Jihye mnóstwo czasu i pieniędzy poświęca na to, by dopasować się do kanonu koreańskiego piękna. Jiyoung wiele lat zajęło zrozumienie, że nie musi spełniać oczekiwań mężczyzn. Yoona trafiła w tryby brutalnego świata usług seksualnych. Eunju po dzieciństwie spędzonym na emigracji miała problem z dostosowaniem się do rygorystycznych wymogów rodzimej kultury. Singielka Haesoo realizuje się w branży producentów gier VR.
Anna Sawińska, która przez kilkanaście lat mieszkała w Seulu, poznała świat koreańskich kobiet od podszewki. To świat, który zmienia się zaskakująco powoli, jest pełen nierówności i szowinizmu, przemilczanej przemocy domowej i presji, by dostosować się do sztywnych struktur rodzinnych i społecznych. Bywa zaskakujący, z daleka wydaje się też bardzo odmienny od naszego.
Jednak – jak mówi autorka – na poziomie tego, co prawdziwie istotne, jest to książka o o kobietach, bez względu na to, gdzie się urodziły i jakim językiem mówią.
Kiedy obserwuję rzeczywistość, która nas otacza, a także kiedy poznaję historie innych kobiet, utwierdzam się w przekonaniu, że płeć piękna nigdzie nie ma lekko. Ciągle jesteśmy porównywane, nieustannie musimy walczyć o swoje, udowadniać swoją wartość... Czy to w Polsce, czy w Korei.
Przykro mi to pisać, ale nie pamiętam, kiedy ostatnio tak męczyłam jakiś reportaż. Tematycznie jest on bardzo ciekawy, więc tym bardziej żałuję, że niestety napisany jest w niezmiernie chaotyczny i mało przystępny sposób. Początkowo bardzo ciężko było mi zaangażować się w książkę, jednak po pierwszych dwóch rozdziałach było już lepiej, aby później znowu entuzjazm opadł. Nie ukrywam, że momentami chciałam już odpuścić, bo czytanie okazało się mocno nużące.
Poza ciężkim stylem, brakuje tu jakiejkolwiek bibliografii oraz przedstawienia kobiet z różnych środowisk, a nie tylko tych uprzywilejowanych. Owszem, nadal nie mają one lekko, ale mimo wszystko wiedzie im się dużo lepiej niż wielu innym Koreankom. Ponadto czytelnik nie ma pewności, czy bohaterki reportażu naprawdę istnieją, czy są wytworem wyobraźni autorki (można jedynie wierzyć jej na słowo).
Nic mnie tak nie denerwuje w literaturze, jak sięgnięcie po książkę, której temat jest niezwykle ważny i potrzebny, ale przedstawiony tak opornie, że cały potencjał został zaprzepaszczony... Niestety "Przesłonięty uśmiech" jest tego idealnym przykładem.
"Dlaczego my wszyscy automatycznie myślimy, że mężczyzna to głowa rodziny? Skąd to się bierze? W rejestrze rodzinnym tak to nawet było zapisane, "głowa rodziny", a pod nią żona i dzieci. Przecież my też mamy głowy."
Reportaż "Przesłonięty uśmiech" Anny Sawińskiej poświęcony został kobietom mieszkającym w Korei Południowej - wśród nich odnajdziemy osoby w różnym wieku i o różnym statusie majątkowym, kobiety w Korei wychowane, i te, które do niej powróciły; także te, które Koreę wybrały - jako imigrantki, wychodzące za mąż za Koreańczyka. W swoich osobistych historiach prezentują doświadczenia bycia kobietą w Korei Południowej. Autorce udało się dokonać czegoś niezwykłego: napisała przejmujący reportaż o trudnych tematach w zadziwiająco lekki sposób - jednocześnie z ogromną dozą empatii, bez oceniania: oddając głos swoim rozmówczyniom i jedynie uzupełniając kontekst społeczno-historyczny powołując się na różne dane. Nie jestem znawczynią reportażu - ale do mnie takie podejście najbardziej przemawia - zamiast odgórnie narzuconej tezy, przedstawienie historii skupionych wokół jednego tematu: bycia kobietą. "Przesłonięty uśmiech", obok reportaży Barbary Demick, to dla mnie reportaż idealny.
