafia w momencie kiedy otrzymuje od przyjaciółki zapowiedź samobójstwa. Czy w Kaszubskim lesie straszy? Czy są tam duchy?
Przydryga pokazała już kilkakrotnie, że potrafi napisać dobry thriller i tym razem także tak jest. Pewnie wiele osób czytając opis i znając "Topieliska" zacznie się zastanawiać czy "Mursz" nie jest drugim tomem, ale nie jest, spokojnie. To główna bohaterka ponownie w nim występuje, ale nie trzeba znać "Topielisk" aby czytać tę książkę. Nie są ze sobą ściśle powiązane. Natomiast, poza odczuciem grozy, autorka zahacza tutaj również o różnego rodzaju traumy, o ogromną potrzebą stanięcia na nogi po paskudnych wydarzeniach, o chęć po prostu zaczęcia życia na nowo. Wplata to wszystko w życie Poli, głównej bohaterki i mam wrażenie, że chciała przekazać w ten sposób ogromną bombę emocjonalną nie tylko w postaci napięcia, strachu, niepokoju, ale także współczucia kobiecie, która musi zacząć wszystko od nowa, a ponownie zaczynają się pojawiać problemy jak te z przyjaciółką i jej próbą samobójczą.
Tytułowy mursz nie tylko dotyczy lasu, ale także innych aspektów. Autorka sprawiła, że jest wieloznaczny i to powoduje, że mi, jako czytelnikowi, wręcz oczy się błyszczą z zachwytu, ponieważ uwielbiam gdy tytuł nie jest tylko pustymi słowami, a ma coś przekazać i co więcej, odkrywa przede mną kolejne tajemnice z nim związane.
Czy zatem warto sięgnąć po najnowszą książkę Przydrygi? Tak! Autorka pisze świetnie i jej styl jest genialny. Całość jest mroczna, ciężka, niepokojąca i to największe zalety tej powieści. Polecam samemu się przekonać!
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Muza.
W tej książce tak jak w poprzedniej, czyli w „Topieliska”, główną bohaterką jest Pola, która na nowo stara się ułożyć swoje życie, po wyjściu ze szpitala. Tam poznała młodą dziewczynę o imieniu Kasandra, z którą utrzymuje kontakt. Jednak pewnego dnia Pola w swojej skrzynce znajduje list właśnie od koleżanki ze szpitala, który jest takim listem pożegnalnym, jednak jest w nim również pewien sekret. Pierwsze, co to główna bohaterka pędzi do mieszkania Kasandry z nadzieją, że może jeszcze uda się zapobiec najgorszemu. Drugi krok Poli jest taki, iż postanawia okryć prawdę tego, co wydarzyło się rok temu w mrocznym kaszubskim lesie Mursz.
Kto zginął w lesie Mursz? Kto zabił te osoby? Oraz czy Pola będzie wstanie odkryć prawdę i uratować Kasandrę?
Po książki Ewy Przydrygi sięgam w ciemno, do tej pory czytałam dwie historie, które bardzo mi się podobały, a ta jest trzecia i na tej również się nie zawiodłam.
Autorka już od początku buduje napięcie i niemalże do ostatnich stron trzyma czytelnika w niepewności, kto jest sprawcą. Bardzo podobało mi się, że poznajemy historię z perspektywy trzech osób. Jest Pola, która w teraźniejszości (rok 2020) stara się rozwiązać zagadkę Murszu, mamy Larę, która w roku 2019 jest influenserką i jest też Marianna, której losy poznajemy z roku 2018. Trzy lata, trzy kobiety i jeden ten sam las, Mursz.
Przyznam się wam, że ja należę do osób tych bardziej strachliwych i sama mam obawy wejść do lasu. W nocy to już nawet z kimś nie ma takiej opcji, a po tej książce, nawet nie chcę myśleć, że musiałabym wejść do jakiegokolwiek lasu. Ta historia wywołała u mnie dreszczyk emocji, niemalże pół książki przeczytałam z szybciej bijącym sercem i z zapartym tchem. Takiego finału zupełnie się nie spodziewałam i tu brawa dla autorki, za napisanie tak świetnego thrillera, z zaskakującym zakończeniem.
