Jakie ciemne sprawki łączą uczestników ekskluzywnego przyjęcia ze zbrodniami popełnianymi przed laty w radzieckim garnizonie? Czy miejscowa legenda o żołnierzach topiących ciała kobiet w Czerwonym Jeziorze to tylko fikcja?
Kuba Krall był na szczycie: najlepszy polski fotoreporter, autor szokujących zdjęć ze wszystkich wojen ostatnich lat. Ale sukces to tylko maska, za którą kryje się leczony alkoholem syndrom stresu pourazowego. Gdy Krall sięga dna i wraz z perspektywami kończą się mu pieniądze, niespodziewany ratunek nadchodzi ze strony dawnego przyjaciela, a obecnie wziętego biznesmena. Tylko czy to aby na pewno ratunek?
Kuba dostaje zlecenie ostatniej szansy: ma sfotografować przyjęcie weselne wszechwładnego i cynicznego rosyjskiego oligarchy, Borysa Morozowa. Ale oko fotografa potrafi wyłowić z luksusowej scenerii niewygodne szczegóły. Pannę młodą, która jeszcze na weselu zdradza świeżo poślubionego męża. Tajemniczego mężczyznę w szatach jurodiwego. Zmasakrowane zwłoki, które ktoś porzuca nad ranem na terenie imprezy...
Rozwiązanie zagadki kryją zdjęcia. Trzeba tylko wiedzieć, jak na nie patrzeć.
Powieść "Czerwone jezioro" zdobyła kilka literackich nagród. Jednak wśród części czytelników zaczęły pojawiać się opinie, że książka jest przereklamowana. W moim odczuciu historia, jak na gatunek kryminału, thrillera, w który się wpisuje, rozwija się zbyt wolno, a tempa nabiera dopiero od połowy. Przyjemność z czytania odbierają zbyt rozbudowane opisy, które powodują, że książka jest opasła. Tyle z minusów. Cała reszta to już same atuty.
Akcja książki rozgrywa się w Bornem Sulinowie, na dwóch płaszczyznach czasowych. Jedną z nich są wydarzenia z mieszczącego się tam w końcu lat osiemdziesiątych radzieckiego garnizonu. To wtedy rozegrały się wydarzenia, które odbijają się szerokim echem w teraźniejszości. W wir wydarzeń zostaje wciągnięty fotoreporter wojenny Kuba Krall. Mężczyzna przyjmuje zlecenie zrobienia zdjęć na weselu rosyjskiego oligarchy, Borysa Morozowa. Te kończy się znalezieniem zwłok ochroniarza. Tropy prowadzą podkomisarz Ingę Rojczyk do zbrodni, które przed laty miały miejsce w radzieckim garnizonie.
Intryga powieści jest wielowątkowa i skomplikowana. Szeroko rozbudowana warstwa społeczna ukazuje polsko-radzieckie relacje sprzed lat. Autorka w ciekawy sposób przybliżyła historię opuszczonych i na nowo zasiedlonych miejscowości. Bohaterowie zostali stworzeni precyzyjnie. Mają słabości, z którymi próbują walczyć lub po prostu je akceptują, obracając w wewnętrzną siłę.
Lubię zawiłe historie. Ta, choć przyćmiona opisami, w ogólnym rozrachunku podobała mi się.
Cytując @theprioryofpages - "jestem w szoku, że tę książkę napisała kobieta". Przesłuchałam 2 godziny i mam dość słuchania o wąskich cipkach, za ciasnych jeansach opinających kobiece pośladki i sukienkach podwiniętych wyżej niż te na angielskojęzycznej wersji okładki "Lolity".
Zaczynało się dobrze. Potem "Czerwone jezioro" straciło impet, a ja po trochu zainteresowanie. A na końcu... na końcu było wszystko: pościgi, wybuchy, jadowite gady (oczywiście wszystko to metaforycznie, nie obawiajcie się, nie sprzedaję wam spoilerów). Nierówno i niewiarygodnie – więc wa razy nie. Do zalet zaliczam oryginalny pomysł i charyzmę, która sprzedała mi Borne i sprawiła, że chętnie skoczę tam w to lato nad jezioro. Czyli jedno tak.
Ach... i ile absolutnie uwielbiam grubaśne kryminały, to w tym przypadku myślę, że ucięcie 150 stron wyszłoby tej historii na dobre.
"Jak bardzo nie znamy ludzi (...). Nawet tych, z którymi żyjemy na co dzień".
Akcja powieści kryminalnej "Czerwone Jezioro" rozgrywa się równolegle w dwóch strefach czasowych - mamy historię, która dzieje się pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku oraz latem 2014 roku w miejscowości Borne Sulinowo i okolicach. A wszystko owiane tajemniczością istniejącego tutaj w przeszłości radzieckiego garnizonu – państwa w państwie. Fakty historyczne przeplatają się z literacką fikcją, a miłosne opowieści z mroczną historią i morderstwami w tle.
Akcja książki rozpoczyna się od ekskluzywnego wesela w hotelu Mir w miejscowości Borne Sulinowo, które przez ćwierć wieku nie istniało na mapach. Co łączy gości weselnych z mroczną historię sprzed lat, która rozegrała się tutaj? Czy warto wracać do przeszłości, skoro można stworzyć dużo lepszą i doskonalszą przyszłość?
Bardzo mi się podobała w książce pamiętnikowa forma wspomnień Katarzyny Krukowskiej z lat 80 - finalnie okazując się bardzo istotnym elementem całej układanki.
