Wykształciuchy, łże-elity, postkomuniści, elgiebety, ekolodzy, czerwona hołota, zdegenerowane lewactwo i zdradzieckie mordy. Krócej scharakteryzować familii Świeckich chyba się nie da. Są dobrze wykształceni, mają zasoby i – co najgorsze – naprawdę działają. Tanie mieszkania dla wszystkich, walka z patodeweloperką i kościołem wściubiającym nos w każdy aspekt życia. Komunizm, poganizm i obraza uczuć religijnych. Świeccy to przygodowa powieść o wielopokoleniowej rodzinie, która próbuje coś zmienić. Opowieść o Polsce, w której istnieje jakaś alternatywa.
Pomysł na książkę ciekawy, natomiast wykonanie fatalne. Źle się to czytało, wiele wątków, które szybko się zmieniają, przez to całość chaotyczna i niezrozumiała. Bohaterów też było sporo i nie mogłam nadążyć. Pełno stereotypów. Rozdziały historyczne -"Gawędy dziadka Henryka"- nudne, nie rozumiem dlaczego zostały tak rozbudowane, już pod koniec je omijałam. Bardzo dziwna książka.
Debiut literacki Marcela Andino Veleza to powieść nadzwyczaj inteligentna. Autor wymyślił sobie przepis na inną Polskę osadzając w niej wielopokoleniową i wpływową rodzinnę zamieszkującą w nadwiślańskim Świeciu. Takie małe miasteczko, ale dla Świeckich jest jak gród, jak stolica, jak państwo w państwie - rządzi się swoimi prawami. Niby wszystko wymyślone, ale niezupełnie nam obce. Świeccy mają jeden cel, stworzyć Rzeczpospolitą Świeckich, uwolnić kraj od chorej dewocji i wpływu Kościoła na funkcjonowanie państwa. Świeccy to kalejdoskop kolorowych osobliwości i przyznam, że momentami nieźle się ubawiłam.
A tak na marginesie, sama jestem ciekawa jak funkcjonowała by Polska odcięta od ogromnego wpływu Kościoła. Jedna uprzywilejowana instytucja wyznaniowa i jej zasady, nie powinny przekładać się na struktury państwa i nie powinno dostosowywać się do niej praw. Każdy powinien być religijny według własnego uznania, bez wpływu na całe społeczeństwo. Czy jednak w Polsce, jaką znamy, jest to możliwe, czy jest to tylko utopia?
Autor w "Świeckich" serwuje nam dwie opowieści w jednej. Z jednej strony śledzimy losy współczesnych Świeckich, to jest ta część bardziej przygodowa. W drugiej, słuchamy gawęd dziadka Henryka, podróżując przez pokolenia i śledząc historię Polski oraz losy rodziny na przestrzeni wieków. W tej powieści czuć pasję do historii i sztuki, i one zajmują tu ważne miejsce.
To bardzo nieoczywista książka, albo się z nią polubisz i wkręcisz w jej klimat, albo już na wstępie ją odrzucisz,- lecz jeśli zaczniesz warto wytrwać do końca. Jednak nie zdziwię się jak znajdą się czytelnicy, których ta powieść oburzy - o ile oczywiście w ogóle odważą się po nią sięgnąć😉. Ja ze swojej strony polecam zapoznać się z debiutem literackim Pana Veleza, który min. w swoim dorobku zawodowym był dziennikarzem "Przekroju" i wicedyrektorem Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.
Czy Świeckich się przyjemnie czyta? TAK. Czy moje życie stałoby się gorsze, gdybym po nich nie sięgnął? NIE.
Pozycja ciekawa jako eksperyment myślowy - co by było, gdyby w całej polskiej historii można było się oprzeć na jakichś pozytywnych, progresywnych wzorcach, które priorytetowo traktują kwestie dobrobytu szerokich mas społeczeństwa (tytułowa rodzina Świeckich). I jako utopia ta książka się broni. Dość dobrze zbudowany świat przedstawiony (choć still z dość sporą liczbą luk fabularnych lub nieścisłości logicznych z perspektywy rzeczywistości), do którego osoby niepozbawione empatii społecznej chętnie będą wracały.
Jednak jest jedno wielkie ALE. Ta książka nie broni się fabularnie. Najpierw cała opowieść bardzo powoli się rozwija, gdy w końcu po osiągnięciu punktu kulminacyjnego okazało się, że to snuta w przerwach alternatywna historia Polski jest główny motorem napędowym powieści. To, co miało być wiodącą historią, okazuje się całkowicie bez polotu, do tego z dość płaskimi postaciami o bardzo prostych motywacjach.
Także koniec końców jestem ciekaw jedynie recepcji Świeckich. Jak szybko zostaną zapomnieni, a jeśli nie zostaną, to w jaki sposób będzie się o nich mówiło?
I mean... Połowę czasu czytelnik ma wątpliwości kim są postaci - z bardzo ograniczoną ekspozycją pojawia się multum Maćków, Filipów czy Pawłów. Nie jest też zawsze pewne co dokładnie te postaci robią. Ale! Konwencja ciekawa, kościół bad, deweloperzy również bad. Alternatywna historia tego pięknego kraju nad wisłą - ciekawa i nawet koherentna (czego nie można powiedzieć o przedstawieniu akcji w tej książce) Dałabym 3,5 gdyby było można.
