Jump to ratings and reviews
Rate this book

Nie ma i nie będzie

Rate this book
To nie jest podróż śladem Polski B czy Polski C, bo nie ma sensu dodawać kolejnych liter. To po prostu Polska - oszukana przez Balcerowicza, zachłyśnięta wczesnym kapitalizmem, łatana bez ładu i składu przez kolejne ekipy polityczne. W Nie ma i nie będzie autorka jedzie do miast, o których wszyscy słyszeli, ale nikt ich nie odwiedza. Pyta o przemysł, pracę, ale przede wszystkim po prostu o życie. Opowiada o Polsce, która tkwi pomiędzy dawnym a nowym.

312 pages, Paperback

First published April 25, 2022

10 people are currently reading
208 people want to read

About the author

Magdalena Okraska

3 books3 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
17 (9%)
4 stars
49 (27%)
3 stars
71 (39%)
2 stars
33 (18%)
1 star
11 (6%)
Displaying 1 - 23 of 23 reviews
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,437 followers
May 9, 2022
Wampiriada polska

Nie wiem i się nie dowiem. To zdanie mogłoby z powodzeniem zastąpić tytuł reportażu Okraski.

- Teraz wiadomości z krajów trzeciego świata. Wałbrzych - to fragment skeczu wrocławskiego Kabaretu Chyba tworzonego m.in. przez osoby pochodzące z miasta, które latami słynęło z biedaszybów, gospodarczej i społecznej zapaści, ale też malowniczego zamku Książ czy słynnej porcelany. Gorzki żart pokazujący, jaki wizerunek Wałbrzycha dominuje w mediach.

Prezentowany jak “trzeci świat” Wałbrzych w relacjach telewizyjnych i reportażach to obca ziemia, pełna biednych i straumatyzowanych ludzi, którzy marzą o złotym pociągu. Nie inaczej drugie co do wielkości miasto na Dolnym Śląsku pokazuje Magdalena Okraska w swojej eseistyczno-reporterskiej książce “Nie ma i nie będzie”. Książce, która - choć zapowiadana przez autorkę jako przywracająca godność i głos wykluczonym - żeruje na opowieści o biedzie i wykluczeniu.

Więcej tutaj: https://wyborcza.pl/7,75517,28426540,...
Profile Image for Kasia M.
42 reviews18 followers
May 10, 2022
Doceniam czas spędzony z mieszkankami i mieszkańcami miast opisanych przez Magdę, bo mało takich rozmów w codziennych mediach. Mam jednak wrażenie, że to nie oni są bohaterami tej książki, a sama autorka. Za dużo w niej mikroagresji wobec wyobrażonych zwycięzców transformacji (pro tip: to ci, którzy mówią monstera, a nie filodendron) i autokreacji na zwykłą dziewczynę z osiedla. Ta ostatnia chyba przeszkadzała najbardziej, bo trudno jest w wiarygodny sposób należeć do klubu „zachwycam się nad cudem ciepłej wody w kranie” i równocześnie chwalić się dzieciństwem na blokowisku z ejtisów.
Profile Image for Mewa.
1,243 reviews246 followers
August 21, 2022
Temat ważny, ale wykonanie słabe.
Profile Image for Gulinka.
42 reviews3 followers
April 25, 2022
Najlepsze są te fragmenty, kiedy głos bezpośrednio zabierają bohaterowie i bohaterki
Profile Image for Marek.
14 reviews2 followers
April 28, 2022
To ważna książka, każdy powinien ją przeczytać, w szczególności piewcy zmian ustrojowych. Zaczyna się bardzo, bardzo mocnym rozdziałem o Wałbrzychu, później jest jednak trochę gorzej.
Słabe fragmenty, wplecione w tekst, można zbiorczo opisać hasłem "kiedyś było jakoś fajniej". Znacznie lepsze są te momenty, gdy autorka oddaje głos rozmówcom albo przytacza konkretne twarde dane, a nie gdy pisze o osobistych przeżyciach, wspomnieniach czy mokrych butach.
Pomimo tych mankamentów wspomniany pierwszy rozdział (30% objętości; historia jest tak niesamowita, że zasługuje na osobny, poszerzony reportaż), a także kolejne o Tarnobrzegu czy Ozorkowie są niezwykle poruszające i choćby dla nich - warto.
Profile Image for Marcin Sierszyński.
28 reviews5 followers
May 12, 2022
Pozycja obowiązkowa! Ale tylko dla inteligentów, którzy - podobnie jak autorka - cosplayują robotników i nie mogą się pogodzić z nową rzeczywistością. Książka nr 2137 o małych miastach. Ten temat jest wałkowany w kółko, a Okraska nie ma nic od siebie do dodania. Jeśli ktoś nie zna tematu i nie czytał podobnych książek, to dla niego może być ok. Tylko dlaczego kolejna taka pozycja wychodzi w 2022 roku?

