Postęp ponad wszystko! Transformacja, innowacja, digitalizacja, automatyzacja, rewitalizacja, modernizacja, a do tego elastyczność, mobilność i funkcjonalność. Smart plus flex w wersji ultra. Koszty? Wyburzone historyczne serca miast, wioski widma, gigantyczne zręby pod centra logistyczne i serwerownie, turbiny wiatrowe, a ponad nimi zamiast zorzy polarnej niegasnąca, czerwona łuna...
Witamy w Szwecji, kraju inżynierów, gdzie o ludziach związanych z kulturą mówi się "człowiek kardigan" i "cioteczka kulturalna".
Dziennikarz Fredrik Kullberg przemierza swój kraj, aby pokazać, że racjonalizm i rozwój mogą mieć też ciemne strony. Rozmawia z politykami, historykami, deweloperami, architektami. Próbuje odpowiedzieć na pytanie, kto jest odpowiedzialny za niszczenie naturalnego i kulturowego krajobrazu Szwecji. Kto toczy tę wojnę z pięknem? Kullberg odkrywa, że na kształt szwedzkich miast ciągle ma wpływ pewien manifest, który powstał blisko sto lat temu. Przy okazji reporter ustala, że tylko w latach sześćdziesiątych XX wieku wyburzono niemal połowę budynków mieszkalnych powstałych przed rokiem 1900 – jednocześnie prawie jedna trzecia architektów mieszka w domach wybudowanych przed rokiem 1930. Jak to możliwe?
W swoim reporterskim dochodzeniu autor dociera na sam koniec ślepej uliczki, w jaką zagonił Szwecję fetysz bezrefleksyjnie rozumianego postępu. Jeszcze niedawno niszczono tam krajobraz pod hasłem modernizacji, dziś tłumaczy się to walką ze zmianami klimatu. Przecież wielkoskalowe, rujnujące środowisko kopalnie wanadu są konieczne do realizacji zielonej wizji pierwszego na świecie państwa wolnego od paliw kopalnych…
Wojna z pięknem jest ponurym rewersem pocztówki ze Szwecji. Dla nas w Polsce to pocztówka z przyszłości.
Interesujący i potrzebny klin na funkcjonującym dla większości obrazie Szwecji. Bardzo ciekawa lektura, ale, wydaje mi się, że z uwagi na język i konstrukcje, głównie dla ludzi już zainteresowanych urbanistyką. Gorzej z tym, jakby ta książka miała tym zainteresować kogoś, kogo temat zupełnie nie obchodzi. A przecież powinien każdego.
Czy trawa jest bardziej zielona u sąsiada? Okazuje się, że nie bardzo.
Spędziłem wiele czasu na dyskusjach na temat traktowania krajobrazu w Polsce. Na temat billboardów ustawionych niemal wszędzie, drzew, które wycinano pod parkingi, zabytków niszczonych na rzecz galerii handlowych. Myślałem o zachodzie o Europie jako przykładzie, który stoi w alternatywie do tego typu działań.
Zdziwiłem się więc, gdy Dowody wydały reportaż o “Wojnie z pięknem” w Szwecji. Byłem w Malmo i poza niebotycznymi cenami zapamiętałem przecież stylową starówkę i ogólnie ładną architekturę. Jednak lektura tego reportażu pogłębiła mój obraz i po niej obawiam się że problemy, o których pisałem w kontekście naszego kraju są globalne i dotyczą niemal każdego kraju.
Szwedzi w pogoni za nowoczesnością tratują na swoje drodze niemal wszystko - drzewa, lasy, zabytki. Na ich miejsca stawiają budowle nowoczesne, pozornie ekologiczne. Nie ma tu czasu na oglądanie się w tył. Wystarczy wspomnieć że pomiędzy 2005 a 2015 rokiem w Sztokholmie zniknęło ponad sto zabytkowych budowli.
To lektura poruszająca dla każdego, kto obcuje z miastem i konsumuje je zmysłami. Zabolała mnie tylko podejście Fredrika Kullberga do Le Corbusiera. Autor widział w modernistycznym architekcie sojusznika tyranów, a w jego dziełach spełnione marzenia tychże postaci. Rzeczywiście o tych powiązaniach do końca nie miałem pojęcia, ale wciąż dla mnie modernizm broni się pod kątem architektonicznym, szczególnie na tle “osiągnieć” współczesnej deweloperki wypranej z poczucia prywatności i estetyki. Autor upatruje w modernizmie kolejnego kamyczka niszczącego klasyczny obraz Szwecji i ma do tego prawo.
“Wojna o piękno” to opowieść, która powinna dać do myślenia wszystkim tym, którzy za cenę nowoczesności chcą poświęcać cały wielowiekowy krajobraz.
Reportaż przedstawiający problematykę pomijania szeroko pojętego piękna podczas dokonywania wyborów. Jest o zabytkach, wycinkach lasów, zielonej transformacji, funkcjonaliźmie, planowaniu miast, patodeweloperce i wielu innych kwestiach. Autor przedstawia wiele poglądów z którymi często nie będziemy się zgadzać. Nie jest to jednak wada, a zaleta, bo książka dzięki temu zmusza czytelnika do myślenia. Ponadto wyraźnie przedstawione jest ryzyko jakie niesie ignorowanie nauk humanistycznych i ślepe patrzenie na arkusze i wykresy.
