W powstałym po katastrofie ekologicznej postindustrialnym mieście Pattium, w którym woda jest towarem luksusowym, a dzielnicę biedoty, Mizerię, od reszty miasta odgradza wysoki mur, popularnością cieszą się wynalezione przez Inżyniera empatajzery – urządzenia, które pozwalają zapisywać i odtwarzać skrajne emocje i przeżycia.
Sara Schwartz, policjantka z miejskiej obyczajówki, dostaje nową sprawę. Na platformie empatajzerów ktoś umieścił nagranie, na którym bierze prysznic. Problem w tym, że dostęp do wody w Pattium jest ściśle limitowany. W dodatku nagranie wrzucono z konta jednego z pracowników firmy Empathy, produkującej urządzenia.
Śledztwo toczy się raczej leniwie, bo i sprawa nie jest początkowo zbyt dużego kalibru. Po kilku dniach pojawia się kolejne nagranie. Tym razem ktoś pije na nim wino - które również jest nielegalne. Większego ciężaru sprawa nabiera wówczas, kiedy - również z konta jednej z pracownic firmy - ktoś wrzuca w sieć nagranie, na którym jakaś kobieta umiera z pragnienia.
Tropy prowadzą na Mizerię, dzielnicę biedoty. Sprawę zaciemniają nagrania, które udostępnia performerka Bea Gerwich - na nich także umierają ludzie. W dodatku na Mizerii wybucha dziwaczny bunt – Przebudzeni, których znakiem rozpoznawczym jest wytatuowana na policzku łza, kontestują empatajzery jako urządzenia dostarczające jedynie namiastek prawdziwych uczuć i namawiają ludzi, by w proteście umierali z pragnienia…
Niestety zupełnie nie polubiłam się z tą książką. Podczas jej czytania czułam się tak, jakbym oglądała opisywane wydarzenia przez przyciemnianą szybę – w zupełnym oddaleniu, bez możliwości pełnego wniknięcia w fabułę. Być może tą barierą był styl, który zupełnie nie przypadł mi do gustu, a może chodziło o chaos, który odczuwałam od pierwszych stron. Za dużo postaci, za dużo wątków, za mało konkretów i zero wyjaśnień, w jakim świecie się znalazłam. Moim zdaniem autorka nie potrafiła wyegzekwować własnego pomysłu. Bo pomysł ewidentnie był, tylko co z tego, jeśli pozostał w wyobraźni twórcy. Nie za bardzo wiem, jaką historię autorka chciała opowiedzieć, po czasie trudno jest mi też powiedzieć, jak ja ją odebrałam – sama nie wiem, o czym było te 500 stron. Brakuje tu jakiegoś przemyślanego planu na tę opowieść: wstępu, który umożliwiłby czytelnikowi rozeznanie się w świecie i zapoznanie z bohaterami, a potem akcji, która byłaby w stanie go przy nich zatrzymać. Wielka szkoda, bo „na papierze”, z opisu, brzmiało to naprawdę dobrze.
Empatajzer. Ten tytuł zaintrygował mnie swoją prostotą i przekazem, że nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności i wiedziałam, że będę musiała sięgnąć po najnowszą powieść Aleksandry Borowiec. A z czym ten cały Empatajzer “się je”? O tym słów kilka poniżej. Witajcie w Pattium. "W powstałym po katastrofie ekologicznej postindustrialnym mieście Pattium, w którym woda jest towarem luksusowym, a dzielnicę biedoty, Mizerię, od reszty miasta odgradza wysoki mur, popularnością cieszą się wynalezione przez Inżyniera empatajzery – urządzenia, które pozwalają zapisywać i odtwarzać skrajne emocje i przeżycia. Sara Schwartz, policjantka z miejskiej obyczajówki, dostaje nową sprawę. Na platformie empatajzerów ktoś umieścił nagranie, na którym bierze prysznic. Problem w tym, że dostęp do wody w Pattium jest ściśle limitowany. W dodatku nagranie wrzucono z konta jednego z pracowników firmy Empathy, produkującej urządzenia.
Śledztwo toczy się raczej leniwie, bo i sprawa nie jest początkowo zbyt dużego kalibru. Po kilku dniach pojawia się kolejne nagranie. Tym razem ktoś pije na nim wino – które również jest nielegalne. Większego ciężaru sprawa nabiera wówczas, kiedy – również z konta jednej z pracownic firmy – ktoś wrzuca w sieć nagranie, na którym jakaś kobieta umiera z pragnienia.
