Aż nie wiem co napisać, tak mi się podobała 🥹🥹🥹 wysłuchałam audiobooka, czytał Jan Marczewski i zrobił to znakomicie! Teatr jednego aktora!!! Świetna historia, język, humor. Błyskotliwe ukazanie konfrontacji starego z nowym.
Ojj, słabiutko. Zupełnie bez ładu i składu. Tak naprawdę to nie wiadomo o co chodzi, bo z jednej strony wyraźnie neguje obraz zacofanych i przede wszystkim zabobonnych polskich chłopów, a z drugiej krytykuje postęp i przyszłość. Nie do końca wiadomo, co autor miał na myśli. Spodziewałem się czegoś lepszego. Plus, że chwilami było całkiem śmiesznie
Najlepsza polska powieść w nurcie chłopskim, jaką kiedykolwiek miałam okazję przeczytać. Początek odpychał, ale warto jednak było wyzbyć się uprzedzeń. Osią fabuły kieruje głównie konflikt między rozwojem cywilizacyjnym a tradycją, wychowaniem i skostniałym przyzwyczajeniem. Wszystko wiernie podporządkowane rzeczywistości, horyzonty myślenia chłopstwa, sposób ich wypowiedzi i słownik, bez zbędnej estetyzacji i idealizacji. Nigdy nie byłam i nie będę entuzjastką komedii obyczajowych, tutaj jednak muszę przyznać, że Redliński pieczołowicie pociągnął i rozpracował wątki, bez wstydu oddał wszystko co było do oddania, a dzięki temu całość wyszła niezwykle autentycznie.
Kolejna lektura, która… nie była zła. Tym słowem na pewno bym jej nie opisała, bo fabularnie było całkiem w porządku, choć epizody były tak krótkie i dosłownie płynęły, że nie wiem, czy to aby na pewno zaliczyć do zalet. Jednak kulą u nogi, przez którą te nieco ponad sto stron szły mi trochę ociężale, był język. Rozumiem, że tutaj dialektyzacja wbiła na wysoki poziom i za to doceniam styl pisania Konopielki. Jednak pomimo mieszkania w tamtych regionach całe życie sprawiało mi to trudności. Stąd tylko dwie gwiazdki, ale była w porządku — podkreślę to jeszcze raz.
Pierwsza połowa podobała mi się bardzo, później uderzyło we mnie nieco rozczarowanie - nie podoba mi się w jaka stronę poszła relacja między Kazimierzem, a nauczycielką. Zakończenie też mnie do końca nie usatysfakcjonowało. Książka przeczytana już po egzaminie, ale na szczęście nie musiałam się do niej odwoływać XD
Update: jednak zmieniam ocenę z 3 gwiazdek na 2. Po przespaniu się doszłam do wniosku, że książka była nijaka.
Okej, trochę przegięłam z poprzednimi reakcjami, ostatecznie nie było źle. Już zrozumiałam że to krzywe zwierciadło ok xD mimo wszystko baaaardzo duży dysonans po przeczytaniu “chłopek”, pewnie to zaważyło na tym, że najpierw mi się nie spodobało. Język momentami dla mnie faktycznie zbyt sentymentalny, obrzydliwie obrzydliwe opisy seksu, ale pomijając ten ostatni fakt no to rozumiem, że groteska i komedia więc spk. Momentami serio śmieszne i aktualne bym powiedziała (w takim ironicznym sensie). Zakończenie nie wiem czym było, według mnie pasuje jak pięść do nosa do ogólnego nastroju powieści, takiego naigrywającego się z tego zacofania, życia w bańce itd, bo cała książka jest taka no humorystyczna i nie na poważnie, w sumie trochę taki kabaret w stylu “omg chłop się za chłopa przebrał!!”, zapomnę o tej książce szybko, czas wrócić do “Chłopów” na odświeżenie oddechu po Konopielce
Zdecydowanie książka nie dla każdego. Dla mnie jednak, była powrotem do dzieciństwa, życia na wsi. Warstwa językowa początkowo była trudna do przejścia, ale z czasem można się przyzwyczaić. Doceniam ten element, autor z wielką dbałością zadbał o autentyczność. Czasami nawet śmiałam się w głos, co nie zdąża mi się często czytając, naprawdę odnalazłam się w tej lekturze.
Listopad na początku lat 70. XX wieku w Polsce, wieś Taplary położona na białostocczyźnie, na Podlasiu, w gminie Suraż niedaleko Łap, zamieszkiwana przez 40 rodzin. Sami mieszkańcy nazywają siebie „tymi z bagna”, bo z powodu występowania z brzegów Narwi przez wiele miesięcy są odcięci od świata i muszą przedzierać się przez bagno. Taplary to miejsce zapomniane przez Boga i cywilizację, dlatego są idealną metaforą zacofania i w przeciwieństwie do Macondo Gabriela Marqueza wioską-przekleństwem, a nie marzeniem.
„Konopielka” Redlińskiego to powieść wpisująca się w „nurt chłopski”, przedstawiająca cechy reprezentatywne dla świadomości mieszkańców i kultury chłopskiej rodzącej się w wyniku wielkich przemian społecznych w PRL doby lat 60. i 70. XX wieku i poddającej się mitologizacji. Tu konkretnie chodzi o elektryfikację Białostocczyzny i wprowadzenie powszechnej nauki. Redliński w swojej powieści próbuje walczyć z obrazem wsi wykreowanej w prozie XIX i na początku XX wieku i czyni to w sposób prześmiewczy: za pomocą parodii i groteski. Autor najmocniej tutaj wyśmiewa paniczny strach mieszkańców Taplar przed jakąkolwiek, nawet najmniejszą zmianą, która uosabiana jest z diabłem, chociaż oni sami żyją z dala od Boga. Zabobony, gusła, odwoływanie się do tradycji z dziada pradziada, totalne zacofanie zważywszy na czas akcji - pełno tego w tej historii. I naprawdę potrzeba czujnego oka aby nie uwierzyć, że właśnie tak wyglądała wieś w opisywanych czasach.