Jak wyglądałaby Polska bez wielowiekowego politycznego wpływu kościoła katolickiego na jej losy? To niezwykle ciekawe i ważne pytanie, które otwiera wiele możliwości do intelektualnej spekulacji. Taką właśnie spekulacją są „Świeccy”. Autor w bardzo ciekawy sposób zbudował przeplatającą się narrację. Z jednej strony jest to opowieść o szlacheckiej rodzinie Świeckich, którzy stawiają sobie za cel działaności idee oświeceniowe. I ta narracja przeplatana jest historią rodu Świeckich w szerszej perspektywie historii Polski opisywanej w osobnych rozdziałach-„gawędach”. Podejście takie nadaje całości ciekawą dynamikę i sprawia, że mimo trudnego tematu, powieść czyta się bardzo przyjemnie.
Lektura tej powieści jest doświadczeniem słodko-gorzkim. Gorzkim, ponieważ opowieść przedstawiona w „gawędach” skupia się na kluczowych momentach z historii Polski, kiedy ówcześnie rządzący mogli wyrwać się spod watykańskiego dyktatu i zamiast w zabobon in dewocję popchnąć Polskę w kierunku nowoczesności opartej na racjonalizmie i świeckiej moralności. Opowiedziana tak historia Polski w dobitny sposób ukazuje niszczycielski wpływ kościoła katolickiego. Wpływu, który nadal trwa. Słodkości tej opowieści dodaje teraźniejsza narracja opisująca działalność rodziny Świeckich. Samo miasto Świecie jak przez pryzmat ukazuje jak mogłaby wyglądać rzeczywistość, gdzie kościół nie ma wpływu na politykę i życie lokalnej społeczności.
Ten narracyjny dwugłos i ogrom wiedzy historycznej sprawia, że lektura nie tylko łączy przyjemne z pożytecznym, ale także daje do myślenia i pozostawia czytelnika z poczuciem nadziei, że może jednak kiedyś będziemy krajem świeckim…
"Jest takie miasto w Polsce gdzie nawet kościoły są świeckie", usłyszałam w jednym z wywiadów. Świecie, położone jakąś godzinę drogi od Bydgoszczy, a przymiotnik utworzony od nazwy miejscowości, to właśnie świecki. "Świeccy", to powieść trochę z mojej "bańki", może dlatego tak łatwo się w niej odnalazłam, odczytałam konteksty kulturowe, społeczne. Opowieść nieco eskapistyczna o rodzinie nowoczesnej, tolerancyjnej i przede wszystkim nomen omen - antyklerykalnej. Od wieków jej członkowie przeciwstawiali się instytucji kościoła, jego dominacji a przede wszystkim obnażając hipokryzję hierarchów. 🖇Autor rysuje postępowe idee państwa świeckiego realizowane przez jeden z najstarszych rodów szlacheckich, robi to tak umiejętnie, że krytyka kościoła nie pociąga za sobą krytyki samej wiary, czy wyznania rzymsko-katolickiego. 🖇W tej książce dostajemy dwa w jednym; jest współczesna linia narracji i są wspomnienia zwane "Gawędami dziadka Henryka". Przyznam, że skupiłam się najpierw na akcji współczesnej, potem czytałam jednym ciągiem wspomnienia dziadka. Dopiero ta część wspomnień "dziadka Henryka" kazały mi się zastanowić czy jest możliwe żeby taki ród mógł egzystować w Polsce, państwie, w którym przez wieki instytucja kościół miał i ma silny wpływ na bieżące wydarzenia, politykę, światopogląd. ⠀ 🖇Książka ma dopisek "powieść młodzieżowa dla dorosłych", był moment, że pojawiło się skojarzenie z powieściami Nienackiego. To, co mogłabym jej zarzucić, to rozmywająca się intryga, przy bardziej podkręconym wątku sensacyjnym czytałoby się lepiej. .
2.5: strasznie się zawiodłam! zupełnie nie przypadł mi styl autora. wszystkie postaci jakieś takie jednowymiarowe - albo stuprocentowo dobre, albo niczym czarne charaktery z amerykańskich filmów. fabuła niestety nie ratuje całości - przez większość książki właściwie nic się nie dzieje, a zakończenie nie wynagradza przebrnięcia przez tę nudę. pomysł na książkę jak najbardziej interesujący, ale wykonanie (jaka szkoda!) nieudane.
(najbardziej chyba przeszkadzał mi język jakim „Świeccy” zostali napisani. o ile jestem w stanie zrozumieć, że postaci wypowiadają się w dany sposób, to dlaczego narrator mówi tym samym stylem już jest dla mnie niepojęte. wygląda na to, że powieści młodzieżowe dla dorosłych to jednak nie moja bajka)
Z całej książki to najbardziej do gustu przypadła mi ....okładka…. kolorystycznie, monochromatycznie, minimalistycznie, graficznie i ikolonologicznie ...mi przypadła.... i jeszcze to odwołanie do Krzyku Edwarda Muncha…. Czytało się dziwnie … gawędy dziadka Henryka - bardzo ciekawe, ale zdecydowanie dla miłośników Pawła Jasienicy, a cała reszta troszkę jak scenariusz filmowy… A może tylko ja, jakaś taka nadwrażliwa jestem….. 🫣
Niech nie zmyli was tytuł! To nie kolejny swiat według Kiepskich. Świeccy to książka z dużym rozmachem i wielkimi ambicjami. To historia jednego rodu i jego walki o lewicową Polskę od średniowiecza po dziś. Trochę lekcja historii, trochę laboratorium idei. Aż wzrusza, że inna Polska była i jest możliwa. In minus: nierówne tempo, chwiejąca się konstrukcja książki i zbędne nagromadzenie postaci.