Ogromnie cennymi były dla mnie poruszane tematy: * problem PTSD – zespół stresu pourazowego, który doświadcza Kuba Krall – fotograf i jeden z głównych bohaterów; * problem dyskryminacji ze względu na płeć w służbach mundurowych, który każdego dnia jest udziałem Pani podkomisarz Ingii Rojczyk; * problem handlu kobietami i ich wykorzystywaniu seksualnemu dla celów materialnych czego doświadczyła Lena Morozow; * problem powiązań i układów, wpływu pieniądza i Dzięki niemu posiadanej władzy– dzięki czemu Zimmin "może wiele".
W wątek sensacyjno-kryminalny Autorka wplotła w/w problemy przez co historia poruszyła mnie jeszcze bardziej. I te rozważania bohaterek i bohaterów, które niestety nie zawsze dodawały otuchy: "W życiu nie licz na sprawiedliwość, lecz na siebie"; "Niesamowite, jak najbliżsi boją się naszych słabości. Wypierają je i nie chcą dostrzec, że z nami źle".
Bez wątpienia debiutancka powieść pani Julii mnie zaciekawiła. Czytało mi się ją dobrze, historia mnie wessała, szukałem razem z bohaterkami i bohaterami odpowiedzi na pytania, zaglądałem do ich wspomnień łapczywie zaciągałem się wilgotną bryzą od jeziora, zapachem stęchlizny z zagrzybiałych piwnic niszczących budynków dawnego garnizonu czy kurzu jaki pokrywał pamiętniki Katarzyny. Dałem się ponieść mrocznej historii. Czułem to zło, które czaiło się w zakamarkach. "Zła nie da się wyciszyć. Ignorowanie faktów to najgorsza taktyka". W pewnym momencie opanował mnie także strach – ten sam, który odczuwali bohaterowie.
Ogromnie przejmujący był dla mnie fragment, gdy Zimmin poznał prawdę i – ten rzeczowy i konkretny facet – "rozpada się". Jego reakcja na tą wiadomość – krzyk, nieludzkie wycie, skowyt zranionego wilka – jakoś mną owładnęło i poruszyło mnie – czułem, że razem z nim się "rozpadam"...
Najtrudniejszym dla mnie w tej książce był jednak moment bolesnego doświadczenia jednej z bohaterek, którego doznała wracając z ogniska – jej ból stał się moim, jej łzy popłynęły po mojej twarzy, jej strach poczułem dreszczem na swoich plecach. Doświadczyłem okropności, której nikomu nie życzę.
Z każdą kolejną stroną książki akcja się rozkręcała, intrygująca zagadka się wyjaśniała, pojawiały się nowe puzzle, z których układał się obraz. No i ten list do pani podkomisarz... wszystko wyjaśniający, a jednocześnie pozostawiający wiele niewiadomych. Majstersztyk!
Gratuluję Pani Julii debiutu. Pozostaję w ogromnym zaciekawieniu o dalsze losy bohaterek i bohaterów. "Sekrety małych miasteczek bywają pikantniejsze niż papryczki chili" o czym przekonałem się czytając książkę.
Za egzemplarz dziękuję @wydawnictwo_agora . I pozostawiam Was z takim oto fragmentem książki: "Ostatecznie każdy z nas spojrzy w ciemność sam. Bez asysty. - Na końcu zawsze jest cisza. (...) Ani władza, ani pieniądze, ani kontakty nie mają już znaczenia. Tylko cisza".
To zdecydowany jeden z najlepszych kryminałów tego roku! Jestem pewna, że w przyszłorocznych podsumowaniach za 2022 rok oraz plebiscytach i konkursach ta powieść będzie odnosić spore sukcesy. Aż trudno uwierzyć, że "Czerwone jezioro" to debiut Julii Łapinskiej.
Fabuła powieści toczy się w Szczecinku i Bornem Sulinowie. Ta druga miejscowość jest pięknie położona nad jeziorem. Przez kilkadziesiąt lat trudno ją było znaleźć na polskich mapach, bowiem była radzieckim garnizonem. Polacy nie mieli tam oficjalnie wstępu, chyba że otrzymali specjalne przepustki. Tam właśnie, ale już współczesne, przyjeżdża dawny fotoreporter wojenny, mający problemy alkoholowe. W Bornem ma zrobić zdjęcia ze ślubu swojego kolegi z dawnych lat, rosyjskiego oligarchy. W dzieciństwie obaj mieszkali w miasteczku, bowiem byli synami tutejszych oficerów radzieckich.
Rankiem po weselu, kiedy wszyscy goście są jeszcze na kacu, zostaje znalezione ciało ochroniarza pana młodego, również dawnego wojskowego wspomnianego garnizonu. Mężczyzna ma ucięte wszystkie pałce. Chcąc nie chcąc fotoreporter zostaje wciągnięty w śledztwo, zwłaszcza że zamordowany mężczyzna prawdopodobnie był znajomym jego matki....
W powieści podobało mi się, że autorka świetnie połączyła obecny klimat Bornego Sulinowa, jak też tego sprzed kilku dekad. To doskonała podróż w czasie, do miejsca, o którym ciągle tak mało wiemy. Jeśli pamiętacie film pt. Mała Moskwa, to co nieco z tamtego klimatu jest też w książce Łapinskiej. Tyle że jej historia jest zdecydowanie ciekawsza.
