Pewnego listopadowego wieczoru na brzegu Wisłoka zostaje znaleziona kobieca torebka. Jest to jedyny trop w sprawie zaginionej Aliny Grzędowicz, właścicielki biura rachunkowego i żony prezesa jednej z największych rzeszowskich firm.
Detektyw Dobrosława Machniewicz, która prowadzi sprawę, ma wątpliwości co do wersji wydarzeń przedstawionej przez męża. Jej zdaniem Grzędowicz nie mówi całej prawdy. Dobrosława szuka też odpowiedzi na pytanie, co Alina robiła w klubie studenckim w noc przed zniknięciem i kim w jej życiu był nowy tajemniczy klient, biznesmen znany z powiązań z podkarpackim półświatkiem.
Czy Dobrosławie uda się wydobyć prawdę na światło dzienne, czy też zbrodnia, niczym tytułowa rzeka, porwie i pociągnie swych bohaterów na dno?
„Bo woda to nie tylko życie. Woda to śmierć. Życie i śmierć. Dobro i zło.”
Miłośnicy gatunku i naszych rodzimych kryminalnych opowieści nie będą mogli oprzeć się „Rzece”. Anna Kusiak sprawnie wciąga nas w wiry opowieści od pierwszych akapitów i trzyma mocno do samego końca. Główna bohaterka – Dobrochna – to jedna z tych postaci, którą chcemy poznać bliżej, chociaż ona na razie trzyma się mocno na dystans. Zdradza tylko tyle, ile musi, ale co jakiś czas odkrywa karty własnych sekretów, które z pewnością będziemy poznawać wraz z kontynuacjami. A fabuła? Fabuła „Rzeki” meandruje, przecina kolejne zakola i zawijasy intrygi, by znaleźć swe ujście w jakże satysfakcjonującym i zaskakującym finale. Autorka zadbała, by nawet wnikliwy czytelnik nie mógł odkryć wszystkich tajemnic, nie mógł przewidzieć wszystkich twistów, jakie czekają go po drodze. Takie kryminały to sama przyjemność lektury. Nie umiem im się oprzeć!
4/5⭐ Tak śmiałam się z tej książki, a była TAK CUDOWNA!! Idealna dla fanów polskich seriali kryminalnych, akcja akcja i co chwilę jej zwroty! Mega polecam
Pewnego jesiennego wieczoru na brzegu Wisłoka zostaje znaleziona torebka należąca do znanego rzeszowskiego biznesmena. Detektyw Dobrosława Machniewicz dostaje zlecenie odnalezienia Aliny Grzędowicz. Czy to będzie kolejna nudna sprawa w jej karierze?
Absolutnie nie! Ale od początku 😊 Dawno, dawno temu trafiłam na Instagramie na Annę Kusiak i jej post ze zdjęciem Rzeszowa. Okazało się, że to, czego szukałam - kryminał z akcją osadzoną w właśnie w Rzeszowie - właśnie wtedy się pisał. Od tamtej pory czekałam niecierpliwie, a oczekiwania rosły. Wiecie jak to jest, człowiek się nakręci, a potem bywa różnie. Jednak nie z Anną takie numery, bo to było świetne!
Ja już od pierwszych stron umierałam z ciekawości i próbowałam sama dojść do tego - kto, co i dlaczego. Przyznam, że autorka tak mnie wyprowadziła w pole, że w pewnym momencie podejrzewałam już absolutnie wszystkich o wszystko, a nadal nie trafiłam. Można powiedzieć, że czułam się jak nowicjusz, który pierwszy raz czyta kryminał, tak się dałam zakręcić 😉
Postać Dobrochny polubiłam od razu, więc tym bardziej się cieszę, że to jest dopiero pierwszy tom serii. Porwał mnie też oczywiście klimat powieści. Jak fajnie było znów pochodzić ulicami Rzeszowa! Autorka wspominała, że odtwarzała miasto z pamięci, w takim razie mamy identyczne wspomnienia 😊
„Rzeka” to bardzo dobry, rasowy kryminał. Nie ma brutalnych scen, brak krwi, zero zwyrodnialców - wystarczyła intryga, a ta była wybitnie interesująca! Dorzućmy do tego fajny język, mało (ale jeśli już, to świetne) opisów i wartką akcję i mamy hit. Ja gorąco polecam i czekam na więcej!