Co, Fredrik Kullberg chce powiedzieć mi, że Szwedzi wcale nie chcą w przestrzeni swoich drewnianych domków, nawet jeśli te bywają też pięknymi, starymi willami? Bardzo deprymująca lektura dla kogoś, kto tak jak ja poznał Szwecję przede wszystkim ze strony wiejskiej i sielskiej.
DNF 17% Początek to trochę ciekawych pomysłów, podanych bardzo chaotycznie, i przewaga retoryki nad merytoryką. Może dalej robi się lepiej, ale nie mam ochoty testować.
I think the topic is utterly interesting. Since I came to Sweden I have been wondering why, differently than from my home country, Italy, all the towns looked almost the same, with a specific style of buildings that didn't look very appealing and no major charm except in parts of the town I was visiting. Understanding and observing how Sweden has kept tearing down precious cultural heritage in favor of "landmarks" of questionable taste is not trivial but determined by an interesting serie of reasons. The book is an attempt to navigate through this mindset with an eye onto the historical and social aspects, by travelling through Sweden and pinpointing also where the devolution is in favor of rightful evolution. During this trip, the author is interviewing several people and attempting to also reach out to some of the autorities, without much success. I appreciated the effort to finally dig into this subject, but I have (and probably my language proficiency doesn't help) found the book a bit hard to read, jumping between one topic to another without having much of a red thread. The language is also not very refined in all chapters and some can be a bit ripetitive and heavy to go through, while others are more fluent and more catchy. I would think that to give an opportunity to engage also the people that are not really already into the subject there should have been a richer introduction and a deeper framework, not only around how the book is structured but also about the research work and the conclusions, that seems to be a bit hanging in the air. It was though about time that somebody started to open this Pandora's box.
I really like contrarian points of view, and Fredrik Kullberg painted himself one - a lone voice of critique for unstoppable rush to modernise, demolish heritage, rationalise, chop down, replant with windfarms, cover with logistic and data concrete, glass, steel infrastructure etc. Yet the works citied and conversations quoted indicated that there is a fraction of citizens who observer what's happening, reacts, takes part in unbalanced, and sadly probably lost, public dialogue. As such, I've got a bit of the 'hear me out, I'm shouting the loudest' vibe and read the book with a bit of scepticisms. Author narrowed focus to Sweden (weirdly Norway's path isn't mentioned and Denmark is covered only in passing) and spends quite a lot analysing 'unique' Swedish socio-political context. Thus I've started to wonder if author doesn't postulate some specific Swedish take on aesthetics too ;-) For sure I've learned tons about Swedish history, culture, vocabulary too (kulturkofta, kulturtant, sommarbarn, snickargladje, folkhemmet and of course the cursed "acceptera"), got thinking about Swedish geography (sadly the book wasn't printed with a map that would help you orient, nor has photographs of things covered), challenged me on brutalism, etc. So overall, well worth reading, yet it could have been so much better, with such a poignant story to tell.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Bardzo ciekawa igła wbita w wizerunek "idealnej Szwecji" jak i samego jej społeczeństwa, którego głównym tematem jest zamiłowanie do postępu, nowoczesności i zrównoważonej energii.
Najbardziej przeraził mnie rozdział o "acceptara" i to jaki to dalej ma wpływ na architekture dzisiejszą w Szwecji.
Jest to reportaż pod teze ale no nie da się wykluczyć, że takl jest, wystarczy pojeżdzić po Szwecji i to co autor mówi to rzeczywiście rzuca się w oczy. Autor bez jakiejść większej zasady nie lubi modernizmu co jest tutaj nie potrzebne lub mogło być inaczej poprowadzone.
Podrozdział Filipa Springera - wisienka na torcie.
Bardzo mądra i bardzo dobra książka, która odczarowała mój nieco wyidealizowany obrazek Szwecji jako kraju czerwonych domków nad morzem i życia zgodnie z poszanowaniem natury. Choć to reportaż o architekturze to w genialny sposób rozszyfrowuje także zawiłości szwedzkiej mentalności - zamiłowania do nowoczesności, postępu i modernistycznej prostoty.
Do tego wspaniałe posłowie Springera, która rozbawiło mnie do łez i świetnie skontrastowało (a właściwie porównało) naszą polską rzeczywistość z tą szwedzką.
Den här essäboken om svenska myndigheters, kommuners och företags inställning till arkitektur och visuell miljö är mycket träffsäker. Kullberg tar oss med på en resa genom Sverige och visar samma mönster i alla landsändar. De kulturhistoriska värdena väger mycket lätt i sammanhanget när ny mark behöver tas i anspråk vid nya teknologiska landvinningar.
Med ett mer genomarbetat språk hade boken nått 5 stjärnor.
Titeln förklarar agendan. Bra när författaren är ute och gaggar med folk, inte lika vasst när han sitter på kammaren och drar slutsatser av sitt material. Men absolut en ögonöppnare inom vissa kategorier förfulning.
En bok med ett viktigt ärende där själva utförandet tyvärr är ganska slarvigt och tandlöst. Författaren kan till exempel knappt förklara vad skönhet är. Bäst är intervjuerna.