Zbiór jest bardzo różnorodny. Wszystkie opowiadania trzymają wysoki poziom, ale różnią się między sobą drastycznie. Część to współczesne baśnie, część to horrory, część skierowana jest do młodszych czytelniczek, część jest zdecydowanie dla dorosłych ze względu na treść i przekaz, część to fantastyka, a część ociera się o tzw. realizm magiczny, czy fantastykę bez określonych z góry zasad odnośnie magii ;)
"Pani Sorensen i Sasquatch" zbiło mnie z tropu od samego początku, bo to cudowna apoteoza monsterfuckerstwa? Nie spodziewałam się tego, nie wiedziałam, co z tym zrobić, kiedy to dostałam, ale wiecie co? Dobrze dla pani Sorensen. Dawaj, laska. Kochaj Sasquatcha, ucieknijcie do lasu, żyjcie długo i szczęśliwe poza tą nieszczęsną cywilizacją. Opowiadanie dało mi dużo pozytywnych uczuć.
"Otwórz drzwi, a wleje się światło" to cudowna, gotycka opowieść o duchach i nawiedzeniu, tęsknocie i miłości, przyjaźni i związkach na całe życie, to i następne. Miałam dreszcze z emocji i intelektualnie mogę rozłożyć opowiadanie na dyskursy o sztuce i spirytualizmie typowe dla II WŚ, więc druga fala dreszczy gwarantowana. Sama przyjemność.
"Ostatni wiersz zmarłego chłopaka" początkowo nie zrobił na mnie wrażenie, a potem pomyślałam, że poeta jest tu villainem, który nie chce odpuścić i miałam takie feministyczne "oooooh". Bardzo sprytny tekst.
"Straszliwe młode damy", czyli opowiadanie tytułowe jest o bardzo subtelnej, bo emocjonalnej, a nie fizycznej, kobiecej potworności. Znowu, dreszcze emocjonalne i intelektualne, tekst, do którego trzeba wielokrotnie wracać i za każdym razem odkrywać coś nowego. Co czyni kobietę/ dziewczynkę potworną i straszliwą? Jak niewiele do tego trzeba.
"Druga żona wypychacza zwierząt" - niesamowity horror o żałobie i przemijaniu, znaczeniu śmierci i śmiertelności dla ludzkiej natury. Perełka.
"Elegia dla Gabrielle" - zaraz po obejrzeniu "Our flag means death" to strzał w dziesiątkę, opowieść o piratce z magicznymi mocami, córce czarownicy, która ratuje Afrykańczyków przewożonych na statkach, rozmawia z ptakami i jest obiektem kolonialnej nienawiści? Poproszę 600 stronicową powieść na ten temat. Natentychmiast.
"Uwagi na temat przedwczesnej śmierci Ronii Drake" to jakby postscriptum do "Straszliwych młodych dam".
"Owad i astronom. Historia pewnej miłości":
"Owad nigdy nie był zakochany. Astronom nigdy nie był żywy. Ważne, żebyście to zrozumieli".
Jeśli to nie jest genialne pierwsze zdanie to nie wiem już, co nim jest. Kolejne opowiadanie, które można czytać wciąż i wciąż od nowa, dla samego brzmienia słów, ich rytmu. Zaczynam myśleć, że Branhill to czarownica i rzuca zaklęcia na czytelniczki.
"Magiczne dziecko". Gdybym nie znała "Dziewczynki, która wypiła księżyc", zrobiłoby to na mnie większe wrażenie. Ale tu są wszystkie te same elementy: estetyka studia Ghibli, podoba historia walki nastolatki z opresyjnym systemem, szalona matka, piękne przedmioty używane jako broń. Tylko na mniejszą skalę. Wciąż dobra lektura.