Jeśli jeszcze nie czytaliście książek Ewy Przydrygi i lubicie kryminały to z całego serca wam polecam. Przypomnę również, że akurat ta książka ma lekkie nawiązanie do poprzedniej historii autorki, czyli „Topieliska”, więc gorąco zachęcam do zapoznania się w pierwszej kolejności z tamtą książką. Jednak moim zdaniem, na upartego można też przeczytać tę książkę, bez znajomości poprzedniej, bo powiązań jest tylko kilka na początku książki.
Wejdźmy do Duchnego Lasu, gdzie tajemnica goni tajemnicę.
Poznajmy trzy kobiety, trzy strefy czasowe.
Biorąc się za "Mursz" byłam ciekawa dalszych losów Poli z "Topielisk", które nie wstrząsnęły mną aż tak bardzo jak większości, ale po prostu chciałam je znać.
Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że dostanę totalnie inną historią, a Poli w tym wszystkim najmniej.
Po paru rozdziałach zastanawiałam się dlaczego autorka postanowiła dać nam tyle wątków, tyle informacji, z jednej strony zdawałam sobie sprawę, że kiedyś to się wszystko połączy, ale z drugiej strony bałam się, że najważniejszy wątek zostanie zapomniany w połowie książki tak jak to się stało w "Topieliskach". Nie, tak się nie stało.
"Mursz" od samego początku daje nam swoją tajemniczość i niewiadomą. Autorka w fajny sposób pokazała nam to klimatyczne miejsce - Duchny Las, moja wyobraźnia tutaj chodziła na pełnych obrotach.
Książkę mi się bardzo dobrze czytało i już na początku wiedziałam, że to właśnie "Mursz" wygra na podium z "Topieliskami".
Podobało mi się to, że możemy się poznać z trzema różnymi bohaterkami, ich historiami, przeszłością i teraźniejszością. Podobała mi się fabuła, pomysł.
Tutaj się dzieje dużo, ale nie za dużo! Mimo, że Pani Ewa stworzyła tak wielowątkową historię to w końcu dojdziemy do jednego punktu, który może okazać się zaskakujący.
Pióro Pani Ewy jest jednym z tych piór, gdzie ciężko książkę odłożyć na bok, wpadamy w ten wymyślony świat od pierwszych stron i dopiero pozwalamy sobie wypaść poznając ostatnie zdanie. Z każdą kolejną stroną chcemy więcej, chcielibyśmy wiedzieć już wszystko teraz, zaraz, ale autorka nic nam nie mówi, z niczym się z nami nie dzieli, aż do zakończenia sprawy.
Miałam troszkę inne wyobrażenia co do zakończenia, "Mursz" skończył się dobrze, ale myślałam, że będę zbierać szczęka z podłogi, tutaj tylko tak trochę zbierałam ze stołu.
Dzisiaj kilka zdań o książce „ Mursz” autorstwa Ewy Przydrygi. Jest to kontynuacja „Topielisk”, które zapewne znacie, albo przynajmniej kojarzycie. Jeżeli nie, to zachęcam do nadrobienia zaległości 😁
Po śmierci męża i syna Pola trafia do ośrodka psychiatrycznego. Tam poznaje Kasandrę z którą się zaprzyjaźnia. Gdy Pola opuszcza ośrodek umawiają się z Kas, że gdyby kiedykolwiek potrzebowała pomocy czy po prostu chciała pogadać ma się odezwać. Pola nie musi długo czekać. Niespełna miesiąc później w jej ręce trafia list od przyjaciółki. Ten kawałek papieru mrozi krew w żyłach. Kasandra zdradza w nim sekret śmierci zamordowanej Lary i jest zapowiedzią samobójstwa.
Czy Pola zdąży na czas by uratować Kas?
Zaintrygowana wyjawionym przez przyjaciółkę sekretem Pola postanawia przyjrzeć się okolicznościom śmierci młodej dziewczyny. Tak trafia do kaszubskiego lasu. Wszystkie ślady prowadzą ją do spalonej leśniczówki, która również skrywa pewien mroczny sekret...
Ewa Przydryga zabiera nas w głąb mrocznego, budzącego strach lasu. W Duchnym lesie wydarzyło się wiele złego zarówno w czasie wojny jaki i długo po niej.
Jestem pod wrażeniem klimatu jaki w tej książce stworzyła autorka. Wraz z bohaterami odczuwałam związane z lasem przerażenie i niepokój. Ewa po mistrzowsku budowała napięcie.
