Co zrobić, gdy nagle rzuci cię chłopak, z którym rok temu się zaręczyłaś? Płakać? A może przyjąć zaproszenie przyjaciółki i polecieć do... Nowej Zelandii?
Sylwester – dobry początek. Zuza błyskawicznie odkrywa uroki nowego świata, zwłaszcza że towarzyszy jej niezwykle przystojny Simon. Prawdziwe życie na Antypodach poznaje, podejmując pracę opiekunki dzieci. Niepokoi ją tylko tajemnicza przeszłość chłopaka. Czy Zuzę czeka kolejny zawód?
Pasjonująca i gorąca historia o miłości i odkrywaniu siebie, dzięki której przeniesiesz się na drugi koniec świata...
Mika Modrzyńska jest autorką bloga, pisarką, a przede wszystkim zapaloną podróżniczką. Sama pisze o sobie „jestem profesjonalnym poszukiwaczem magii, miłośniczką chmur i przeogromną fanką lodówek, a raczej ich zawartości. Moim życiowym celem jest znalezienie szczęścia. Och, i zostanie pisarką. Bestsellerową pisarką, tak gdzieś na półce z J.K. Rowling”.
Autorka urodziła się w roku 1994, pochodzi z małej wioski na Mazurach. Studiowała lingwistykę stosowaną (spec. angielski i rosyjski) na UKW w Bydgoszczy. Uwielbia uczyć się języków obcych, co prawdopodobnie wiąże się z jej miłością do podróżowania. Mika po raz pierwszy wyjechała za granicę w 2016 – na wymianę studencką do Niemiec. Od tamtej pory jest w ciągłym ruchu. Mieszkała także w Portugalii, USA i Hiszpanii, a oprócz tego zwiedziła kilkadziesiąt innych państw. Obecnie mieszka w Nowej Zelandii – to dlatego właśnie tam toczy się akcja jej debiutanckiej książki. Na blogu alecojak Mika opisuje między innymi swoje podróże, zachęca do zwiedzania świata w pojedynkę i opowiada o sprawdzonych sposobach na tanie podróżowanie.
Zanim zdecydowałam się na przeczytanie książki, słyszałam same dobre opinie o niej. Pozytywne recenzje, w tle Nowa Zelandia (która jest czymś nowym w romansach) i wywrócenie świata głównej bohaterki do góry nogami. Do tego książka napisana przez polską autorkę! Czy to nie brzmi fajnie?
W rzeczywistości dostajemy pozycję, w której jest trochę samej Nowej Zelandii i jej klimatu. Osobiście nastawiałam się, że nieco więcej usłyszę o tym państwie. Może to kwestia tego, że książka jest po prostu krótka i nie było czasu na to? Uważam, że autorka mogła lepiej wykorzystać miejsce, w którym rozgrywa się akcja powieści i zdecydowanie dużo bardziej by mi się podobała. W pewnym momencie nawet główna bohaterka rzuca pomysłem zwiedzania wysp, jednak autorka nie opisuje za bardzo tych lokalizacji 😐
Zuza… o matko jak ja jej miałam dość. Nasza główna bohaterka jest niesamowicie irytująca i dziecinna. Pierwszy raz spotkałam się z tak płytką postacią. Dla przykładu: idzie na plaże nudystów i śmieje się, że ludzie tam są nadzy. Czego innego oczekiwała? XD Dziewczyna ma około 25 lat, więc totalnie mnie to zdziwiło. Zauważyłam też, że jest bardzo wścibska, bo w pewnym momencie, gdy spotyka się ze znajomym i jego nową dziewczynom, która jest o pare lat młodsza od chłopaka, myśli „co on wyprawia? I to dla jakiejś młodej dupy?”. Miałam takie: CO? W którym roku my żyjemy, że różnica wieku między partnerami jest, aż tak zła? (ona wynosi do tego jakieś 6/7 lat tylko). A poza tym czy to powód, żeby tak nazywać nieznajomą, która w dodatku jest dla niej szczerze miła? Wszystko mamy z jej perspektywy, dlatego negatywnie odebrałam tę książkę i autorka za bardzo nie pokazywała, że jej zachowanie jest złe.