A na śmieszność zakrawa, że autorka odżegnuje się od określenia miasteczek mianem "Polski B", a jednocześnie opisuje, że wszędzie bieda, szaro, III RP odebrała ludziom smak życia. Nie ma innej perspektywy. Polska nie wstąpiła do Unii, nie rozwijamy się od dwóch dekad. To oczywiste, że nie wszyscy są beneficjentami, ale tendencyjność "Nie ma i nie będzie" jest uderzająca.

Sam pochodzę z małego miasta. Mało kto w rodzinnym mieście tęskni za zanieczyszczającymi powietrze fabrykami i kopalniami czy za nieefektywnymi zakładami pracy. Ale zawsze znajdzie się kogoś, kto to wolał. Dlatego łatwo napisać taki reportaż. A nieuczciwości intelektualnej nie da się już niczym wyjaśnić.
Profile Image for Anna Anks.
141 reviews25 followers
May 24, 2022
To nie jest dobry reportaz. Autorka z gory zalozyla sobie teze i jezdzi po mniejszych miastach tylko dla pretekstu, zeby mogla mowic, jak to prowincja stracila na transformacji. Mam wrazenie, ze wcale nie jest zainteresowana historiami swoich bohaterow, czasem traktuje ich tak protekcjonalnie, ze az zgrzytaja zeby - vide fragment o tym, jak to namawiala osoby, z ktorymi podrozuje, zeby kupili cos od lokalnych przedsiebiorcow - opisala to w taki sposob, ze ja to odebralam, jakby elegancka pani dawala jalmuzne. I jeszcze ten motyw, ze ona nocuje u swoich bohaterow. Mam nadzieje, ze im placila, bo jesli jeszcze naduzywala ich goscinnosci za darmo to jest to chamstwo najwyzszej proby.
Wszystkie rozdzialy brzmia dokladnie tak samo, zmieniaja sie tylko nazwy miasta, dzielnic i zakladow.

Jesli chcecie sie dowiedziec czegos o malych miastach, lepiej obczajcie Zapasc Marka Szymaniaka.
Profile Image for Kkrzyszkowska.
106 reviews5 followers
May 1, 2022
W książkach Magdy najbardziej podoba mi się to, że chociaż raczej nie była w moim mieście, to czuję się jakbym czytała książki o Piekarach :) bardzo polecam
Profile Image for Marcin.
60 reviews1 follower
May 22, 2022

Przepraszam, ale to jedna z niewielu książek reporterskich, która opowiada o prowincji nie z pozycji „z kamerą wśród zwierząt” czy „wielkomiejskiego zdziwienia pomieszanego z konsternacją, że jeszcze się tak żyje, no popatrz!”.

Autorka nie ma w sobie nic z pretensjonalności. Ten reportaż jest tak cholernie inny od tego, co się czyta w mainstreamie. Nie każdy musi lubić ten styl, ale nie można odmówić mu autentyczności, prostolinijności oraz trafności. To jest opis kogoś, kto wywodzi się z podobnych kręgów społecznych i wie, co jest ważne w małych miastach, o co pytać, jak pytać i na co zwrócić uwagę. Ale by tak umieć, trzeba w podobnym mieście żyć i nie miesiąc ani rok, ale solidny szmat czasu i skonfrontować się z takimi małomiasteczkowymi „biedami”, wiedzieć, z kim się pije a z kim się modli, wiedzieć gdzie jest dobra stołówka, gdzie można naprawić auto po kosztach i gdzie lepiej nie zachodzić, żeby „nie mieć obitej mordy”.

