Są tajemnice, które bezpieczniej jest zostawić bez wyjaśnienia.
Pierwsza polska powieść inspirowana słynną tragedią na Przełęczy Diatłowa, która do dziś pobudza wyobraźnię. I wciąż rodzi strach.
Jedna z największych zagadek kryminalnych ZSRR nadal wywołuje ogromne emocje. Zimą 1959 roku grupa doświadczonych wspinaczy wyrusza w góry Uralu Północnego. Bazę opuszcza dziewięcioro turystów. Nie wraca nikt. Przez lata powstały dziesiątki teorii spiskowych, ale to, co wydarzyło się naprawdę na zboczu góry Chołatczahl, nie zostało wyjaśnione do dziś.
Krzysztof Domaradzki, zainspirowany tymi wydarzeniami, opowiada mrożącą krew w żyłach historię kryminalną. Ponad sześćdziesiąt lat po tragedii prywatny detektyw Żenia Kowalczuk i prawniczka Anna "Uzi" Gamowa dostają zadanie od wysoko postawionego polityka: mają odtworzyć przebieg wyprawy i odkryć winnych śmierci turystów. Jednak ludzie, którzy przez lata zatajali fakty o tragedii, zrobią wszystko, by świat nie poznał prawdy.
Wątek współcześnie prowadzonego śledztwa przeplata się z historią uczestników wyprawy. Kogo się bali? Plemienia Wortów, które ukradkiem ich obserwowało? Tajemniczych mężczyzn spotkanych w trakcie wspinaczki? A może wróg czyhał tuż obok, w namiocie?
Przełęcz to nawiązujący do prawdziwych wydarzeń thriller, który opowiada o jednej z najbardziej wstrząsających tajemnic XX wieku.
Krzysztof Domaradzki łączy spójnie prawdę historyczną i fikcję, tworzy sensacyjną, mroczną fabułę i próbuje odpowiedzieć na pytanie: co się wydarzyło tamtej zimy, co wydarzyło się w nocy z 1 na 2 lutego 1959 roku w górach Uralu? „Przełęcz” to fikcyjna opowieść, której inspiracją jest tajemnica wyprawy Diatłowa.
U Domaradzkiego bohaterowie próbują walczyć z dezinformacją i zakłamaniem, niewiele jednak mogą zdziałać. Ich własne otoczenie jest jak pole minowe, a miejscowe władze przypominają mitologiczną hydrę – utniesz jeden łeb, a na jego miejsce odrastają trzy kolejne. Tym samym, „Przełęcz” podczas lektury często atmosferą przypomina thriller polityczny, sensację szpiegowską, w której śledzimy walkę z wadami skażonego systemu, od którego nie można uciec, nawet po latach, nawet po pozornej transformacji. Pewne kwestie pozostają niezmienne, pewne zasady wykute w kamieniu, a kto będzie próbował przebijać się przez te mury milczenia, tego spotka surowa kara. Zatuszowane śledztwa, podsycane teorie spiskowe, spreparowane na rzecz opinii publicznej akta… W powieści powraca wielokrotnie wspominana niby mimochodem „potężna siła” – interpretacja pozostaje tu niby dowolna, można odnieść jednak wrażenie, że czytelnik od początku dobrze wie, o co w tym wszystkim chodzi.
W „Przełęczy” świetnie widać błyskotliwe pióro gatunkowe, jakim operuje Krzysztof Domaradzki. Stworzył thriller, kryminał, sensację, dodał szczyptę literatury górskiej, zamieszał i wyszła opowieść, która z pewnością przyciągnie uwagę miłośników nierozwiązanych zagadek historycznych i tajemnic, których być może nigdy nie uda się do końca zgłębić. Jego własna hipoteza jest prosta, ale jak z brzytwą Ockhama bywa – najbardziej prawdopodobna, najbardziej rzeczywista i tym samym najsmutniejsza w swoim przesłaniu. Świetna lektura na ostatnie tygodnie zimy.