"Wolę nie myśleć. Myślenie prowadzi do smutnych wniosków. Pewnych rzeczy lepiej na głos nie wypowiadać, szczególnie jeżeli ma się już dzieci."
Całość jest podzielona według historii bohaterek, a poszczególne tytuły są uzupełnione o ich imię i wiek. Każda z kobiet przedstawia własną historię, skupia się na tym, co chce powiedzieć - i na tym , co ją "uwiera" w koreańskim społeczeństwie, i na własnych marzeniach i ambicjach, niestety nie zawsze spełnionych. To niezwykłe jak wiele tych historii jest przepełnionych koreańskim uczuciem han: z jednej strony są smutne i wstrząsające, z drugiej jednak strony bije z nich ogromna nadzieja. Tam gdzie my , z naszej perspektywy dostrzegamy straszną niesprawiedliwość, wiele bohaterek wyraża pogodzenie się z realiami - ale nie w ten negatywny sposób, który czyniłby z nich przegrane. To daje im siłę do stawiania czoła opresji. W niektóre historie wpleciony jest nawet humor, choć ma on zdecydowanie słodko-gorzki posmak. Nie brakuje też opowieści naprawdę wstrząsających, jak historia młodziutkiej Yoony, ofiary przemocy seksualnej, która nie może liczyć na sprawiedliwość - niestety kobiety w Korei Południowej często sprowadzane są do roli obiektów seksualnych, a próba walki o swoje prawa kończy się oskarżeniami o chęć zniszczenia życia oprawcom (!!!). "Przesłonięty uśmiech" to reportaż, który wywołuje wiele emocji, jednocześnie unikając taniej sensacji. Duża w tym zasługa właśnie empatycznego podejścia bez oceniania postaw.
"W Korei w ciągu miesiąca pracownica ma prawo wziąć jeden dzień wolny z powodu okresu. W opinii niemałej liczby mężczyzn to nieuzasadniony przywilej. Dla wielu kobiet - typowy przykład systematyzacji dyskryminowania kobiet pod otoczką chęci uwzględnienia ich potrzeb. Zapisany w prawie i regulaminie firmy punkt, że na kobiety tak do końca liczyć nie można. Okres jest ułomnością niezależną, uniwersalną, bo zależy od płci, a tej zmienić się nie da. Większość pracownic i tak z uprawnienia nie korzysta."
Lektura "Przesłoniętego uśmiechu" pozwala uzmysłowić sobie sytuację kobiet w Korei Południowej - choć niektóre spostrzeżenia bohaterek są uniwersalne. Te osobiste doświadczenia przeczą wizerunkowi promowanemu przez koreańską falę (hallyu) - w których piękne dziewczyny ratowane są od wszelkich zmartwień przez zamożnych mężczyzn, a idolki są podziwiane. W rzeczywistości ślub często oznacza koniec marzeń i ambicji kobiety, a gwiazdy są przede wszystkim oceniane i krytykowane ze względu na wygląd, co umacnia niezdrowe kanony piękna. Idealna kobieta powinna być gosposią i matką na pełen etat, a przy tym nienagannie wyglądać i spełniać męskie fantazje. Problem ten nie dotyczy tylko Korei Południowej - ale po przeczytaniu opowieści bohaterek odnosi się wrażenie, że jest tam wyjątkowo nasilony. Wiele problemów wynika z tego, że neokonfucjańska tradycja silnie dzieliła kobiety i mężczyzn - i spuściznę tej tradycji możemy zaobserwować po dziś dzień w Korei Południowej, co wywołuje silne konflikty społeczne właśnie na płaszczyźnie płci.