Bardzo się cieszę, że Autorka wydobyła z niepamięci istnienie i historię zakładów pracy, które albo są już ruinami, w których hula tylko wiatr albo ich resztki zostały zrównane z ziemią, starte na proch przez walec transformacji. To były losy nie tylko budynków, ale tysięcy ludzi, którzy oddali swoją krwawicę i dekady życia na rzecz najlepszego funkcjonowania zakładów pracy(firma nawet nie brzmi dobrze w tym kontekście, w firmie tylko się pracuje, zmienia ją co parę lat, nie przywiązuje do nich w żadnym razie). Bo wtedy zakład pracy to było także przyzakładowe przedszkole, ośrodek zdrowia, stołówka, orkiestra, osiedle mieszkaniowe.


M.Okraska dzięki Nie ma i nie będzie oddała hołd i głos miastom, które poniosły dramatyczne koszty przejścia w gospodarkę wolnorynkową, podkręconą w swych skutkach balcerowiczowską terapię szokową. Oddała głos przede wszystkim ludziom tam mieszkającym lub tym, którzy musieli z nich wyjechać. Jak wygląda współczesność takich miastach? Jest ciągle spychana w podświadomość przez wielkomiejskie ośrodki dobrobytu. Bo to boli i obnaża, że przez 30 lat nie zrobiono nic albo niewiele, żeby poprawić sytuację ludzi z obszarów systemowej biedy i bezrobocia.

Mam wrażenie, że autorka nie zrobiła tego reportażu po to, by komuś lub sobie coś udowodnić. By pokazywać swój kunszt pisarski, warsztat czy własne „ja” poprzez pryzmat tematu, bo wydaje się być chwytliwy. Treść jest wykrystalizowana do rzeczy niezbędnych. Nie szuka ludzi i ich historii, żeby potem coś z tego skonstruować, to ludzie na bieżąco konstruują jej książkę. Ta książka jest „podmiotowa” z samej swej koncepcji.

Bohaterzy nie są pejzażem, w którym przegląda się autorka. Ona jest tam częścią tego pejzażu, jest wśród swoich. Opis przeżyć autorki w poszczególnych miejscach wydaje się być odzwierciedleniem uczuć i emocji ludzi przeżywających życie tam na co dzień, w tych opuszczonych i zaniedbanych dzielnicach, bez perspektyw i szans. Autorka nie zasłania sobą historii tych ludzi. To oni mówią o swoim nieszczęściu, wspominają swoje dobre lata, małe radości. To oni mówią dzięki niej o swoim niełatwym losie, którego przyczyna jest na wskroś oczywista.

Taki komentarz trochę off-topic. Dawnej nie było fal wypalenia zawodowego ani problemów psychicznych, bo ludzie mieli praca, bo ta praca była. I nie jest zdziwieniem, że bieda niesie ze sobą szereg społecznych problemów. Mieszkańcy nie jeździli za nią na drugi koniec Polski czy za granice. No dobra, umówmy się że i tacy byli, ale to był wyjątek niż reguła. Teraz mamy psychologię pozytywna i coachów, mit self-made-mana i byciem kowalem swojego losu. Nie inaczej, punkt ciężkości przeniósł się na stronę praco-biorcy, choć nie zawsze jest to i słuszne i sprawiedliwe. Bo jak nie znajdujesz pracy to wina jest tylko i wyłącznie twoja. Nie kopro, które w jeden dzień przenoszą oddziały na drugi koniec europy, nie prezesów, którzy z dnia na dzień wywalają na bruk ludzi, bo chcieli podwyżek lub godnych warunków pracy, nie urzędów i polityków, którzy swoimi decyzjami niszczą albo zaniedbują ważne sektory społeczne np. likwidując połączenia kolejowe czy nie dofinansowując budżetówki, co skutkuje katastrofalnym poziomem usług publicznych. Podejmując bardzo krótkowzroczne decyzje odnośnie ścieżki rozwoju danego regionu. To co nadal brakuje Polsce to brak myślenia systemowego, strategicznego i długofalowego.

