Wiele jest miejsc, w których możesz pomyśleć nad sensem życia. Nie znajdziesz jednak lepszego niż zimny kamień zasunięty nad dołem, w którym spoczywają doczesne szczątki kogoś, kogo historia pamiętana będzie dopóty, dopóki liście z okolicznych drzew nie zakryją nagrobka.
Możesz wstąpić i do Cybula, żeby napić się wódki. Mimo że Madame Wrzeszcz już Ci nie potowarzyszy, wciąż unosi się tu zapach jej intensywnych perfum pomieszany z kwaśnym odorem starości. Może spotkasz tu Maura, pewnie dziś mężczyznę, lecz w oczach świętej pamięci grabarza Fridricha zawsze chłopca, któremu udało się uratować życie i tym samym ukoić własne wyrzuty sumienia. Siedzi tu też paru takich, co czują oddech śmierci na karku, ale nie odejdą w zaświaty, gdyż nie zrozumieli jeszcze, czym naprawdę jest życie.
Przeczytaj historię starego grabarza Fridricha, młodego Maura i kilku innych, którzy towarzyszyli im w doczesnej tułaczce. Może zrozumiesz sens życia już teraz, nim dowiesz się na własnym przykładzie, co oznacza „bezdech ćmy”.
Ten tytuł po prostu mnie w pewnym stopniu wynudził. Nawet tak szczerze mówiąc nie do końca mam pojęcia o czym był ten tekst. Dwie gwiazdki daje za to, że autorka chciała żeby z tej książki na każdej jednej stronie był cytat warty zapisania, i nie powiem, całość była bardzo poetycka, bardzo taka skłaniająca do refleksji, skłaniająca do zatrzymania się, odetchnięcia i zobaczenia czym może być życie. Ale z drugiej strony ta poetyckość ma też swój ogromny minus - bo ja byłam święcie przekonana, że właśnie przez użyty aż tak poważny język, książka będzie osadzona gdzieś kurcze w średniowieczu może, a według moich obliczeń cała akcja musiałaby się dziać gdzieś na przełomie lat 90 i 2000, więc bardzo mi ten użyty język nie pasował do mojej pierwszej właśnie myśli o tym tytule.
„Czas, ten niemy artysta, rzeźbi w nas całe życie, odkrywając pokłady, o jakich sami nie mieliśmy wcześniej pojęcia.”
Książka wyjątkowa, ale zdecydowanie nie dla każdego. Porusza trudny temat życia i śmierci, zmusza do refleksji nad sensem życia oraz przemijania. Mimo że książka ma 200 stron to przez trudność tematu czytałam ją kilka dni, ale zapewniam że warto po nią sięgnąć. Polecam ;)
Jest to ciekawa, filozoficzna książka o życiu i śmierci, która w subtelny sposób zmusza czytelnika do zastanowienia się nad celem własnego życia. Znajdują się tu ciekawe opisy, m.in. przyrównaniu przez Fridricha duszy do ćmy, która panicznie boi się ognia. Autor również zastanawia się nad człowieczeństwem, co tak naprawdę czyni nas ludźmi i o wartości życia doczesnego. Na swój sposób pozwala oswoić się czytelnikowi z tym co nieuniknione - czyli z śmiercią za pomocą historii bohaterów książki i prostym humorem.
Mimo bogatej treści, książka nie raz może wprowadzić w nietypowe osłupienie sprawiając że na wiele tygodni odłoży się ją na półkę. Przez to nie polecę jak każdemu, aczkolwiek uważam, że jest warta przebrnięcia przez momenty zwątpienia bądź znużenia historią, gdyż w ostatnich rozdziałach wszystko się ze sobą łączy i pozwoli spojrzeć na życie z innej perspektywy.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Pięknie napisana, dojrzała książka o przemijaniu, prozie życia i o jego nieuniknionym końcu, bardzo krótka lecz obfita w treść, zostawia z wieloma tematami do przemyślenia, bardzo polecam