Myślałam, że niżej niż najnowszy tom "Zwiadowców" Flanagan nie potrafi upaść. Oh, jak bardzo się myliłam...
zarys fabuły
Fabuła jest nudna i przewidywalna. Praktycznie wszystkiego dało się domyślić na podstawie pierwszych kilku rozdziałów. Nie było żadnych zwrotów akcji, a pełen napięcia moment pojawił się jeden, w dodatku mało wciągający. Zdarzały się też sceny, w których odnosiłam wrażenie, że sam autor nie ma pojęcia, co i o czym chce przekazać, więc pisze wypełniacze na odwal się, byle tylko dobić tych 200-kilkudziesięciu stron.
poczucie humoru
Żarty są mało inteligentne i większość z nich się pojawiała w poprzednich tomach. Jedynym momentem, który przypomina dawne książki Flanagana, ale nie jest dosłownie ich kopią była saga.
powtórzenia
strona 23:
Walczyli na ograniczonej przestrzeni, dlatego mając w pamięci nauki Thorna, posługiwali się raczej samymi czubkami ostrzy, zadając krótkie, precyzyjne pchnięcia, zamiast szeroko wymachiwać bronią, co w tych warunkach po prostu by się nie sprawdziło.
"Na zatłoczonym pokładzie - powtarzał Thorn - trzycentymetrowy czubek sprawdza się lepiej niż metrowa klinga"
strona 263:
Thorn długo szkolił ich w tej technice, przydatnej w walkach na bliską odległość, jak na przykład na pokładzie okrętu.
"Nie machajcie szerokim łukiem - tłumaczył. - Wówczas wystawiacie samych siebie i swoich kolegów na ciosy wroga. Zasłaniajcie się tarczami i zadawajcie serie drobnych pchnięć
Tego typu momentów jest więcej.
Nie twierdzę, że gdyby wyciąć niepotrzebne powtórzenia, ta książka byłaby dwa razy krótsza, ale gdyby wyciąć niepotrzebne powtórzenia, ta książka byłaby dwa razy krótsza.
pick me
To da się podpiąć pod kategorię "powtórzenia", ale chciałam to dobitniej podkreślić.
Przy każdej możliwej okazji autor podkreśla, że Czapla jest inna niż wszystkie pozostałe łodzie, że jest mniejsza, ale lepsza i wyjątkowa. To typowe "pick me" podejście. Były rozdziały (np. 12 i 13), w których prawie co stronę ktoś o tym wspominał.
Podobna jest sytuacja z Lydią. Lydia jest inna niż wszystkie pozostałe dziewczyny, nie ma koleżanek (ani charakteru, tak właściwie), za to ma głęboko zakorzeniony w niej instynkt łowiecki i strzela.
infantylny styl
"Morska pogoń" była pisana jak do dzieci. Poprzednie tomy, owszem, były pisane z myślą o dzieciach, ale nie jak do dzieci. Uwagę przykuwa naiwne formułowanie zdań i głupawe wręcz żarty.
-A co z Lydią? - zapytał Wulf. [...]
Tym razem Ulf nie dał się jednak podpuścić. Uśmiechnął się z wyższością.
- Lydia zapewne będzie panną młodą.
Ulf dał się podpuścić. Wpadł w pułapkę Wulfa. Nie w porządku ze strony Flanagana jest kazać postaci mówić bzdury, ale nazywać je czymś inteligentnym.
- Oczywiście on temu zaprzeczy - powiedział hilfmann, właściwie bardziej do siebie, a Erak prychnął z niesmakiem.
- No przecież! To podstępna, fałszywa, kłamliwa kanalia, pokrętna jak śrubokręt.
Nie dam się przekonać, że powyższe zdanie nie zostało napisane po to, żeby jakiś sześciolatek zachichotał, a potem powtórzył kolegom w zerówce.
Przy wcześniejszych tomach tej serii dobrze mógł się bawić nawet dorosły. Teraz... współczuję dorosłemu, który uważa to za godną uwagi lekturę.
spójność postaci
Postaci same w sobie są płytkie i dziecinne.
