Około jednego procenta społeczeństwa cierpi na epilepsję, a Lena należy do osób dotkniętych tą chorobą. Padaczka niespodziewanie pojawiła się w jej życiu, wywracając je do góry nogami. Nastoletnia dziewczyna traci przyjaciół, chłopaka, wiarę w siebie i nadzieję na świetlaną przyszłość, a jej ucieczką od szarej codzienności są książki fantasy, w szczególności te autorstwa tajemniczego Kaja. Mijają lata, Lena uczy się żyć ze swoją towarzyszką Epi. Wyprowadza się do Katowic, zaczyna studia na Akademii Sztuk Pięknych i wszystko wskazuje na to, że nawet z epilepsją da się spełniać marzenia.
Alek ma wszystko: studio tatuażu, kobiety na skinienie palcem i paczkę dobrych przyjaciół. Sprawia wrażenie wyluzowanego, lubiącego się zabawić bad boya z wielkim ego. Ale pozory mylą, a przeszłość potrafi wyciągnąć macki i namieszać w dotychczasowym życiu w najmniej spodziewanym momencie.
Poznaj historię ludzi zmagających się ze swoimi demonami, walczących o lepsze jutro mimo przeszkód. Co zmieni się w świecie Leny i Alka, gdy ich drogi się skrzyżują? Czy uda im się pokonać mrok i zaznać szczęścia?
To nie jest byle jaki romans. To książka z wieloma przesłaniami, z kreacją bohatera, który nie boi się płakać, nie boi się swoich emocji. To książka poruszająca przede wszystkim temat epilepsji oraz przemocy domowej. To książka, która momentami się dłużyła i mogłaby być nieco krótsza, ale finalnie otrzymałam wszystko, co otrzymać powinnam.
„Epi. Nie pozwól mi upaść” czyli książka, która na długi czas zapadnie w mojej pamięci. Wartościowa historia, która wciągnęła mnie bez reszty, bawiła do łez, ale i wprowadzała w melancholijny nastrój. To nie jest łatwa opowieść, znajdziecie w niej dużo bólu i cierpienia, a jednocześnie ogromną wolę walki o lepsze jutro i dość dużą dawkę humoru. Taka troszkę mieszanka wybuchowa co?
Ta książka to nie jest zwykły romans, ma o wiele więcej do zaoferowania.
Katarzyna Wycisk oddaje w nasze ręce nie tylko genialny i przepełniony bólem romans. Oddaje w nasze ręce bardzo autentyczną i ważną dla niej opowieść. Autorka sama choruje na epilepsje od wielu lat i swoją historię choroby oddaje Lenie, głównej bohaterce „Epi” jednocześnie fundując nam dużą dawkę wiedzy.
Dla mnie było to pierwsze spotkanie z autorką. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem, jak bardzo spodobało mi się pióro Katarzyny Wycisk. Płynęłam przez tę książkę i z każdą kolejną stroną nie mogłam się nadziwić jak bardzo ją uwielbiam. Od początku przeczuwałam, że to jest to!
Życie Leny po diagnozie bardzo się zmieniło. Niespodziewana wiadomość o epilepsji i napadach padaczkowych ją dobiła. Jak samodzielnie żyć z takim ciężarem? Już nie wspominając o tym, że przyjaciele, a nawet jej ówczesny wtedy chłopak całkowicie się od niej odwrócili. Brutalne prawda? Niby są to ludzie, którzy powinni nas wspierać w trudnych momentach, a gdy przychodzi gorszy czas zostawiają nas na lodzie. I nastoletni wiek ich w żaden sposób nie usprawiedliwia.
Lena uczy się żyć z chorobą, choć po takim czasie nazywa ją już towarzyszką. My poznajemy dziewczynę na etapie gdzie już radzi sobie w samodzielnym życiu. Wciąż przepełnia ją strach, ale studiuje i spełnia swoje marzenia. Idzie przez życie walcząc o to czego pragnie. Autorka pisze o tym w naprawdę piękny sposób oraz przekonujący sposób.
Czy jest coś złego w posiadaniu internetowego przyjaciela? Jeżeli macie przed tym jakieś obiekcje, albo uważacie, że coś takiego nie ma racji bytu to może Katarzyna Wycisk choć trochę zmieni Wasze zdanie. Bo ja wierzę w takie niesamowite przyjaźnie i uwielbiam o nich czytać.
Nie wspomniałam jeszcze o Aleku, ale chyba sama nie do końca wiem co chciałabym tutaj o nim napisać. Ten młody mężczyzna również przeszedł ciężką drogę aby znaleść się w miejscu, w którym właśnie się znajduje. Pomimo tak wielu pokonanych trudności, demony przeszłości wciąż nad nim wiszą nie pozwalając mu do końca rozwinąć skrzydeł. Cierpi i to cierpienie jest wyczuwalne na każdym kroku, choć jakimś cudem wielu osobom to umyka. To mężczyzna, który ciągle chowa swoją prawdziwą twarz, a prawdę o nim zna tylko jedna osoba. O zgrozo poznana w internecie, której nigdy nie widział na oczy.
„Epi. Nie pozwól mi odejść” to taka słodko-gorzka opowieść. Znajdziecie w niej wiele lekkich i przezabawnych momentów, po to żeby zaraz w kolejnych rozdziałach przepaść w rodzinnych dramatach oraz problemach zdrowotnych. To piękna opowieść o sile przyjaźni oraz zaufaniu. To książka, która rozgrzeje Wasze serca, a może i nawet trochę zaróżowi Wasze policzki. W końcu to miał być też gorący romans i w odpowiednich momentach na pewno taki będzie!
To jedna z tych książek, która oprócz celów rozrywkowych otwiera nam oczy na coś więcej. To między innymi czyni ją taką wyjątkową.
Cieszę się, że miałam możliwość objęcia tej historii patronatem medialnym, bo to książka która mocno trafiła do mojego serca i z pewnością na długo tam pozostanie.
Jeszcze się zastanawiacie? Wciąż Was nie przekonałam? No chyba żartujecie… Musicie przeczytać „Epi”.
EPI to historia dwóch bohaterów: Leny - studentki ASP o wielu pasjach, która zmaga się z epilepsją. Autorka pisała o chorobie z własnego doświadczenia, co było dla mnie niezwykle cenne. Niewiele wiem o epilepsji i niewielu autorów podejmuje jej temat w swoich książkach, więc bardzo się cieszę, że trafiłam na taką, która przybliżyła mi życie osób, które się z nią zmagają.
Aleksandra - właściciela salonu tatuażu, artysty o powierzchowności bad boya, który skrywa wiele traum z dzieciństwa. Silniejsza więź połączyła mnie z Alkiem i jego los wywołał we mnie wiele wspomnień, przemyśleń, a przede wszystkim emocji.