Książka jest schematyczna i nie jest niczym nowym. Rzeczy nad, którymi normalnie rozpływam się w romansach, wyszły jakoś cringowo. Jednak patrzę na nią troszkę inaczej w tej kwestii. Jest to debiut, także nie oczekiwałam, aż tak bardzo oryginalności. Styl jest dosyć przyjemny i szybko czyta się tę książkę 😌
Długo myślałam co napisać Wam o „Styczniowej letniej nocy” bo niestety nie zrobiła na mnie tak ogromnego wrażenia jak z początku myślałam.
Przede wszystkim jest to bardzo lekka i szybka lektura, co jest jej ogromnym plusem. Wprowadza czytelnika w taki letni i wakacyjny klimat pomimo niezbyt przychylnej, i raczej zimnej pogody za oknem. W końcu kto by nie chciał świętować Nowego Roku na jakiś ciepłych wyspach, na plaży przy ognisku mając u boku najlepszą przyjaciółkę?
Książka opowiada historie Zuzy, która pod wpływem impulsu po rozstaniu z narzeczonym postanawia spakować walizki i udać się w podróż do Nowej Zelandii, gdzie mieszka jej najlepsza przyjaciółka Ola. W końcu czas zrobić coś szalonego i trochę odpocząć. Tam wplątuje się w romans z Simonem, który zbyt dobrą opinią wśród znajomych się nie cieszy.
No i cóż o ile sam pomysł dla mnie prosperował na naprawdę przyjemny, i przy okazji zabawny romans, tak przy wykonaniu wypadło to troszkę słabo.
Dla mnie momentami działo się wiele rzeczy zdecydowanie zbyt szybko i gwałtownie. Jednak chyba największym minusem całej powieści była sama główna bohaterka. Z początku nawet było mi szkoda Zuzy, ale bardzo szybko doszłam do wniosku, że jest ona po prostu płytka. Jej sposób bycia bardzo mnie denerwował. Momentami waliła takimi tekstami do nowo poznanych osób, że niestety jakby ktoś tak ze mną rozmawiał to po prostu bym podziękowała, odwróciła się na pięcie i poszła w siną dal. Rozwiązanie wątku Simona i jego przeszłości również nie do końca mnie usatysfakcjonowało.
Zdziwiła mnie duża dawka seksu w tej książce. Może nie koniecznie przeszkadzała, bo jednak i po erotyki zdarza mi się sięgnąć, ale totalnie się tego nie spodziewałam.
Jest to debiut, w którym jednak troszkę brakuje mi dopracowania. Myślę, że autorka idzie w dobrym kierunku bo wbrew pozorom naprawdę przyjemnie się ją czytało, aczkolwiek coś nie zagrało.
Mi osobiście nie do końca przypadła do gustu, ale ma wielu fanów także myślę, że warto sięgnąć i przekonać się samemu.
Pochłonęłam książkę w jeden dzień i niesamowicie się przy nim bawiłam bardzo polubiłam bohaterów oraz historię którą przedstawiła nam autorka w fajny i zabawny sposób z podróżą w tle. Jest to Świetny romans momentami irytujące lub cringowy, Ale polecam podchodzi do tej książki bez wysokich oczekiwań❤️
Tak jak wiecie mi osobiście się bardzo podobało może to nie jest najlepsza książka jaką czytałam, ale byłam przyjemna i ciepła.
3,8⭐️ To mi się naprawdę świetnie czytało! Jest to przewidywalna książka, bo raczej już po samym opisie idzie stwierdzić jak potoczą się losy bohaterów, jednak zupełnie nie odbiera to przyjemności z czytania, bo po i takie książki aż czasem chce się sięgać! I mimo, że zakończenie dla wielu może się wydawać słabe - innego sobie tutaj nie wyobrażam!
jeśli szukacie lekkiej i przyjemnej książki na oderwanie się od świata rzeczywistego to jest to z pewnością coś dla was! styczniowa letnia noc to książka przepełniona ciepłem i uczuciami. myślę, że jest to idealna książka na zastój czytelniczy albo cięższe dni. wątek romantyczny w owej książce była naprawdę okej, ale momentami wydawał mi się lekko przesłodzony (nie wiem jak to inaczej ująć). kolejnym dużym plusem tej książki jest świetnie oddany klimat Nowej Zelandii, no jest on po prostu świetny! tak podsumowując książka ta jest naprawdę bardzo dobra i idealna na zastój czytelniczy, lecz wiem, że niektórym może się ona nie spodobać (w sumie tak jak każda inna książka hah).
