Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia człowieka zajmującego się przemytem heroiny. Początek lat 90. – Polska przechodzi z szarości PRL do rzeczywistości, w której nic nie jest niemożliwe, i nic – przynajmniej pozornie - nie jest zabronione. „Na mieście” pojawiają się wielkie zorganizowane grupy przestępcze, do Warszawy przyjeżdżają gangsterzy ze Wschodu Europy i z Azji. Młody chłopak trafia do międzynarodowej grupy przestępczej. Swoje zadania traktuje jako przygodę i realizację młodzieńczych marzeń o podróżach. Zafascynowany kinem, wierzy, że uda mu się doświadczyć tego, co bywa udziałem jedynie bohaterów filmowych. Gdy w końcu zostanie zatrzymany, będzie musiał słono zapłacić za swoje przygody…
Dalekie podróże? Duże i najlepiej łatwe pieniądze? Wielu z nas o tym marzy. Czy można się więc dziwić, że skusiło to bohatera niniejszej powieści? Tym bardziej, gdy jako młody człowiek doświadcza wolności postkomunistycznej, gdy stoi przed nim otworem cały świat i wszystko wydaje się możliwe? A ryzyko? Nie ma ryzyka, nie ma zabawy. Wtedy nawet nie podejrzewa jaką cenę przyjdzie mu zapłacić za przemyt narkotyków.
Artur Górski stworzył powieść inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami i zarówno w trakcie czytania, jak i po zakończeniu lektury zastanawiałam się, jakie są w niej proporcje faktów do fantazji literackiej. Na pewno klimat ówczesnego okresu w Warszawie, handlu na najsłynniejszym bazarze Europy został oddany bardzo realistycznie. Treść wzbogacają również cytowane fragmenty dokumentów sądowych, raportów ABW, czy artykułów prasowych. Narracja pierwszoosobowa daje wgląd w emocje bohatera podczas chrztu bojowego w grupie przestępczej, pierwszego wyjazdu do Istambułu, czy w sytuacjach, w których niewiele brakowało, by wpaść.
Czy przygody, których doświadcza, spotykani ciekawi ludzie, romanse okażą się tym, czego oczekiwał? Czy choć przez chwilę czuł wyrzuty sumienia?
I kim jest przemytnik narkotyków? Bandziorem? Zwykłym człowiekiem, który siedzi w samolocie obok Ciebie czytając gazetę?
Polubiłam się ze stylem autora, ale również poruszana tematyka sprawiła, że przeczytałam książkę w jeden wieczór do zaskakującego, ale bardzo satysfakcjonującego końca. Zaraz też zajrzałam co jeszcze autor ma do zaoferowania. I zrobiłam wielkie oczy, gdy zobaczyłam, że ma na koncie już niemal czterdzieści pozycji książkowych związanych przede wszystkim z tajnymi służbami i polską mafią. Z pewnością sięgnę choć po niektóre z nich.
Dowiedzieć się jak to wygląda ze strony organizacji przestępczej jest niewyobrażalnie interesujące. To jak ludzie się zachowują, działają i ukrywają jest przekozackie. To co mi się podobało w tej książce, to to, że wszystko działo się w latach 90/00 i jest oparte na prawdziwej historii. Do końca nie znamy imienia głównego bohatera. Ludzie działają tam pod ksywkami. W handlu są ludzie ze współpracą z psami, na lotniskach czy na granicach mają też swoich ludzi. Większości działają pionki, a nie bossowie. Na swojej drodze można też spotkać jakiś agentów ze służb specjalnych innych państw. Książka bardzo wciągająca i charakterystycznie napisana. Dużo cytatów i głębszych przemyśleń czy porównań. A główny bohater to nie nudna postać.