"Rzeka" to druga powieść Autorki. Debiutancki "Cień Judasza" był powieścią owianą tajemnicą, przez co w moim odczuciu Ania postawiła sobie wysoką poprzeczkę. Druga powieść jest dobra, ale nie tak bardzo jak pierwsza. Tutaj też mamy tajemnicę, którą odkrywamy bardzo powoli, przez co powieść w pewnym momencie może po prostu znudzić. Jednak intryga, która została stworzona jest świetna. Lecz do brzegu płyńmy.
"Rzeka" to pierwszy tom serii o Żywiołach Podkarpacia, której główną bohaterką jest detektyw Dobrochna. Pewien rzeszowski biznesmen przychodzi do niej z prośbą odnalezienia zaginionej żony. Wszystko wskazuje na to, że żona utopiła się w Wisłoce. Dobrochna wyczuwa jednak drugie dno tej historii. Morderstwo do którego dochodzi w trakcie jej śledztwa tylko sprawia, że coś tutaj nie gra. Postanawia pomoc policji i dowiedzieć się o co tutaj chodzi.
Ania pisze bardzo fajnie. Ma lekki, przyjemny styl, podobny do Anny Kańtoch. Lubi opisywać miejsca akcji i w jej przypadku mi to nie przeszkadza. To druga Jej powieść, w której Czytelnik może odnaleźć się w miejscu akcji, poczuć się jakby tam się znajdował. Bohaterowie są dobrze skonstruowani. Nie irytujący, z tajemnicami. Ale co mi tutaj w tej powieści nie grało? Największą wadą jest tempo akcji, które się wlekło. I taka akcja bez akcji, choć intryga jest bardzo interesująca i niestety dopiero w finale znalazłam fajerwerki na które czekałam. Czekałam bardzo długo na jakiś zwrot, napięcie. Niektórzy przez to będą mogli odłożyć tą powieść w kąt nie dając jej szans na rozwinięcie i zakończenie tego tomu. Do tego bardzo mało wiemy o samej głównej bohaterce. Skrywa jakąś tajemnicę, którą z pewnością odkryjemy wraz z kolejnymi tomami serii. Mało mamy tutaj kryminału. Natomiast jest zadatek na dobry thriller. Finał dla mnie był bardzo dobry i przemyślany.
Finalnie było dobrze, ale to jeszcze nie to. Wstęp do serii jednak dobry, być może tak właśnie zamierzała sama Autorka. Zasiać w nas ziarno ciekawości, chęci do odkrycia tego co jeszcze musi pozostać na dnie i czekać na wypłynięcie w najlepszej chwili. Czy polecam - tak. Warto dać szansę tej historii. Jest potencjał na ciekawa serię!
Historie, które pamiętam najlepiej, zaliczają się do dwóch obozów: albo są totalnie genialne, emocjonalne i cudowne, albo... totalnie złe, ale także naszpikowane emocjami (głównie tymi złymi). Książki, które znajdują się pomiędzy tymi obozami, są nijakie, nie wyróżniają się niczym szczególnym, przelatują przeze mnie jak woda przez sitko. Z czasem potrafię o nich całkowicie zapomnieć.
Niestety trochę tak mam z „Rzeką” Anny Kusiak. Przeczytałam ją już dosyć dawno, ale pomyślałam, że recenzja musi się „uleżeć”, więc stoi obecnie u mnie na półce taka przeczytana i niezrecenzowana. Pamiętam, że wtedy stwierdziłam, iż najzwyczajniej nie wiem co o niej napisać i... chyba to się nie zmieniło.