-Mówiłeś, że to oficjalne ostrzeżenie, a ostrzeżenie wiąże się z konsekwencjami.
- Właśnie! I będą konsekwencje! Całe mnóstwo konsekwencji!
Wcześniej takie nie były.
Erak z początku serii to inteligentny mężczyzna, niekoniecznie biegły w układaniu skomplikowanych planów, ale umiejący dobrać sobie sojuszników i uznający autorytet lepszych strategów od siebie. Erak tutaj jest naiwny, wręcz głupawy, ma problemy z podporządkowaniem się hierarchii i trzymaniem się planu. Da się go podsumować "niee, nie niszczcie mojego okrętu, rzucę się losowo w walkę, bo tak".
Hal stał się zadufany w sobie i bywa nawet straight up złośliwy.
Płynę z chłopakami. "Wilczy Wicher" to mój okręt, zamierzam go odzyskać.
Hal z powątpiewaniem popatrzył na oberjarla.
- Skoro tak - powiedział z namysłem - od razu jedni musimy sobie wyjaśnić. Owszem, jesteś oberjarlem, [...] ale na pokładzie "Czapli" to ja wydaję rozkazy, nie ty
Nie musiał tego mówić. Erak o tym wiedział.
- Kiedy zbierzemy potrzebne informacje, będziemy mogli stworzyć plan działania [- powiedział Hal].
Poprawił się w myślach: "to znaczy, ja stworzę plan działania".
Thorn brał udział w planowaniu. Erak brał udział w planowaniu. Nawet Lydia i Stig dzielili się swoimi bardzo wartościowymi pomysłami. Hal nie miał żadnych podstaw, żeby uważać, że jest jedyną ogarniętą osobą w zespole - jest osobą decyzyjną, fakt - ale nie jedynym strategiem.
W dodatku zupełnie na poważnie zamknął Jespera w piwnicy, żeby ten nie mógł wystąpić ze swoją sagą. To po prostu wredne.
Lydia wpadła w panikę, jak Ingvar skręcił kostkę, zupełnie jakby w przeszłości nie była nigdy w znacznie groźniejszych sytuacjach.
Ulf jest "tym głupszym bliźniakiem". Wydaje mi się, że w poprzednich tomach i on, i Wulf byli podobnie lotni, przez co ich dyskusje faktycznie miały sens. Teraz wszystkie wyglądają raczej jakby Wulf po prostu dokuczał bratu, który w panice stara się odeprzeć chociażby jeden argument.
Ingvar, Stefan i Jesper zostali pozbawieni praktycznie do reszty charakteru i jakichkolwiek oryginalnych cech.
Nie miałabym do tego wszystkiego tak dużego problemu, gdyby zmiany zostały przedstawione jako character development. Ale oni po prostu byli tacy, teraz są tacy, bez żadnego płynnego przejścia pomiędzy.
tłumaczenie
Wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że tłumacz nie czytał, co tłumaczy. Nazwy własne są inne, niż w poprzednich częściach. Mogę zrozumieć, że w rzeczywistości taki nóż to saks, ale w świecie Flanagana nazywa się saksa, ktoś powinien odrobić swoją pracę domową.
Czasami w jednym akapicie powstawały wynikające z przekładu sprzeczności, które kompletnie dało się uniknąć.
- Chyba nie zamierzasz zaatakować? - zapytał Stig. Wiedział, że wcześniej czy później będą musieli stanąć do walki, a w jego mniemaniu wcześniej znaczyło lepiej.
Poza tym bohaterom zdarzało się używać zwrotów, których nikt po polsku w ten sposób nie używa.
"Czapla" płynęła z niemal maksymalną prędkością. [Hal] czuł ciche buczenie wibrujące w kadłubie. Uśmiechnął się pod nosem.
- Moja dziewczyna - szepnął.
Czy tylko mi to zgrzyta???
PODSUMOWANIE
To beznadziejna książka, nie czytajcie tego.