"Ale nasz brak pewności siebie to nie kwestia genetyki. To wynik tego, że słowo kobiety podważa się od dziecka rutynowo, nie bierze się go na serio. Jej "tak" to w istocie "chyba tak", a "nie" to "chyba nie". Kobieta uczy się, że jej słowo nie ma wartości. "
Reportaż Anny Sawińskiej nie ma na celu kompleksowego opisania koreańskiego społeczeństwa. Nie przytłacza ilością informacji naukowych. Autorka jedynie uzupełnia o kontekst te wypowiedzi, które takiego tła społeczno-historycznego potrzebują. Nie znajdziemy tu zatem opisanych wszystkich problemów kobiet; niektóre zostają jedynie zarysowane. Jednocześnie nie powoduje to uczucia niedopowiedzenia - bo i inne założenie zdaje się przyświecać temu reportażowi. Poznajemy wycinek życia kobiet - niektóre doświadczenia mają wspólne, inne są wyjątkowe. Dzięki temu w reportażu nie ma krzywdzących uogólnień - mamy przeświadczenie, że wiele problemów jest powszechnych - jak przemoc - ale nie znaczy to, że każdy Koreańczyk katuje swoją żonę w domowym zaciszu.
Choć sama wiem wiele o Korei Południowej - w końcu napisałam doktorat o koreańskiej tożsamości narodowej - to i tak wstrząsnęła mną skala przemocy, której doświadczają kobiety. Nie dotyczy to jedynie tych najbardziej szokujących przypadków - przemocy fizycznej i seksualnej w połączeniu z przerażającą obojętnością osób postronnych - ale także przemocy materialnej i psychicznej. Przemocy, którą kobiety często doświadczają... od własnych teściowych. Szokująca jest także skala nierówności - Korea Południowa kojarzona jest z państwem wysoko rozwiniętym, a różnice chociażby w płacach oraz problem szklanego sufitu są ogromne. Jak jednak wspomniałam - w reportażu Anny Sawińskiej odnajdziemy różne historie - i te o kobietach rezygnujących z własnych ambicji, i te które są chcą zmian, które mogą stanowić inspirację.
"W Korei to kobieta traci godność, gdy jej nagość zostanie wystawiona na pokaz. To kobieta ma odczuwać wstyd, to z niej się drwi, to ją się pokazuje palcami. Jest dziwką. Mężczyzna, który naruszył jej prywatność, nie jest niczemu winien."
"Przesłonięty uśmiech" to reportaż, który powinna przeczytać każda osoba interesująca się Koreą Południową. Warto na początku już coś wiedzieć o tym państwie i skonfrontować tą wiedzę z doświadczeniami różnych Koreanek - jednak wiedza ta nie jest wymagana. To także reportaż godny poleceniu każdej osobie interesującej się sytuacją kobiet na świecie. Dla mnie stał się jedną z najważniejszych książek - nie tylko ze względu na tematykę Korei Południowej, ale także kameralną i osobistą opowieść o różnych wymiarach kobiecości. To reportaż, który wstrząsa, ale jednocześnie daje siłę - by zmieniać świat, by kolejne pokolenia kobiet mogły w pełni się realizować. Gorąco polecam każdemu!
W Korei co godzinę zgłaszane są prawie cztery przypadki molestowania seksualnego. Dziewięćdziesiąt osiem procent napastników to mężczyźni, osiemdziesiąt sześć procent ofiar to kobiety, Badania rządowe z 2015 roku dowodzą, że osiem na dziesięć kobiet doświadcza którejś z form molestowania seksualnego w swoim miejscu zatrudnienia.
Mam takie przekonanie, że żaden kraj azjatycki nie jest tak naprawdę normalny. Że owszem, ładnie się ogląda to uporządkowanie, szacunek i tradycję, z przyjemnością można sobie obejrzeć koreańskie dramy czy posłuchać kpopu, ale tak naprawdę to to jedna wielka bujda. I Anna Sawińska udowodniła mi, że mam rację - chociaż czasami wolałabym tej racji nie mieć.