Zaginiona bohaterka była moją imienniczką i nie ukrywam, że to był jeden z czynników podjęcia się recenzji. Mamy też Dobrosławę – panią detektyw, która chyba sama nie wie, czego dokładnie chce. Mota się sama ze sobą, ale czytelnik nie wie dlaczego tak jest. Mamy mały ochłap w postaci informacji, że ma swoje demony przeszłości (a kto w tego typu książkach ich nie ma?) i to w sumie tyle. Dla mnie to trochę za mało, by zrozumieć jej postępowanie i czuć się zachęconą, do pełnego poznania jej mrocznych tajemnic.
Miałam wrażenie, że książka była bardzo opisowa. Mało konkretów i dużo „zapychajek”. Początek nawet mnie zaintrygował, ale później w sumie czytałam bardziej z chęci „odhaczenia” tej pozycji, aniżeli w potrzeby poznania rozwiązania sprawy.
Książka rozpoczyna cykl „Żywioły Podkarpacia” i pozostaje mi mieć nadzieję, że kolejne tomy będą lepsze i zrekompensują czytelnikom raczej średnie rozpoczęcie serii. Nie była zła, ale czegoś w niej zabrakło.
"Rzeka" Anny Kusiak jest pierwszym tomem cyklu Żywioły Podkarpacia i jeżeli kolejne tomy będą tak dobre jak ten to zdecydowanie jest na co czekać.
Złapałam za książkę bo akurat leżała na samej górze stosika do przeczytania i przepadłam. Dobrosława jest prywatnym detektywem, trafia się jej sprawa dziwnego zaginięcia żony bogatego i wpływowego biznesmena. W tej sprawie nic nie jest takie jak się wydaje a wszystkie tropy prowadzą Sławę do niepokojących wniosków. Co tak naprawdę stało się z Aliną Grzędowicz i kto maczał palce w jej zaginięciu?
No i się zaczęło, niby niepozorny początek skrywa trzymający w napięciu thriller psychologiczny, który z każdą przeczytaną stroną zapewnia czytelnikowi masę emocji. Autorka bardzo umiejętnie dozuje napięcie a poprzez ujawnianie nowych śladów wciąga nas z zawiłe śledztwo, które prowadzi Dobrosława. Tak naprawdę nic tu nie jest takie jak nam się wydaje a tajemnice, które skrywają bohaterowie sprawiają, że chcemy ich poznać o wiele bliżej.
I o ile część tajemnic zostaje odkryta a sprawa zaginięcia rozwiązana (co nie było oczywiste) to autorka zostawia nam pewien smaczek w postaci tajemnic skrywanych przez główną bohaterkę, nie wiem jak Was ale mnie ciekawość na pewno skłoni do sięgnęcia po kolejne tomy.
Jeżeli szukacie świetnego thrillera z intrygującym wątkiem kryminalnym I niebanalnym i nieprzewidywalnym zakończeniem to koniecznie łapcie za "Rzekę" 👌
Czy rwąca Rzeka skrywa ciało Aliny, żony znanego biznesmena z Rzeszowa?
Kryminał osadzony w Polskim mieście Rzeszów, gdzie zdeterminowana detektyw Dobrosława dostaje zlecenie znalezienia żony biznesmena. Klimat całej powieści świetny, głowni bohaterowie różnorodni, Dobrosława to bohaterkami, która polubiłam od pierwszych stron. Sprawa kryminalna ciekawa jednak jak dla Mnie zbyt długi wstęp.
Polecam zapoznać się z tą historią, ja jestem pewna, że sięgnę po następne tomy z serii „ żywioły Podkarpacia” #booksreviewbyklayudia #klayudiaczyta
Książka "Rzeka" rozpoczyna cykl kryminalny Żywioły Podkarpacia i muszę przyznać, że robi to bardzo dobrze. Zaczyna się nieco tajemniczo, po czym wciąga, pochłania i zaskakuje czytelnika.