Nie wiem, czy ktoś z lokalnych dziennikarzy czy reporterów napisał o w ten sposób o swoich małych ojczyznach. Być może, ale przypuszczam, że nie nie miało to większego zasięgu. M.Okraska dzięki temu reportażowi wyniosła temat kosztów transformacji po raz kolejny na szerokie wody społecznej debaty.
Profile Image for Karolina.
34 reviews9 followers
May 22, 2022
Czy Balceroza doszczętnie przeorała wiele polskich miast i skazała setki tysięcy polaków na życie z nieprzepracowaną traumą o której mało kto chce dziś słuchać? Owszem. Czy oznacza to, że nie trzeba w tego typu książce oferować żadnego niuansu i analizy, bo "prywatyzacja zła" wystarczy? No nie do końca. Takie pozycje są potrzebne i cieszy mnie, że są coraz chętniej wydawane ale łomatko, to jest obraza intelektu czytelnika. Pojechać do średniej wielkości miasta powiatowego, opisać rozwalony chodnik i powiedzieć "no tak, kiedyś to chodnik był cały a ludzie szczęśliwsi, a tak w ogóle to trzeci wymiar napisał o tym fajną piosenkę" potrafiłabym i ja. Nie tego oczekuję od reportażu, jeśli w tym przypadku można w ogóle mówić o jakiejś pracy reporterskiej bo ta pozycja składa się głównie z takiego kiedyśtobyłowania bez wnikania w głębszy kontekst. A byłoby o czym mówić, wiele byłoby perspektyw do zestawienia. Niestety zamiast tego dostajemy kolejne opisy pustostanów i graffiti okraszone nostalgią za rzeką niebieską od zanieczyszczeń.

Myślę, że idealnym podsumowaniem książki będzie to, że Okraska w jednym rozdziale wyklina osobę robiącą sobie Tokio drift w terenie zabudowanym żeby potem opisywać jak to jechali z ekipą na pełnym gazie i dostali mandat. NO ALE CO Z TEGO, HAHA, CZASEM SIĘ ZDARZY, TAK DOBRZE SIĘ BAWILIŚMY ŚPIEWAJĄC STARE HITY #GIMBYNIEZNAJO. Ech.
Profile Image for Wiktor Orzeł.
Author 4 books4 followers
May 17, 2022
Recenzja z tezą

„Nie ma i nie będzie” to gorzki i przejmujący portret opuszczonych miast, w których główny zakład pracy, będący jednocześnie jedynym żywicielem danej społeczności, pod pozorami wolnorynkowego racjonalizmu zlikwidowano albo sprywatyzowano i też zlikwidowano.

Scenariusz w konsekwencji likwidacji był zawsze taki sam – brak zabezpieczeń socjalnych, brak jakiegokolwiek planu na sprawiedliwą transformację, brak jakiejkolwiek alternatywy, bo wyobrażony sektor usług nie zapchał dziur po dużych zakładach w wielu miastach (po dziś dzień). To wszystko spowodowało oczywiście erozję życia społecznego, powszechną zapaść na rynku pracy, przymusową emigrację, wzrost przestępczości, jednym słowem mówiąc – anomię.

Według propagandy, którą sączono na początku lat 90. m.in. w „Kronikach Filmowych” (można sobie obejrzeć na YouTube), która z dnia na dzień z tuby propagandowej PRL-u stała się orężem propagandy neoliberalnej, wszyscy oni byli sami sobie winni. A bo leniwi, a bo zakład niewydolny, a bo niepotrzebni w nowej, dynamicznej gospodarce rynkowej, a w ogóle powinni założyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością i wziąć się za siebie, wziąć sprawy w swoje ręce. Nie trzeba być Wiesławem Godzicem, żeby z medioznawczego punktu widzenia stwierdzić, że wpływ telewizji na kształtowanie opinii i dyskursu trzy dekady temu był znacznie silniejszy niż choćby teraz. Tym bardziej, gdy media publiczne stały się „wolne”, a więc domyślnie traktowano je jako bardziej obiektywne.