Wraz z kolejnymi rozdziałami poznajemy samych bohaterów oraz relację jaka się między nimi zawiązuje. Jest ona bardzo zdrowa i pomaga im uporać się z przeszłością czy różnymi problemami. Chociaż ich historie są na swój sposób zwykłe, ale też trochę niezwykłe, to bardzo szybko się w nie wciągnęłam.
Tytuł książki jest bardzo adekwatny do jej treści - "EPI" to pieszczotliwe określenie epilepsji Leny, a "Nie pozwól mi upaść" odnosi się nie tylko do tej choroby, ale też spadania na podłożu psychicznym. Bardzo mi się spodobał ❤️
Książkę czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, po prostu przez nią płynęłam. Dialogi w większości przypadków wypadły naturalnie, jedynie na początku miałam parę zgrzytów, ale może po prostu musiałam się wczuć w klimat tej książki.
Ciekawym dodatkiem jest też gwara śląska! Przyznam, że okropnie się jej bałam 😂 ale na szczęście takim językiem posługuje się jedynie babcia jednego z bohaterów (złota kobieta, wiele razy jej słowa wywołały uśmiech na mojej twarzy😃). Zdania po śląsku są przetłumaczone w przypisach na dole strony, na której występują, więc nie miałam problemów ze zrozumieniem ich sensu.
Postaci poboczne są bardzo ciekawe i większość z nich wzbudziła moją sympatię ❤️ wiele bym dała, by móc ich poznać, bo część z nich to bardzo pozytywna ekipa! Kreacje głównych bohaterów są oczywiście dużo bardziej dokładne, Lenę i Alka możemy poznać bardzo dobrze przez to, że książka jest podzielona na fragmenty pisane z obu perspektyw w pierwszej osobie.
Uwielbiam, gdy historia poruszająca miłość czy zakochanie wplata też inne elementy, istotne problemy czy kwestie, pokazujące, że świat nie jest idealny. EPI to książka, która momentami dołuje i przytłacza, wywołuje mnóstwo smutku i sprawia, że człowiek po prostu przejmuje się tym, co się tam dzieje. Ale jednocześnie jest to powieść, która daje nadzieję. Że każdy z nas zasługuje na miłość i szczęście. Że związek to nie tylko motylki w brzuchu, ale też akceptacja drugiej osoby i cała fura wsparcia!
Piękna, wzruszająca i wywołująca wiele emocji, z wartościowym przekazem - polecam mocno!
To było drugie podejście do tej książki. Nie pamiętam czemu za pierwszym razem ją odłożyłam. Teraz nie mogłam się od niej oderwać. Ta książka naprawdę była świetna.
Przepiękna opowieść o dwojgu młodych ludzi, którzy pomimo ciężkiego bagażu życiowego potrafią w dojrzały sposób zbudować relację! Historia Leny i Alka jest przejmująca, a co rzadko się zdarza, ma też duży walor edukacyjny. Dużą rolę odgrywa tytułowa Epi, czyli epilepsja i chociaż to była moja druga książka o takiej tematyce, to tutaj dowiedziałam się o tym o wiele więcej! Warto poznać tę opowieść! Moja przygoda z Autorką zaczęła się od fantastyki, ale widzę, że odnajduje się ona doskonale i w innych gatunkach. Nic, tylko czytać!
Lena i Alek. Studentka Akademii Sztuk Pięknych oraz tatuażysta. Ona - dziewczyna po przejściach. On - chłopak z przeszłością. I tak jak ludzie potrafią ranić siebie nawzajem i zostawiać wieczne blizny na ciele i psychice, tak też potrafią się wzajemnie wspierać i rozumieć.
„Epi. Nie pozwól mi upaść” to książka, po którą sięgnęłam przypadkiem, natomiast bardzo cieszę się z tego, że historia opowiedziana przez Katarzynę Wycisk wpadła mi w ręce. Bo jest do bólu realna i poruszająca. Otwiera oczy.
4,5 ⭐️ bardzo mnie wciągnęła! Świetny romans a wątek epilepsji wow. Porusza sporo trudnych tematów co bardzo lubię w książkach, biorę się niedługo za kolejny tom
Jeśli macie ochotę na coś wciągającego i innego - przeczytajcie “Epi”.”
Motywy jakie znajdziecie w środku :
💜 Artystka x tatuażysta 💜 DDA 💜 Epilepsja 💜 Internetowa przyjaźń 💜 Friends to Lovers
Moja ocena 4/5 ⭐️ Hot Level : 🌶️
Gdyby ktoś mi rok temu powiedział, że będę tak zachwycona książką, w której pojawiają się polskie imiona i miejsca to bym nie uwierzyła. Nie chcę sobie wyobrażać ile bym straciła. Ta historia była fenomenalna i tak odświeżająca oraz różna od tego co czytam na codzień. Naprawdę bardzo miło się zaskoczyłam.
Ona i on to internetowi znajomi od sześciu lat, którzy wiedzą o sobie wszystko… oprócz tego, jak wyglądają. Ona zmaga się z epilepsją, ale autorka nie robi z niej ofiary - pokazuje chorobę jako część życia, a nie przeszkodę.
On jest popularnym tatuatorem, który pod maską bad boya skrywa niejedną tajemnicę oraz jest zmuszony sam zmagać się z demonami przeszłości.
Znacie to uczucie, gdy przez 400 stron wszystko się układa, a potem ostatnie 100 stron czytacie z sercem w gardle? Przez większość książki myślałam, że wiem, dokąd zmierza fabuła. Błąd! Ostatnie rozdziały czytałam z zapartym tchem, bo autorka przygotowała taki zwrot akcji, którego się nie spodziewałam. I to po latach czytania romansów! ;)
Z całego serduszka polecam dla każdego, ponieważ losy Leny i Alka są naprawdę odświeżające, dające nadzieję i najważniejsze - nie jest to oklepana historia miłosna.