W niewyjaśnionych okolicznościach znika żona znanego i bogatego przedsiębiorcy. Torebka zaginionej Aliny Grzędowicz zostaje znaleziona na brzegu Wisłoka. Jej mąż Paweł prosi o pomoc Detektyw Dobrosławę Machniewicz, by ta znalazła jego żonę. I tu zaczynamy naprawdę przyzwoite śledztwo i wydobywanie prawdy.
Książka Pani Anny to historia prosta, ale przyjemna i wciągająca już od pierwszych stron. Mamy tajemniczego Grzędowicza, zaginioną Alinę, która skrywa wiele tajemnic. Smaczku dodaje tajemniczy klient mający powiązania z podkarpackim półświatkiem, z którym to przed zaginięciem Alina miała podpisać umowę. Dodatkowo ciągłe tajemnice skrywane przez męża i współpracowników pary. To wszystko sprawia, że historia totalnie nas pochłania, a my chcemy razem z Dobrosławą rozwiązać tę tajemniczą zagadkę.
Książka pisana lekko, bez wybujałego języka, który sprawiłby, że otrzymalibyśmy przerost formy nad treścią. Jest ciekawie, jest prosto ale nie prostacko. Akcja toczy się w większości w równym tempie, nie nuży co uważam za atut. Domyślałam się jak historia może się potoczyć - i owszem, częściowo przewidziałam wiele kwestii, ale mimo wszystko dokładne wyjaśnienie i tak mnie zaskoczyło. Bohaterowie są dość dobrze wykreowani. Czujemy, że Mąż zaginionej ma coś za uszami, czujemy to praktycznie w każdym spotkaniu. Dobrosława to taka bardzo ludzka postać - czasami się myli, błądzi ale też uparcie dąży do celu (chociaż czasami też potrafi zmienić zdanie i w coś zwątpić.) Nie jest nieomylną bohaterką i to mi się bardzo podoba. Dzięki temu czytając "Rzekę" polubiłam Panią Detektyw jeszcze bardziej. Właśnie za to, że Pani Anna Kusiak przedstawiła ją jako bohaterkę z ludzką twarzą.
I mimo, że nie miałam okazji zwiedzać Rzeszowa (kilka razy byłam tam przejazdem) uważam, że Autorka ciekawie oddaje klimat tego miejsca. Opisy są zadowalające, czasami drobnostkowe (zwłaszcza, gdy mowa o znanym pomniku) - nasza wyobraźnia będzie działać na wysokich obrotach i zobaczymy opisane miejsca, nawet gdy nie byliśmy w Rzeszowie i okolicach.
Po pierwszym udanym tomie czekam na kolejne historie z cyklu "Żywiołów Podkarpacia".
Rzeka… bywa wartka lub spokojna. Przedstawiona historia w książce, w moim odczuciu, płynęła nieśpiesznie… Czy zatem warto wchodzić do takiej rzeki?
Detektyw Dobrosława Machniewicz dostaje zlecenie. Ma odnaleźć żonę znanego biznesmena. Jedak współpraca z pracodawcą nie należy do łatwych. Kobieta,o mało popularnym imieniu ,ma wrażenie, że ten coś przed nią ukrywa, a przecież zależy mu na tym, aby odszukać Alinę, małżonkę. Jak w takim razie potoczy się ta sprawa, co jeszcze wyjdzie na jaw? Może jest w niej ukryte drugie dno?
Pomysł na fabułę ciekawy, nawet bardzo. Z pewnością nic nie jest tu oczywiste i gwarantuję Wam, że finał Was zaskoczy. Mogłoby się wydawać, że to w miarę prosta sprawa, ale autorka tak zgrabnie przeprowadza czytelnika przez wszystkie niuanse i co chwilę pojawiające się wątpliwośći, że po prostu chcesz więcej... choć wszystko mogłoby być bardziej dynamiczne. Nie ukrywam, że irytowała mnie trochę główna bohaterka, Dobrosława. Z tego co się dowiadujemy nie miała lekko i może dlatego tak ukształtował się jej charakter. Brakowało mi u niej werwy! Niby chciała rozwikłać sprawę, starała się, szukała poszlak, a z drugiej strony nie do końca wierzyła w siebie, chciała rezygnować. Szczerze to nie chciałabym, aby taki detektyw prowadził sprawę, którą bym mu zleciła… a może to początek, może w kolejnych częściach rozwinie skrzydła? Bardzo mocno trzymam za to kciuki!