Widzę, że Wydawnictwo Literackie zeszło na psy, skoro pokusiło się wydać taki chłam. Nikt wcześniej nie czyta przed wydaniem? Nikt nie odsiewa na starcie i nie przykróca zapędów grafomańskich w polskich wydawnictwach? To nie ma się, co dziwić, że z czytelnictwem słabo. Jeśli ma się czytać takie fantazmaty, to faktycznie lepiej odpuścić. I jeszcze te peany? Za co? Za te popłuczyny, w których ów uroczy chłoptaś, niejaki Krzysztof Domaradzki, ma czelność przyznać się do własnej ignorancji i uzurpować sobie prawo do pisania lepszych scenariuszy niż samo życie? Skoro tak, to dlaczego z tego "życia" zżyna bezczelnie? Sama zmiana nazwisk to chyba za mało, by uznać to za inwencję twórczą? I co to niby ma dać? Zapełnienie stron, gdy nie ma się pomysłu, jak je zapełnić? Widzę, że znów wraca trend na opasłe tomiszcza. Woda leje się w nich strumieniami. Tylko treści w tym tyle, co kot napłakał.
Wyobraźni brakuje, a raczej starcza na wymyślenie fabułki, której nie powstydziłby się nastolatek, często ściągający majtki, by obsłużyć swoje przyrodzenie. No ale nastolatka można zrozumieć. Wszystko sprowadza się do seksualności, gdyż dojrzewa. Ale chłopa po trzydziestce już nie do końca. I jeszcze myśli, że młodzież kilkadziesiąt lat temu była identyczna, jak młodzież obecna. Otóż nie, umysłowy chłoptasiu,nie była. Jak umieszczasz wydarzenia w danym czasie, to zapoznaj się chociaż pobieżnie z nimi, popytaj rodziców, podciągnij majtki i rusz głową. I w słowniku sprawdź, czym jest stylizacja wypowiedzi, bo bez niej te rozdziały na: "wtedy", "teraz" nie mają sensu. Chociaż one w ogóle nie mają sensu, bo to rzekome śledztwo, które prowadzone jest w 2020 zieje taką pustką i nudą, że trzeba wiele cierpliwości, by przez nie przebrnąć. Zakończenie zerżniete z "Terroru" Dana Simmonsa, więc rozwodzić się nad nim nie mam zamiaru. Wyjaśnienie zagadki urąga wszelkiej logice i przyzwoitości (przyzwoitosci, bo jednak autor czerpie z prawdziwych wydarzeń).
Autorze tego chłamu, jak nie byłeś w jakimś kraju, nie znasz go, ludzi, mentalności, sposobu mówienia, historii, to odpuść lub weź się do pracy, zgłębiaj temat. A jak się pracować nie chce, to przenieś miejsce akcji na teren, który znasz i umieść ją w czasach, o których będziesz w stanie coś powiedzieć (o ile w ogóle masz coś do powiedzenia), językiem, którym jesteś w stanie się posługiwać. Z szacunku do czytelnika. Do siebie samego. To tak na przyszłość. Jakby znów podkusiło Cię, by coś skrobnąć.Tym razem sprawdzać nie będę, bo cienia potencjału w Twej pisaninie nie widzę.
Stawiam 1/5, ale w zamierzeniu jest to 0/5. Myślałam, że Mróz to dno, ale widzę, że on i jemu podobni przetarli ścieżki grafomanom przez wielkie G. Aż strach się bać. Już teraz przeczytać coś wartosciowego jest trudno...
Do przeczytania tej książki zachęcił mnie pomysł autora, zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami na Przełęczy Diatłowa z 1959 roku, o której w swoim czasie przeczytałam całkiem sporo materiałów, i byłam ciekawa jak autor poradzi sobie z wykorzystaniem w swojej opowieści nigdy do końca niewyjaśnionej tragedii, która do dziś pobudza wyobraźnię i wciąż rodzi pytania, dorabiając się na przestrzeni kilkudziesięciu lat wielu teorii spiskowych. Od razu zaznaczam, że choć fabuła powieści w znacznym odsetku złożona jest z historycznych faktów z wykorzystaniem informacji, które udało się ustalić w toku późniejszego dochodzenia, to jednak cała jej kryminalna otoczka jest najzwyklejszą fikcją literacką momentami nawet dość przekonującą, bo czasem pojawiał się problem odróżnienia fikcyjnych pomysłów autora od tego co miało umocowanie w prawdziwych wydarzeniach. Czuć tutaj unoszące się "opary" postowieckiego klimatu i politycznych zagrywek niemniej tymi ostatnimi jaki i samą konstrukcją prowadzenia śledztwa czuję się trochę rozczarowana, ponieważ mimo kilku ciekawych momentów, śledztwo wydawało mi się dość mocno schematyczne, płytkie i chyba też trochę przeciągnięte na siłę. No i jeszcze dwa słowa odnośnie "mocniejszych" scen, do których również mam zastrzeżenia, ponieważ nie spodobał mi się sposób ich przedstawienia, szczególnie w momentach epatowania wulgaryzmami w stosunku do kobiet....
