Arktyczne lato, niedźwiedzie polarne i pełna przygód pogoń za kłusownikami!
To miały być spokojne wakacje w towarzystwie ulubionej ciotki. Nietypowe, bo na dalekim Spitsbergenie, wśród reniferów, maskonurów i fiordów. Dwunastoletni Daniel nie spodziewał się jednak, że lądując na arktycznej wyspie, wpadnie w sam środek afery kryminalnej. Ktoś zabija niedźwiedzie polarne, a miejscowa policja nie potrafi ustalić sprawców. Czy w takiej sytuacji można być bezczynnym, szczególnie gdy ma się wolny czas, duszę odkrywcy i ciotkę dziennikarkę która zna wyspę jak własną kieszeń?
"Sto lat temu nikt z nas nie patrzył na świat jako na całość. Chcieliśmy za wszelką cenę zdobywać, odkrywać. Myśleliśmy, że najważniejszą rzeczą dla ludzkości jest szybki rozwój. Musieliśmy być pierwsi na biegunie, na lodowcu, w powietrzu. A przecież jest też urok w byciu ostatnim i w tym, żeby chcieć mniej."
Co mogę powiedzieć więcej, skoro ten cytat idealnie oddaje wszystko, o czym Ilona napisała? Przyznam się, że nie znałam wcześniej twórczości autorki, niespecjalnie interesował mnie temat Arktyki, Norwegii. Aczkolwiek jakbym miała sobie wyobrazić życie tam, autorka oddała to wyobrażenie idealnie. Świetna powieść dla dzieci (choć powiedziałabym, że nieco starszych, ze względu na wzmianki brutalności i natłok niektórych informacji), edukująca nie tylko w zakresie życia na północy, ale też ważnych współczesnych spraw. Sama jako osoba dorosła sporo z niej wyniosłam. Bardzo spodobało mi się przedstawienie postaci Juno, szczególnie zapadły mi w pamięć jej słowa, że największym potworem jest człowiek. Po części się z tym zgadzam - to w końcu my doprowadziliśmy do stanu obecnej przyrody i tego, że nasza planeta płonie.
Na minus to, że trochę się czasem wynudziłam, a końcówka nie była aż tak spektakularna, jak się zapowiadało.
O polskiej współczesnej literaturze dziecięcej wiem tyle, co o języku norweskim. Null. Czego dokładnie się spodziewać — nie miałem pojęcia, ale pomyślałem: "Dobra, kocham Spitsbergen, kocham Północ i kocham niedźwiedzie, ta książka musi być dobra". BYŁA DOBRA. Nie trzeba czytać biogramu autorki, żeby wiedzieć, ile czasu spędziła w Arktyce, i ile tam widziała. Kilka razy wzruszyłem się na opisach pustych przestrzeni (a to książka dla dzieci, napisana bardzo swobodnym językiem i bez poetyckich szarży; pewnie po prostu ja jestem dziwny). W dodatku pomysł na śledztwo wokół szajki kłusowników mordujących niedźwiedzie polarne na Svalbardzie...? Czy ktoś w tym stuleciu wpadnie na lepszą fabułę? No raczej wątpię. Ostatecznie jednak zagadka nie ma większego znaczenia dla historii — z jednej strony szkoda, ale Bogiem a prawdą największą robotę w "Przyjacielu Północy" robi zupełnie coś innego. Ta książka to po prostu świetna, ekscytująca, wyczerpująca (?) wycieczka. Narrator ma 12 lat, więc na własną rękę wiele nie zobaczy, ale ma dookoła siebie zgraję starych svalbardzkich wyjadaczy, z którymi podróżuje po wyspie i odwiedza zakątki zarówno ogólnodostępne dla turystów, jak i takie, o których turyści mogą sobie co najwyżej marzyć. Cała podróż to ciąg napotkanych ludzi, usłyszanych anegdot i wypatrzonych zwierząt. A na Svalbardzie żyją nie tylko misie! Znajdą się gęsi, wieloryby, renifery, lisy, niesporczaki (za nic nie spodziewałem się, że spotkam je w tej książce, ale ich pojawienie się było jak wisienka na torcie), a nawet jeden kot.
Wiem, że Ilona Wiśniewska napisała wiele reportaży o Północy i cóż mogę rzec, zaraz się biorę. "Przyjaciel północy" udowadnia, że Svalbard jest kopalnią pomysłów na świetną prozę. Aż by się chciało przeczytać tę samą książkę, ale dla dorosłych — bardziej brutalny, bardziej bezwzględny dreszczowiec w okowach Arktyki. Tyle że wtedy ilustracje pasowałyby jak pięść do nosa, a szkoda, bo naprawdę pracowały na klimat, zimne i oszczędne jak cały krajobraz Svalbardu.
