Francja, rok 1915 - trwa I wojna światowa. Młode dziewczęta zgłaszają się na szkolenia pielęgniarskie, by służyć na froncie i przyczynić się do zwycięstwa. Hela to emigrantka z Polski, dla której jest to szansa na lepsze życie. Za Sophie ciągnie się reputacja rozrywkowej dziewczyny. Monique - pozornie oschła i nieśmiała - szuka przyjaźni. Judith pochodzi z arystokratycznej rodziny. Claire jest nielubiana, bo zadziera nosa. Ze względu na swoją inteligencję i zdolności do nauki, pięć bohaterek dołącza do elitarnego szkolenia prowadzonego przez Marie Curie - mają zostać radiolożkami i wykorzystywać na froncie aparaty rentgenowskie. W dramatycznych wojennych okolicznościach między kobietami rodzą się niezwykłe więzi, po raz kolejny udowadniając, że nie ma nic potężniejszego od kobiecej przyjaźni.
Uwielbiam czytać o silnych kobietach, które nie boją się wyprzedzać epoki, w której żyją. Nie zdziwi Was pewnie fakt, że gdy zobaczyłam najnowszą książkę Weroniki Wierzchowskiej „W służbie Madame Curie” wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Akcja książki toczy się w czasach I wojny światowej, kilka młodych kobiet, z różnych sfer, zgłasza się na szkolenie pielęgniarskie, aby swoją wiedzą i determinacją pomagać rannym na froncie żołnierzom. Ku ich zaskoczeniu, kilka z nich zostaje oddelegowanych do nowo powstającej szkoły radiologii, w której nauczać będzie sama Maria Curie. Noblistka wraz ze swoją córką Irene będzie wprowadzała adeptki w tajniki elektryczności, prądu, promieni Roentgena i uczyła wszystkiego, by młode pielęgniarki mogły ratować życie zranionym na froncie. Sięgając po tę książkę byłam pewna, że znajdę tutaj postać silnej kobiety i wydawało mi się, że główną rolę odegra pani Maria. Jakże się pomyliłam! Autorka zaserwowała nam nie jedną, a pięć wspaniałych i odważnych kobiet, które nie bały się zostawić swojego życia i stanąć do walki o rannych żołnierzy, nie bały się porzucić swoich marzeń i wielokrotnie iść „pod prąd”- bo kto by uważał młode kobiety i jakaś dziwną teorię i kto by się z nimi liczył? Radiolożki wielokrotnie spotykały się z niechęcią, czy wręcz wrogością ze strony lekarzy, którymi miały pomagać. Niejednokrotnie także będą musiały zdobyć się na niesamowitą odwagę i pokazać, w jaki sposób zdać ten najważniejszy egzamin- z życia i z człowieczeństwa. Co ja mogę napisać? To wspaniała opowieść o sile kobiet, o tym, że nie wolno się poddawać i dążyć do szczęścia. O tym, że warto spełniać swoje marzenia, chociaż niekiedy może być to bardzo trudne, lub wręcz wydawać się nierealne. Pani Weronika w swoich książkach często przedstawia takie silne kobiecie postaci- choćby w „Desperatkach” i pokazuje nam, że tak naprawdę wcale nie jesteśmy taka „słabą płcią”. Zdecydowanie polecam tę książkę! To kawał emocjonującej lektury, z której możemy wyciągnąć wiele lekcji dla siebie 😊
Sięgnęłam po te książkę ze względu na temat radiologii, jest to moje pierwsze spotkanie z autorką. Brawo za poruszenie kilku ciekawych wątków np. uniezależnienie się Heli od rodziny, homoseksualizm Monique, ciężka walka Marii Curie Skłodowskiej o utworzenie jednostek radiologicznych. W mojej ocenie książka warta uwagi, ale wątki Monique i Judith są niewykorzystane.
Książka jest oczywiście fikcją literacką, ale zawiera elementy historyczne, tj. Marię Skłodowską, jej córkę, pracę instytutu radiologii i wykwalifikowane pielęgniarki radiologiczne, które działały w czasie I wojny światowej. Historia kilku dziewcząt z różnych warstw społecznych, którym przyświecał jeden cel - służba w karetkach radiologicznych.