Każdy początkujący gajdzin przeżywa w Japonii swoją porcję przygód, ucząc się na nowo jeść, mówić, czytać, pisać, myśleć, żyć... Skąd gajdzin (cudzoziemiec) bierze nowoczesny sprzęt muzyczny? Jak nie popełnić faux pas wobec japońskiego lekarza? Po czym poznać salarymana? Czy łatwo znaleźć w Tokio szkołę karate? Dlaczego młode Japonki nie chcą być ciastkiem świątecznym? Jak ogrzewa się mieszkania w kraju wysoko rozwiniętej techniki? Ile kanałów ma japońska telewizja satelitarna? Jak Japonia zwalcza bezrobocie? Jak zrozumieć odmienną kulturę i obyczajowość? O życiu gajina po dziesięciu latach pobytu w Japonii opowiada dowcipnie Marcin Bruczkowski.
Martin Bruczkowski was born in 1965 in Warsaw. From 1983 to 1986 he studied at the English Department of the Warsaw University, then moved to Tokyo to read comparative culture. He intended to live in Japan for a year, instead, he stayed for ten. In 1996 he got so cold in an unheated Japanese flat that he decided to move to the Equator and spent the subsequent five years in Singapore. He worked as a teacher, IT consultant, translator, sound engineer, actor, graphic designer and... a drummer. In 2001 he returned to Warsaw, where he lives happily ever after with his wife Kit and son Alexander.
Takie tam pisanie, w sumie bardziej godne bloga niż książki. Czyta się bez bólu, ale po człowieku, który spędził w Japonii prawie 10 lat, spodziewałem się czegoś dogłębnego, a dostałem kolekcję bardzo powierzchownych spostrzeżeń i informacji, bo autora bardziej w sumie interesują epizody z własnego życia w Japonii (obiektywnie niczym się niewyróżniające: piłem, podróżowałem, oglądałem się za pannami, pracowałem, jeździłem samochodem i komunikacją miejską) niż synteza jakiejś subiektywnej prawdy o kraju. Na plus: zawszeć trochę wiedzy i ciekawostek, z których część zostanie w głowie. Na minus: usilne próby luzackiego humoru (może na przełomie lat 80. i 90. młody Bruczkowski był luzakiem, ale w połowie lat 2000. już chyba tylko przez mgłę pamiętał, jak się wtedy mówiło) oraz nieznośny bezrefleksyjny seksizm.
Tak około 60% książki jest genialne. Autor wykazuje ogromne poczucie humoru i jako czytelnik miałem prawie cały czas przyklejony uśmiech na twarzy. W połączeniu z lekkością pióra i bardzo ciekawymi historyjkami, dzięki którym możemy chociaż wirtualnie na chwilę postawić jedną gajdzińską stopę na japońskiej ziemi, stanowi to przepyszną mieszankę i wspaniałą lekturę.
Niestety po 2/3 książki miałem wrażenie, że autor zrobił sobie przerwę w pisaniu swojego dziennika i odłożył "Bezsenność..." do szuflady, a potem wrócił do pisania. Nagle pojawiają się jakieś postaci, których wcześniej nie było i bez przedstawiania ich rozpoczyna się kolejna akcja. Niestety (kolejne niestety) akcja też nie jest zbyt ciekawa, bo w sumie mało w tym egzotyki i przedstawione wydarzenia mogą się równie dobrze rozgrywać za miedzą w Europie. Uważam, że około trzeciej części tej książki jest niepotrzebne, można by ją z powodzeniem skrócić - może nie była by najdłuższa, ale za to była by bombowa. :)
Uśredniając i tak uważam "Bezsenność w Tokio" za bardzo dobrą pozycję i polecam ją wszystkim zainteresowanym krajem wschodzącego jena (nowej nazwy się nauczyłem) czy ogólnie dalekimi krajami.