Reportaż Anny Sawińskiej "Przesłonięty uśmiech. O kobietach w Korei Południowej" powinien wywoływać słuszne oburzenie na niesprawiedliwości, jakie dotykają kobiet. I w Korei, i w każdym innym zakątku świata. Im więcej będziemy o tym mówić, tym bardziej świadomi będziemy i być może cegiełka po cegiełce dojrzejemy do zmian. W tym kontekście, cieszę się, że pojawił się kolejny głos. W kraju, w którym słowo feminizm to inwektywa, każdy głos obierający stronę kobiet się liczy. Książka polskiej autorki wydana w naszym kraju nie ma takiej siły, by wypłynąć na sytuację w Korei i niewiele zmieni w życiu Koreanek. Natomiast odgrywa znaczącą rolę w poszerzaniu świadomości na temat sytuacji społecznej w tamtym rejonie i kobiet w ogóle.
Reportaż jest opowieścią o trudnych losach kobiet w Korei Południowej, o których dowiadujemy się z pierwszej ręki od ośmiu kobiet zmagających się z nierównościami w życiu zawodowym, prywatnym czy rodzinnym. Uderzające jest to, jak na niemal każdym kroku i etapie życia Koreanki spotykają się z dyskryminacją, przemocą, wyzyskiem i brakiem szacunku. Narracja tych kobiet uzupełniana jest przez autorkę dodatkowymi informacjami i statystykami, nakreślającymi szerszy kontekst omawianych problemów, choć mam duże zastrzeżennia co do ich wprowadzenia, o czym piszę więcej w pełnej recenzji na blogu.
Jeśli jednak na element techniczny jesteście w stanie przymknąć oko, warto zainteresować się tym tytułem za względu na jego tematykę. Polecam ten reportaż, szczególnie jako dopełnienie do głosów Koreanek, które już mogliśmy poznać w "Kim Jiyoung. Urodzona w 1982" Nam-Joo Cho i "Gdybym miała twoją twarz" Frances Cha.
Książka, która bardzo rozszerza horyzonty. Rozmowy z bohaterkami i poznawanie ich życia pozwala odkryć prawdziwy obraz życia w Korei Południowej. Rola kobiety i jej możliwości w tym kraju. Ale w rozmowach pojawiają się również inne ważne i trudne tematy, jak "dyscyplinowanie" dzieci przez rodziców, edukacja w Korei, wspinanie się po szczeblach kariery. Zdecydowanie pozycja warta poznania.
Nie mam nic przeciwko poruszaniu tematów feministycznych i ogólnie tego jak się żyje kobietom w różnych miejscach na świecie, ale ta książka jest napisana tak topornie i pretensjonalnie, że przeczytałem ją dokońca chyba tylko dlatego, że ciekawi mnie Korea i wydałem na nią własne pieniądze. Autorka próbuje ukazać jak żyje się kobietom w Korei Południowej poprzez rozmowy z różnymi, mniej lub bardziej ciekawymi koreankami, co jest ciekawym podejściem. Na tym pozytywy się chyba kończą. Niemal zero prób zarysowania szerszego kontekstu społeczeństwa koreańskiego: jak się tam żyje, jakie są obyczaje czy tradycje, bardzo mało też ogólnych statystyk, które pomogłyby czytelnikowi lepiej sobie wyobrazić jak Korea Południowa funkcjonuje. Wstawki autorki są zazwyczaj przesadnie literackie i nie wnoszą zbyt wiele do tekstu. Rażący jest też brak przypisów, co boli podwójnie ponieważ jest to praca reporterska, wydana przez renomowane wydawnictwo.
Przeczytałem tą książkę dawno temu, ale tak jej nie lubię, że jestem w stanie wysmarować jej negatywną recenzję na zawołanie. Naprawdę poważny temat seksizmu w Korei został tu potraktowany po macoszemu.
4,5⭐ Bardzo dobry reportaż. Doceniam, że autorka przedstawia historie tak różniących się od siebie kobiet, a nie skupiła się na jednym typie. "To, że w kraju tak rozwiniętym jak Korea kobiety muszą godzić się na życie w charakterze obywateli drugiej kategorii, woła o pomstę do nieba." - bardzo trafny i uniwersalny cytat, myślę, że idealnie ten temat podsumowujący.