Narracja prowadzona jest z perspektywy trzech kobiet. Na wydarzenia przedstawione w książce możemy spojrzeć oczami nauczycielki Marianny, jej uczennicy Lary i Poli, którą poznajemy w „Topieliskach”.
Bardzo lubię styl pisania Ewy co zaznaczałam już przy pierwszej jej książce przeze mnie czytanej, a mianowicie „Miała umrzeć” ( Świetna książka. Polecam.) Jest lekki, a książki Ewy czyta się szybko i przyjemnie.
Jeśli jesteś fanem gatunku i lubisz historie pełne mrocznych tajemnic i zagadek do rozwikłania to „Mursz” jest książką idealną dla Ciebie.
Klimatyczne, niepokojące i przesiąknięte mroczną atmosferą miejsca są w powieściach autorki równie ważne jak emocje targające bohaterami. To z nich czerpiemy połowę nastroju jaki buduje opowiadana historia. W przypadku „Murszu” martwa część kaszubskiego lasu jest świadkiem zbrodni popełnianych w dalszej i bliższej przeszłości. Czy tylko świadkiem? Las ma w sobie coś złowieszczego, nie dobiega z niego śpiew ptaków, panuje złowroga cisza. Czy zło czai się wśród obumarłych, zmurszałych pni, ziemi zbrukanej krwią, czy tkwi w najgłębszych zakamarkach mrocznej ludzkiej duszy?
W "Murszu" pojawia się kilka bohaterek, które z różnych powodów przyciągnęło to nieprzyjazne miejsce. Niektóre z nich pozostaną tu na zawsze, innym przyjdzie już nigdy o nim nie zapomnieć. Jedną z kobiet jest poznana w „Topieliskach” Pola, która po śmierci męża i syna spędziła sporo czasu pod opieką psychiatryczną i za sprawą poznanej w ośrodku Kasandry podąża ścieżką prowadzącą ją do tajemnic Duchnego Lasu.
Historie kobiet poznajemy z różnych perspektyw, stopniowo z gąszczu podejrzeń wyławiając tropy prowadzące krętą ścieżką do przerażających wyjaśnień i prawd niełatwych do przełknięcia.
Ewa Przydryga po raz kolejny zbudowała dzieło o wyjątkowym klimacie, dusznym, mrocznym i przenikającym na wskroś. W niemal hipnotyzującym stylu wciągnęła mnie w gąszcz nie tylko zbutwiałych, obumarłych drzew, ale i pogmatwanych ludzkich emocji. Znając twórczość autorki, wiem, że podążę każdą wskazaną przez nią, choćby najbardziej mroczną drogą i Was również do tego zachęcam.
„Mursz” Ewy Przydrygi przesłuchałam już jakiś czas temu. Postanowiłam, że to będzie moja ostatnia próba polubienia się z piórem autorki. Nie wiem, czy to ja się zmieniłam czy styl pisarki, ale ostatnie jej książki jakoś do mnie nie trafiały. Jak było w tym przypadku?
Pola wyszła ze szpitala i próbuje się ogarnąć w nowej rzeczywistości bez męża i syna. Podczas terapii nawiązała bliższą znajomość z Kasandrą. Niedługo potem dostaje od niej list, który wskazuje na kolejną podjętą przez nią próbę samobójczą. Mimo, że udaje się ją odratować, to Kasandra pozostaje nieprzytomna. A słowa zawarte w liście odkrywają dość poważną tajemnicę, w którą Pola postanawia się zagłębić.
Muszę przyznać, że tutaj było lepiej niż w „Topielisku”. Przede wszystkim wiem, że Pola to wszystko przeżyła, a nie wyobraziła w swojej głowie. Mamy tutaj kilka linii czasowych i różnych narracji, które bardzo mi się plątały. Wiem, że to były części układanki, które trzeba było dopasować, ale mnie kompletnie się nie udawało. Musiałam bardzo mocno walczyć by utrzymać swoją uwagę na fabule. Główna bohaterka, która mnie niezmiernie denerwowała i mnóstwo wątków pobocznych sprawiło, że nawet nie zapamiętałam dobrze zakończenia. To wszystko utwierdziło mnie w tym, że książki autorki są po prostu nie dla mnie. Nie mam pojęcia czy zmienił się jej styl, czy to ja stałam się bardziej wymagająca, ale nie będę już więcej próbować. Wyczytałam wszystko co miałam na półce i myślę, że starczy.