Nie powiem, żeby mnie ta pozycja jakoś tak bardzo zachwyciła, spodziewałam się po niej trochę większych emocji ale ogólnie zła nie była. Pomysł na fabułę super, jednak z wykonaniem trochę poniżej moich oczekiwań.
Dałabym tej książce 5 gwiazdek, bo jest - moim zdaniem - pozbawiona wad. Ale nie mogę, bo taką ocenę rezerwuję na specjalne okazje. Wciągająca, tajemnicza, poruszająca, skłaniająca do refleksji i przede wszystkim bardzo dobrze napisana ogólnie i na poziomie pojedynczych scen. Śmiem twierdzić, że żaden zapalony i zgaszony papieros nie był tu przypadkowy.
„Przełęcz” Krzysztofa Domaradzkiego to powieść inspirowana tajemniczą tragedią na Przełęczy Diatłowa, która do dziś budzi wiele emocji. Autor podjął się trudnego zadania, próbując stworzyć fikcyjną narrację osadzoną w realiach tej wciąż niewyjaśnionej historii.
Powieść przenosi czytelnika w mroźne góry Uralu Północnego, gdzie w 1959 roku grupa doświadczonych studentów-narciarzy wyrusza na wyprawę. Domaradzki umiejętnie buduje napięcie, stopniowo wprowadzając elementy tajemnicy i niepokoju. Obok wydarzeń z 1959 roku autor wprowadza do fabuły parę nietuzinkowych "śledczych", którzy dostali zadanie rozwiązania zagadki przełęczy. Ten wątek dzieje się już w czasach współczesnych.
Książka wyróżnia się mrocznym i klaustrofobicznym klimatem, który doskonale oddaje surowość i niebezpieczeństwo górskiej scenerii. Autor stara się nakreślić psychologiczne portrety bohaterów, ukazując ich relacje i wewnętrzne konflikty.
„Przełęcz” to fikcja literacka, ale jej fundamentem jest prawdziwa tragedia, co dodaje powieści autentyczności. Domaradzki wykorzystuje znane fakty i teorie dotyczące Przełęczy Diatłowa, tworząc własną, intrygującą interpretację wydarzeń. Nazwiska uczestników wyprawy, jak również nazwy własne zostały w książce jednak zmienione.
Mnie bardzo przypadł do gustu pomysł autora co do rozwiązania zagadki. Z historii znany wiele teorii, z których niektóre są bardzo realistyczne, a inne ocierają się o elementy paranormalne. Wizja Krzysztofa Domaradzkiego jest na tyle realistyczna, że byłabym skłonna uwierzyć, że faktycznie mógł to być jeden ze scenariuszy tego, co mogło się wydarzyć.
Szkoda, że książka nie dotarła do szerszego grona czytelników. Nie wiem czy to kwestia nieodpowiedniej promocji czy braku zainteresowania w bookmediach. "Przełęcz" to książka bardzo niedoceniona - zupełnie nie rozumiem dlaczego... Czytajcie, bo to kawał dobrej historii.
Od zawsze niczym mantrę powtarzam, że boję się zimy i gór, a razem wywołują u mnie panikę. Takie historie, jak choćby śmierć na Przełęczy Diatłowa dziewięciorga studentów w lodowatą noc z 1 na 2 lutego 1959 r. działają na moją wyobraźnię i potrafią wywołać dreszcze. Hipotez rozwiązania jednej z największych zagadek XX wieku było wiele, swoje wyobrażenie tego, co mogło się wówczas wydarzyć przedstawia również Krzysztof Domaradzki w Przełęczy.
Zima 1959 roku. Wiktor Gonczarow organizuje wyprawę w Ural. Razem z nim ma ruszyć jeszcze ośmioro studentów. Od początku mężczyzna jest pewny siebie, zarozumiały, metodyczny i widzi w sobie urodzonego przywódcę. Tyle, że między uczestnikami wyczuwa się silne napięcie i animozje. Pewnej nocy ślad po nich ginie. Ponad sześćdziesiąt lat później ekspolicjant i obecnie prywatny detektyw, Żenia Kowalczuk otrzymuje zlecenie od zastępcy Prokuratora Generalnego Federacji Rosyjskiej, by razem z przydzieloną mu do pomocy Anną "Uzi" Gamową rozwiązać zagadkę tego, co stało się z turystami z 1959 roku.
