Kiedy czytamy nagłówki w internecie albo oglądamy wiadomości to co jakiś czas przewija się temat pedofilii, zabójstwa dzieci z tłem seksualnym, pornografia lub molestowanie. Zdecydowana większość ludzi wyraża oburzenie i dezaprobatę z hasłem - gdyby taki *** trafił w moje ręce to bym mu XYZ. Główny bohater "Kastratora", Wiktor, również wyraził dezaprobatę oraz oburzenie, ale równocześnie wziął sprawy w swoje ręce i stał się cichym wymiarem sprawiedliwości dla seksualnych zwyrodnialców.
Miałam okazję spotkać osobiście autora na Targach Książki w Krakowie, który polecał tę książkę, jeśli chcę trochę mocnych wrażeń. Opis z tyłu wyglądał zachęcająco, więc stwierdziłam, że dobra, spróbujemy.
Trochę mam już książek za sobą, chociaż zdaję sobie sprawę, że to kropla w morzu na tle wszystkiego co świat książek ma mi do zaoferowania. Nie spotkałam się jeszcze z tym, by czytać historię przedstawioną przez osobę, która wykonuje vendettę na pedofilach, by mieć poczucie, że sprawiedliwości stało się zadość oraz z myślą o jego córce. Nie spodziewałam się, że będę czytać jak się pozbawia, z chirurgiczną precyzją, jąder, a potem ta sama osoba idzie nauczać historii w szkole, jak gdyby nigdy nic. Oczywiście główny bohater, w pewnym momencie, zaczyna się w tym wszystkim zatapiać i fiksować, wszędzie widząc niepokojące znaki, sugerujące, że ten człowiek, którego ma przed sobą może gwałcić dzieci. Jednak tak jest w życiu - im głębiej wchodzimy w bagno to tym bardziej ono nas wciąga.
Tę historię można podzielić na dwie części, jedną dużą, drugą mniejszą. Ta większa to działania Wiktora, związane z tym co wyżej napisałam, jego osobiste życie i relacja z córką. Druga to tak zwane Interludium, gdzie pojawia się perspektywa pedofila, który przetrzymuje w piwnicy swoją trzecią nieletnią ofiarę oraz szuka następnej. Zakończenie - no, zaimponowało mi to. Owszem, niektóre elementy były do przewidzenia, ale ostateczny kształt był mocny. Nawet jeśli działo się wszystko bardzo dynamicznie to ostatecznie poszło to w dobry punkt.
Pora na segment uwag. W zasadzie mam tylko jedną. Odnosi się ona do ilości wulgaryzmów. W emocjach, na adrealinie, w złości, zrozumiałe, ale w pewnym momencie, w takich luźnych okolicznościach, jest tego troszeczkę za dużo. Może czepiam się szczegółów, ale one również mają wpływ na odbiór.
Powiem tak - bardzo solidna pozycja. Przyznaję, że podchodziłam do autora trochę sceptycznie, ale zwracam honor, bo książka jest tak wciągająca, że w zasadzie wchodzi na dwa gryzy, a nawet na jeden jak ktoś nie zrobi sobie przerwy. Autor nie ma, póki co, wielu książek, a ta jest jedynym thrillerem psychologicznym. Obiecuję, że jeśli zostanie wydany kolejny to ja go przeczytam. Na początku chciałam dać 4 gwiazdki, ale to zakończenie na tyle mnie kupiło, że zostawiam 4,5.