Ogólnie uważam, że w tym tomie było zdecydowanie najwięcej akcji oraz najwięcej emocji. Pomimo tego, że nie wczułam się jakoś bardzo w tę serię to muszę przyznać, że były momenty gdzie faktycznie zaszkliły mi się oczy.
Oczywiście było tu trochę bez sensu wątku, które były tak przewidywalne, że to aż przykre. No np. Alfie, jak dla mnie mogło go to wcale nie być i w moim odczuciu nic by to nie zmieniło oprócz jednej ze scen tak naprawdę. No kurcze... tak jak do romansu się nie przyczepię tak do tej całej akcji wokół no niestety... powtórzę to była tak PRZEWIDYWALNE, że ja od pierwszego rozdziało już wiedziałam kto, czemu i po co.
Jedyne czego nie mogę zrozumieć to ciągłe robienie z Wiktora tego diabła. Przez całą serię miałam nadzieję, że wreszcie dowiem się czemu inni go tak traktują i czemu sam się tak traktuje, co się zadziało, że tak jest. A jak już się dowiedziała to miała takie ,,i co? i to tyle?" no dosłownie, mnie to jakoś bardzo nie uderzyło.
Powiem tak: romans spoko, wszystko poza romansem słabiutko. Ale książka dostaje wysoką ocenę dlatego, że ja zawsze oceniam według tego jak się bawiłam na niej i ile emocji mi towarzyszyło przy czytaniu. Tu muszę stwierdzić, że emocji nie zabrakło.