I like the stories about women's lives in other countries. However, the message from the book is the women have a hard life and men are horrible and unhelpful, if not aggressive in Korea. I agree that the examples shown in the book exist, not only in such countries as Korea (South) but I am hoping that the young generation brings more positive changes and focus on their own needs and don't let the job rule their life.
Bardzo się cieszę, że została tu poruszona kwestia dyskryminacji kobiet, bo to przerażające, że w tak wielu miejscach wciąż dzieją się tak okropne rzeczy. Nigdy nie będzie za mało książek na ten temat! Ważna pozycja, ale na tle podobnych książek nie wypada po prostu wybitnie
Dwa wnioski. 1) W Azji nie istnieje coś takiego jak mężczyzna. Bo ja przepraszam bardzo, ale kiedy Pożądanym (!) zachowaniem w kulturze jest obarczanie winą za molestowanie bądź gwałt swojej małżonki, to nie ma podstaw, by używać słowa facet - bo w domyśle zawiera ono jakieś pozytywne cechy.
W tym przypadku możemy co najwyżej posłużyć się słowem ,,świnia".
2) Ten reportaż porusza kwestie które, na obecną chwilę, są wciąż aktualne, zarówno w opisywanej Korei, ale też i naszym podwórku. I z niedowierzaniem mówię to, że w porównaniu do tego, jak wygląda sytuacja społeczna i prawna kobiet w Korei, to w Polsce mamy kuźwa renesans.
kind of jarring to realise this book has absolutely NO bibliography. no references no footnotes no nothing. like hello??? are we just supposed to believe everything we read here or does the author expect to research every single piece of data there is in this book... like at least link the UN research data lol. very weird and unproffesional
To jest nie do uwierzenia, że w XXI wieku w tak wydawało by się rozwiniętym kraju, sposób w jaki traktowane są kobiety jest tak bardzo „średniowieczny“, tak bardzo zacofany, tak przerażający.
,,Dlaczego my wszyscy automatycznie myślimy, że mężczyzna to głowa rodziny? Skąd to się bierze? W rejestrze rodzinnym tak to nawet było zapisane, "głową rodziny", a pod nią żona i dzieci. Przecież my też mamy głowy."
,,Wolę nie myśleć. Myślenie prowadzi do smutnych wniosków. Pewnych rzeczy lepiej na głos nie wypowiadać, szczególnie jeżeli ma się dzieci."
,,W Korei w ciągu miesiąca pracownica ma prawo wziąć jeden dzień wolny z powodu okresu. W opinii niemałej liczby mężczyzn to nieuzasadniony przywilej. Dla wielu kobiet - typowy przykład systematyzacji dyskryminowania kobiet pod otoczką chęci uwzględnienia ich potrzeb. Zapisany w prawie i regulaminie firmy punkt, że na kobiety tak do końca liczyć nie można. Okres jest ułomnością niezależną, uniwersalną, bo zależy od płci, a tej zmienić się nie da. Większość pracownic i tak z uprawnienia nie korzysta."
,,Ale nasz brak pewności siebie to nie kwestia genetyki. To wynik tego, że słowo kobiety podważa się od dziecka rutynowo, nie bierze się go ja serio. Jej "tak" to w istocie "chyba tak", a "nie" to "chyba nie". Kobieta uczy się, że jej słowo nie ma wartości."
,,W Korei to kobieta trafi godność, gdy jej nagość zostanie wystawiona na pokaz. To kobieta ma odczuwać wstyd, to z niej się drwi, to ją się pokazuje palcami. Jest dziwką. Mężczyzna, który naruszył jej prywatność, nie jest niczemu winien."