Bardzo dobry kryminał, z rodzaju tych linearnych i wolno rozwijających się. Nie ma wielkich zwrotów akcji, w miarę szybko można się domyślić o co chodzi, kto, co, ale akurat tutaj nie jest do wielki minus, bo cała reszta jest interesująca i ciekawa.
BEZ ODPOWIEDZI Zapewne słyszeliście o konkursie na powieść sensacyjną ogłoszonym przez wydawnictwo Agora. Pewnie również obiło wam się o uszy, że jury wyłoniło zwycięzcę spośród prawie pięciuset zgłoszeń. A czy zapamiętaliście tytuł książki i nazwisko autora? No właśnie. A nie wydało wam się to dziwne? No bo jak to? Potężne wydawnictwo, mające nieograniczone możliwości promocyjne we wszystkich siostrzanych spółkach, publikuje książkę i nie rusza nawet najmniejszym palcem, żeby informacja o powieści i autorze dotarła do szerszego grona czytelników? Dlaczego???
Postanowiłam przeprowadzić śledztwo. Myślałam, że będzie to recenzja z tezą: wielkie wydawnictwo ma gdzieś biednego debiutanta, ale rezultaty dochodzenia nawet mnie zaskoczyły.
Nie znalazłam e-booka w abonamencie mojej ulubionej aplikacji i już to powinno dać mi do myślenia. Mam bowiem taką teorię spiskową, wyjaśniającą, dlaczego czasami wydawcy nie zamieszczają premierowych książek w tym popularnym serwisie. Ano dlatego, że z platformy korzystają wszyscy, masowo, nie tylko ci, którzy otrzymują egzemplarze sponsorowane. I ci „wszyscy” już w dniu premiery mogą napisać wszystko, również to, że książka im się nie spodobała. A są jeszcze Rozwścieczeni Recenzenci*, którzy ośmielą się precyzyjnie wytknąć dlaczego. Wydałam więc całe dwadzieścia złociszy (i pół), żeby sprawdzić moją teorię.
W „Czerwonym jeziorze” od początku uwiera mnie styl. Autorka co kilka zdań przerzuca się z narracji w czasie przeszłym na narrację w czasie teraźniejszym, co powoduje chaos. Jeszcze większy bałagan wynika z mieszania narracji w trzeciej osobie. Najpierw, w tej samej scenie siedzimy w głowie jednego bohatera, a za moment przeskakujemy do głowy drugiego. Po kilku takich akcjach nie sposób się zorientować, o kim aktualnie mowa. Nawet Remigiusz Mróz w swojej najlepszej (bo jedynej pożytecznej) książce „O pisaniu” nazywa to błędem, kokieteryjnie przyznając, że nawet jemu się to zdarza. Mróz nie używa jednak co chwilę równoważników zdań, które brzmią jak salwy z karabinu maszynowego, i w przeciwieństwie do autorki „Czerwonego jeziora”, docenia wartość zdań podrzędnie złożonych. Nie ma też problemów z poprawnym stosowaniem akapitów, które w tej książce pojawiają się przypadkowo.
Autorka nie potrafi również oddzielić rzeczy istotnych od zapychaczy. Po co nam, na przykład, taka informacja: „Ma pięć nowych wiadomości. Trzy stanowi spam. Informacja o możliwości przedłużenia penisa, promocja w Zarze i oferta szybkiej pożyczki. Kasuje wszystkie.” Czy ktoś tu nie wie, co to jest spam? Z wielkim bólem się to czyta, i nie pomaga świadomość, że wszystkie te błędy zostały zignorowane przez redaktora. Dlaczego zostały zignorowane odkryłam na końcu mojego śledztwa, ale o tem potem.
W innym wypadku porzuciłabym lekturę po kilku rozdziałach, no ale przecież śledztwo, ciekawość, no i przepadnie dwadzieścia złotych (i pół). Czytam więc dalej na szybkich obrotach, starając się nie zwracać uwagi na styl rozentuzjazmowanej gimnazjalistki. Nie samym przecież stylem żyje czytelnik, więc przebijam się przez gąszcz poukładanych niezbornie rzeczowników i czasowników, próbując zagłębić się w treść.
Czytanie po łebkach, okazuje się, pomaga. Gdzieś tak w połowie książki przestaję zwracać uwagę na potknięcia: albo przywykam do wykoślawionej narracji, albo autorka czegoś się nauczyła i poprawił się jej styl. Zawsze to jakiś sukces, bo zaczynam wreszcie łapać treść i ta treść, o dziwo, jest.
Nareszcie mam za co Julię Łapińską pochwalić. Osadziła akcję w bardzo ciekawym miejscu (Borne Sulinowo – miejscowość, w której do 1991 roku stacjonowały wojska sowieckie), wiernie oddała realia tego miejsca, zarówno w dzisiejszych czasach, jak i historycznych. Duże wrażenie robi sprawnie przeprowadzona intryga, dobrze zapętlona i sensownie wyjaśniona. W tej dziedzinie - to Remigiusz Mróz mógłby się uczyć od Łapińskiej. Trochę za szybko poznajemy motyw zabójstwa, i niepotrzebnie domyślamy się pewnych rzeczy wcześniej niż para detektywów. Końcowe zaskoczenie jest za to podwójnie ciekawe: kiedy dowiadujemy się, kto zabił, to jednak wolelibyśmy w to nie wierzyć. Można by się czepić paru szczegółów, na przykład niepotrzebnie rozbudowanego wątku ze skarbem, skoro i tak nie zostaje on wyjaśniony, ale to w końcu debiut, może autorka czegoś się nauczy. Pod względem fabularnym książka plasuje się więc trochę powyżej średniej.