A za liczbami i likwidacjami zawsze stoją ludzie. Setki, tysiące – ludzi i oraz ich osobistych dramatów. Ci ludzie mieli rodziny, mieszkania, ulubione bary, sklepy, znajomych, rutyny, często przesiedlali się do danego miasta za pracą. Praca wyznaczała sens ich życia i dumę, definiowała ich człowieczeństwo. Bywało, że ci ludzie po likwidacjach zostawali na miejscu (nie każdy mógł wyjechać) i patrzyli, jak dzień po dniu, zakład, w którym pracowali nawet po kilkadziesiąt lat, niszczeje, jak do szybu kopalni ładuje się azbest, jak wywożona za bezcen jest wysokojakościowa stal, jak podupada lokalna infrastruktura, jak ich dzieci wyjeżdżają za granicę, znajomi popadają w apatię czy popełniają samobójstwa, jak ulice zamierają, jak umiera życie, jak umierają miasta. Ci ludzie często nie mają nawet odwagi pójść w miejsce, gdzie ich zakład istniał, tak silna jest trauma. Trudno się temu dziwić, nie można się temu dziwić i nie można odmawiać tym ludziom poczucia krzywdy, złości, a czasem i uzasadnionej nienawiści wymierzonej w konkretnych architektów „niezbędnych” reform.

Dzika transformacja ma konkretne nazwiska, nie zadziała się samoistnie za pomocą mitycznej niewidzialnej ręki wolnego rynku, a jej autorzy są nadal zapraszani jako autorytety na liberalne przedstawienia typu Campus Polska.

Likwidacja przemysłu, wokół którego kręciło się całe życie i tworzył się lokalny dobrobyt, spowodowała „koszty społeczne”, czyli po prostu ofiary w ludziach, o których się niewiele mówi, tragedie, które się celowo przemilcza, budując oczywiście w kontrze do tego liczne i barwne historie sukcesu, jak to temu się powiodło, tamten założył firmę, a jeszcze tamten to i tamto. O tym, że tego typu narracje są dalej żywe, może świadczyć próba zdyskredytowania „Nie ma i nie będzie” przez Wojciecha Szota, który na doczepkę swojej recenzji przeprowadził wywiad z radnym z Paroja, który w karkołomny sposób postanowił ratować wizerunek wyludniającego się od lat Myszkowa, argumentując, że w mieście jest wszystko w porządku, bo jemu się powiodło, lata 90. to był dla niego „świetny czas” no i jest też ścieżka rowerowa i supermarket – szczyt marzeń XXI wieku.

Liczne historie sukcesów „od pucybuta do milionera”, czy też te mniej ostentacyjne, ale równie naiwne (bo pokazują wyjątki, a nie kontinuum), są dobrze znane, w ostatnich dekadach miały nadreprezentację we wszystkich możliwych środkach przekazu. Chodziło i chodzi o nic innego, żeby sprawić wrażenie, że sukces może osiągnąć każdy, że jest na wyciągnięcie ręki, a kto go nie osiągnął, sam sobie na to zasłużył, japa cicho, nierobie! Tylko konsekwentnie wtłaczając ludziom do głów symboliczny przekaz, że jeszcze rok czy dwa i ciężką pracę dorobią się milionów, mit może być kultywowany, szczególnie przez tych, którzy z racjonalnego i klasowego punktu widzenia nie powinni w mieć w tym żadnego interesu.

„Nie ma i nie będzie” oddaje głos tym wszystkim, którzy na transformacji przegrali, stracili sens swojego życia, przestali być przydatni, którym amputowano sprawczość i nie zaoferowano nic w zamian. Górnicy, pracownicy i pracownice fabryk, zakładów bawełnianych… Magiczna ręka wolnego rynku zadziałała szybko – z dnia na dzień setki często wysoko wykwalifikowanych robotników i robotnic stało się niepotrzebnych, nieprzydatnych. Oczywiście według architektów zmian, wszyscy oni z dnia na dzień mieli stać się maklerami, posiadaczami kapitału, przedsiębiorcami i milionerami. A jak nie zostali, to są homo soveiticusami.