Wątek spojler jest zaznaczony! Mój mózg Wacha się pomiędzy 4,5 a 5, gdzie wyjaśnienie oceny będzie lekkim spojlerem. Nigdy nie spotkałam się z tematem epilepsji w książce i dziękuję, że takie coś powstało. Ale dziękuję również, że nie wchodzi to na plan główny. Nie jest to tylko romans, ale też piękna opowieść o łzach. Dziękuję szczególnie za postać i historię Alka, bo nie dało się lepiej opisać jego emocji, przeżyć. Pokazuje skruchę, ale nie płci tylko człowieka (tak, płakałam słonymi łzami o 2 w nocy). *********Teraz wątek spojler: Nie było takiego mocnego punktu, jak są czasem w romansach typu niby zerwanie/zranienie. I dobrze. Nie wiem, czy bym dała radę, ale sytuacja kulminacyjna pokazała tylko siłę bohaterów. Waham się, ponieważ boję się. A co gdyby ich związek polegał tylko na wspólnym opłakiwaniu się i pocieszaniu? Ciekawie się, czy gdyby nie problemy byli by ze sobą, pomimo, że mają wspólne pasje, ale przeszłość ukształtowała ich osobowość. Wiecie co, chrzanić to daję 5 i jeśli to czytasz to cieszę się, że przeczytałeś ta książkę.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Ta książka powinna być bardziej popularna. Ma świetnie poprowadzone wątki główne. To wszystko jest tak napisane że można uwierzyć w prawdziwość wydarzeń. Bohaterowie nie są tylko słowami na papierze... to pełnowymiarowi ludzie. Nie umniejszając temacie przemocy domowej, to temat Epilepsji uważam za wyjątkowy i bardzo potrzebny. Jest to pierwsza książka którą przeczytałam z tym motywem. Uważam że ta książka może otworzyć oczy czytelników na osoby cierpiące na tą chorobę i w momencie gdy zostaniemy świadkami takiego ataku to będziemy bardziej świadomi jak pomóc by nie zaszkodzić
nie spodziewałam się, że przeczytam te ksiązkę tak szybko... Ta ksiązka jest niezamowita. zdecydowanie nie jest to lekka historia, ale jakże przepiękna i wartościowa.
Ocena: 3 Wrażenia: Takie miłe opko, plus za epilepsję - świetnie przemycone informacje jak się zachować podczas bycia świadkiem napadu padaczkowego. Do tego puchaty i słodki związek, opierający się na wzajemnym wsparciu. Dla kogo: Sympatyczna lektura, dla dorosłych kobiet też, mocna nostalgia mnie chwyciła, bo sama miałam takie korespondencyjne znajomości jak główna bohaterka ;)
“Miłość to nie tylko motylki w brzuchu i puste deklaracje, ale i poświęcenie oraz ciężka praca.”
Gdy świat się walił, Gdy światełko rozbłysło w ciemności, Gdy kilka zdań potrafiło sprawić tak wiele…
Cicho, choć na chwilę.
Słyszałam, że ta książka jest dobra. Dobre dwa lata temu wymieniałam wiadomości z pewnymi bookstamerkami na temat całej tej serii i byłam wtedy przekonana, że przeczytam ją niedługo. Jak widać, moje “niedługo” trwało dwa lata… ale lepiej późno niż wcale, prawda?
Epi… przyszła niespodziewanie. Zaatakowała mnie w krytycznym momencie i zabiła moje serce deskami.
Nie oszukujmy się… liczyłam na łzy, na emotional damage, i co? Dostałam to w ostatnich rozdziałach. Moje zaszklone oczy były jak staw z oczkiem wodnym i tylko czekały, aż mrugnę, by łzy mogły bez wysiłku popłynąć.
Jak się czułam po zakończeniu? Do bani.
Znacie ten stan, gdy płaczecie, bo coś psychicznie was zabolało, i potem zostaje taki tępy ból przygotowujący do kolejnego płaczu? Ja właśnie tak miałam.
Moje lekarstwo na to? Sięgnąć po dark, żeby zbalansować emocje.
“Epi. Nie pozwól mi upaść” (czyli “Epi. Złamię ci serce”) przedstawia…
Za sztalugami, farbami żyła sobie pewna panna z niecodziennymi problemami…
Lena.
Czy moja sympatia do niej była większa, bo moja córka ma tak samo na imię i ma niemal tak samo piękne wnętrze? Bardzo możliwe. Kocham. Po prostu kocham. Lena to postać, której nie mam nic do zarzucenia… dobra, wrażliwa, pełna zrozumienia, nieoceniająca, dająca sobie i innym siłę. Moja córka właśnie taka jest i wiem, że wychowałam największy skarb.
Przełamywanie barier, dostrzeganie piękna w najmniejszych rzeczach, bezpośrednia, szczera.
I szczerze? Brakowało tylko zwierząt z bajek Disneya, które podążałyby za nią, bo ona miała wszelkie predyspozycje, by zostać księżniczką.
No i on…
Gdzieś pomiędzy tuszami i ulepszeniami żył…
Alek.
Alek, żyjący w udręce. Alek, dźwigający niekończący się ciężar odpowiedzialności. Alek, którego (gdy poznaje się bliżej) widzi się zupełnie inaczej.
O złotym sercu. Doskonały.
Połączyło ich coś nietypowego. On wyrażał swoje emocje poprzez słowa. Ona szukała w nich oparcia i nadziei na lepsze jutro.
Niesamowite, jak dwoje ludzi z różnymi doświadczeniami może dostrzec w sobie iskierkę nadziei. Stać się dla siebie bliskimi nieznajomymi, którzy się rozumieją i wspierają.
Piękne, dojrzałe, delikatne… prosto w serce.
Słowa dały wszystko, obecność urzeczywistniła.
Relacja Leny i Alka była piękna. Zaczęło się od przyjaźni, budującej emocjonalne fundamenty, które zmieniły się w coś poważniejszego. Autentyczne, zdrowe, bez grama toksyczności. Troska, bezpieczeństwo, komfort.
Wątek sztuki? Z serca. Z duszy. Z emocji. które można przełożyć na płótno.
To historia, która poruszyła mnie, rozśmieszyła i sprawiła, że odnalazłam w niej ogromną część swojego życia. Dlaczego? Może dlatego, że…
Wiem, jak to jest poznać kogoś w nietypowy sposób i spędzić z nim życie. Wiem też, co to znaczy żyć (za zamkniętymi drzwiami) jak Alek. Wiem, jak to jest być odrzuconym jak Lena. Wiem, jak pasja może obudzić w sercu uśpione pragnienia i jak potrafi pięknie ewoluować.
Czasem są historie, które poruszają do głębi. Czasem takie, które stają się częścią twojego życia. A czasem takie, które przywołują niechciane wspomnienia i przypominają, że nieprzepracowana przeszłość, która była zamknięta na cztery spusty, potrafi wrócić w najmniej oczekiwanym momencie, wywołując emocje, których nie chcemy czuć.
Bazując na swoim własnym doświadczeniu i tym, co spotkałam w tej historii, chcę napisać tylko jedno zdanie. Każde dziecko powinno mieć zapewnione beztroskie i szczęśliwe życie, pozbawione bólu, cierpienia, płaczu i strachu.
A styl autorki? Jestem kupiona. Wiecie, że nie przepadam za polską twórczością, ale tutaj? U Wycisk? Cudo. Emocje, humor, wątek choroby… wszystko przedstawione w sposób, który działa. Aż chce się więcej. Czekam na Red Jackals, bo czuję w kościach, że mnie rozłoży (Jax Teller z rolki, motocykle – już rezerwuję miejsce na cmentarzu).