Głośne, niewyjaśnione tajemnice historii wywołują moc domysłów i spekulacji, wyobraźnia podsuwa najbardziej mroczne, niesamowite i sensacyjne odpowiedzi. Pokusie tej doskonale oparł się Krzysztof Domaradzki, który zamiast tego snuje z początku powolną opowieść, która jednak systematycznie przyspiesza. Pośród typowej sensacji obecnej w thrillerach, znalazł sposób na roztoczenie przed czytelnikiem szerokiego tła obyczajowo - politycznego Rosji za czasów Chruszczowa. Obserwujemy zarówno partyjnych oligarchów rosnących w siłę i zacierający niewygodne dla siebie sprawy, by nigdy nie ujrzały światła dziennego - a metody te stosowne są również współcześnie, jak również zapoznajemy się z drugiej strony z tajemniczym plemieniem Wortów. Z ich szamanami, zabobonnością obecną w życiu wielu Rosjan, a przede wszystkim z historią prawdziwych ludzi. Bohaterowie z przeszłości mają swoje tajemnice, wady, daleko im od wzoru wszelakich cnót, nienawidzą, rywalizują i patrzą na siebie zawistnym okiem. Są typowymi młodymi ludźmi, którzy przeżywają pierwsze porywy serca, a jednocześnie wyrywają się spod pruderyjnej obyczajowości. Sami natomiast śledczy również nie stanowią sztandarowej pary dochodzeniowców. Są wobec siebie nieufni i niechętnie odkrywają swoje karty, równocześnie towarzyszy im świadomość, że w tej sprawie są skazani na siebie.
Przełęcz łączy w sobie elementy thrillera politycznego, sensacji i powieści szpiegowskiej. Łączy w sobie faktyczną tragedię zagadkowej śmierci grupy studentów z beletrystycznym opisem tamtych wydarzeń. Sam autor podkreśla, że nie próbuje on szukać rzeczywistego opisu, a bardziej puścił wodze wyobraźni. Mimo tego bez problemu odnajduje się realne echa zarówno Rosji Sowieckiej, jak i tej współczesnej. Dotykamy rosyjskiego ducha i rosyjskiej rzeczywistości. Pewne zasady zaś pozostały stałe tak wówczas, jak i obecnie. Wszystko razem zmieszane daje satysfakcję zarówno wielbicielom literatury górskiej, jak miłośnikom historycznych zagadek.
Niektóre tajemnice powinny pozostać tajemnicami. Nie powinno dążyć się do ich odkrycia i zrozumienia, gdyż mogą okazać się pełne pułapek i niebezpieczeństw.
Po sześćdziesięciu latach od tragedii na Przełęczy Gonczara detektyw Żenia Kowalczuk i prawniczka Anna Gamowa, zwana również potocznie Uzi, otrzymują zadanie od ważnego polityka z wysokiego szczebla. Mają odtworzyć przebieg górskiej wyprawy oraz znaleźć winnych śmierci dziewięciu turystów. Oczywiście nie mają żadnego wyboru i muszą się tego podjąć. W czasie ich śledztwa na jaw wychodzi, że komuś bardzo zależało na zatuszowaniu całego wydarzenia. Czy ten niezwykle różniący się od siebie duet podoła wyzwaniu i odkryje prawdę? Jakie będą tego konsekwencje?
Było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i niestety nie mogę go zaliczyć do udanych. Bardzo zaciekawiła mnie tematyka książki. Jako fanka literatury górskiej chętnie sięgam po beletrystykę, która również zahacza o tę tematykę.
Tragedia na Przełęczy Diatłowa to jedna z największych zagadek kryminalnych. To też skrzętnie skrywana i chroniona tajemnica, która przez lata dorobiła się wielu teorii spiskowych. Dlatego też byłam ciekawa punktu widzenia i pomysłu autora właśnie na ten temat.
Przyznam szczerze, że rozpoczęłam czytanie z dużą chęcią i zaangażowaniem. Przeplatanie wydarzeń z przeszłości z aktualnie prowadzonym śledztwem świetnie się uzupełniało. Niestety do czasu. Pozycja do najcieńszych nie należy i miałam wrażenie, że autor za wszelką cenę pragnie nam przekazać każdy szczegół swojej wizji.