Świetna, przyjemna książka, z którą naprawdę dobrze się bawiłam! ❤ Trochę humoru, żartów w połączeniu z trudną przeszłością, rozstaniami. Nie brakuje tu też przyjaźni i namiętności! 🙌
Super klimat to muszę przyznać. Książka na początku miała ogromny potencjał i bardzo mnie wciągnęła. Z czasem zaczęłam się troszkę nudzić, bo zbyt wiele się nie działo. Końcówka znowu bardzo się poprawiła, co zdecydowanie podnosi tutaj moją ocenkę.
Mika Modrzyńska napisała taką książkę w której uczucia są bardzo jasno ukazane i na stronach książki można je odczuć. Historia również zapiera dech w piersi, jest zabawna, urocza i przede wszystkim odważna! Autorka przekazuje by życie brać garściami i korzystać z każdej okazji by złapać przygodę za nogi. Bohaterowie ukazani zostali w całej swojej okazałości, można zobaczyć ich w stanie największego szczęście jak smutku i zmartwień. "Styczniowa letnia noc" jest w odbiorze bardzo pozytywną lekturą, która swoją drogą jest lekka i przyjemna. Można miło spędzić przy niej kilka wolnych chwil. Zachęcam do przeczytania :)
Grudzień to miesiąc podsumowań i snucia planów na Nowy Rok. W tym czasie Zuzanna dowiaduje się, że jej długoletni chłopak nie chce z nią być. Upokorzona wyprowadza się z mieszkania, rzuca pracę w korporacji i w noc sylwestrową jest już po drugiej stronie globu. Przyjaciółka załatwiła jej pracę au pair w Nowej Zelandii. Zuzanna obiecuje sobie, że od teraz będzie już tylko korzystać z życia, nie dając się zranić żadnemu mężczyźnie. Poznany w Sylwestra przystojny Simon ma zostać jej przyjacielem, z którym będzie tylko sypiać. Czy w tym szaleństwie dziewczyna odnajdzie siebie?
"Styczniowa letnia noc" to debiut. Autorka mieszka w Nowej Zelandii i tam osadziła akcję swojej powieści. Konstrukcją książka przypomina komedię romantyczną, szczególnie jeśli spojrzeć na jej finał. W ramach kategorii ta powieść w jednym tomie mogłaby wpasować się pewnie w New Adult. Ze względu na sceny 16+ może przypaść do gustu fanom takich produkcji jak "Emily w Paryżu" czy "Bridgertonowie". Podobnie jak w przypadku tamtych historii, szalenie interesujące miejsce akcji to tylko dodatek, robiący za ciekawe tło dla ognistego romansu.
Powieść nie jest też jednolita. Jej pierwsza część jest niczym literatura erotyczna. To ten typ relacji bohaterów: najpierw się z Tobą prześpię, a dopiero potem (może) Cię poznam. Druga część historii ma już w sobie więcej psychologii i próby analizy tego, kim są bohaterowie i dlaczego się tak zachowują.
Skąd pomysł na taką strukturę powieści? Mika Modrzyńska wyjaśnia na swoim blogu (strona autorki), że wynikał on ze spotkania. Napotkana przypadkiem inna pisarka, pochodzą z Wielkiej Brytanii, prowadziła styl życia, w którym mogła pozwolić sobie aby dużo podróżować i żyć z pisania. Plan był taki aby pojechać do egzotycznego kraju, zrobić notatki, a potem już tylko wysłać tam bohaterki swoich romansów. Według tego wzoru w miejsce młodych Brytyjek w podróż wyrusza Zuzanna, wnosząc polski akcent do historii.