Jeśli chodzi o postaci głównych bohaterów, to są one akceptowalne, ale bez uniesień. To w końcu kryminał, a nie powieść psychologiczna, a kryminał uwielbia schematy. Mamy więc klasycznie złych rosyjskich oligarchów, których wyróżnia jedynie związek z Polską, a konkretnie z Bornym Sulinowem. Śledztwo prowadzone jest dwutorowo, przez amatora – fotografa, niegdyś wojennego, obecnie chałturzącego na weselach (alkoholik, ale sympatyczny) i przez policjantkę – feministkę, również sympatyczną, ale do niej jeszcze wrócę.
I teraz pojawia się zasadnicze pytanie: jakim cudem książka tak słaba stylistycznie, zupełnie przeciętna, jeśli chodzi o kreowanie postaci, a jedynie przyzwoita fabularnie, wygrała w konkursie, na który wysłano prawie pięćset zgłoszeń? Ponieważ moje śledztwo opiera się wyłącznie na poszlakach, dalsze rozważania potraktujcie, proszę, z przymrużeniem oka.
Oczywiście, każdy wybór jury musi być subiektywny, ale kiedy jeden z jurorów zostaje potem redaktorem książki (tak! sprawdziłam!) nic dziwnego, że nie zadaje sobie trudu, żeby poprawić błędy. On po prostu tych błędów nie zauważył, skoro przyznał nagrodę. Czy w innych konkursach również oceniają teksty literackie osoby, które nie mają pojęcia o zasadach poprawnej pisowni?
Nie mogę się również oprzeć wrażeniu, że przy konieczności zapoznania się z tak ogromną liczbą powieści, wyłonienie zwycięzcy miało charakter albo losowy, albo tendencyjny. Co mnie skłoniło do postawienia tak ryzykownej tezy? Otóż, w „Czerwonym jeziorze” co i rusz ktoś czyta „Gazetę Wyborczą” albo „Wysokie obcasy”, nie omieszkając nadmienić, jakie to świetne tytuły. Najważniejsza postać kobieca – podkomisarz Inga Rojczyk – to wzór z Sèvres osoby, którą redaktorki wspomnianych wyżej tytułów wyobrażają sobie jako swoją targetową czytelniczkę. Inga bowiem: - uprawia sport i kocha seks („Życie bez kickboxingu jest dla Ingi jak życie bez seksu.”) - dyskredytuje mężczyzn („Borys Morozow, jak wszyscy faceci, od razu stara się narzucić zasady gry.”) - jest przeciwniczką polowań i myśliwych („Cóż, szlag ją trafia, kiedy on [mąż] zabija zwierzęta.”) - nie ma dzieci („Nie spiesz się, kochana z dzieciakami. Bo dzieci udupiają kobietę. Zniewalają.”) - pije sojowe mleko („ Mleko to biała śmierć” (…) Następnym razem kupi sojowe, ciągle o tym zapomina. A potem, kiedy używa krowiego mleka, targają nią wyrzuty sumienia”.) - dba o środowisko („Plastik rozkłada się pięćset lat, dlatego kupuje tylko w szkle.”) Uwaga! Żeby było jasne – nie neguję żadnej z tych postaw życiowych, a niektóre wręcz gorąco popieram, przeszkadza mi jedynie tak mocne ich skondensowanie w jednej osobie. Inga, która ma zadatki na sympatyczną osobę, staje się w ten sposób postacią karykaturalną, tubą propagandową, a nie człowiekiem.
I jeszcze jedna rzecz, która pewnie uwiodła jurorów - główny bohater nazywa się tak, jak jedna z najbardziej szanowanych osób w koncernie Agora (żarcik z niższej półki).
I może właśnie dlatego Agora zamiotła książkę Łapińskiej pod dywan? Być może, oprócz jurorów przeczytał ją w końcu jakiś dinozaur literatury, który potrafi jeszcze odróżnić dobrą powieść od słabej? A nuż pomyślał, że owszem, wszyscy wydają słabe książki, bo na nich się zarabia, to i my możemy, ale - na Boga! - czy musimy przyznawać im nagrody i się tym chwalić?
A może było zupełnie inaczej? Może to specjalista od promocji nie przyłożył się do roboty? Albo ktoś w zadufaniu uznał, że książki nie trzeba promować, bo sama informacja o nagrodzie wielkiego koncernu przyciągnie czytelników?
Mogłabym zadać jeszcze kilka pytań, ale na żadne i tak nie potrafię udzielić odpowiedzi. Może wam się uda.