Tropy prowadzą na Mizerię, dzielnicę biedoty. Sprawę zaciemniają nagrania, które udostępnia performerka Bea Gerwich – na nich także umierają ludzie. W dodatku na Mizerii wybucha dziwaczny bunt – Przebudzeni, których znakiem rozpoznawczym jest wytatuowana na policzku łza, kontestują empatajzery jako urządzenia dostarczające jedynie namiastek prawdziwych uczuć i namawiają ludzi, by w proteście umierali z pragnienia…"
Przyszłość, a może jednak teraźniejszość? Empatazjzer to petarda, ale taka petarda, którą odpalamy dopiero dobrym łyku kofeiny i koki. ;)
Gdyż, początek powieści, umiejscowienie się w tym futurystycznym świecie, załapanie kontaktu z bohaterami, to nie była dla mnie „bułka z masłem”.
Bo o ile sam podział „świata” na cztery dzielnice ze względu na zawartość portfela, był wręcz oczywisty. Tak bohaterowie mi się „merdali” i tu potrzebowałam kilka stron, by ogarnąć „kto z kim śpi i czy oby na pewno, wszystkie łóżka w mojej układance, są już zajęte”. ;)
No i właśnie, jak się ogarnęłam, to wkręciłam się na maksa i zaczęłam wyłapywać smaczki, które pojawiały się między wierszami.
Wiecie, ten świat z przyszłości jest pod wieloma względami podobny do naszego. Mamy podział na bogatych i biednych (za murem), wpompujemy w siebie różne używki, które pomagają nam przetrwać kolejny smutny dzień. Wmawiamy sobie, że „dobrze jest, jak jest”, a rolę naszych empatajzerów pełnią media społecznościowe i telewizja. To z nich czerpiemy garściami i ekscytujemy się życiem nie tylko celebrytów, ale także zwykłych ludzi. Gdyż to ich „smutne/bogate/sztuczne” życie zapewnia nam obecnie największe emocje.
Dlatego pozwolę sobie jeszcze raz powtórzyć. Empatazjzer Aleksandry Borowiecm, to prawdziwa petarda, która dzięki dystopijnej wizji przyszłości natchnie Was do wyjścia poza schemat i wyzwoli prawdziwe emocje.
Przyznaję, że z początku było mi ciężko wgryźć się w ten świat. Później, jak już wsiąkłam, to całkowicie przepadłam. Ach! Cóż to za niesamowita wizja przyszłości, zbudowana z dbałością o szczegóły. Bogate słownictwo, ogrom charakternych postaci, multum odniesień do popkultury i nie zapominajmy o tytułowym wymyślnym wynalazku - tym całym empatajzerze!
Tak pokrótce o czym to jest?
To intrygująca futurystyczna wizja postindustrialnego świata, podzielonego na cztery dzielnice podług stopnia zamożności zamieszkujących je ludzi. Mizeria, najbiedniejsza, zakurzona dzielnica jest oddzielona od lepszej reszty murem. W pozostałych lepiej nie jest, trochę lepszy dostęp do kofeiny i koki, ale na luksusowe dobra, jak prąd czy woda są limity. Ludzie żyją z dnia na dzień, zatapiając smutki w kokainie, wypełniając smutną rzeczywistość mrzonkami o lepszym świecie. Jedyne co potrafi wzbudzić iskrę w ich życiu to feedy nagrane z tych błyszczących, świecących diodami bransoletek - empków, z których udostępniają swe przeżycia innym. A ci inni odczuwają je całym sobą, niczym ich własne, autentyczne przeżycia.
W Pattium dostęp do wody jest limitowany, więc gdy na platformę empków trafia nagranie, na którym ktoś bierze prysznic - policjantka Sara dostaje tę podejrzaną sprawę tak wielkiego nadużycia...
To zaledwie ułamek fascynującej fabuły! Mamy tu ogrom z pozoru nieistotnych wątków pobocznych, które sprawiają, że ten wykreowany świat ma wiele odcieni. Nie jestem w stanie oddać jego bogactwa, tak świetnie wykreowanego przez autorkę.
Ta przyszłość niby taka odległa, ale jednak taka bliska, możemy swobodnie utożsamiać się z niektórymi jej aspektami. Bohaterowie są niezwykle barwni, mają swoją głębię psychologiczną.
Różnorakość gatunkowa tych historii udowadnia, że autorka ma niesamowitą wyobraźnię. To prawdziwa mieszanka wybuchowa, zamknięcie jej tylko w ramach fantastyki byłoby bardzo krzywdzące dla tej powieści. To także dystopijna, antyutopijna wizja społeczeństwa, powieść obyczajowa, kryminał i thriller w jednym. I o dziwo to wszystko, wbrew pozorom idealnie się ze sobą zazębia i wyzwala rozmaite emocje.
Nie brak tu mocnej symboliki, skłaniającej do refleksji filozoficznych. Dokąd my jako ludzie zmierzamy? Czy zdolność do empatii przy zaawansowanej technologii przetrwa? Nasze uczucia są efemeryczne, a gdyby tak można je było odczuwać w przyszłości, wraz z upływem czasu z taką samą siłą jak pierwotnie? Kawał świetnej literatury! Jestem pod ogromnym wrażeniem. Gorąco polecam!