To historia o dwóch pięknych, poranionych duszach, które znalazły w sobie bezpieczne miejsce. Historia, która sprawiła, że ich życie stało się jaśniejsze, a oni sami byli dla siebie światłem w ciemnym pomieszczeniu.
“Epi. Nie pozwól mi upaść” to książka pełna wartości, przesłań i pól do refleksji. I szczerze? Brakuje mi takich historii. Potrzebuję ich więcej.
To historia o tym, by czerpać radość z życia pełnymi garściami i móc pod koniec powiedzieć, że było się szczęśliwym, że niczego się nie żałuje. Że nawet gdy dzieje się coś złego, nie oznacza to końca świata.
Ta historia jasno i wyraźnie pokazuje, że choć życie bywa okrutne, to potrafi też zaskakiwać. Nawet w najtrudniejszych chwilach można dostrzec iskierkę światła. Czasem doprowadza nas do bezsilności i chce się krzyczeć (I KRZYCZ ILE WLEZIE), ale prędzej czy później pojawia się nadzieja.
Bo może i życie składa się z upadków, ale potrafi też być piękne. Nawet z największego bagna można się podnieść… wystarczy walczyć, wierzyć, dopuszczać do siebie osoby, które cię kochają i mieć nadzieję na lepsze jutro.
A nawet jeśli czasem czujesz się jak największe gówno, masz do tego prawo. Masz prawo być sobą i przeżywać swoje emocje.
Nie bój się wyrażać siebie i rób to, co kochasz i uważasz za słuszne.
PS. Pomijając to, co już napisałam, historia pokazała mi też pewne znaki, które podesłałam mojej ✨Pięknej Istocie✨ (wiem, że to czytasz i wiesz, że jestem pierwsza do trzymania kciuków, a zbieżność NA BANK nie była przypadkowa). Wierzę, że nic nie dzieje się bez powodu, a to, co znalazłam w tej historii, musi być przeznaczeniem. MUSI.
To moje kolejne spotkanie z twórczością autorki. Czytałam kilka powieści Kasi, każda bardzo mi się podobała, dlatego też nie mogłam przejść obojętnie obok pięknie wydanego wznowienia książki "Epi. Nie pozwól mi się bać", tym bardziej, że nie miałam okazji wcześniej poznać tej historii. Stylistyka i język jakim posługuje się autorka jest bardzo lekki i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się niesamowicie szybko. Ja pochłonęłam ją w jeden wieczór, od pierwszych stron zostałam wciągnięta do pełnego trudnych emocji świata bohaterów i nie byłam w stanie odłożyć jej póki nie przeczytałam ostatniego zdania. Chociaż czytałam ją już jakiś czas temu nadal pamiętam wszystkie odczucia towarzyszące mi podczas lektury, a uwierzcie tych tutaj co nie miara. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, przemyślana, dopracowana i bardzo dobrze poprowadzona. Natomiast bohaterowie, zarówno pierwszo jak i drugoplanowi, zostali w ciekawy, autentyczny i wielowymiarowy sposób wykreowani. To postaci, które mają swoje tajemnice i demony, w także wady i zalety, borykają się z różnymi mniejszymi bądź większymi problemami dnia codziennego, zdarza się im popełniać błędy, czy postępować pod wpływem chwili, dlatego tak łatwo się z nimi utożsamić w niektórych przypadkach, podzielając podobne troski i dylematy moralne. Jestem pewna, że z powodzeniem moglibyśmy spotkać ich w rzeczywistości. Historia została przedstawiona z perspektywy Leny i Alka, co pozwoliło mi lepiej ich poznać, dowiedzieć się co czują, myślą, z czym się zmagają każdego dnia, stopniowo mogłam także dowiedzieć się jakie wydarzenia wpłynęły na ich obecne życie, co ich ukształtowało, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Lena od samego początku zaskarbiła sobie moją sympatię, to dzielna, silna i empatyczna młoda kobieta, która zmaga się z chorobą, która przez niektórych nadal nie jest rozumiana - epilepsją. Z drżącym sercem czytałam te fragmenty kiedy Lena miała ataki.. Doskonale znam tą przypadłość, bo mój siedmioletni syn również ma zdiagnozowaną padaczkę, chociaż inną jej odmianę, niemniej jednak wiem z jakimi wyrzeczeniami i trudnościami społecznymi się ona wiąże. Jak wpływa na codzienność oraz na kontakty z innymi ludźmi. Na szczęście Lena na swojej drodze spotkała osoby, które ją wspierały i troszczyły się o nią, co nie znaczy się nie doświadczała również mniej przyjemnych sytuacji. Alek natomiast początkowo wywoływał we mnie mieszane odczucia, jednak z czasem kiedy go lepiej poznałam, kiedy dowiedziałam się z czym mężczyzna mierzył się w dzieciństwie, co odcisnęlo na nim swoje piętno, zmieniłam zdanie na jego temat i również Alek skradł moje serce. Poznając jego historię niejednokrotnie miałam łzy w oczach i ogromną ochotę żeby wejść do tej książki i przytulić małego Alka, ochronić go. Szczególnie ujęła mnie jego piękna relacja z babcią, a jeśli już o babci mowa to jej mądrość życiowa totalnie do mnie chwyciła za serce. Relacja Leny i Alka została w świetny sposób poprowadzona. Wszystko toczyło się swoim rytmem pozwalając Czytelnikowi skupić się na gestach, słowach i odczuciach towarzyszących głównym postaciom. Cudownie było obserwować jak otwierają się przed sobą, wpierają i troszczą o siebie w trudny momentach. Istotną rolę w tej historii odgrywają oczywiście postaci drugoplanowe, które wprowadzają sporo zamieszania do życia głównych bohaterów, dostarczając zarówno im samym jak i Czytelnikowi wielu skrajnych emocji i wrażeń. Jedni od początku skradli moje serce, inni wywoływali mieszane odczucia, zdarzył się również przypadek osoby, której zachowania kompletnie nie byłam w stanie zrozumieć.. Autorka w naprawdę świetny sposób kreśli portrety psychologiczne wszystkich postaci, interesująco ukazuje skomplikowane relacje rodzinne, do tego nie boi się poruszać życiowych, trudnych i ponadczasowych tematów, które tak naprawdę mogą spotkać każdego z nas czy naszych bliskich. Mowa o zmaganiu się z epilepsją, przemocy fizycznej i psychicznej, samotności, problemach z alkoholem, tłamszeniu drugiego człowieka. Wszystko to wywołuje wiele skrajnych odczuć i tworzy spójną całość, która chwyta za serce, skłania do głębszych przemyśleń i sprawia, że chociaż na chwilę się zatrzymujemy i myślimy o takich osobach jak Alek i Lena. Autorka na przykładzie swojej bohaterki pokazuje, że pomimo choroby można, a nawet trzeba dążyć do spełniania swoich marzeń, wystarczy mieć tylko obok siebie kochających i wspierających nas ludzi, którzy przy każdym drobnym potknięciu pomogą nam wstać. Kasia udowadnia, że wszystko dzieje się po coś, że nic nie jest dziełem przypadku, a ludzie pojawiający się "niespodziewanie" na naszej drodze znajdują się na niej nie bez przyczyny. "Epi. Nie pozwól mi upaść" to emocjonująca, miejscami poruszająca i wartościowa historia, pełna życiowych doświadczeń, mądrości i prawd, która daje nadzieję na lepsze jutro i udowadnia, że każdy zasługuje na miłość, szacunek i wsparcie. Cudownie spędziłam czas z tą książką, nie ukrywam, że siedzi mi ona cały czas w głowie i wiem, że w moim sercu również pozostanie już na zawsze! Czekam już na kolejną historię spod pióra autorki! Polecam!