Jaka jest dziewczyna jako główna bohaterka? Jedyna narratorka "Styczniowej letniej nocy" pełna jest sprzeczności. Ma bardzo szybkie tempo zmiany decyzji przy dużym niezdecydowaniu w większości kwestii. W tym samym momencie jest to też historia dziewczyny, która wyrywa się z szarej polskiej rzeczywistości w środku zimy i ląduje w egzotycznym kraju, gdzie trwa lato. Porzuca związek, który był nudny ale bezpieczny, na rzecz nieznanego lecz bardziej poruszającego serce uczucia. Łamie utrwalony schemat, według którego ktoś każe nam wszystkim jednakowo żyć i za to brawa dla niej.
Osobiście nie udało mi się zidentyfikować z bohaterami, a przez to ich losy aż tak mnie nie wciągnęły. Kontrowersyjne szczegóły historii Simona nie zostały do końca wyjaśnione. Choć wiele osób na tu jakiś głębszy problem do przepracowania, jak to już bywa w New Adult: uleczą się sami - siłą swojego uczucia. Książkę czyta się szybko, lecz rozdziały kończą się często w przedziwnych miejscach. Zupełnie nie takiej historii się po tym tytule spodziewałam i może stąd to rozczarowanie.
Jeśli potraktować powieść jako książkę, gdzie wątek erotyczny gra pierwsze skrzypce, a do tego akcja dzieje się w ciekawym miejscu, to przypuszczalnie trafi się na udaną lekturę. Jeśli jednak sięgnie się po ten tytuł tylko aby poznać lepiej Nową Zelandię, to można poczuć spory niedosyt.
Zuzanna się czegoś dowiaduje tylko przez przypadek. Nie czyta specjalnie nic na temat cudownego miejsca, w którym się znalazła. Ciekawostki o wyspach i ich kulturze się tu więc znalazły, ale jest ich stanowczo za mało jak na kraj, gdzie znaleźć można zarówno tropikalne plaże jak i fiordy z zorzą polarną nad ich szczytami.
Po "Styczniową letnią noc" chciałam sięgnąć już od kiedy usłyszałam o tej książce. Romans, przygoda i Nowa Zelandia zapowiadały się jako coś naprawdę fajnego i sam klimat powieści w dużej mierze właśnie taki jest. Styl autorki był dla mnie przyjemny w odbiorze. Bardzo szybko się wciągnęłam i w zasadzie płynęłam przez tą historię. I choć sama Zuza początkowo zaskoczyła mnie swoją bezpośredniością i otwartością (i to jest bardzo fajne!), ale niestety niektóre zachowania mnie irytowały i odpychały. Ponadto wątek historii Simona do mnie nie przemówił. Samego bohatera bardzo polubiłam, ale kiedy bohaterka drąży w jego przeszłości i czegoś się tam dowiaduje to jednak jest to ułamek tych pytań które sama sobie zadaje i które ja jako czytelniczka zadawałam.
Może przesadzam, ale brakowało mi tutaj dokończenia niektórych wątków i wyjaśnień, których nie otrzymałam. Większość historii to zwiedzanie i przygoda i to jest faktycznie przyjemne, ale te najważniejsze wydarzenia są w zasadzie upchnięte na samej końcówce i też nie zawsze racjonalne. Tutaj mamy powolną klimatyczną historię, a zaraz nagłe zwroty akcji, odpowiedź na kilka pytań i koniec. Ok, w życiu też nie dostajemy odpowiedzi na wszystko, ale przez to, że historia rozwijała się tak jak rozwijała, miałam wrażenie, że po prostu dane elementy fabuły nie są już potrzebne, więc już w sumie o nich nie wspominamy skupiając się na historii Zuzy i jej przemiany. Mimo to sama książka była przyjemna w odbiorze i miło przy niej spędziłam czas. Choć erotyka się pojawiała to nie było przesytu. To lekka, aczkolwiek niewymagająca historia, więc można fajnie się przy niej bawić, a wątek Nowej Zelandii mi się podobał i wprowadził powiew świeżości. Jednakowo zabrakło mi tutaj uzupełnienia historii o którym wcześniej wspominałam i rozwinięcia zakończenia, które nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Podejrzewam, że gdyby nie to, byłabym bardziej zadowolona.