Okraska zahacza także o tych, którzy próbują w podupadających miasteczkach jakoś żyć, oddaje głos także tym, którzy się poddali i wyjechali do większego miasta, mimo że bardzo chcieli zostać, pokazując tym samym, że zmiany transformacyjne sprzed trzech dekad rezonują po dziś dzień na osoby wchodzące na rynek pracy.

To, co w „Nie ma i nie będzie” wzruszyło mnie najbardziej, to sentymentalizm i szczera reporterska empatia. Magda nie traktuje swoich rozmówców jako obiekt badań, nie podsuwa im odpowiedzi, nie patrzy z góry. Pije z nimi piwo, śliwowicę, je schaboszczaki, słucha i po ludzku im współczuje. To jest właśnie ten mityczny „czuły narrator”. Okraska nie udaje quasi bezstronnego obserwatora i całe szczęście, bo taka reporterska maniera jest gruntu fałszywa i próbuje sprytnie wmówić czytelnikowi ukryte pozory obiektywizmu, które są niczym innym jak zwykłym paternalizmem. Nie jesteśmy obiektywni, obiektywny reportaż nie istnieje, koniec, kropka.

Nie trafiają do mnie argumenty, że ta książka jest reportersko czy też literacko słaba. Język, którego Okraska używa, jest plastyczny, niemalże czuję na języku (choć nie jem mięsa) wypływający z kotleta w kształcie polski tłuszcz, kwaskowatość zalewajki, skwar słońca, widzę jej oczami wiwisekcję martwych miast, podążam wraz z nią śladami po chaotycznych „cięciach” Balcerowiczowskiej terapii szokowej; widzę martwe, zarośnięte i rozkradzione poprzemysłowe resztki z perspektywy dziewczyny włóczącej się po ruinach dawnego życia, które oczywiście były niezbędnym „kosztem” do zbudowania nowego lepszego świata.

Perspektywa „busowa” i piesza to też spory walor tej książki, bo zwraca uwagę na wykluczenie transportowe. Napisy na murach, czy to, co lokalsi jedzą, gdzie jedzą i jakie mają nadruki na podkoszulkach, to wszystko się składa na etnograficzny portret danej miejscowości i jak najbardziej ma uzasadnienie w kontekście tematu reportażu.

Podsumowując – czytajcie „Nie ma i nie będzie”, polecajcie znajomym i niech takich książek powstaje więcej i więcej. Ma boleć, ma być rozdrapywane, jątrzone, a im większy z tego powodu raban, tym lepiej. Te przemilczane historie muszą zostać jak najobszerniej spisane, zanim ich świadkowie odejdą, a na miejskich placykach zostaną już wyłącznie tani propagandziści sukcesu, którzy będą budować narrację rodem z folderów reklamowych.
Profile Image for Kultura przy herbacie .
82 reviews32 followers
Read
August 7, 2022
Nie ma i nie będzie to opowieść o polskich miastach: Wałbrzychu, Ozorkowie, Będzinie, Włocławku, Skarżysku-Kamiennej i kilku innych. Co je łączy? Każde z nich ma wielką wyrwę, która powstała za czasów transformacji ustrojowej i fal likwidacji poszczególnych zakładów pracy.

Umieranie miast i mniejszych miejscowości to temat, który coraz częściej pojawia się w polskim reportażu. Bohaterami i źródłem dla tych historii są mieszkańcy. Starsi, którzy zostali i z nostalgią obserwują wygasłe tereny oraz wspominają czasy świetności. Niektórych tęsknota wiedzie do opuszczonych zakładów. I młodzi, którzy wracają do wspomnień z dzieciństwa. Dlaczego nie zostali? Bo nie mają po co. Lokalny patriotyzm i przywiązanie do miejsca są obecne, jednak nie zapewnią warunków do życia i rozwoju. A tego w się w kolejnych likwidacjach i niszczejących obiektach miejscowościach brakuje coraz mocniej. To porażka i nikt nie chce wziąć za nią odpowiedzialności. A choroba, którą wywołała, toczy te miasta coraz mocniej, wyrywając z nich kolejnych ludzi.