Główną bohaterką książki jest Lena, która od wielu lat choruje na epilepsję. Dziewczyna już przywykła do niewidzialnej przyjaciółki, która towarzyszy jej każdego dnia. Lena na co dzień studiuje na Akademii Sztuk Pięknych, jednak wolny czas spędza w domu. Nie przepada za poznawaniem nowych osób, ponieważ nie chce aby ktoś kolegował się z nią jedynie z litości. Od kilku lat prowadzi korespondencję internetową z autorem o imieniu Kaj. Mężczyzna jest dla niej jedną z najbliższych osób. Rozumie i wspiera na każdym kroku. Alek to natomiast chłopak który jest lekkoduchem. Prowadzi dość rozrywkowe życie, a na co dzień pracuje w swoim studiu tatuażu. Kobiety są dla niego jedynie rozrywką. Jedynymi kobietami w jego życiu które szanuje to mama, babcia, Kara oraz dziewczyna, którą poznał w internetowym świecie. Co się stanie gdy spotkają się w realnym życiu? Czy nadal będą dla siebie takim wsparciem?
“Chce mi się płakać z bezsilności. Nienawidzę tej pieprzonej choroby. Nienawidzę tego, że w tak okrutny sposób wyklucza mnie z normalnego życia. Nienawidzę, że odbiera mi zdolność kontrolowania własnego ciała. Nienawidzę, że przez nią już nikt nie patrzy na mnie tak jak dawniej.”
Pierwszy raz gdy czytałam tą książkę to nie zliczę ile razy przy niej płakała. Moi drodzy jest to świetnie napisany romans z dużą dawką uczuć, emocji i bólu. Bohaterowie są tak realnie przedstawieni, podczas czytania czułam z nimi więź jakby to byli moi dobrzy znajomi. A świadomość, że autorka napisała tą historię w oparciu o swoje przeżycia łamie mi serce.
Epilepsja to choroba o której na co dzień nie mówi się dużo. Szczerze muszę przyznać, że sama nie wiedziałabym jak zachować się w stosunku do takiej osoby, która właśnie przeżywa atak. Dlatego tak bardzo jestem wdzięczna autorce, że uświadomiła mnie w wielu kwestiach. Dziś pewnie nadal byłabym przerażona jako świadek takiego zdarzenia, jednak potrafiłabym już działać świadomie, tak aby nie szkodzić a pomagać.
Jednak wróćmy do książki.
Zarówno Lena jak i Alek skradli moje serce całkowicie. Ich przeszłość i rzeczy z którymi musieli znać się od najmłodszych lat całkowicie mnie złamała. “EPI. Nie pozwól mi upaść” to nie jest zwykły romans, jest to historia, która jest poświęcona dorastaniu, procesowi wybaczenia oraz pogodzenia się z własnym losem. Historia tej dwójki jest piękna, romantyczna, ale przepełniona bólem. Całkowicie rozpływałam się podczas czytania. Alek i Lena troszczą się o siebie w każdym momencie. Nie ważne, jaki jest dzień czy która jest godzina. Oni zawsze są dla siebie.
Lena ciągle musiała się mierzyć z litością lub wyśmiewaniem ze strony rówieśników. Alek natomiast nie mógł liczyć na swoją rodzinę. Jedynym wsparciem dla chłopaka była jego babcia, która była oparciem w każdej sytuacji. Ich historia wiele mnie nauczyła, wiele uświadomiła. Pokazała, że każdy z nas niesie swoje brzemię.
Cała historia bardzo mnie poruszyła, autorka nie dość, że rewelacyjnie przedstawiła emocje bohaterów to wprowadziła wiele przemyśleń i pięknych wypowiedzi. Mimowolnie siedziałam i zapisywałam cytat za cytatem.
Zdecydowanie jest to książka dla wszystkich, którzy uwielbiają piękne, emocjonalne, wrażliwe historie które ruszają za serce. Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie, ponieważ ta historia jest bardzo uniwersalna. Mam wrażenie, że autorka od A do Z zaplanowała co będzie chciała nam przekazać. Dodatkowo, mogę wspomnieć, że dla fanów bardziej spicy scen również znajdzie się wiele dobrego, o to się nie martwię.
W kilku słowach podsumowania mogę powiedzieć, że jestem ogromną fanką tej książki. Zdecydowanie jest to jedna z lepszych pozycji jakie kiedykolwiek miałam możliwość czytać. Ta historia mnie pochłonęła, przeżarła i brutalnie wypluła. Jestem wdzięczna z całego serca autorce, że zechciała abym była częścią tej historii. I zapewniam, że z pewnością za jakiś czas znów sięgnę po tą historię. I kolejny, i kolejny..
“Moje życie nie jest łatwe. Zawsze chciałem mieć przy sobie kogoś, kto byłby w stanie mnie wysłuchać i zapewnić, że mam prawo czuć się tak, a nie inaczej. Nie potrzebuję bohatera, który rozwiąże moje problemy – jestem wystarczająco silny, by sam sobie z nimi poradzić. Chcę tylko ciepła zaufanych ramion. Bezpieczeństwa. Miejsca, gdzie mógłbym zdjąć swoją maskę i pokazać prawdziwą twarz.”
,,Chce mi się płakać z bezsilności. Nienawidzę tej pieprzonej choroby. Nienawidzę tego, że w tak okrutny sposób wyklucza mnie z normalnego życia. Nienawidzę, że odbiera mi zdolność kontrolowania własnego ciała. Nienawidzę, że przez nią już nikt nie patrzy na mnie tak jak dawniej”.