Pola próbuje wejść do nowego życia bez męża i syna. Podczas pobytu w szpitalu zaprzyjaźnia się z Kasandrą. Pola otrzymuje list od nowej przyjaciółki z zapowiedzią samobójstwa. W liście zostaje ujawniony sekret, który prowadzi Polę do Murszu, wymarłej części lasu, gdzie rok wcześniej została zamordowana koleżanka Kasandry.
"Mursz to książka, na którą czekałam z niecierpliwością, Po przeczytaniu jej, nie sięgnęłam po długopis, żeby napisać recenzję, bo musiałam ochłonąć i wszystko przemyśleć. Nie wiedziałam co o niej sądzić. Dobrze było dowiedzieć się jak potoczyły się losy Poli z "Topielisk". W "Murszu" już od samego początku słyszymy o morderstwie, którego tajemnica stopniowo się odkrywa, przez co książki nie potrafiłam zabrać sprzed oczu. Akcja w większości rozgrywa się w lesie i historia dzięki temu staje się bardzo mroczna, a momentami przerażająca. Wszystkie odpowiedzi krążą wokół Murszu, ale czytelnikowi trudno jest się ich domyślić. Tropy urywają się w pewnym momencie, które nic nam nie mówią, dlatego też napięcie jest budowane od początku, do samego końca i odbiorca nie czuje się pewny w swoich podejrzeniach. Chcąc być szczerą, czegoś mu tu brakowało, ale to nie zmienia faktu, że nowa powieść pani Ewy jest bardzo dobra, zawiera cechy idealnego thrillera, dlatego z czystym sumieniem mogę ją polecić!
" To za sprawą tego lasu nie jestem do końca sobą, a przynajmniej nie dzisiaj. Ze świadomością, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat Duchny Las zebrał żniwo śmierci i wykarmił mieszkające tutaj potwory, a wreszcie wpuścił do siebie kolejne, czuję się jeszcze bardziej nieswojo. Baśniowe drzewo, klimatyczne lampiony i wesoły gwar są tylko przykrywką dla czającego się tutaj zła. Ja wciąż je czuję, milczące, rozpływające się w mglistej szarości." Trzy kobiety, legenda o przeklętym, krwawym lesie i mroczna tajemnica, która je połączy. "Mursz" to jedna z tych książek, która łapie czytelnika od samego początku i nie puszcza aż do końca. Pełna grozy, napięcia i dramatycznych zwrotów akcji, nie pozwala ani na chwilę złapać tchu. Autorka tworzy wokół opowiadanej historii, przyprawiający o dreszcze klimat, który oblepia czytelnika i utrzymuje go w stanie permamentnego niepokoju, a niezwykle pogłębiona kreacja bohaterów (a raczej bohaterek) sprawia, że od pierwszej strony czujmy z nimi więź. Nie mogę też nie wspomnieć o przerażającym i dziwnie hipnotyzującym Duchnym Lesie, który jawi się tutaj jako metafora czającego się w ukryciu zła, które tylko czeka w uśpieniu na kolejne ofiary. I chociaż samo rozwiązanie zagadki nie do końca mnie przekonało, tak cała reszta mnie zachwyciła. Niebanalna, poruszająca, stylowa. Przeczytajcie koniecznie.
Gdy jeszcze w nowym roku nie zebrał mi się stosik (a już trzeci dzień roku), znalazła się chwila by ponadrabiać zaległe recenzje.
Więc na pierwszy ogień wleci książka, którą zachwycało się pół bookstagrama, jeśli nie cały.
No i niestety mnie książka rozczarowała. Największy problem miałam jednocześnie z przesytem elementów i jednostronną narracją.
Gdyby nie podział akcji na rozdziały nie byłabym świadoma, że narrację prowadzą aż trzy osoby. Brzmiało to bardzo podobnie, wręcz jednakowo. Zasmuciło mnie to, bo każda z bohaterek miała w sobie potencjał, by wypowiedzieć coś nowego, dodać coś od siebie.
Nie umiałam wejść w tę historię na sto procent. Przez to nie odczułam klimatu. Jak dobrze pamiętam, podobne wrażenie miałam podczas lektury “Topielisk”. Cieszę się mimo wszystko, że przeczytałam obie powieści, w których pojawia się Pola. Nie jest to konieczne, ale pokazało mi szerszy obraz bohaterki.