*Klub Rozwścieczonych Recenzentów – nieoficjalna nazwa nadana pewnej znanej sobie grupie osób z portalu nakanapie.pl, przez pewnego autora, który nie potrafił pogodzić się z krytyką swojego wiekopomnego dzieła. https://www.czytacz.pl/
Są takie debiuty, które przechodzą bez echa, a są i takie, które już po wydaniu stają się bestsellerami, a ich autorzy z przytupem wchodzą w świat literackiej śmietanki, stając się z dnia na dzień rozpoznawalnymi. Z całą pewnością takim godnym odnotowania i wartym uwagi rozpoczęciem kariery stało się „Czerwone jezioro” Julii Łapińskiej. Jej powieść sensacyjna wygrała konkurs ogłoszony przez Wydawnictwo Agora na debiut wydawniczy w tej kategorii, co wcale nie dziwi, bo mimo objętości od początku do końca jest to przemyślana, spójna całość. Autorka zabiera nas nad jezioro Pile, położone w Bornem Sulinowie, w malownicze tereny zachodniopomorskich krajobrazów pobliskiego Szczecinka. Nie jest to jednak bynajmniej wyprawa krajobrazowa, gdyż akcja zasadza się na losach kiedyś bliskich sobie postaci, które po latach będą musiały zweryfikować swoją przyjaźń, tym bardziej, że losy głównych bohaterów potoczyły się w zupełnie różnych kierunkach. Przyczynkiem do ponownego spotkania są uroczystości ślubne jednego z nich. Borys Morozow, dziś cyniczny i pozbawiony skrupułów oligarcha rosyjski, staje na ślubnym kobiercu z wybranką swego serca. Jak na ślub i wesele przystało nie mogło się obejść również bez fotografa i to zlecenie dostaje Kuba Krall, kiedyś bliski przyjaciel Morozowa, dziś wprawdzie słynny fotoreporter wojenny, z poharataną wojennymi przeżyciami duszą. Pech również chce, że jedno z pierwszych ujęć jakie czyni on na weselu to panna młoda w niedwuznacznej sytuacji z ochroniarzem męża. I nic nie byłoby nadzwyczajnego w tej historii, gdyby nie fakt, że następnego dnia kochanek panny młodej znaleziony jest martwy, a jego zmasakrowane ciało łudząco przypomina zbrodnię sprzed 25 lat, która również miała miejsce w tej okoliczny. Kto i dlaczego powtarza ten sam schemat? Jakie były przyczyny tej i wcześniejszej zbrodni? Czy przeszłość głównych postaci będzie mieć tu jakieś znaczenie, czy ich historie kryją w sobie zatajone urazy, czy rodzinne tajemnice rzucą cień na współczesne relacje? Koniecznie musicie sprawdzić sami. Autorka zabierze Was w nieznane przeplatając zdarzenia dziejące się tu i teraz z tym, które rozegrały się przed laty. A tu niebagatelne znaczenie będzie miał fakt, że Borne Sulinowo było kiedyś kwaterą wojsk radzieckich na ziemiach zachodniopomorskich, więc czerwonoarmiści czuli się u nas jak u siebie, co niekoniecznie mile było postrzegane przez miejscową, rodzimą ludność, która po latach z równą niechęcią wspomina okres Czerwonej Zarazy. Jedno jest pewne, mimo wielu wątków, książka jest intrygująca, zaskakująca, a przede wszystkim wyśmienicie napisana. Po prostu nie można się od niej oderwać. Polecam Wam zatem gorąco sięgnięcie po „Czerwone Jezioro” , gwarantując, że nie będzie to czas stracony dla wszystkich miłośników kryminalnych opowieści.
Po lekturze "Czerwonego jeziora" Julii Łapińskiej stwierdzam, że bardzo się cieszę, iż właśnie ta powieść wygrała w I Konkursie na Powieść Sensacyjną Wydawnictwa Agora. Moja radość wynika z tego, że akcja powieści związana jest nierozerwalnie z miejscem, które bardzo lubię. Intryga wymyślona przez autorkę to dwie zbrodnie: zabójstwo sprzed lat i współczesne morderstwo w Bornem Sulinowie, mieście, które pojawiło się na mapie Polski dopiero w 1993 roku, a wcześniej było niemieckim, a następnie radzieckim miasteczkiem garnizonowym. Nie trafiłam wcześniej na powieść, w której tak dokładnie zostałoby opisane to właśnie miejsce i jego okolice.
Kuba Krall, fotoreporter wojenny, otrzymuje zlecenie od kolegi z dawnych czasów. Ma fotografować jego przyjęcie weselne. Krall nie poradził sobie ze stresem po wojennych doświadczeniach, więc musiał zrezygnować z dotychczasowych wyjazdów i fotografowania walk. Jednak jakoś zarabiać trzeba, przyjął zatem zlecenie od rosyjskiego oligarchy, Borysa Morozowa. Weselna fotorelacja i zdjęcia pewnego miejsca w Bornem, z którym Borys wiąże plany.
Wszystko jednak idzie nie tak, jak sobie to bohaterowie zaplanowali. Podczas przyjęcia weselnego świeżo poślubiona małżonka zdradza Borysa, a jego ochroniarz zostaje zamordowany. Z czasem okazuje się, że współczesna zbrodnia przypomina inne morderstwo sprzed lat. Sprawą zajmuje się podkomisarz Inga Rojczyk, żona lokalnego leśniczego. Kuba wkręca się w śledztwo, a jego spostrzegawczość i oko profesjonalisty uzupełnia cennym materiałem dowodowym działania policji.
Rozbudowana warstwa społeczno-obyczajowa to jeden z moich ulubionych elementów powieści kryminalnych, który tutaj odnalazłam i bardzo przypadł mi do gustu. To na tych wątkach opiera się w dużej mierze cała intryga. Rozdziały stanowiące pamiętnik sprzed lat, którego autorką była polska pieśniarka, rozwijająca talent wokalny w garnizonie, dodały kolorytu całej historii. Dzięki tym fragmentom układanka wypełnia się powoli puzzlami i zaczyna stanowić całość.
Gabaryty powieści mogą odstraszać, ale te prawie 600 stron mignęło mi bardzo szybko. Pomogły świetnie skonstruowane postacie i akcja, która może nie jest szaleńcza, jednak zdecydowanie prze do przodu. Wciąż coś się dzieje, wydarzenia się wiążą i jedne uzupełniają sens kolejnych. Były momenty, które przewidziałam wcześniej, ale w żaden sposób nie pomniejszyło to przyjemności z lektury.