Książka przeniosła mnie do świata, w którym marzenia się spełnia a miłość zwycięża. Ta powieść nie tylko gwarantuje łzy, ale również prowokuje do wielu ważnych i niewygodnych pytań. Katarzyna Wycisk wyciąga na wierzch najgorsze ludzkie instynkty i konfrontuje je z miłością. Efekt jest druzgoczący a jaki? Musicie przekonać się sami 🙌
Jest to jedna z tych książek, których się nie zapomina. Taka, która najpierw przyciąga wzrok okładką, później intryguje treścią, a następnie nieustannie siedzi w głowie, bo jej fabuła wręcz krzyczy. Razem z nią przebija się główna bohaterka - Lena, która cierpi na epilepsje i nazywa chorobę Epi.
,,Epi pojawiła się w moim życiu jak tsunami, niszcząc wszystko, co do tej pory zbudowałam. Zabrała mi przyjaciół, pewność siebie i optymizm. Zrobiła ze mnie całkiem innego człowieka”.
Sztuka jest jej najprawdziwszą pasją a poprzez malowanie wyraża siebie. Ma przyjaciela Kaja, z którym komunikuje jedynie przez internet. Studiuje na Akademii Sztuk Pięknych, bo jak sama twierdzi ,,dla niej sztuka rodzi się z serca i duszy”. Do momentu poznania Kaja była zakompleksiona, jej życie naznaczone było fizycznym i psychicznym bólem. Wszystko się komplikuje, kiedy na imprezie poznaje Aleksa i to on okazuje się jej internetowym przyjacielem. Katarzyna Wycisk ukazuje relację, kiedy kiełkuje, usycha, podnosi się, by w pełni rozkwitnąć. Jeszcze jedno słowo przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o tej książce – SPEŁNIENIE, bo każdy z bohaterów otrzymał to, co było jego największym pragnieniem.
,,Przy Tobie zawsze czuje się tak, jakbym mogła dosięgnąć gwiazd. Jakbym była najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i nic nie byłoby mnie w stanie powstrzymać od ziszczenia marzeń. Sprawiasz, że mam ochotę się ciagle uśmiechać”.
To przepiękna opowieść o odwadze, wytrwałości i walczeniu do samego końca. Unikatowe było to, że mamy w powieści przykład osoby z epilepsją. Pozwoliło mi to dowiedzieć się nieco więcej o problemach takich osób czy o tym jak reagować w przypadku ataku. Dużym atutem książki były podawane przykłady słownictwa gwary śląskiej, którą posługiwała się babcia Omi. Co to była za postać! Po prostu pokochałam ją jak własną babcię.
Katarzyna Wycisk porusza w powieści nie tylko wątek choroby ale również problem alkoholizmu, rodzinnych konfliktów czy przemocy w w rodzinie. Autorka każe nam zastanowić się nad starymi urazami, zweryfikować swoje czyny i ocenić... czy warto nosić w sercu zadrę? Czas nie stoi w miejscu, dla nikogo. Czytając tę powieść, będziemy się wzruszać, ale też dużo myśleć.
W tej niesamowicie szczerej relacji Leny i Aleksa ukazane jest, że życie jest piękne. Nie łatwe, nie takie, jakbyśmy tego chcieli, ale jednak przepełnione dobrem, radością i szczęściem z codzienności. Ta książka, chociaż niewielkich rozmiarów, naprawdę zmieniła moje postrzeganie na wiele spraw. To opowieść ciepła, mądra, trudna, bolesna i przede wszystkim, dająca do myślenia.
,,Czasami trzeba się oderwać od szarości życia i zaszaleć. Odpuścić, dać się ponieść i … zaryzykować upadek”.
💫💫 Epi. Nie pozwól mi upaść autorstwa Katarzyny Wycisk to nie tylko powieść o miłości i zmaganiach z chorobą – to poruszająca, pełna emocji historia o człowieczeństwie, kruchości życia i odwadze, jakiej potrzeba, by codziennie mierzyć się ze swoimi słabościami. Główna bohaterka Lena w jednej chwili traci grunt pod nogami – diagnoza epilepsji to dla niej koniec dotychczasowego świata. Przyjaciele, chłopak, marzenia – wszystko rozpada się jak domek z kart. A jednak to właśnie ta chwila staje się początkiem innej drogi, trudniejszej, ale pełnej nadziei i nowych odkryć.
💫💫 Autorka prowadzi nas przez intymny krajobraz życia z chorobą, który dla wielu jest niewidoczny z zewnątrz. Pokazuje, że epilepsja nie musi oznaczać końca – może być początkiem czegoś nowego. Lena, mimo lęków i upadków, znajduje w sobie siłę, by rozpocząć życie na nowo. Jej ucieczką od codzienności stają się książki fantasy oraz tajemniczy autor – Kaj. Ich internetowa znajomość to subtelna nić porozumienia, która przez lata staje się czymś więcej. Ta relacja rozwija się nieśpiesznie, z ogromną wrażliwością, ukazując siłę słowa, które potrafi uleczyć duszę.
💫💫 Równolegle poznajemy Alka – mężczyznę z pozoru silnego, niezależnego, z pasją i ułożonym życiem. Ale za jego uśmiechem kryją się blizny, których nie widać na pierwszy rzut oka. Jego przeszłość, bolesna i duszna, powraca z pełną siłą, burząc fasadę stabilności. Gdy drogi Leny i Alka się przecinają, pojawia się pytanie: czy dwoje zranionych ludzi może być dla siebie światłem? Autorka nie daje gotowych odpowiedzi, ale prowadzi nas przez ich wspólną podróż z czułością i autentyzmem, pokazując, jak trudne emocje potrafią splatać się z czułością i wsparciem.
💫💫 Katarzyna Wycisk tworzy postaci, które nie są idealne – i właśnie dlatego są tak prawdziwe. Lena to nie bohaterka z cukierkowej opowieści, ale dziewczyna zmagająca się z realnym cierpieniem, ucząca się na nowo ufać, kochać i marzyć. Alek, mimo zewnętrznego luzu, również niesie na plecach ciężar, który trudno udźwignąć samemu. Ich spotkanie nie jest przypadkowe – to zderzenie dwóch światów, które mogą się nawzajem dopełnić. Każda scena między nimi jest przemyślana, emocjonalnie naładowana i pełna znaczeń. ㅤ 💫💫 Jednym z największych atutów powieści jest sposób, w jaki autorka opowiada o epilepsji. Dzięki osobistemu doświadczeniu potrafi ukazać tę chorobę z ogromną precyzją i delikatnością. Nie ma tu medycznego chłodu ani uproszczeń – jest za to codzienność, walka o normalność, samotność, niezrozumienie, ale i nadzieja. To bezcenna lekcja empatii, która zostaje w czytelniku na długo. Epi nie tylko edukuje, ale przede wszystkim wzrusza i otwiera oczy. ㅤ 💫💫 Epi. Nie pozwól mi upaść to opowieść, którą się przeżywa, nie tylko czyta. To książka, która rozdziera serce, by potem powoli je zszyć – z wrażliwością, prawdą i ogromem emocji. Pokazuje, że każdy z nas toczy swoją walkę, choć nie zawsze ją widać. I że czasem, by nie upaść, wystarczy mieć obok drugiego człowieka, który po prostu będzie. To historia o tym, jak miłość może rodzić się z bólu, a nadzieja odnaleźć drogę nawet w najbardziej mrocznych chwilach. Bez wątpienia jedna z tych opowieści, do których się wraca – nie tylko dla bohaterów, ale i dla własnego serca.