Bardzo zawiodłam się na tej pozycji i nie będę kłamać: byłam nią głównie zainteresowana ze względy na okładkę i tytuł, które przykuły moją uwagę i spodziewałam się czegoś naprawdę wow, jeszcze w dodatku akcja dzieje się w Nowej Zelandii, więc tym bardziej. Niestety dialogi nie były poprowadzone ani dobrze, ani w ciekawy sposób, wszystko dzieje się szybko i w moim odczuciu chaotycznie i niezbyt trzyma się jednej całości, a główna bohaterka jest strasznie nieznośna i strasznie szybko zmienia swoje zdanie. Patrząc na to wszystko razem nie wychodzi z tego historia warta większej uwagi, a szkoda, bo mogła być naprawdę bardzo fajna i przyjemna. Z plusów mogę powiedzieć jedynie, że czyta się ją naprawdę szybko, więc jeśli ktoś szuka lekkiej historii, gdzie nie ma za ciekawej fabuły, ale pojawiają się sceny erotyczne to śmiało, może akurat wpisze się w wasze gusta I wymagania, niestety u mnie się ta pozycja nie sprawdziła. Może też oczekiwałam od niej zbyt wiele, patrząc na pozytywne opinie?
Historia Zuzy rozpoczyna się wraz z zakończeniem jej 4 letniego związku z Michałem. Dziewczyna postanawia wylecieć do Aucland w Nowej Zelandii, gdzie ma zajmować się dziećmi pewnej rodziny. Pierwszego dnia po przyjeździe poznaje Simona. Czy chłopak zrani jej uczucia? Jak dla mnie bardzo fajna, przyjemna lektura. Smaczku dodawały ciekawostki związane z Nową Zelandią, które autorka wplotła w historię. Dobrze się bawiłam.
Początek, a właściwie do 180 stronie był tragiczny. Czułam się jakbym czytała słaby romans z wattpada. Główna bohaterka była bardzo irytująca. Ale potem było trochę lepiej, pojawiły się jakieś emocje (w książkę i w końcu we mnie czytając ją). Zakończenie mi się podobało. Drugą połowę czytało się przyjemnie i szybko. Natomiast przez to co działo się w pierwszej części książki nie jestem w stanie dać więcej
Przyjemna, krótka i zwariowana historia o niespodziewanym obrocie życia o 180°. Poznanie swojej drugiej połówki na drugim końcu świata.... Brzmi zachęcająco, czyż nie?
Pewnego dnia Zuza dostaje strzał w twarz od życia i postanawia wziąć życie w swoje ręce. Ma dość bierności i przyzwyczajanie się do tego co stabilne i wystarczające. Tego dnia "wystarczające" nie jest dla niej dość dobre. Zostawia, póki cóż swoje dawne życie i leci na do przyjaciółki. Nie wie jednak, że tam, w styczniową, sylwestrową noc, będzie na nią czekał ON. Człowiek, który zgarnie ja w swoje sidła szybciej i sprawniej niż się tego spodziewa. Czy szalona wycieczka przyniesie odpowiedzi na nurtujące Zuzę pytania? Czy ta szalona przygoda doczeka się swojego szczęśliwego zakończenia? Powiem wam tak, z tego wszystkiego wynikną przygody jakich nie zapomnicie.
Problemy w życiu mogą doprowadzić do różnych sytuacji w których osoba obarczona i przytłoczona wsyztskimi wydarzeniami postanawia odmienić swoje życie i zacząć nowy rozdział. Nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji! Czytając opis byłam przygotowana na sporą dawkę romansu oraz przygody. Jednakże, to co tam przeczytałam było czymś więcej.