Dodatkową atrakcją było dla mnie rozpoznawanie opisywanych w powieści miejsc w Bornem, które pamiętam z pobytów w miasteczku. Nie wszystkie noszą te same nazwy, co w rzeczywistości, ale dzięki temu można się pobawić w detektywa i rozpoznawać je na podstawie opisów.
Debiut Julii Łapińskiej uważam za bardzo udany i przemyślany. Jedynie dwie rzeczy mnie trochę zmęczyły. Po pierwsze narracja jest specyficzna. Czas teraźniejszy i krótkie zdania, czasami równoważniki zdań. Pewnie miały za zadanie przyspieszyć akcję, ale na dłuższą metę było to trochę męczące. Po drugie redakcja i korekta mogłyby się trochę bardziej przyłożyć, bo aż szkoda, że tak dobry tekst zawiera tyle literówek i powtórzeń...
Chciałabym, aby ta powieść miała swoją kontynuację w drugim tomie, w którym akcja również rozgrywałaby się w Bornem :-)
Uwielbiam ten moment, gdy na półkę odstawiam kolejną przeczytaną książkę, po lekturze której czuję ogrom satysfakcji z dokonania właściwego wyboru. Lekko muskam jej grzbiet aby moje przemyślenia i toczące się w głowie emocje mogły się ustabilizować i pozwolić mi na prawidłowy odbiór słów, które chciałabym przytoczyć. Julia Łapińska stworzyła bardzo dojrzałą, ciekawą i świetnie napisaną powieść kryminalną. Od pierwszych stron zostałam wciągnięta pazurami w nieobliczalną grę przedstawionej historii. Czytając ją, z każdą przewracaną stroną, ciężko było mi uwierzyć, że czytam debiut. Bardzo dobry debiut. Przedstawieni bohaterowie są bardzo realni, brak im sztuczności. Kuba Krall i Inga to udany duet, który przypadkowo zostaje ze sobą powiązany. Fotograf i policjantka. Charakterologicznie bardzo ciekawi ludzie, którzy się uzupełniają. Wciągające dialogi i przemyślenia tych bohaterów nadają tej historii dobrego smaku. Lubię gdy powieść zawiera retrospekcje a przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć. Dzięki temu, jako czytelnik zawsze mam nadzieję, że sprawiedliwości stanie się zadość. Przedstawione tło społeczne a także miejsce wydają się być bardzo dobrze poznane przez twórcę. To czuć w czytanej powieści. Wszystko doprecyzowane a mnogość zastosowanych zagadek, pozwala nieraz wodzić czytelnika za nos. Do końca możesz się tylko domyślać, kto lub co staje się przyczyną zaistniałej zbrodni. Jednak zbrodnia to nie wszystko. Bohaterem drugiego planu staje się miejsce toczącej się historii, które w latach osiemdziesiątych XX wieku, było siedzibą radzieckich wojsk. To tu nastaje początek życia, które w dramatyczny sposób zostaje wymazane z kart historii. Mogłabym wiele jeszcze napisać o tej powieści ale ilość słów i tak nie odda całkowicie moich odczuć. Wiem na pewno, że przy tak dużej ilość książek, jakie są wydawane na naszym rynku, ta zasługuje na uwagę. Rzetelny, dojrzały kryminał. Powieść obok, której warto się zatrzymać. Autorka sprawnie połączyła wątek zbrodni z zastosowaniem wspomnień z pamiętnika. Umieściła szereg ciekawych postaci, których ilość nie przytłacza a każda z nich nadaje rytmu książce jako całości. Każdy element do siebie pasuje choć czasami możesz zabłądzić ( jest to celowe zagranie ). Uważność tych szczegółów na tyle rozwija powieść, że czytelnik po lekturze może czuć tylko satysfakcję.
Borne Sulinowo intryguje swoją historią, dlatego jest tak wdzięcznym miejscem, w którym można umieścić akcję powieści kryjącej w sobie tajemnicę i mrok. Uczyniła to również Julia Łapińska w swojej debiutanckiej książce „Czerwone jezioro”. I ze znakomitym efektem!
Barwnie i wnikliwie ukazuje tło społeczne zarówno obecne, jak i sprzed dwudziestu pięciu lat gdy w Bornem mieścił się radziecki garnizon. Podsycając ciekawość i niepokój czytelnika wplata w opowieść legendę o Czerwonym Jeziorze, w którym czerwonoarmiści topili porwane i zgwałcone dziewczyny.
Kuba Krall, uznany fotoreporter wojenny, fotografuje ślub dawnego przyjaciela. Długi zmuszają go do pracy poniżej swoich aspiracji. Jako fotograf dostrzega więcej, nie spodziewa się jednak, że jego zdjęcia okażą się ważnym dowodem w sprawie morderstwa.
Również fotografie zaprowadzą go w przeszłość, która skrywa swoje sekrety.
Tocząca się linearnie akcja przerywana jest lekturą kartek z pamiętnika dziewczyny żyjącej tu w 1988 roku. I również Kuba coraz częściej wraca w myślach do tamtych czasów i swojego dzieciństwa w garnizonie. Czy przeszłość uchyli rąbka tajemnicy?