Epilepsja to rzadka choroba, jednak pojawiła się w życiu Leny. Przez nią straciła wiele rzeczy, na których jej zależało. Opuścili ją znajomi i chłopak, a ona sama przestała wierzyć w normalne życie i świetlaną przyszłość. Jej jedynym oderwaniem od codzienności stała się znajomość z autorem książek fantasy – Kajem. Z biegiem lat Lena stopniowo uczy się funkcjonować z epilepsją. Okazuje się, że nie musi rezygnować ze swoich marzeń – rozpoczyna naukę w Akademii Sztuk Pięknych.
Alek z pozoru ma wszystko, czego pragnął: własne studio tatuażu, wolność, kobiety oraz zgraną paczkę znajomych. Jednak jego przeszłość wciąż rzuca cień na jego życie. Demony, z którymi się zmaga, nie pozwalają mu zaznać spokoju. Choć wszystko wygląda na idealne, wspomnienia i trauma z przeszłości mogą zburzyć ten pozorny ład w każdej chwili.
Już jakiś czas temu słyszałam wiele dobrego o tej książce, ale nigdy nie miałam okazji po nią sięgnąć. To przepiękne wydanie całkowicie mnie jednak do siebie przekonało. Pod uroczą, estetyczną okładką kryje się historia pełna bólu i cierpienia.
Bohaterowie poznają się przez internet. Lena jest fanką pewnego autora, z którym nawiązuje kontakt. Nieoczekiwanie spotykają się także w rzeczywistości – i postanawiają wykorzystać tę szansę. Już podczas kontaktu online ich relacja była niezwykle udana, a teraz mają okazję sprawdzić ją w codziennym życiu. Każde z nich dźwiga ciężki bagaż doświadczeń, który wpływa na ich teraźniejszość.
Lena choruje na epilepsję, co znacząco utrudnia jej funkcjonowanie. Ciągły lęk nie opuszcza jej ani na chwilę, a widmo kolejnego ataku zatruwa każdy dzień. Alek miał bardzo trudne dzieciństwo – pragnie się od niego odciąć, ale nie do końca wie jak, zwłaszcza że jego matka wciąż tkwi w tym samym piekle, z którego on próbuje uciec.
Autorka wykonała ogrom pracy, przygotowując się do napisania tej książki. Tematy trudne i bolesne zostały poprowadzone rzetelnie, z wyczuciem i szacunkiem. Nie ma tu żadnych nieścisłości ani sztucznego dramatyzmu. Wszystko zostało przedstawione realistycznie i z dużą wrażliwością.
Styl pisania Katarzyny Wycisk jest bardzo przystępny, a książkę czyta się niemal jednym tchem. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej angażowałam się w losy bohaterów. Relacja Leny i Alka rozwija się w odpowiednim tempie – napięcie budowane jest stopniowo, bez pośpiechu. Bardzo podobało mi się, że Lena początkowo podchodziła do tej relacji z pewną rezerwą, co czyniło ją jeszcze bardziej wiarygodną. Choć wątek romantyczny nie dominuje, jest spoiwem, które łączy pozostałe elementy fabuły.
Na pierwszy plan wysuwają się osobiste dramaty bohaterów – poważne i realistycznie ukazane. Zmagania z chorobą, przemocą domową czy alkoholizmem w rodzinie nie są potraktowane powierzchownie. Zwłaszcza wątek Alka głęboko mną poruszył – był brutalny, emocjonalnie ciężki, i niejednokrotnie wywołał u mnie łzy.
Zakończenie tej historii było mocne i bardzo emocjonujące – zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Bałam się o bohaterów i z zapartym tchem śledziłam, dokąd zaprowadzi ich dramatyczna sytuacja.
To naprawdę świetna książka – a to dopiero pierwszy tom! W kolejnym poznamy historię nowych bohaterów i już nie mogę się doczekać, aż po niego sięgnę. Gorąco polecam!
Czy można nauczyć się kochać siebie, kiedy twoje własne ciało zdaje się być twoim największym wrogiem?
„Epi. Nie pozwól mi upaść” Katarzyny Wycisk to książka, która łamie serce i składa je na nowo - z większą czułością, wyrozumiałością i świadomością, że siła nie zawsze objawia się w spektakularnych gestach. Czasem największym bohaterstwem jest po prostu wstanie rano z łóżka, gdy ciało odmawia posłuszeństwa, a głowa podsuwa najczarniejsze scenariusze.
Poznaj Lenę. Dziewczynę, która miała plany, pasje i ludzi, na których mogła liczyć. Dopóki ona nie przyszła - Epi. Choroba, która pojawiła się bez zaproszenia i zabrała więcej, niż można opisać. Przyjaciół, chłopaka, poczucie bezpieczeństwa, kontrolę. Lena zostaje sama z diagnozą, lękiem i z książkami fantasy, które stają się jej bezpieczną przystanią. Zwłaszcza te pisane przez tajemniczego Kaja - autora, który nie tylko tworzy światy, ale też nieświadomie trzyma ją przy życiu.
A potem pojawia się Alek. Z pozoru facet z plakatów: tatuaże, luz, urok, życie pełną piersią. Ale tylko z pozoru. Bo jego wnętrze to obraz po przejściu huraganu: alkoholizm w rodzinie, przemoc, bagaż doświadczeń, który powinien udźwignąć dorosły, nie dziecko. Czy ktoś taki może jeszcze wierzyć w miłość?
To, co łączy Lenę i Alka, nie jest proste. Nie jest też klasycznym romansem, który rozgrzeje cię w zimowy wieczór i pozwoli zapomnieć o świecie. To relacja pełna niepewności, niedopowiedzeń, lęków, ale i niesamowitej czułości. Takiej, która nie krzyczy, tylko pozwala być. I to właśnie dlatego tak mocno zapada w serce.