Nie ma i nie będzie przypomina chwilami pamiętnik z podróży po miasteczkach ze szczegółami typu menu lokalnej kawiarni, nazwy po nieistniejących dawno kinach czy dyskotekach. Nie brakuje tu subiektywności. Statystyk trochę jest, jednak dominują osobiste historie bohaterów, co uważam za plus. Ze względu na mnogość miast i ludzi trochę brakuje pogłębienia. Za to mamy jasną, jednoznaczną narrację. Być może powinna się tu znaleźć przestrzeń na debatę, jednak uważam, że na dyskusje przyjdzie czas. Póki co trzeba ten temat dostrzec i nie pozwolić mu ponownie nakryć się kurzem obojętności.

Książka wybija z myślenia, że Polska kończy się na wielkich miastach, a młodzi uciekają z mniejszych ośrodków tylko przez własny kaprys i pogardę dla miejsca urodzenia. Po lekturze pozostaje jedno pytanie. Czy znajdą się ludzie (lub ugrupowania), którzy odkryją remedium na opisane problemy? Trudno powiedzieć.
Profile Image for córka bibliotekarki.
11 reviews20 followers
December 17, 2025
Skończylam dziś słuchać “Nie ma i nie będzie”, ale nie będzie polecajki. Niestety, bo temat szalenie interesujący i pomysł ciekawy, ale nie jest to ani obiektywne ani przemyślane. Jest trochę researchu i danych, te fragmenty podobają mi się najbardziej, ale poza tym mamy opowieści o piciu z rozmówcami (była już wódka, śliwowica, sporo piw), ubraniu autorki (białe ramiączko stanika, plastikowe klapki i kilka innych zbędnych wstawek). Zapewne mieliśmy dzięki tym prywatnym wstawkom polubić autorkę, ale na mnie podziałało odwrotnie. Nie podoba mi się też warsztat. Pozostawia wrażenie zrobionego po najmniejszej linii oporu: mam fajny pomysł, pojadę do tych miast na 2-3 dni, pogadam z przypadkowymi ludźmi, resztę dopytam na grupach na fb i dorzucę kilka danych, a dziury załatam historiami ze zbierania researchu. Za dużo ich, a do tego każdy rozdział jest prawie taki sam. Autorka nie chce narzucać swojej opinii rozmówcom, ale nam tego niestety nie oszczędza. Szkoda czasu
126 reviews10 followers
June 14, 2022
Cieszę się, że przeczytałam tę książkę i to wcale nie ze względu na "polityczność" podejścia autorki do tematu i oraz aktualny szum wokół tego. Prawdopodobnie nigdy nie trafię do opisanych miejsc, ale zostanie mi w pamięci to, że w Będzinie stał kiosk ufo, że istnieje inny Lidzbark poza Warmińskim i to w tym mniejszym ktoś urządził zawody smoczych łodzi. Dzięki tej książce po raz pierwszy usłyszałam o "Włocławskim Nikiforze" Stasiu Śrubce i o skandalicznych okolicznościach zamknięcia kopalni w Wałbrzychu (ten ostatni wątek powinien doczekać się porządnego śledztwa dziennikarskiego, a pewnie i prokuratorskiego...)
"Nie ma i nie będzie" nie jest książką obiektywną - bo nie było to zamiarem autorki - ale tekstem pisanym w afekcie. No i spoko, co jest złego w tym, że człowieka pewne tematy bolą i wzruszają.
6 reviews
August 24, 2022
Książka świetna i bardzo potrzebna. Bardzo wnikliwie opisuje konsekwencje zmian transformacyjnych. Pokazuje też jak zmieniają się miasta, w których nie ma przemysłu a przejście do usług nie zawsze ma racje bytu.
Profile Image for Patryk.
108 reviews3 followers
April 4, 2025
Okej, wokół tej książki pojawiło się tutaj już wiele opinii. Dlatego zacznijmy od czegoś, co wydaje się bardzo istotne, skoro pojawia się aż tak często w reportażu „Nie ma i nie będzie”. Piwa.