Lubię rozmaite perspektywy czasowe. Dlatego z początku cieszyłam się, że mam do czynienia z trzema liniami fabularnymi. Mój entuzjazm jednak szybko opadł, gdy zaczęłam odczuwać zmęczenie stylem, dużą ilością opisów i przemyśleń.
Tym bardziej strasznie mi przykro, że książka mi nie podeszła :(
Właśnie podczas tego zdjęcia przeczytałam pierwszą stronę, która mnie zaciekawiła, ale emocje które stworzyła autorka nie są na miarę thrilleru po którym tego oczekuje.
Nie czytałam Topielisk i nawet nie wiedziałam, że Mursz i Topieliska są jakoś ze sobą połączone i może dlatego nie odnalazłam się w tej książce. Na pewno od thrillera wymagam emocji, które mnie złapią w swoje sidła i będę przeżywać książkę, a tutaj nie było czegoś takiego. Sam fakt, że pomysł na historię jest dobry bo mi się podoba, ale wyraźnie czegoś tutaj zabrakło i aż za dobrze to odczułam. Bardzo lubię thrillery i ciężko mi z tym, że ten tutaj mi się nie spodobał bo po opisie miałam swoje oczekiwania. Czekałam na wielkie napięcie na brak przewidywalności i...się nie doczekałam. Ciężko było mi się skupić i cokolwiek zrozumieć, było tutaj dużo chaosu, którego być nie może i nie powinno. Mursz został napisany z trzech różnych perspektyw i każda z nich jest z różnego roku. Można się pogubić i stracić wątek jak drogę w lesie. Wielka szkoda bo Mursz miał potencjał, ale nie został on wykorzystany.
Kaszubski las, w którym czai się zło. Trzy kobiety pośrednio i bezpośrednio związane z tym miejscem. I zagadka, której od lat nikt nie rozwikłał.
Wciągnęłam się od razu. Dosłownie chłonęłam tę książkę. Trzy linie czasowe budowały napięcie i potęgowały moją ciekawość ze strony na stronę. Wchodziłam w gęstą atmosferę Duchnego Lasu z duszą na ramieniu. Naprawdę dreszcz przechodził mi po kręgosłupie nie raz w trakcie lektury. Towarzyszyłam Poli w jej prywatnym śledztwie i kibicowałam jej, by znalazła odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące swojej przyjaciółki. I nagle… i nagle nastąpiło zakończenie, które mnie rozczarowało. Poczułam jakby ktoś z gęstego, dusznego lasu wyrzucił mnie na nijaką polanę. I nie wiem czy to moja wina, bo się za bardzo nakręciłam na ten tytuł, czy może po prostu nie moja bajka. Bo autorce nic do zarzucenia nie mam. To się naprawdę dobrze czytało.
Powiem tak - przekonajcie się sami. Wciąż uważam, że warto ją przeczytać 😊
Historie trzech kobiet, z których każda prowadzi własne śledztwo. Od samego początku aż do końca byłam zafascynowana "Murszem", nie mogłam się odkleić od książki. Cały czas coś się działo, cały czas pojawiały się pytania, a w końcu też odpowiedzi i wyjaśnienie zagadki.
Ta historia Poli podobała mi się znacznie bardziej niż "Topieliska" - może dlatego, że wszystko nabrało charakteru.
Jednak to, co mi się nie podobało i co jest tutaj dużą wadą, to fakt, że narracja prowadzona jest przez trzy różne kobiety, a jednak wszystko to brzmi bardzo podobnie i wszystkie trzy mają dokładnie taki sam charakter i styl działania - nieważne czy to samotna matka mająca problemy w pracy, nastoletnia youtuberka, czy może kobieta po traumatycznych przejściach. To jest dla mnie największy minus tej książki.
Ale pomijając ten szczegół niesamowicie zanurzyłam się w tę historię!
Ewa Przydryga kolejny raz stworzyła klimatyczny thriller psychologiczny, który oddziałuje na zmysły czytelnika. Uczucie napięcia i niepokoju nie odstępowało mnie na krok. Mroczny las wciągnął mnie w swoje zakamarki i nie chciał wypuścić. Bohaterzy zostali wykreowani w ciekawy sposób.
Zakończenia trochę się domyśliłam, więc nie zrobiło na mnie efektu wow. Niemniej jednak przez całą książkę czułam duszny klimat, pełen tajemniczości, ciężkości i mroku.