Zgodnie z moją zasadą, żebym płakała na książce musi ona być wybitnie dobra i ostatnie trzy rozdziały po mimo później godziny nie pozwoliły mi się oderwać od książki. Fakt czuć ten klimat wattpada, ale lubię go od niego zaczęło się poniekąd moje czytanie.
Najgorsza książka jaką przeczytałam, zero innych opisów oprócz dennego i żałośnie napisanego smuta. Nie dotrwałam do końca, w połowie musiałam przestać czytać. Po niej miałam zastój. Jedyne co ma do zaoferowania to ładna okładka. Nie polecam
Rider to moja pierwsza własna papierowa książka. I już od pierwszych stron się zakochałam i to właśnie ona wpędziła mnie w uzależnienie od kupowania książek. Historia sama w sobie nie jest jakaś odkrywcza. Nie było w niej nic co mnie jakoś mega zaskoczyło. Jednak to jak ona była napisana. Jak dobrze i przyjemnie mi się ją czytało jest nie do opisania. Już czytając wattpada pokochałam wątek wyścigów motocyklowych, romansu ułożonej dziewczyny z bogatego domu i bad boya. A tutaj to wszystko się znajduje i to idealnie opisane. Zakochałam się w bohaterach, w tym ja przebiega ich relacja. Było romantycznie, zabawnie, interesująco, elektryzująco, ale nie zabrakło też łez. Autorka cudownie opisała wszystkie emocje i to co przeżywali bohaterowie. Ta książka i historia Setha i Ivy na pewno zostanie w moim sercu i nie raz będę do niej wracać, bo totalnie dla niej przepadłam. Pokochałam nawet wydanie tej książki, bo tak jak zazwyczaj nie przepadam za ludźmi na okładce tak ta wyjątkowo mi się podoba. I do tego cieniowania przy początkach rozdziałów robi klimat.