Niemal w każdym rozdziale tego reportażu MUSI pojawić się wzmianka o alkoholu. W toku narracji dowiadujemy się, że autorka wychyliła co najmniej 6 piw oraz śliwowice (pada dwa razy). Pierwsze, piastowe mocne zostało otwarte już w pierwszym rozdziale, jeszcze przed poznaniem pierwszego bohatera reportażu. Potem piwko towarzyszyło na zmianę z kawą, w „mordowni Bażant na rynku” oraz późnym popołudniem przy rynku.

Autorka z uporem poszukuje barów piwnych w Będzinie, a w Skarżysku-Kamiennej trafia do budki piwnej, nazwanej „pijalką”. Błyskotliwie spostrzega: „Jest jedenasta trzydzieści, a chętnie zamówiłabym kilka kolejnych piw […]. Emerytowani robotnicy kończą w pijalkach. Nie ma w tym nic złego”. Serio?

W tekście pojawiają się też wiele innych, prywatnych refleksji autorki. Czasem repetytywnych, czasem – zakrawających na grafomanię: „Panuje niesamowity upał, taki, że aż kręci się w głowie, a płynna masa bitumiczna ścieżki chce zjeść moje gumowe klapki”. Thank you for sharing.

A w tym wszystkim są gdzieś bohaterowie i ich miasta. Kolejne opowieści zaczynają stapiać się w jedno „nie ma”, choć to uznać można za jakiegoś rodzaju efekt artystyczny – Okraska mówi: tak wygląda Polska, te miasta to nie indywidua, a cały kraj. Krytykuje pustosłowie, frazesy typu wygaszenie czy restrukturyzacja, każąc nazywać rzeczy po imieniu, ale zdaje się… że sama wpada przy tym w banał i populizm. Formułowane zarzuty opierają się na emocjonalnych opiniach i przypuszczeniach bohaterów (w stylu: gdyby nie zlikwidowali, to wszystko by działało). Brak jest merytorycznego pogłębienia ze strony autorki, na przykład w postaci analiz czy wypowiedzi ekonomistów.
Profile Image for Jakub Brudny.
1,091 reviews12 followers
October 13, 2024
Bardzo lubię zaglądać do innych miast i miasteczek, zerkać co tam w trawie piszczy, wchodzić w przypadkowe uliczki i siadać w obskurnych kawiarniach, barach i lokalach pomiędzy. Myślałem, że taka będzie ta książka, ale okazała się bardziej zbiorem reportaży na temat historii kilku miasteczek i miast, w które bardzo naturalnie wplatają się rozmowy z mieszkańcami tychże. Nie zawiodłem się, a wręcz pozytywnie zaskoczyłem.
Profile Image for Monika.
707 reviews12 followers
September 18, 2025
Ocena 2,5⭐️
Format audiobook/papier


To miało ogromny potencjał, i w temacie i w pomyśle, nawet nawet jest to napisane, ale …
No nie klei się to w całość ani trochę, sposób narracji irytuje, podejście autorki i jej przemyślenia, które w mojej ocenie są zbyt osobiste, też. Całość po prostu się nie broni.
Profile Image for Andżej.
2 reviews4 followers
December 19, 2022
Boring, repetitive, biased summary of Poland post transformation. Very few facts or numbers with total lack of understanding of economical and social processes. If you don’t wanna waste your time on right-wing whining, stay away.
Profile Image for Patryk Kaczmarek.
51 reviews
September 24, 2023
Strasznie to nudne. Kiepska formą, którą się ciężko czytało. Kolejna książka o "Polsce B". Nic nowego nie zaprezentowała.
Profile Image for Gabriela Ujma.
105 reviews2 followers
May 22, 2025
przepoetyzowane i za bardzo o autorce, no ale temat ważny
Displaying 1 - 23 of 23 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.