W historii mamy nie tyle przygodę odkrywającej nową drogę Zuzy, ale również próbującego odkryć swoją życiową ścieżkę Simona. Nie byłam na to przygotowana a jednak wywołało to u mnie bardzo pozytywne odczucia i jednocześnie, wprowadziło głębię do powieści. Bardzo podoba mi się nie odkrywanie wszytskich kart od samego początku. Bohaterowie nie są otwarci i nie kryją się z tym, jednoczenie wiedzą że coś ich ciągnie do siebie, jakiś niewidzialny magnes, który już przy pierwszym spotkaniu postanowił zadziałać że zdwojoną siła. Należy pamiętać, że odkrywanie swoich własnych kart z talii jest najcięższa czynnością. Patrzę je w czyjeś karty może być łatwiejsze, ale należy pamiętać, że nie wiemy co w nich zobaczymy ani jakie będą tego konsekwencje.
Wciągająca powieść z drugim dnem, którego nie zapomnicie. Przygoda w Nowej Zelandii będzie przygoda waszego życia. Jesteście gotowi? LET'S GO!
Związek Zuzy w jednym momencie się rozpada, kiedy Mikołaj postanawia ją rzucić. Dziewczyna nie wie, co ze sobą zrobić, do czasu gdy dzwoni przyjaciółka. Wtedy wszystko wydaje się jasne. Zuza rzuca wszystko i przenosi się z Polski do Nowej Zelandii. A wszystko z myślą, żeby odżyć i zapomnieć o byłym narzeczonym. Będzie się działo!
Właściwie historia może być jak najbardziej przewidywalna, cóż bowiem może się stać, gdy świeżo upieczona singielka wylatuje do innego kraju, żeby zapomnieć o swoim byłym.
Książkę czytało się bardzo szybko, nieprzeczytanych kartek ubywało mi w niebywałym tempie, a ja spragniona ciepła Nowej Zelandii, chłonęłam każdą ciekawostkę. Z żalem przyjęłam fakt, że nie dowiem się zbyt wiele o tym państwie. Owszem, autorka od czasu do czasu podrzuca jakiś smakowity kąsek, jednak, jak to na ten gatunek przystało, większość treści zajmuje głównie romans. Zamiast więc czytać o kolejnej scenie miłosnej i rozwodzeniu się bohaterki nad przystojnym, opalonym i (oczywiście!) umięśnionym mieszkańcem wyspy, chętnie wybrałabym się z nimi na zaplanowaną wycieczkę dookoła, o której z resztą bohaterowie wspominali. Tak też sie nie stało. Rozumiem jednak, że autorkę ograniczała objętość, a "Styczniowa letnia noc" nie miała być reportażem podróżniczym, a jedynie romansem z ciekawym państwem w tle.
I tu nie mam nic do zarzucenia, bo historia miłosna, mimo wzlotów i uniesień, nie zaskoczyła mnie niczym. To jednak pozytywne odczucie, bowiem ja od tej książki właśnie tego oczekiwałam. Chciałam, żeby mnie niczym nie zaskoczyła, dając mi miast to, czego od niej chcę — przyjemnego, lekkiego i rozluźniającego romansu, którego będę mogła czytać pod kocem z kubkiem herbaty w ręku.
