Po raz pierwszy rozmawialiśmy w Nowy Rok. Właściwie tamtego styczniowego dnia zaczęła się nasza historia, choć oczywiście dla mnie to był ciąg dalszy. Bo widzieliśmy się już wcześniej. Już wtedy wiedziałam. Teraz tu wracam. Wiem, że nikt na mnie nie czeka, a jednak czuję tremę. Serce wali mi jak oszalałe, jakby pewne, że jesteś blisko. Minęło kilka lat, a ja wciąż nie zdołałam się od Ciebie uwolnić. Może to już czas, Bruno? Czy kiedykolwiek wybaczysz mi to, co Ci zrobiłam?
Ona – dziewczyna z bogatego domu, zawsze w grupie koleżanek, ciesząca się życiem. On – musi walczyć o siebie i bliskich. Po raz pierwszy spotkali się w liceum, kiedy wszystko było jeszcze możliwe. Nigdy wcześniej nie byli szczęśliwsi. I nigdy później...
Podczas czytania najnowszej powieści Agnieszki Olejnik wciąż grała mi w głowie piosenka Starego Dobrego Małżeństwa ,,Jest już za późno” i już samo to przeniosło mnie do czasów liceum. Pierwsze miłości, rozczarowania, libacje, sensacje, błędy - niektórych z nich nie da się już naprawić, niektóre ulatują bez żalu, a inne zostają z nami na zawsze, ale wszystko to tworzy naszą ścieżkę, po której idziemy później przez całe życie. Autorce świetnie udało się uchwycić ten czas przemian. To historia pierwszej miłości Aniki i Brunona - dziewczyny z dobrego domu i chłopaka, który opiekuje się chorą matką. Jego historia jest wstrzasająca, plotki krążą po całym mieście, ale to nie przeszkadza dziewczynie, by dojrzeć w Brunonie coś więcej niż tylko tragedię, której był świadkiem. W tej recenzji nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale zdecydowanie jest to książka godna polecenia dla tych wrażliwych, którzy lubią przenosić się w czasie, do swoich własnych początków, do swoich historii. Jestem jednak pewna, że tytuł spodoba się także młodym dziewczynom, które dopiero poznają siłę uczuć. Lubię odrywać się od szarej rzeczywistości z ksiązkami obyczajowymi, jest w nich coś, czego nie daje mi żaden inny gatunek i zdecydowanie ,,Nie jest za późno” jest jedną z takich pozycji, które zabrały moje myśli gdzieś daleko, daleko i przypomniały, że nigdy i na nic nie jest za późno. Polecam z całego serca.
Książka o której dziś piszę jest o niespełnionej miłości, o stracie, młodzieńczej przygodzie, która trwa przez długie lata. Niewiele znam takich par, które przetrwały liceum, ale uwierzcie - są takie przypadki.
Kiedy Anika wpada przypadkiem na Brunona, coś między nimi iskrzy. Ogarnia ich to trudne do opisania uczucie zachwytu, w brzuchach latają motyle, a w głowie się kręci... Póki jednak poznają się lepiej, minie trochę czasu bo nie tylko różni ich status, ale też środowisko i wiele innych czynników, które niemal w nieskończoność odkładają ich pierwsze spotkanie we dwoje.
Później jest już klasycznie, krok po kroku zakochują się w sobie, ale wciąż coś staje im na przeszkodzie. A to koleżanki Aniki, które wyśmiewają Brunona przy każdej możliwej okazji, a to obowiązek opieki nad chorą mamą, który ma na sobie młody chłopak. Słowem - od początku nie jest im łatwo, ale młodzi nie poddają się, aż do momentu, kiedy Anika traci kontrolę i upija się na jednym z licealnych ognisk...
Ten moment na długo zaważy o ich wspólnych losach, które się rozłączą na długie lata, lecz czy w końcu uda im się pojednać?
Książka Agnieszki Olejnik to rollercoaster emocji i zdarzeń. Podobało mi się jak autorka pokazała przemianę dwójki bohaterów w momencie wchodzenia w dorosłość. Wątek miłosny jest zgrabnie poprowadzony, wciągający i dający do myślenia, bo losy Aniki i Brunona pokazane są z jej i jego perspektywy, co się rzadko zdarza.
Podsumowując, to świetna książka na pochmurne, zimowe dni, kiedy zawierucha za oknem każe zostać w domu. Przeniosła mnie do Nosiczyna na długie godziny i było mi z nią bardzo przyjemnie.
To nie była zwykła licealna miłość, która mija. Żadna miłostka, urozmaicająca życie młodych ludzi. Choć nie wiedzieli o tym, wystarczyło jedno spojrzenie, by świat nie był już taki jak przedtem. Szukali się, a potem wyrywali twardej codzienności każdą minutę, którą mogli spędzić razem. Nie było tego wiele, ale i to dawało im szczęście. Było aż za pięknie, choć pochodzili z różnych światów. Wydawało się, że ta historia będzie trwać, że pokonają wszelkie przeciwności losu. Coś się jednak stało. Anika nie wie, czemu Brunon zniknął przed laty bez słowa. Po ukończeniu studiów przyjeżdża w rodzinne strony na wesele przyjaciółki. Nie wie, że on wrócił, ale jest przekonana, że zrobi wszystko, by dowiedzieć się, co stało się 5 lat wcześniej. Agnieszka Olejnik pisze o miłości, o jakiej marzy każda dziewczyna. Nie jest to jednak cukierkowe uczucie, ale związek, który musi stanąć przed wieloma próbami. Świetnym językiem, z ogromną emocjonalnością, bardzo wciągająco przedstawia historię zbyt pochopnie wypowiadanych słów, uporu i braku komunikacji. Nie oderwiecie się od tej powieści, a potem będziecie się zastanawiać nad każdym wypowiadanym słowem. Więcej na blogu: https://spacerwsrodslow.blogspot.com/...
Mam wrażenie, że dzięki tej książce jakby na nowo przeżyłam swoją pierwszą miłość. Autorka - Agnieszka Olejnik zastosowała tu bardzo ciekawy zabieg - opowiedziała historię pierwszej miłości z dwóch perspektyw - jej i jego. Wersja zdarzeń Aniki różni się od tego, co wydarzyło się między ich dwojgiem według Brunona. To pokazuje jak łatwo możemy pomylić się w osądach i skreślić kogoś, kogo tak naprawdę kochamy. Jak łatwo oceniamy i poddajemy się nawet kiedy na szali znajduje się wielka, piękna miłość. Do samego końca nie wiedziałam, czy ta dwójka znajdzie do siebie drogę, a przez to nie mogłam oderwać się od czytania. Bardzo przyjemna powieść obyczajowa, spodoba się szczególnie fankom gatunku, takim jak ja. Moc poleceń!
najbardziej żałuję, że nie zdążyłam na początku pokochać bohaterów, by kibicować im przez całą historię smutne, bo właśnie zdałam sobie sprawę, że naprawdę im nie kibicowałam…