Ale się rozpisałem. No niestety, o niedźwiedziach i Północy mogę gadać godzinami. Podsumowując, ode mnie gorąca (o, ironio) polecajka i ogromne serducho 🩵🔥
Jakbym znowu czytała o przygodach Tomka Wilmowskiego! Spitsbergen, maskonury, renifery, kot Raptus, niedźwiedzie polarne i kryminalna zagadka do rozwiązania. A do tego dużo ciekawostek i informacji o zwierzętach zamieszkujących północ. Główny bohater, dwunastoletni Daniel, z perspektywy którego poznajemy historię, jest szczerym młodym chłopakiem. Wraz z nim uczymy się szacunku do przyrody i pokory wobec praw rządzących naturą.
Bardzo mi się podobało! Aż chciałabym mieć taką odważną ciocię, która zabierze mnie w daleką wyprawę, będziemy przekraczać lodowate rzeki, spać w namiocie i pływać łódką po norweskich fiordach.
Omamo, więcej takich powieści dla młodszych poproszę! Może trochę naiwne (podążenie śladem kłusowników z dziećmi jest zbyt nieodpowiedzialne), ale piękne. Uczy ogromnego szacunku do przyrody i zwraca uwagę na konsekwencję działań ludzi (plaże całe w śmieciach, ocieplenie klimatu czy wymieranie poszczególnych gatunków). A poza tym autorka naprawdę wie o czym pisze i wie jak o tym pisać. Super!
Norwegia. Jeden z najpiękniejszych krajów Europy – fiordy, góry, morze, lasy, jeziora. Niezmącona niczym przestrzeń. Świeże powietrze. Zielone lasy pełne mchów i wysokich sosen. To tutaj można poczuć się bliżej natury niż gdziekolwiek indziej. Choć wielu z nas wyobrażenie o niej utkane jest raczej ze stereotypów, zimno, surowo, pięknie i niedostępnie, to Norwegia jest taka jak jej społeczność, niezłomna i niewiarygodnie piękna.. Dla jednych jest końcem świata, dla drugich początkiem przygód.
To w to arktyczne i nieprzewidywalne miejsce zabiera nas Ilona Wiśniewska, za sprawą swojej nowej książki. Tak, dobrze widzicie, to ta sama autorka, która dotychczas serwowała nam moc informacji w swoich reportażach o północy (swoją drogą, jak nie czytaliście, to koniecznie nadróbcie, są po prostu genialne), tylko dziś zabiera nas na Spitsbergen, byśmy mogli przeżyć przygodę życia. Ta literacka podróż w mroźną część świata, od pierwszych stron skradła moje serce. Bo tu czekał na mnie Daniel i jego przygoda, która nie tylko trzyma w napięciu, ale wzrusza, momentami wywołuje uśmiech na twarzy. Przygoda, która pozostawia w naszej głowie ważny przekaz, z którym nie można, od tak, przejść do porządku dziennego. Bo w świecie, gdzie dominuje dzika natura, najgroźniejszy i przerażający zawsze jest człowiek. Obok warstwy emocjonalnej i przygodowej, warto zwrócić uwagę na aspekt edukacyjny, który niesie za sobą ta opowieść. Bo autorka wprawnym piórem przemyca do fabuły ogrom wiedzy, nie tylko o samej północy, ale porusza też wiele trudnych zagadnień, chociażby tych skupiających się na problemach klimatycznych i robi to nienachalnie.
I tak, nie jest to powieść idealna, bo czasem wszystko dzieję się zbyt wolno, sama intryga nie jest szczególnie złożona, a reporterskie zaplecze czasem odciska się na samej książce zbyt mocno, to przymykam na to oczy, bo ostatecznie jestem w niej zakochana. I jestem pewna, że to głównie za sprawą miejsca, w którym wszystko się dzieje. Bo jak mroźna północ raz zamieszka w sercu, nie ma od niej ucieczki.. Więc jeśli chłód wam nie straszny, to wybierzcie się w tą podróż do Spitsbergen.
Ta książka z powodzeniem mogłaby zastąpić w kanonie lektur książki Centkiewiczow. Pokazuje współczesny obraz Arktyki, wyzwań związanych ze zmianami klimatycznymi, ale też przygodę trochę retro, bez elektroniki, za to pełnej niebezpieczeństw i odpowiedzialności gdzie dzieci, nawet 12letnie muszą dbać o swoje bezpieczeństwo.
Tak cieszę się, że trafiłam na tą powieść ☺. Znajdziesz w niej: • dużo wzmianek o prawach zwierząt, • ochrona przyrody, • świetny język, • zabawnych bohaterów, • zagadkę do rozwiązania!
Ta książka dala mi niesamowicie dużo komfortu i spokoju. Przejmująca, angażująca i mimo, że końcówka moim zdaniem była trochę naciągana to bardzo mi się podobała
Nie no ale to zakończenie to autorka mogła sobie darować, bo przez nie książka jak ten sławny rysunek konia z hiperrealizmem na początku i paintem na końcu