"Empatajzer" to druga książka Aleksandry Borowiec jaka została wydana i druga, jaką mi udało się przeczytać. Jest zupełnie inna niż poprzednia i to nie tylko pod względem okładki! Jedno się jednak nie zmieniło, treści jest dużo, bo niemal pięćset stron. Czy to zaleta?
O czym zatem opowiada nam autorka tym razem? Istne post apokaliptyczne miasto, w którym woda jest luksusem, a w zasadzie jest ciężka do zdobycia... mi tyle wystarczyło, aby się na tę książkę rzucić, ponieważ uwielbiam takie powieści. Empatajzer nie jest tylko tytułem i dziwnym słowem, bo w środku znajdziecie jego zastosowanie jako urządzenia do zapisu emocji. To nie jest takie typowe wpadanie w sci-fi, bo wmieszane jest w treść śledztwo. Otóż, skoro woda jest na wagę złota, to jak może człowiek sobie brać prysznic i wrzucać z tego filmik? Przecież woda jest limitowana, nie wolno jej marnować. I takie oto śledztwo zaczyna się ślimaczyć, bo to nie jest jakieś wielkie wykroczenie. Do czasu. Zaczynają się dziać inne dziwne rzeczy i wszystko nabiera tempa, a w samym środku zamieszania znajduje się policjantka Sara.
Muszę przyznać, że o ile spodziewałam się, po "Gwieździe szeryfa" dobrze poprowadzonego wątku kryminalnego i śledztwa, tak nie byłam pewna czy uda się autorce wskoczyć w świat nieco sci-fi. Udało jej się jednak przekonać mnie, jako czytelnika, do tego, że coś takiego faktycznie mogłoby w naszym świecie się wydarzyć. Przerażające? Niepokojące? Takie ma być coś na kształt postapo, a "Empatajzer" według mnie taki właśnie jest.
Jeśli chodzi o bohaterów, to są świetnie wykreowani i samo miasto Pattium, w którym nie chcielibyśmy żyć, wierzcie mi. Wszystko, co mamy dostępne od ręki, bez limitu, jak woda, wino, czy jedzenia, tam są właśnie limitowane... a co jeśli kto umrze z pragnienia? A taka sytuacja zdarzyła się w tej historii. Musicie jednak sami przeczytać i się przekonać, że Aleksandra Borowiec nieźle potrafi w głowie namieszać!
Jak dla mnie to jedna z lepszych książek wydanych w tym roku i obawiam się... a może cieszę, że prawdopodobnie będzie w mojej topce tegorocznej. Jest fantastyczne i mam nadzieję, że autorka jeszcze nie jeden kryminał nieoczywisty nam zaserwuje, bo ten jest naprawdę nieoczywisty, a okładka dopełnia tego wrażenia.
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.
Książkę czytało się topornie. Autorka na raz wprowadza bardzo dużo postaci. Każda z nich ma imię i nazwisko, plus dodatkowo ksywę, więc na początku cieżko połapać się kto, co i jak.
Całe 350 stron można streścić na jednej kartce, góra dwóch. Rozdziały bardzo przeciągnięte. Niby tyle postaci, a nikt nic nie robi. Tylko gadają i to jeszcze o niczym ciekawym. Nikogo nie polubiłam. Miałam wrażenie, ze każdy jest taki sam.
A zapowiadała się bardzo interesująco. Zabrakło mi informacji o świecie, więcej smaczków. Chciałam się w nim zanurzyć a jedynie się opryskałam.
Kurde, 2 gwiazdki to za mało, a 3 to za dużo. Zgubiłam się, miałam nadzieję na zanurzenie się w tym świecie, bo sam pomysł brzmiał bardzo dobrze, ale coś tu mocno się nie udało. Za dużo w niej było chaosu- postaci, które nic nie wnosiły, wątków, które w sumie mało co wnosiły do historii albo się urywały. Brakowało mi bardzo większego objaśnienia jak działa ten świat, pierwsze pół książki próbowałam się połapać kto z kim, jak i dlaczego. Finalnie książkę skończyłam z poczuciem, że w sumie dalej chyba nie do końca rozumiem. Szkoda, był potencjał.
3,5 zawyżone w górę. Powieść potrzebuje prawie 200 stron, by się rozkręcić, ale zakończenie jest imho świetne, doceniam też fakt że intryga nie zostaje spuentowana jednym zgrabnym zdaniem wyjaśnienia. Dobre prowadzenie kilku PoV, w których przebija się odrębność postaci, ich charakter, najczęściej ich wady. Szkoda, że nie trafiłabym na tą powieść, gdyby nie wcisnęła mi jej biblioteka.