Nie znajdziecie tu brutalności, patologii, czy rozlewu krwi, ale myślę, że bardzo miło spędzicie czas przy tej lekturze 🙂 Kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że to właśnie książki polskich autorów bardziej do mnie przemawiają. Po prostu łatwiej mi się zżyć z daną historią. Też tak macie? 😉
👉„Rzeka” to pierwszy tom serii kryminalnej "Żywioły Podkarpacia", z którym kolejnym będą musieli się zmierzyć bohaterowie?
Tym razem historia polecana przez @teach_book, rozgrywająca się na Podkarpaciu.
Debiut kryminalny Anny Kusiak to pierwszy tom cyklu “Żywioły Podkarpacia”. Nie kojarzę, aby jakiś kryminał, który wcześniej czytałam, rozgrywał się właśnie w tamtym rejonie kraju, więc liczyłam na powiew świeżości i w tej materii się nie zawiodłam.
Znany rzeszowski biznesmen wynajmuje Dobrochnę, prywatną detektywkę do sprawy zaginięcia jego żony Aliny. Dobrochnie od początku coś w tej sprawie nie pasuje. Jej wątpliwości względem sprawy i osoby zleceniodawcy są tak realistycznie opisane, że również czytelnik nie ma problemu z tym, aby zidentyfikować, że nie wszystko jest takie, jakim opisuje to biznesmen.
Kilka słów o głównej bohaterce. Dobrochna to kobieta zbudowana na zasadzie nieszablonowych przeciwieństw. Boi się prowadzić, mimo, że ma prawo jazdy. Wstydzi się podczas rozmów dotyczących sprawy. Jednocześnie wielce tajemnicza z niej postać. W mojej opinii dowiadujemy się o niej odrobinę za mało, ale domyślam się, że to celowy zabieg Autorki, która nie chce odkrywać wszystkich kart od razu i czytelnicy głębiej poznają Dobrochnę w kolejnych tomach serii.
Akcja “Rzeki” toczy się niespiesznie. Nie znajdziecie tutaj dzikich pościgów, biegania za potencjalnym podejrzanym przez dwadzieścia stron czy brutalnych przesłuchań. Dzięki powolnemu tempu lepiej oddany jest klimat, a dzięki tropom prowadzącym nad tytułową rzekę można wręcz poczuć przyjemny wiatr znad Wisłoka.
Końcowe sto stron jest najlepszą częścią książki. Tempo akcji wtedy przyspiesza, wydarzenia zaczynają się układać w intrygujące rozstrzygnięcie. Bardzo podobało mi się wyjaśnienie sprawy, bo nie do końca takiego rozwoju wydarzeń się spodziewałam.
Zacznę chyba od tego, że zanim zaczęłam ją czytać to urzekło mnie już jej wydanie! Ilustracja na okładce zdecydowanie skłania nas do zakupu, do tego książka ma piękne wstawki w środku - musicie się przekonać sami!
"Rzeka" jest pierwszą częścią serii o pięknej nazwie Żywioły Podkarpacia, którą szykuje dla nas Pani Anna Kusiak. Zaczniemy od wody - jak dla mnie jest to najpotężniejszy żywioł i zdecydowanie pokonuje ogień!
W powieści poznamy detektyw Dobrosławę, która dostaje poważną i podejrzaną sprawę. Zgłasza się do niej biznesmen Grzędowicz, którego żona niespodziewanie zaginęła. Dlaczego człowiek, który ma tyle wpływów idzie do podrzędnego detektywa, który na co dzień raczej zajmuje się prostymi i lekkimi sprawami? W końcu mógłby dla niego pracować każdy. Sprawa szybko nabiera tempa, przebieg wydarzeń, który relacjonuje biznesmen raczej rozmija się z prawdą do której dochodzi Pani detektyw. Okazuje się, że w akcje zamieszanych jest więcej osób, a sprawa coraz bardziej się komplikuje.