Mnie osobiście po pewnym czasie książka zaczęła się bardzo dłużyć, miałam wrażenie, że czytam i czytam, a stron nie ubywa. Zdecydowanie bardziej angażowały mnie fragmenty z przeszłości. Nie mogę pominąć również faktu, że występowało w tej książce tylu bohaterów, że już zaczynałam się w nich gubić. Trudno było również połapać się w powiązaniach rodzinnych.
Niemniej zakończenie mi się podobało i było zaskakujące. Po niemałym zagubieniu w trakcie otrzymałam wyjaśnienie i przede wszystkim rozjaśnienie: co, kto, komu i dlaczego.
Mnie ta pozycja nie zachwyciła, co nie oznacza, że jej nie polecam. Polecam każdemu, kto ma ochotę zapoznać się z twórczością autora, albo kogo, tak samo jak mnie ciekawią książki o górskiej tematyce.
Krzysztof Domaradzki wziął na warsztat jedną z najbardziej zagadkowych historii XX w. w ZSRR. "Przełęcz" to pierwsza polska powieść (kryminał, sensacja, thriller), która jest inspirowana tragedią na Przełęczy Diatłowa. W Epilogu, możemy przeczytać, że to życie pisze najlepsze scenariusze... w tym przypadku z pewnością tak jest - Przełęcz Diatłowa po dziś dzień pobudza wyobraźnię, bo nikt ani nic nie jest tak fascynujące jak nierozwiązana tajemnicza zagadka śmierci młodych turystów podczas ekspedycji w górach Uralu Północnego. W powieści Domaradzkiego, poznajemy fabularyzowaną historię Igora Diatłowa i tego, co wydarzyło się na przełęczy na zboczu góry Chołatczahl. Dwie perspektywy - dwóch głównych bohaterów i dwie różne historie, które łączy zagadkowa przełęcz. Zimą 1959 r. bohaterami historii jest grupa dziewięciu studentów, doświadczonych wspinaczy z Uniwersytetu Niestierowskiego, która pod przywództwem Wiktora Gonczara wyrusza w góry Uralu Północnego. Bazę opuszcza dziewięcioro turystów. Wszyscy giną w niejasnych okolicznościach. Pozostaje po nich tylko wspomnienie, podsycane co jakichś czas przez ludzi szukających "prawdy" na temat tego, co wydarzyło się w nocy z 1 na 2 lutego 1959 r. na zboczu góry Chołatczahl. Z kolei zimą 2020 r., sześćdziesiąt lat po tragedii na przełęczy, poznajemy prywatnego detektywa - Żenię Kowalczuka i prawniczkę - Annę „Uzi” Gamową. Prokurator Generalny - Lew Fiodorow zleca im zadanie: mają odtworzyć przebieg wyprawy i odkryć winnych śmierci turystów. Jednak nie jest to takie proste, bo ludzie, którzy przez lata zatajali fakty o tragedii, zrobią wszystko, aby świat nigdy nie poznał prawdy. Wątek współcześnie prowadzonego śledztwa przeplata się z historią uczestników wyprawy... Czy uda się dotrzeć do prawdy, odkryć, kto jest winny tragedii i przykładnie ukarać tych, którzy przez lata pozostawali bezkarni? Powieść w sam raz na długi zimowy wieczór.
Zdarza się, że życie pisze scenariusze tak zaskakujące i mroczne, że trudno dać im wiarę. Jedną z tajemnic, które pozostają niewyjaśnione i które inspirują kolejnych autorów jest los, jaki spotkał grupę młodych podróżników, którzy zima 1959 roku zginęli w uralskich górach. To właśnie ich historia stała się kanwą dla świetnego thrillera Krzysztofa Domaradzkiego, Przełęcz.
Czytałam już dużo o tragedii na przełęczy Diatłowa, a to jest pierwsze fabularne podejście do wyjaśnienia jej. Muszę przyznać, że w pewnym sensie... najnudniejsze, bo tak prawdopodobne.
4.5 wow, jestem totalnie pod wrażeniem fikcja wymieszana z faktami w taki sposób, że ciężko odróżnić co jest prawda a co nie ciężko się było oderwać, czytało się z zapartym tchem