Ten tydzień obfitował w wybitne premiery. Nie wiem, kiedy nadrobię wszystkie, ale już teraz mogę Wam z całą mocą polecić najnowszą książkę Bartosza Szczygielskiego!
“Tomasz Rach, którego ciało spłonęło podczas wypadku, wie o tym najlepiej. Mężczyzna postanowił wykorzystać swą rzekomą śmierć, by zacząć wszystko od nowa. Przez lata udawało mu się żyć w cieniu, zawsze znajdując sposób na utrzymanie. Może nie do końca legalny, ale kiedy jest się oficjalnie martwym, niektórymi rzeczami nie trzeba się już przejmować Gdy dostaje intratne zlecenie – jedno z tych, które mogą dać mu kolejną szansę na prawdziwe życie, przyjmuje je bez wahania. Zamiast wybawienia i gotówki znajduje jednak coś innego. Kiedy w jego życiu pojawia się tajemnicza Helena, rozpętuje się piekło, które wyciąga na wierzch grzechy przeszłości.” “Dolina cieni” ma świetnie skonstruowaną sprawę.
Podobało mi się, jak decyzje Racha z przeszłości wpływają na jego życie teraz. Przez te kilkanaście lat życia jako ktoś inny, a mimo wszystko dużo czasu zajęło mu całkowite odcięcie się od dawnego życia. I gdy myślał, że w końcu mu się to udało, przeszłość odezwała się ponownie w osobie Heleny, która zdradziła, że jest córką żony Racha. Tomasz planuje pomóc dziewczynie, ale nie wie, że właśnie otworzył osobistą puszkę Pandory. Wiele wątków zawarł Autor w tej powieści. W pewnym momencie aż zaczęłam się obawiać tego, co z tego wyniknie, i czy nie powstanie nielogiczny miszmasz w zakończeniu.
Na całe szczęście Szczygielski wyszedł z tego naprawdę jakościowo -wierzyłam w tę historię, a o to ostatnio naprawdę ciężko. Podobnie jak w poprzedniej książce Autor tworzy naprawdę naturalne dialogi - co jest kolejną wielką zaletą, bo to się aż pochłania. Po “Nie chcesz wiedzieć” wiedziałam, że Autor się z czytelnikiem nie cacka. Myślałam, jak rozwiążę sprawę Racha i czy zastosuje podobny trik, jak w poprzedniej książce. Tym razem jednak poszedł w inną stronę, co również niezwykle przyjemnie mnie zaskoczyło. Strasznie boli, że tak dobre historie czyta się tak szybko, i pewnie na kolejną książkę trzeba będzie znowu czekać z pół roku.
Tymczasem niezwykle zachęcam, bo Szczygielski powinien znajdować się na Waszych must-have listach czytelniczych, nawet, jeśli jeszcze o tym nie wiecie ;)