Podoba mi się styl pisania autorki, jest lekki i książkę naprawdę błyskawicznie się czyta. Powoli do powieści wprowadza ona kolejne osoby i pokazuje nam kolejne fakty. Mnie zakończenie bardzo zaskoczyło i kompletnie się go nie spodziewała. - akcja na sam koniec naprawdę nabiera tempa! Nie jest to na pewno krwawy kryminał, co dla mnie jest dużym plusem, tylko lekki thriller z mocnym zakończeniem. Ja już wyczekuje na kolejne żywioły i jestem bardzo ciekawa co będzie następne - może Wy wiecie?
Pierwsze spotkanie z autorką, pierwsze z detektyw Dobrosławą. Raczej nie trafiam na książki, w których to prywatny detektyw, a nie policja zajmuje się sprawami kryminalnymi. No cóż, raczej detektywi rozwiązują problemy niewierności małżonków niż biegają za przestępcami, prawda?
Cała zagadka jest dość skomplikowana, dużo tu niejasnych wątków, powiązań i kłamstw. Dobrosława prowadzi swoją sprawę równo z policją, ale jej pracy skupia się głównie na spotkaniach z osobami, które mogą coś wiedzieć i szperaniu w czeluściach internetu. Dziewczyna jest skuteczna, jednak mnie brakowało w niej jakiegoś ognia, a momentami wręcz mnie denerwowała jakimś takim swoim nieogarnięciem. Może to i dodawało realizmu tej historii, ale o ile byłabym spokojniejsza gdyby za wszystko odpowiadał ktoś z większą charyzmą. I w sumie to jedyny zarzut jaki mam do tej powieści. Sama fabuła jest dobrze przemyślana, spójna, może trochę momentami naciągana, jednak gdy tylko nabiera tempa, ciężko porzucić czytanie. Plus za umiejscowienie akcji w Rzeszowie, co dodało jej pewnej świeżości i oryginalności. Zakończenie może zaskoczyć, a moment kulminacyjny jest ciekawie przedstawiona i nie ma tam nic z amerykańskich seriali, co jest oczywiście zaletą.
Autorka oprócz toczącej się sprawy, przemyciła nam wątki z życia prywatnego Dobrochny. Zaciekawiła na tyle, że chętnie sięgnę po kolejne tomy tej serii i spróbuję odkryć, co ukrywa nasz detektyw.
Jest to pierwsza część cyklu Żywioły Podkarpacia. Mamy tu dwie zaginione kobiety. Jedną z nich jest Alina Grzędowicz, żona prezesa największej Rzeszowskiej firmy. Pomimo że sprawę prowadzi policja to do drzwi prywatnej detektyw o wspaniałym imieniu Dobrosławy puka mąż zaginionej i zleca odkrycie prawdy. Pani detektyw ma wątpliwości co do zleceniodawcy Pawła, podczas jej śledztwa wychodzi na jaw wiele nieprzyjemnych spraw o nim. Paweł chyba nie docenił zdolności Dobrosławy, po co zlecił jej to śledztwo, kiedy sam nie mówi całej prawdy?
Na samym początku książka wciąga jak narkotyk. Super dobrani bohaterowie, którzy z jednej strony są mocno tajemniczy, ale z drugiej bardzo sympatyczni, a zwłaszcza Pani detektyw poruszająca się i tu uwaga komunikacją miejską, co mnie bardzo zdziwiło i chyba nie przypominam sobie książki z takimi rzeczami. Fajne w książce jest to, że miejsca w niej opisane są realne a wiadomo że my czytelnicy lubimy coś takiego, można pójść śladami bohaterów książki. Jednak mam jedno, ale po tak mniej więcej połowie zabrakło mi takiego dalszego wciągnięcia, można powiedzieć, że zrobiło się nie tyle nudnawo ile monotonnie. Zakończenie szybkie bez zbędnego przeciągania co mi osobiście pasuje. Na pewno będę czekać na dalszą część ze względu na poznanie tajemnicy Pani detektyw, która mocno mnie ciekawi a jeszcze nie została ujawniona. Moja ocena 7/10.