Zastanawiam się co bym zrobila gdyby rzucił mnie chłopak? Czy rzuciłabym wszystko i wyjechala na drugi koniec świata? Pewnie rozmyślałabym o tym intensywnie ze względu na miłość do podróży i chęć poznania świata. Ale żeby od razu na drugi koniec świata aż do Nowej Zelandii?☘️ Główna bohaterka Zuza nie wahała się dlugo. Po zerwaniu spakowała walizkę i wyruszyła do swojej przyjaciółki wlasnie na drugi koniec świata. Chęć rozerwania się i poznania skrawka świata przysłonił poznany pierwszej letniej sylwestrowej nocy Simon - mega przystojny nowozelandczyk.🥵 Ich relacją przypominała mi niesamowicie przyciąganie misia do miodu. Jedno ciągnęło do drugiego i choć żadne z nich prawie do końca historii nie potrafiło powiedziec co tak naprawdę czuje, historia skończyła się dla mnie idealnie!❤️🔥 I mimo tego, że rzadko sięgam po romanse i nigdy po erotykiem tak tu opisy zbliżeń tych dwojga nadawały rozpędu historii i w zręczny sposób rozwijały relacje dwojga bohaterów. • Nie wiem czemu, ale naprawdę mocno zżylam się z bohaterami. Chęć pomocy i rozwikłania tajemnicy Simona przez Zuze, ich rozmowy i czułość z jaką Simon obchodził się z Zuzą... Patrzenie jak chlopak uczy sie kochać. To było coś pięknego. Oprócz burzliwej i romantycznej historii dostajemy też wątek problemów rodzinnych, radzenia sobie samemu w młodym wieku, bycia czarna owcą w rodzinie. • P.S. tak mocno wciągnęła mnie ta historia, że od razu po jej skończeniu zrobilam jej reread!❤️🔥
Zuza wiedzie uporządkowane życie - narzeczony, praca, ukończony licencjat. Gdy nagle pewnego dnia jej ukochany - Mikołaj, ją porzuca. Zuza postanawia skorzystać z zaproszenia przyjaciółki i wyjeżdża na drugi koniec świata. Styczniowa letnia noc pociąga egzotycznym klimatem i ociepla zimowe wieczory. Zabiera nas w przyjemną i pouczającą podróż po Nowej Zelandii. Autorka oprócz bardzo przyjemnego stylu i przepięknych opisów, serwuje nam też sporo ciekawostek na temat tego kraju. Mimo że to romans, to mamy tu też sporo ciekawych wątków pobocznych, które finalnie były dla mnie odrobinę zbyt słabo rozwinięte i wyjaśnione. Postać Zuzy i inne kobiece postacie, są bardzo dobrze skonstruowane, czego niestety nie można powiedzieć o mężczyznach. Nie polubiłam żadnego z nich, ale sam wątek romatyczny prowadzony jest w bardzo dobry sposób, intrygująco i ze smakiem. Zakończenie jak to w romansach, do przewidzenia, ale potrzebowałam takiej książki w te ponure styczniowe dni - lekkiej, przyjemnej i dobrze napisanej. Jedno jest pewne, po lekturze tej książki, nabrałam ochoty żeby rzucić to wszystko i wyjechać do Nowej Zelandii!
O BOŻE to jest wspaniała książka ja się zakochałam w simonie on jest poprostu idealny…….. a druga sprawa to przeczytałam to jednym tchem. Początek był tak beznadziejny ze myślałam ze dam dnf, ale po 50str wszystko zaczęło się dziać i naprawde stwierdzam ze jest to świetna książka!!! Wiec nie zniechęcajcie się na początku bo potem serio warto!!!!
2.75 KUUURDE FAJNE BYŁO Zuza głupia była i nie zasługuje na Simona ((to ja na niego zasługuje;)))…….ale historia fajna, słodka i bardzo mnie bawiły „polskie żarty” ukryte w tej książce
Choć początek momentami żenuje, bohaterowie są papierowi, a ich "zwierzęce pożądanie" wzbudza "niemożebne rozbawienie", to zobaczyłabym te historie jako produkcję Netflixa. Ma swoje momenty, a plot twisty z ostatniej części trzymają w napięciu nawet surowego sceptyka. A może to ta Nowa Zelandia?
2,75⭐ Moim zdaniem akcja zdecydowanie za szybka, nie miałam za bardzo ochoty wracać do tej książki po odłożeniu, a oprócz tego strasznie mnie irytowała główna bohaterka.