O Marcinie Bruczkowskim wiem zdecydowanie za dużo, a o Japonii niemal nic. Przez całą książkę autor sili się na dowcip, który męczy już po paru stronach. 90% książki skupia się na Marcinie który: robi zakupy, jedzie na wycieczkę, wymądrza się, ewentualnie rzuca seksistowskie komentarze o płci przeciwnej. Pozostałe 10% to informacje o Japonii, podawane oszczędznie między wierszami. Tekst może nadawałaby się na bloga, ale na książkę szkoda drzew.
Gdyby z książki wyciąć seksistowskie i cebulackie fragmenty, dałbym jej pewnie 4 gwiazdki. Jednak mało subtelne opowieści o "rozdziewiczaniu" japonek i spłycanie wszelkich związków do doznań cielesnych odejmuje uroku... Do tego dochodzi gloryfikacja cwaniactwa (bezczelne łamanie przepisów drogowych oraz wykorzystywanie dobrej woli i naiwności innych ludzi jest wielokrotnie przedstawiane jako coś najzupełniej normalnego).
Lekka i bardzo powierzchowna opowieść pełna ciekawostek o życiu cudzoziemca w Japonii. Napisana drażniącym, silącym się na dowcipność "kumplowskim" stylem. Mam wrażenie, że w okolicach 3/4 książki autor odłożył pisanie na jakiś czas, a następnie jak najszybciej chciał ją skończyć, więc kryzys i ataki sarinem pojawiają się niejako w tle, mimo, że na życie bohatera miały znaczący wpływ. Zdecydowanie niekoniecznie.
To niesamowite, że ludzie sięgają po science fiction czy fantasy, by wraz z bohaterami książek przeżywać przygody w świecie zupełne różnym od naszego, gdy tymczasem wystarczy wybrać się do Japonii, by poczuć się jak na innej planecie.
Zabierając się za książkę oczekiwałam sztywnego przewodnika, więc miłym zaskoczeniem był swobodny styl autora i forma pamiętnika, pełnego specyficznych, zabawnych zdarzeń z jego 10-letniego pobytu w Japonii.
Bardzo żałowałam, że opisane w książce wydarzenia miały miejsce w latach 80' oraz 90', więc czytamy o kulturze japońskiej w tamtym okresie, a minęło już ładnych 30 lat. Cały czas zastanawiałam się: "A jak jest teraz? Co się zmieniło? Co pozostało, a co uległo pop kulturze, która już wtedy nadciągała z zachodu?".
Japonia oczami Bruczkowsiego (albo po prostu Marcina) jawi się jako kraj pełen sprzeczności - z jednej strony naród bardzo konserwatywny przywiązany do tradycyjnych wartości, z drugiej spędzający krótki czas po pracy w pubach na karaoke i piciu. Prawdziwym hitem były dla mnie kobiety przechodzące przed ślubem operację przywracania błony dziewiczej.
W polubieniu książki przeszkadzała mi gorąca niechęć do głównego bohatera (jednocześnie autora). Nie przepadam za osobami, których potrzeby życiowe sprowadzają się do tego, by pójść na imprezę i się "napić". Żeby żyło się lepiej warto też od czasu do czasu pokombinować, zrobić coś dziwnego i wyśmiewać się z dziwnych reakcji ludzi albo wreszcie pokłócić się z policjantem dla hecy. Jestem osobą kulturalną i drażni mnie, kiedy autor opiewa np. swój fantastyczny wyczyn omijania korka pasem dla karetek. Jak dla mnie - poniżej godności.
Tak jak już ktoś z wcześniej komentujących zauważył im dalej tym książka gorsza. Z przyjemnością przeczytałam jakieś 60%, potem już niechętnie, aż wreszcie porzuciłam ją przed końcem, bo zaczęło się robić chaotycznie i nieciekawie, a nowe przygody Marcina tylko mnie irytowały.
Trzy gwiazdki, bo styl jest naprawdę godny podziwu, a to dla mnie bardzo ważne. No i nie autora wina, że go nie polubiłam.
Bardzo interesująca książka w formie dziennika, pokazująca inną stronę Japonii, którą ciężko by znaleźć w innej książce. Bardzo podobała mi się atmosfera, jaką kreuje Bruczkowski, tak samo jak opis postaci. Polecam każdemu. To moja pierwsza książka autora i z chęcią sięgnę po kolejne.