Ta książka boli. Słuchanie o przemocy fizycznej, seksualnej, finansowej czy psychicznej i obojętności osób postronnych jest wstrząsająca. Jednak mimo dobrze poprowadzonych na pozór zupełnie innych historii ośmiu kobiet, brakuje bibliografii. Autorka porusza niezwykle ważny i trudny temat, przytacza wiele statystyk i aż chce się wiedzieć skąd brała te informacje.
bohaterki i historie tego reportażu naprawdę ciekawe, ale od połowy coraz ciężej mi się czytało. może pod względem warsztatu autorka could've done better?
dodatkowy minus to oczywiście brak bibliografii.
jeśli chodzi o pozytywy - skala przemocy wobec kobiet (fizycznej, seksualnej i ekonomicznej) i mizoginii w korei płd została raczej dobrze odzwierciedlona. przesiąknięte patriarchatem prawo chroniące sprawców, molestowanie na każdym kroku, wychowywanie córek w sposób jawnie przemocowy... tragedia.
osobiście i didnt learn much new, bo interesuje się tematem od kiedy byłam gowniarą, ale nie czuję też, żebym zmarnowała czas. po prostu okej lektura.
Po przeczytaniu reportażu "Kwiaty w pudełku" o kobietach w Japonii wiedziałam już, że bycie kobietą w Azji nie jest łatwe. Po "Przesłoniętym uśmiechu" tylko się utwierdziłam w tym przekonaniu. Książkę dobrze i szybko się czyta, część historii ze mną zostanie. To bardzo poprawnie napisany reportaż, chociaż brakuje w nim bibliografii, autorka przywołuje wiele statystyk i faktów, chciałoby się wiedzieć skąd czerpała wiedzę. Moja refleksja, a właściwie pytanie po przeczytaniu - czy jest na świecie miejsce/kraj w którym kobiety nie mają gorzej...?
*zmiana oceny: innej książce też dałam 2.75 i wstawiłam jej 3 gwiazdki na Goodreads, więc tutaj robię tak samo*
Mam świadomość, jak ważny i istotny temat porusza ta książka, jednak wiele rzeczy utrudniało mi czytanie jej np.: -nie wiedziałam, kiedy mówi narrator a bohaterka - wydarzenia moim zdaniem były ułożone niechronologicznie i bardzo chaotycznie: raz jesteśmy w kawiarni, potem nagle w jakimś parku i temat rozmowy zmienia się o 180° bez kontynuacji poprzedniego wątku, który został urwany w połowie - gubiłam się w tym. Po dwóch historiach przeszłam na audiobooka i pomimo prędkości 1.6 czułam znudzenie, i jednym uchem wpuszczałam, a drugim wypuszczałam. Dopiero ostatnie dwie historie wzbudziły we mnie zainteresowanie, ponieważ uważam, że poruszyły najmocniejsze i najbardziej kontrowersyjne tematy. Nie mogę jednak powiedzieć, że reportaż nie otworzył mi odrobinę oczu. Na pewno teraz postrzegam inaczej Koreę i mam na uwadze rzeczy, jakie poruszył ten reportaż. Jednak czuję rozczarowanie, ponieważ słyszałam wiele dobrych opinii na temat tej książki. Bardzo męczyłam się i nie jednokrotnie zastanawiałam się nad zrobieniem dnfu. Ostatecznie daję ocenę 2.75 🌟, ponieważ czuję, że nie jest to książka zasługująca na 3 gwiazdki, a 2.5 byłoby za małą oceną.
Chciałabym napisać coś mądrego, ale zupełnie brakuje mi słów. Powiem tylko tyle, że kobiety... Kobiety są najsilniejszymi stworzeniami na tej ziemi, ale bardzo bym sobie życzyła, żeby nie musiały przechodzić przez okropieństwa, które spotykają je tylko dlatego, że są właśnie kobietami.
Jestem potwornie zawiedzione. Raczej jest to zbiór opowieści niż reportaż, zupełny brak przypisów i jakiegokolwiek zarysowania realiów Korei. Więcej tutaj prób poetyckich opisów niż przybliżenia sytuacji kulturowej i społecznej.