Krótkie rozdziały kształtują dynamikę powieści, a każdy z nich dorzuca ziarnko piasku do klepsydry odliczającej czas do wyjaśnienia zagadki. Śledztwo prowadzi lokalna policjantka, Inga Rojczyk walcząca o pozycję w zdominowanym przez mężczyzn, małomiasteczkowym komisariacie. Czy współpraca tych dwojga przyniesie wyjaśnienie nie tylko aktualnych zdarzeń, ale odkryje karty przykryte kurzem czasu?
Autorce udało się stworzyć nie tylko klimatyczny i wciągający kryminał, w którym dodatkowym magnesem są wykreowani bohaterowie, ale również zwrócić uwagę na ważne problemy społeczne między innymi zespół stresu pourazowego, czy dyskryminację płci. Powieść zyskałaby jednak na bardziej skrupulatnej redakcji, bo choć styl autorki bardzo przypadł mi do gustu, to powtarzane fakty nieco irytowały. Poza tym drobnym mankamentem to świetny debiut i przyklaskuję wszystkim zachwytom pod jego adresem.
"Czerwone jezioro" Julii Łapińskiej to debiut literacki w najlepszym stylu.
Borne Sulinowo - mała miejscowość, która przez lata była niedostępna i oficjalnie nie istniała na mapach. Po transformacji "zwrócona" Polakom. W Bornem jest hotel Mir, wybudowany przez Borysa Morozowa, rosyjskiego oligarchę, który w czasach słusznie minionych mieszkał w garnizonie. Podczas wesela Borysa dochodzi do morderstwa. Sprawę prowadzi Inga Rojczyk - ambitna policjantka, która nie ma lekko w męskim świecie. Bo przecież kobiety się do takiej roboty nie nadają, są za bardzo emocjonalne. Pomaga jej Kuba Krall, fotograf, zmagający się z PTSD. Rozwiązanie tajemnicy zbrodni kryje się w zdjęciach, tylko trzeba wiedzieć na co patrzyć. Takie debiuty mogłabym czytać zawsze. Kluczową rolę w tej powieści odgrywa miejscowość i to co przed laty wydarzyło się w garnizonie. Ze wspomnień dawnych mieszkańców i zdjęć wyłonią się skrywane przez lata tajemnice. Bo zdjęcia pokazują dużo. Ogromnym plusem jest przedstawienie historii dwutorowo - z jednej strony mamy współczesną zbrodnię i śledztwo, a z drugiej pamiętnik Katarzyny Krukowskiej. To dzięki niemu wiemy co się kiedyś wydarzyło i jakie są tego konsekwencje obecnie. Szybko możemy się domyśleć, kto za tym wszystkim stoi, ale to w żaden sposób nie umniejsza tej powieści. Ważny jest porter psychologiczny opisanych bohaterów. Kolejnym plusem jest obsadzenie w roli głównego bohatera fotoreportera, zmagającego się z PTSD. Rewelacyjny debiut. Bardzo ciekawy pomysł na obsadzenie fabuły w miejscowości, która przed laty była całkowicie pod rosyjską kontrolą. Autorka nie kreśli rozbudowanego wątku obyczajowego, ale przemyślaną intrygę kryminalną, której początek sięga końca lat 80 XX wieku. Bardzo polecam Waszej uwadze tą powieść, a ja zabieram się za drugi tom. Sadząc po zakończeniu "Czerwonego jeziora" będzie się działo w "Dzikich psach".
Nie będę udawać, że się nie wciągnęłam, bo się wciągnęłam - chwilami nawet bardzo. Trochę wysilony wydał mi się plot twist na samym końcu, ale tu może wychodzić moja nieznajomość gatunku. Bo ktoś inny mógł tylko na taki smaczek czekać, a gdyby go zabrakło - uznać intrygę za płaską i przewidywalną.
Najbardziej zahacza w tej książce Borne Sulinowo. W rzeczy samej, praca terenowa bardzo (BARDZO!) popłaca i to dzięki niej książka syta jest w smakowite lokalne detale. Jeśli kiedyś udam się w te okolice, na bank będę się rozglądać za facetem, który umie grać na dwóch trąbkach naraz. Dobra, żarty żartami, ale myślę, że osoby rozmiłowane w historiach lokalnych - lub szukające sprytnych sposobów ich przetworzenia w artystyczną wartość dodaną - nie zawiodą się rozsianymi tu, ociekającymi rzeczywistym przeżyciem, drobiazgami i nie-drobiazgami.
Trochę nie nadążyli za tym bohaterowie - przynajmniej takie miałam wrażenie, że ciążyli w stronę sztampy. Jest obowiązkowy "facet z problemami/mroczną przyszłością", jest i "ambitna kobieta mierząca się ze szklanym sufitem". Chyba paradoksalnie ta dwójka interesowała mnie najmniej i z utęsknieniem wyglądałam postaci drugoplanowych.
Ocena nie może być wyższa niż 3 także dlatego, że, no kurczę, sporo jest tam byków, niekonsekwencji, literówek i błędów. Narracja czasami skacze między bohaterami w obrębie jednego kawałeczka, są dłużyzny, które można by było wyciąć, a imię jednej z bohaterek zmienia się między dwoma stronami. Nic, czego uważne redaktorskie oko by nie wychwyciło.
Ale po "Dzikie psy" pewnie sięgnę. Jasne, choćby ze względu na tytuł.