Bardzo fajny, lekki reportaz o kulturowych niuansach Japonii, zarowno dla znajacych ten kraj ze stereotypow w mass-mediach, jak i tych, ktorzy go odwiedzili. Pierwsza polowa to beczka smiechu, pozniej pojawia sie nieco wiecej goryczy. Ksiazka dla kazdego, nie trzeba sie interesowac regionem zeby miec przyjemnosc z czytania.
Jedyne powazne zastrzezenie jakie mam, to chronologia i brak wyraznego zasygnalizowania ram czasowych poszczegolnych rozdzialow - mamy rok 1992? 95? 2000? trzeba samemu wnioskowac na podstawie szczegolow.
Przyjemnie, lekko i z humorem napisane wspomnienia z kilku lat życia autora w Japonii. Marcin wciągająco pisze o najbardziej przyziemnych sprawach życia i pracy w Tokio. Wszystko to okraszone dobrymi radami jak przeżyć Japonię bez pieniędzy, i dużą ilością japońskich fraz i zasad zachowania. Warto przeczytać.
Niewiarygodne badziewie. Napisane fatalnie, czyta się z przykrością, o niczym, zbiór ciekawostek i historyjek godnych wujka gawędziarza na imieninach z kumplami. Ciekawy kraj oglądany przez nieciekawego narratora. Sięgnijcie po Deville, Theroux, Thobruna, Janiszewskiego choćby. Dałbym mniej niż jedną * ale się nie da.
A very funny and informative - if a bit outdated - description of a gainjin's life in Japan. I'm not quite sure how much here is a description of what really happened to the author but it all seems plausible and even if it isn't real it's still amusing and interesting. The more ridiculous aspects (from a foreigner's perspective) of life in Japan are neatly presented and commented on by the colourful cast. I'm just sorry that after the best chapter - a trip around Japan - the book starts rushing towards the ending in a very abrupt way, as if the author lost interest. Pity, because judging by the summary he gave in the last chapter, many more interesting stories could have been told. Plus, I wanted to know what happened between him and Rika!
I really enjoyed reading this book. I found it very funny and informative. I've read a few books about Japan before but none of them raised so many topics - work, apartments, relationships, travelling, earthquakes, nature and attitude towards foreigners. And definitely none of them mentioned yakuza which was quite intriguing. That was my first book by this author and I'm going to read other ones too.
Miała być książka o Japonii, a wyszedl pamiętnik gajdzina. Za mało Japonii w książce o Japonii i kończę z ogromnym współczuciem dla autora, wiec troszkę mi przykro :(
To zabawne jak skrajne opinie budzi ta książka w recenzjach. Od bluzgów za pseudo-luzackość i czerstwy humor, aż po uwielbienie. Moja opinia zdecydowanie należy do tej ostatniej grupy :) Jest coś niezwykle lekkiego w tej historii, stylu pisania i doświadczeniach autora co w kombinacji z tematem Japonii tworzy książkę, którą się po prostu pochłania. Japonia lat 90 jest na pewno inna niż ta dzisiaj, a "Bezsenności" absolutnie nie należy traktować jako socjologicznego opisu społeczeństwa jak u Joanny Bator. To po prostu świetna relacja gaijina z Japonii, którą fantastycznie się czyta (np. przed wycieczką do Japonii :) Przykro mi pisać, że kolejne książki Marcina Bruczkowskiego nie dorastały do pięt "Bezsenności". Zagubieni w Tokio i Singapur czwarta rano były tak złe, że zastanawiałem gdzie podział się geniusz z tej powieści.. Do tej książki natomiast wracam zawsze z wielką przyjemnością. Polecam!