"Do czasu. Z pewnością do czasu, pomyślał ponuro Czarnecki. "Co rzeka wzięła, w końcu musi oddać. Prędzej czy później."" Detektyw Dobrosława Machniewicz prowadzi sprawę zaginięcia Aliny Grzędowicz, kobiety która, wydawałoby się, prowadziła życie idealne. Mąż, przyjaciele, współpracownicy twierdzą, że nie zauważyli nic podejrzanego. Zatem co się tak naprawdę wydarzyło? Padła ofiarą zbrodni i czy postanowiła zniknąć? Kto mówi prawdę a kto kłamie? A może każdy ma coś na sumieniu? Prawda okaże się dużo bardziej skomplikowana niż można się było spodziewać. "Rzeka" to dopiero pierwsza część serii "Żywioły Podkarpacia", a już teraz mogę powiedzieć, że jest naprawdę dobrze. Wciągająca fabuła jest jednocześnie prosta i zaskakująca, a rozwiązanie zagadki logiczne, ale nieoczywiste. Świetnie wykreowana postać pani detektyw i jej "roztrzaskane" życie osobiste, są tak samo fascynujące jak dochodzenie które prowadzi. Całość dodatkowo podkręca mroczny klimat zimowego Rzeszowa, który jest równoprawnym bohaterem tej historii, nadającym jej posępnego charakteru. Nie pozostaje mi nic innego, niż zachęcić was do lektury, a ja już teraz niecierpliwie czekam na kontynuację.
Ej, to był naprawdę niezły kryminał! Jasne, należał do tych z kategorii 'lekkie' na miły wieczór z lampką wina. Czy przy poszukiwaniach zaginionej i morderstwie relaksowałam się lepiej niż przy lekturze o romantycznych uniesieniach? Ależ oczywiście, że tak!😂 Krew nie leje się strumieniami, ale czuć taki podskórny niepokój. Nie doprowadzi on do zawału serca, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Czekam na rozwikłanie zagadki detektyw Machniewicz bo jestem strasznie ciekawa co popchnęło artystkę do tej profesji😉
Historia pełna zagadek, niedopowiedzeń i zawiłości, będzie dobrą lekturą na długie, jesienno-zimowe wieczory.
Z początku miałam problem, aby się w nią wgryźć, bo jak dla mnie wstęp do całej akcji był trochę zbyt długi, natomiast rozwiązanie zagadki mi to zrekompensowało.
Bardzo się cieszę, że miałam okazję przeczytać tę książkę, z pewnością sięgnę po kolejne tomy
Nuda. I do tego niezgrabnie napisana. Niekonczace sie opisy pogody - pada snieg, nie deszcz, jednak snieg. Kurtek i kapturow kazdego z bohaterow i rozwlekle opisy ulic, budynkow, drog i transportu miejskiego. Rzeszow sponsorowal? Nie obchodzilo mnie zakonczenie ani losy Slawy, ktora niestety jawi sie jako bezbarwna, nieogarnieta postac, ktorej mysli kraza wylacznie wokol fajek, zapalek i zaplniczek. I Netflixa.
3.5/5⭐️ Książkę czytało się bardzo szybko, a akcja wciągnęła mnie od pierwszej strony. Często podważałam decyzje pani detektyw, ale w pewnym momencie było to wytłumaczone oraz zrzucone na jej młody wiek i brak doświadczenia, co nabrało sensu. Według mnie Rzeka jest dobrym rozpoczęciem serii i na pewno sięgnę po kolejną część, bo jestem bardzo ciekawa czym tym razem zaskoczy nas autorka.