Czytając opis tej książki nie do końca byłam do niej przekonana, ze względu na wzmianki o zbrodniach w radzieckim garnizonie. Myślałam, że historia będzie grała główną rolę i będzie nudna. Jednak moje obawy były złudne. Książka jest świetna i chyba moja TOP, czego na początku się nie spodziewałam. Nie lubię jak postępy w śledztwie idą bardzo wolno, ale w tym przypadku się tego nie odczuwa. Każdy z bohaterów jest tak samo ciekawy i ukrywa jakąś dawną tajemnicę i nie do końca ją wyjawia. Mamy do czynienia ze wspomnieniami z przeszłości dawnej bohaterki, które zapisane są w formie pamiętnika. Ten sposób mi się spodobał, bo było wiadome, że nie chodzi o żadnego z bohaterów bieżących. W książce nie da się zgubić, każdy wątek jest rozpoczęty w dobrym momencie, a pamiętnik zgrywa się z rozwojem śledztwa. Zakończenie oczywiście zaskakuje i ciężko się domyślić, kto stoi za sprawką morderstwa, ponieważ każdy coś ukrywa. Jest to w miarę przyjemna książka jeśli chodzi o stopień makabryczności. Nie ma jakiś strasznie odpychających szczegółów, więc polecam osobom, które dopiero zaczynają przygodę z tym gatunkiem. Znajdujemy w niej motyw m.in.: dyskryminacji kobiet (tutaj jest to praca policjantki), wykorzystywania kobiet, wartość znajomości z osobami wysokiej rangi oraz pieniądza, psychologiczne skutki wpływu innych osób. Ta pozycja pokazuje, że historia wcale nie musi być nudna. Autorka jak najbardziej zasługuje na nagrodę i właśnie to przekonało mnie do zakupu. NIE ŻAŁUJĘ!
Kiedyś debiutów bałam się jak diabeł wody święconej. Teraz naprawdę chętnie sięgam po “pierworodne dzieci” pisarzy. A jak jest z tym u Was?
Julia Łapińska zwyciężyła w konkursie Wydawnictwa Agora. Zupełnie mnie to nie dziwi, bo “Czerwone jezioro” to naprawdę świetna pozycja!
Kuba, bohater, którego czytelnik poznaje z początku jest fotografem na weselu swojego dawnego znajomego, którym jest człowiek… którego nie chcielibyście nigdy spotkać. Podczas uroczystości dochodzi po pierwsze do zdrady, a po drugie zabójstwa.
Powieść Julii Łapińskiej zbudowana jest w mój ulubiony sposób - mamy tu do czynienia z dwiema płaszczyznami czasowymi. Po pierwsze - wraz z bohaterami czytelnik stara się wyjaśnić sprawę zabójstwa ochroniarza, a z drugiej strony otrzymuje fragmenty pamiętnika pewnej śpiewaczki.
Podobała mi się kreacja bohaterów - postaci rozsądnych, momentami zagubionych, ale z charakterem. Osób nieinfantylnych ani nie naiwnych.
Dodatkowo nie można przejść obok szeroko zakrojonego tła społecznego. W mojej ocenie było ono wręcz drugoplanowym “bohaterem” “Czerwonego jeziora”, bo niezwykle wpływa na czytelnika i odbieranie przez niego zachowań postaci.
To, co można powiedzieć o tej książce- z pewnością to historia niedoceniona, a warto po nią sięgnąć, jeśli macie ochotę na naprawdę dojrzałe skonstruowaną powieść.
Kuba Krall, najlepszy polski fotoreporter, ma sfotografować przyjęcie weselne wszechwładnego i cynicznego rosyjskiego oligarchy Borysa Morozowa. Ale oko fotografa potrafi wyłowić z luksusowej scenerii niewygodne szczegóły. Pannę młodą, która jeszcze na weselu zdradza świeżo poślubionego męża. Tajemniczego mężczyznę w szatach jurodiwego. Zmasakrowane zwłoki, które ktoś podrzuca nad ranem na teren imprezy... Kluczem do rozwiązania zagadki okazują się zdjęcia. Trzeba tylko wiedzieć, jak na nie patrzeć.
Powieść Julii Łapińskiej ma sporo do zaoferowania. Wątków jest sporo i świetnie się przeplatają. Autorka potrafi tworzyć opisy, w których poznajemy przeszłość bohaterów i zaczynamy powoli rozumieć ich sytuacje i motywacje. Makabryczne odkrycie to początek opowieści ukazującej mroczną historię, w której zemsta, żądza władzy czy posiadania drugiego człowieka zostają precyzyjnie obnażone.
Autorka zaciekawiła mnie kryminalnymi aspektami – interesujące są kwestie społeczne, związane z transformacją ustrojową po 1989 roku. Intrygujące okazują się też relacje między światem przestępczym, policją, byłymi żołnierzami radzieckimi – opisane są w sposób wiarygodny i przekonujący, jednocześnie dający wiele do myślenia.
„Czerwone jezioro” to dobry kryminał. Szczegółowe śledztwo, bogate portrety psychologiczne, masa różnorodnych wątków, które przeplatają się ze sobą, tworząc logiczną całość. Hmm... czegóż więcej sobie życzyć?
Podobała mi się, bardzo fajnie się słuchało w audiobooku. Na plus brak wątku romantycznego, podobała mi się kreacja postaci, może w pewnych momentach trochę takie przesadzone, ale nie na tyle, żeby to jakoś bardzo zgrzytało. Sam wątek kryminalny - podobał mi się, raczej łatwo się domyślić i jakoś posklejać puzzle, ale poprowadzone w taki klasyczny sposób więc. spoko
This entire review has been hidden because of spoilers.