"Bezsenność w Tokio" to jedna z tych pozycji, które spokojnie można polecić osobie nie przepadającej za czytaniem książek i obserwować z zadowoleniem jak czyta, wciąga się i zaczyna chodzić za Tobą i cytować co ciekawsze historyjki (sic!). Książka jest bardzo przyjemna w odbiorze, szybko się czyta, i na pewno nie raz parskniecie pod nosem w trakcie lektury :) Bruczkowski opowiada o swoich przygodach na wyspach japońskich w zabawny i ciekawy sposób. Jego obserwacje kultury japońskiej sa bardzo trafne i nierzadko porownuje 'ich' swiat, z naszym, gdzie polskie realia niekiedy wcale nie wypadają tak niekorzystnie jak mogłoby się wydawać. Przyznam, ze dawno nie czytałam tak dobrej pozycji z tego gatunku.Z czystym sercem serdecznie polecam :)
Nigdy nie interesowała mnie Japonia. Nie myślałam o odwiedzeniu tego kraju, ani nawet nie zastanawiałam się nad tym, jak tam jest. Aż do czasu, gdy przeczytałam "Bezsenność w Tokio. Trudno mi zaprzeczyć, że Marcin Bruczkowski swoim subiektywnym, lekkim i bardzo humorystycznym dziennikiem z życia, pracy, podróży po Japonii zaintrygował mnie. I nie, nie jestem jeszcze na etapie kupowania biletu lotniczego do Tokio, ale chciałabym jeszcze Japonię odwiedzić czytelniczo. Na pewno zapiski Bruczkowskiego nie są arcydziełem literatury, nie są też najlepszą książką non-fiction po jaką ostatnio sięgnęłam, ale mimo to polecam wszystkim jako lekturę bardzo sympatyczną, zabawną i nietuzinkową.
Przez jakieś 85% książki byłam przekonana, że akcja dzieje się jakieś 10-15 lat później niż w rzeczywistości. To dość tłumaczy pewne bardzo irytujące mnie postawy, ale nie czyni ich mniej irytującymi, więc mimo tego, że ogólnie książka jest bardzo ciekawa dostaje ode mnie takie 2.5/3.
Od Bruczkowskiego czytałem już Zagubieni w Tokio oraz Powrót niedoskonały i ot recenzowana książka dość się różni od tego, co na podstawie tych dwóch pozostałych oczekiwałem. Książka ta jest blogopodobną relacją gaijina (czyt. cudzoziemca) z Japonii końca lat 80. a początku lat 90. zawierającą wgląd do kultury tego kraju i narodu w danym okresie (niemal całkowicie tylko Tokijczyków; częściowo wciąż aktualny), humor (lepszy i gorszy) oraz tak po prostu fragmenty życia (mniej i więcej interesujące) takiego tam przybysza z Europy, któremu zachciało się żyć w kraju wschodzącego jena. Chociaż niektóre rozdziały nie były z najciekawszych, zawsze miałem poczucie, że coś się tam dzieje i nie są tak zupełnie bez sensu oraz racji bytu, a więc ogółem fajnie mi się czytało. Jak na polecenie, jest to książka dość specyficzna, taka niby wygląda na podróżniczą, ale nie za bardzo nią jest. Poleciłbym ją chyba komuś, kogo interesuje... życie za granicą? Nie podróżowanie, nie Japonia per se. Tak po prostu życie za granicą w obcym kraju i kulturze, bo właśnie to ta książka pokazuje według mnie najlepiej – wszystkie możliwe z tym związane radości, mniej i bardziej banalne trudy, nuda, znajdowanie i utrata przyjaciół, różnice kulturowe w styczności z urzędami, kobietami, pracodawcą i, co bardzo cenię, obserwacja zmian w danym kraju, które mogą, ale nie muszą nam się podobać, itd. itp.
O wow! Co to jest na książka! Spodziewałam się takiej trochę suchej, bardzo rzeczowej formy przedstawienia Japonii, a dostałam perełkę!