Ale to była przyjemna lektura! Zuza i Simon to bohaterowie, których się lubi, którym się kibicuje. Bawiłam się doskonale śledząc ich losy, a przy okazji poznając trochę Nową Zelandię ❤️
Nowa Zelandia w lokalnym języku maoryskim nazywana jest Aotearoa co oznacza "kraj długiej, białej chmury" - to właśnie tam Mika Modrzyńska zabiera swoich czytelników. Do jednego z najdalej oddalonych krajów od Polski, gdzie liczba owiec jest większa niż liczba ludności a dzika, piękna i niemal zawsze zielona przyroda przyciąga miliony turystów rocznie. W swojej debiutanckiej powieści przedstawia historię Zuzy, która po rozstaniu z narzeczonym, pod wpływem emocji pakuje walizkę, przyjmuje zaproszenie przyjaciółki i leci na Sylwestra do Nowej Zelandii. Zuza błyskawicznie się aklimatyzuje. Podejmuje pracę jako opiekunka i tak jak to bywa w komediach romantycznych zakochuje się nie tylko w tym urokliwym miejscu, ale i w chłopaku o imieniu Simon... *** "Styczniowa letnią noc" konstrukcyjnie poprawna komedia romantyczna. Autorka umiejętnie balansuje między scenami erotycznymi a przepływem fabuły. Pisana jest w narracji pierwszoplanowej. Na świat, który zostaje nam przedstawiony, patrzymy oczami Zuzy - głównej bohaterki. Ma to oczywiście wiele plusów. Czytelnik poznaje dokładnie uczucia i przemyślenia naszej głównej bohaterki, rozumie jej postępowanie i podjęte decyzje. Bohaterka podczas pobytu w Nowej Zelandii przedefiniuje swoje przekonania. Pomoże jej w tym Simon. Dzięki niemu odzyska pewność siebie i radość życia. Podczas tej wspólnej podróży wspólnie odkrywają uroki sexu, ale także najpiękniejsze i najgorętsze zakamarki Nowej Zelandii. Również odkryją, że mimo licznych różnic, mogą ofiarować sobie nawzajem więcej niż można było przypuszczać. *** "Styczniowa letnia noc" pisana jest lekkim, prostym, bezpośrednim językiem, a przekazywane emocje towarzyszące bohaterom udzielają się również nam - czytelnikom. Nie będzie odkryciem jeśli napiszę, że książka jest przewidywalna, także nie nastawiajcie się na lawinę zaskoczeń. Przecież wątek porzucenia, wyjazd, nowe, nieznane otoczenie, miłość, dziwne układy, tajemnice - to wszystko już znamy! Ale to wszystko wynagradza nam egzotyczna sceneria, zabawne dialogi, barwne, ciekawe opisy natury, nowinki o kulturze i codziennym życiu mieszkańców Nowej Zelandii. Ilość opisów przyrody, kultury i architektury została dobrana w taki sposób, aby wnieść coś do historii i jednocześnie nie zanudzić czytelnika. W książce ku mojemu zdziwieniu znalazło się wiele opisów scen erotycznych, które pobudzają wyobraźnie, nie wulgarnością a subtelnością i delikatnością. Autorka pisze w taki sposób, że czytelnik szybko wczuwa się w historię i chce jak najszybciej poznać zakończenie. Rozdziały są dość krótkie, co ułatwia czytanie. Na co trzeba zwrócić uwagę? Na to, że "Styczniowa letnia noc" to dobrze poprowadzona historia z ciekawymi plot twistami. I chociaż zdajemy sobie sprawę, że historia skończy się happy and'em, to nie sposób przewidzieć kiedy to nastąpi i w jaki sposób. Bądź co bądź jest to debiut, także możemy po cichu liczyć na to, że kolejna książka autorki, będzie znacznie lepsza. Wspomniane wcześniej szczegóły zostają wykorzystane i zyskują na znaczeniu. Pani Mika w swojej powieści przypominam, że ludzie powinni szukać w życiu szczęścia a nie wygody. Że spełnianie oczekiwań wszystkich tylko nie swoich nie przyniesie nic dobrego. Warto zastanowić się nad swoimi marzeniami, pragnieniami i je sukcesywnie spełniać według możliwości i zasobów. *** "Styczniowa letnia nic" to przede wszystkim urocza, sielksa cudna podróż, na którą pozwolę sobie prawdopodobnie tylko i wyłącznie oczami wyobraźni. Po lekturze czułam się zrelaksowana, odprężona i wyciszona, tak jakbym faktycznie była na dłuższym urlopie na drugim końcu świata.