„Konopielka” to z pozoru wymagająca powieść, bo Redliński wysoko zawiesił próg wejścia do tej opowieści: narrator 1-osobowy, język praktycznie 1:1 wzięty z gwary podlaskiej, błędy ortograficzne i zapis fonetyczny. Ja miałem ułatwione zadanie, bo w tej stylizacji odnalazłem wiele słów, których używali moi dziadkowie. Niemniej uważam, że jeśli już dacie się porwać temu, co by nie mówić, zaśpiewowi, popłyniecie z historią.
Bo muszę przyznać, że Redliński mimo stosunkowo krótkiej książki stworzył bardzo ciekawą opowieść. Chociaż walczył z mitem wsi, to udało mu się trafnie odczytać pewne socjologiczne prawdy dotyczące tego, jak człowiek reaguje na napierającą na niego rzeczywistość. Autor przedstawia mieszkańców zamkniętych w małej podlaskiej wiosce, którą czeka osuszenie bagien w pobliżu osady, co ma doprowadzić do wprowadzenia elektryczności i budowy szkoły - jako jednej z ostatnich miejsc w regionie - a zatem czeka ich otwarcie się na świat. I pisarzowi udało się odczytać pewne uniwersalne prawdy, w których dziś możemy przeglądać się jak w lustrze: wrodzonego lęku przed obcymi, pogardą dla każdego, kto chce wyróżniać się od innych, odwiecznego konfliktu prawdy z kłamstwem (które powtarzane przez wielu, odbierane jest jako prawda, skazując ją tym samym na porażkę). Poczucia humoru też nie mogę Redlińskiemu odbierać, bo jest go tu pełno, a scena pierdzenia (dokładnie tak!) to mistrzostwo świata!
Przesłuchałam audio dla lektora 💚 Ale sama powieść też bardzo spoko - lubię tych wszystkich ludzi, przykro mi że ich świat powoli przestaje istnieć, jednocześnie nie wiem sama czy elektryczność i nauka czytania faktycznie ułatwiło, czy utrudniło im życie. Że człowiek się musiał narobić, srał za oborą i musiał spać z teściową w łóżku? No może to tak naprawdę jest cena za poczucie sensu i przynależności? Nie wiem, nie znam się, ale podglądając życie bohaterów miałam poczucie tęsknoty za czymś utraconym - i nie było to wcale przedmiotowe traktowanie kobiet 🫠 ach, gdyby można było wybrać sam postęp, bez konsekwencji!
Początkowo ilość błędów (ort. itp.) bardzo mnie drażniła. Jednak po kilka stronach okazało się, że znakomicie komponują klimat. Ten dość nietypowy zabieg stylistyczny jest esencją tej książki. Dzięki temu czuć ten zacofany element polskiej wioski. Sytuacje zbliżone do tych w książce zdarzają się również w miastach. Zatwardziałych konserwatystów znajdzie się wszędzie. Sytuacje i historie sprawiają, że czytając, niejednokrotnie pojawia się uśmiech na ustach.
Interesująca książka, doskonała dialektyzacja, ciekawy obraz dawnych realiów polskiej wsi. Akcja wartko płynęła wprzód. Przemiana głównego bohatera dość realistyczna. Fabuła nie porywa, ale nie w niej samej tkwi siła powieści. Najciekawsze jest zetknięcie przeszłości z teraźniejszością. Myślę, że możemy dziś szukać w tekście analogii do współczesnych czasów: "Sierpem lepiej!". Dlaczego? Nie wiadomo. Opowieść o szacunku do ziemi, obyczajów, przywiązaniu do tego, co nieuchronnie przemija.
... Nu, nawet fajna ta książka, szkoda tylko, że uczycielka sie wyniosła do miasta bo podroże jej tylko w głowie, co za bezbożnica, a poza tym to ja nie wie jak Dunaj i Grzegorpioter nie po Kaziuka stronie staneli, ale nawet to już co tam oni, jak to tatko i Michał sie z nim kłocili, bo co? Bo koso kosił żyto, jak to szybciej przecie!
Ocena: 4,2/5
This entire review has been hidden because of spoilers.
4.40 Jedna z ważniejszych polskich książek. Nie da się jej tak po prostu skończyć. Jestem pewna, że będzie pojawiała się w moich myślach bardzo często. Na początku ciężko było się przyzwyczaić do gwary, ale zabieg ten był potrzebny, by w pełni oddać mentalność mieszkańców Taplar.
Generalnie bardzo doceniam. Bardzo dobrze pokazuje jak myślą zacofani ludzie, którzy tylko w swoim świecie zamknięci żyją. Nadal aktualne, patrząc na ludzi którzy tylko TVP oglądali i w to co tam mówione wierzyli. Tak więc polecam, chociaż to nie był na nią odpowiedni moment w moim życiu.
Nie spodziewałam się, że spodoba mi się tak bardzo bo rzadko sięgam po starsze książki! Ciekawa, zabawna, świetny język polski, studium natury ludzkiej. Przesłanie dalej aktualne i nie tylko w kontekście miasta i wsi ale chociażby podejścia ludzi w tym momencie do AI :)
Bardzo mi się podobało, aż żałuję, że nie dłuższe. Nie zgadzam się, że w złym świetle przedstawia tylko polską wieś - pokazuje patologie, ale też piękne zwyczaje i zmiany sposobu myślenia, z kolei miastowi nie są wcale wybieleni. Dużo mam po lekturze refleksji. Warto!