Ale od początku. Książka została po raz pierwszy wydana 20 lat temu, teraz wydawnictwo ją wznowiło (ze świetną okładką muszę przyznać). Sam autor we wstępie zaznacza, że to powieść a nie reportaż. Ale ta forma ma coś reporterskiego w sobie - celem jest tutaj opowiedzenie czytelnikom jak wygląda Japonia i jak się tam żyje. A biorąc pod uwagę, że opowiada o tym osoba, która Japończykiem nie jest, to jest to chyba najlepszy na to sposób. Jako osoby z Polski zawsze będziemy tam obcy, a bohater przedstawia realia życia w tym kraju, opisuje co pomaga przetrwać, jak dawać sobie radę w codziennych sytuacjach, gdzie szukać pomocy.
I rzeczywiście, gdziekolwiek nie będzie napisane, że to reportaż to raczej będzie to błąd. Ta książka to zapiski autora z wielu lat spędzonych w Japonii, zebrane w zbiór tych najciekawszych wydarzeń i informacji, które mogą się przydać przyszłym podróżnym lub osobom, które myślą o zamieszkaniu w kraju kwitnącej wiśni. Jest tu dużo humoru, co prawda specyficznego, ale ma to swój urok. Dzięki autorowi poznajemy kawał Japonii, ale takiej prawdziwej. Bo okazuje się, że to co o Japonii myślimy diametralnie się od rzeczywistości różni. I przez to właśnie mogę ją z czystym sumieniem wszystkim polecić. Muszę jednak zaznaczyć, że książka mająca 20 lat może być już trochę nieaktualna, ale myślę że tak jak w Polsce - niektóre rzeczy się nie zmieniają.
Macie ochotę na małą podróż? To polecam Wam pamiętnik Marcina Bruczkowskiego - bo "Bezsenność w Tokio" wydaje mi się właśnie takim spisem wspomnień... Gdy ją zobaczyłam na półce Motylowa od razu podchwyciła "Nie czytałaś? Nie żartuj!!!". No to nie było wyjścia po zakończeniu obecnie czytanej trzeba było sprawdzić o co chodzi z fenomenem tej książki. Sam tytuł obił mi się o uszy, ale jakoś tak... A tu książka została mi włożona w rękę i po tygodniu mogę powiedzieć: "Skończyłam".
Książka wciąga od pierwszych stron! Jak zaczęłam czytać tak czytałam codziennie po dwa rozdziały. Ciężko bardzo się było oderwać - tak świetnie autor pisze. I po prostu wciąga w swoje przygody cudzoziemca, próbującego jakoś przeżyć w krainie wschodzącego jena...
Dużą zaletą są tutaj też opisane historie przyjaciół i znajomych Autora. Dzięki temu poznajemy podejście Japończyków do różnych aspektów nie tylko całego życia, ale i codzienności... Pewne rzeczy nam nie mieszczą się w głowie, a co mówić im, gdy się dowiadywali różnych faktów z życia Europejczyków...
W książce są też fotografie, pomagające w poznaniu Tokio przedstawianego nam przez Autora. Nie wiem, czy wiele się zmieniło w Tokio od czasów książki, ale mi czytało się bardzo dobrze i na pewno sięgnę po inne książki.
Bo teraz następny w kolejności chyba powinien być "Singapur czwarta rano"? (Mam jeszcze "Zagubieni w Tokio" i "Powrót niedoskonały" oraz "Radio..."
Na starcie wciągnęłam się naprawdę mocno, życie społeczne w Japonii i doświadczenia biłego mieszkańca były dla mnie naprawdę ciekawe, ale im dalej w las tym gorzej Z rytmu cały czas wybijały mnie obrzydliwe docinki czy komentarze dotyczące kobiet. Na początku myślałam że to niedojrzałość, jednak książka dzieje się na przestrzeni ok 7 lat i nic tutaj się nie zmieniło. Niepotrzebne i odrzucające. Mam nadzieję że autor od tego czasu miał trochę autorefleksji W drugiej połowie w książce pojawiają się postacie z nikąd i białe plamy pomiędzy wydarzeniami, jakby druga połowa składała się z fillerów napisanych z długimi okresami czasu pomiędzy No cóż, książka pełna ciekawych elementów, niestety źle skonstruowana i no z elementami wybijającymi z rytmu. Na pewno są pozycje które to samo opowiedzą w lepszy sposób