Największą siłą tej książki jest prawda. Kasia Wycisk nie udaje - sama choruje na epilepsję i przenosi na papier swoją codzienność, z całą jej kruchością, strachem i siłą. To nie tylko edukacyjny element - to most między światem zdrowych a światem tych, których ciała żyją na innych zasadach. Pokazuje, jak wygląda życie „po ataku”, jak wygląda strach przed upadkiem - nie tylko dosłownym, ale też tym życiowym. A mimo to, nie pozwól mi upaść nie tonie w mroku. Jest wzruszająca tam, gdzie powinna, ciepła tam, gdzie serce tego potrzebuje.
Dodatkowo - ogromny szacunek za sposób, w jaki autorka ukazała DDA, alkoholizm i przemoc. Bez szantażu emocjonalnego, bez szufladkowania i demonizacji. Tu nie ma czarno-białych podziałów. Tu są ludzie - ze swoimi ranami, mechanizmami obronnymi, próbami ucieczki. Alek nie jest „złym chłopcem z przeszłością”. Jest człowiekiem, który próbuje się poskładać i jednocześnie nie skrzywdzić nikogo po drodze.
Czy ta historia złamała mi serce? Tak. Czy dała nadzieję? Jeszcze więcej. To jedna z tych książek, które czytasz ze ściśniętym gardłem, ale jednocześnie nie chcesz, żeby się skończyła. Po prostu chcesz z nimi być. Przy Lenie i Alku. Przy ich słabościach, śmiechu, pierwszym dotyku dłoni, pierwszym „jestem”.
Nie znajdziesz tu dramatów dla samego dramatyzmu. Nie znajdziesz przerysowania. Znajdziesz prawdziwe życie, które boli - ale i koi.
Oceniam „Epi. Nie pozwól mi upaść” na 10/10. Nie za temat, nie za wzruszenia. Za prawdę. I za to, że ta historia nie pozwoliła mi upaść - ani jako czytelnikowi, ani jako człowiekowi.
Historia Leny i Alka jest wzruszająca, piękna, ale czasem i pełna bólu. Słuchając jej, łatwo było mi się wczuć w emocje, które targały bohaterami, ja dosłownie nimi żyłam. Moje serce zostało rozdarte na małe kawałeczki, po czym zaczęło składać się na nowo. Jednak już nie było takie same, nie po tej historii. Czułam się tak, jakbym słuchała opowieści Autorki o samej sobie, praktycznie wszystko w postaci Leny się zgadzało, przez co ten ból docierał do najgłębszych zakamarków mojej duszy.
Zaczynając książkę, zostałam zawalona masą informacji o chorobie, o której za dużo się nie mówi, a ma ją duży odsetek ludzi, w tym nasza Kasia. Tą historią z pewnością chciała nam pokazać, że można żyć z chorobą i jednocześnie cieszyć się życiem, chociaż nie zawsze jest łatwo. Dała nam trochę wskazówek, jak zachować się w przypadku, w którym ktoś z naszego otoczenia, w sklepie, gdzieś na mieście miałby atak. Opowiedziała o tym, czego nie powinniśmy robić, gdyż może to mieć fatalne skutki. Ja z pewnością po tej lekturze jestem bardziej doinformowana. Życie z Epi nie wiąże się z ciągłymi atakami, gdy jesteśmy pod czujną opieką lekarzy i zażywamy odpowiednią dawkę leków. Może być ono równie kolorowe, co życie zdrowych ludzi. W przypadku Leny, a także naszej Autorki, zdecydowanie pomocne było odnalezienie swojej pasji, czegoś, co je wyciszy i uspokoi. Choć mogę się tylko domyślać tego, co tworzyła bohaterka, to wiem, że jeśli Kasia przypisała jej własne cechy, na pewno było to fenomenalne. Nie wiem, czy widzieliście na profilu Autorki te przecudowne ilustracje, które dosłownie dają życie bohaterom jej książek. Jeśli nie, to polecam nadrobić!
Wracając do książki, "Epi Nie pozwól mi upaść", jest historią, która pozwoliła mi się zrelaksować, była czymś, czego aktualnie potrzebowałam. Wywoływała uśmiech na mojej twarzy, ale również niezliczoną ilość łez, zwłaszcza bliżej końca. Sprawiła, że w pewnym momencie miałam takie: "co tu się właśnie wydarzyło i dlaczego?". Rozkochała mnie w sobie od początku do końca. Nie pozwalała o sobie zapomnieć i w momencie, gdy wracałam do domu, wręcz słyszałam w uchu szept, który namawiał do ponownego zagłębienia się w historii i poznania dalszych relacji bohaterów. Nie była to cukierkowa opowieść, gdyż Lena i Alek zmagali się ze swoimi demonami. U niej był to początek choroby, o którym często wspominała, a u niego przeszłość, która nie dawała o sobie zapomnieć. Dwie zagubione dusze, które odnalazły się nawzajem, ale czy to wystarczy, by w końcu zaznać szczęścia?
Podsumowując: historia, którą napisała Autorka, spodobała mi się przeogromnie i wiem, że do jej pióra będę wracać co i rusz. Za sobą mam już pierwszy tom Falconu Autorki, który również zagościł na dłużej w moim sercu. A niedługo przyjdzie czas na Freaka, czyli losy pobocznych bohaterów Epi, które mnie niezmiernie ciekawią.
Dziękuję serdecznie Autorce za zaufanie i możliwość zrecenzowania tej emocjonującej książki! Jestem ciekawa, czym zaskoczysz mnie przy innych swoich tytułach!
Lena, na pozór zwykła nastolatka, lubiana, towarzyska, czerpiąca z życia, aż pewnego dnia dopada ją choroba. Epilepsja wywraca jej życie do góry nogami. Natrafia na pewien tekst, w przypływie chwili postanawia skontaktować się z autorem, a jeden mail zmienia się w wieloletnią internetową znajomość. Czy Kaj istnieje na prawdę? Czy uda im się spotkać? Czym stanie się ta internetowa znajomość?
O mamuniu co to była za książka…
Na codzień nie sięgam po tego typu książki, zdecydowanie wolę mroczniejsze i gęstsze klimaty, ale to co stworzyła tu Kasia jest po prostu bezbłędne i totalnie mnie pochłonęło. Nie sądziłam, że mogę oddać serce takiej książce, ale dokładnie to zrobiłam, przepadłam.
Lena to świetnie wypracowana postać. Jak Kasia podkreśla na swoim instagramie chorobę naszej bohaterki zna od podszewki, bo sama na nią choruje i bardzo podobał mi się ten wątek. Świetnie odwzorowany i edukacyjny, pokazuje świat oczami osoby chorej na Epi, przez chwilę możemy poczuć to, co czują osoby chore. Niesamowite, wielkie ukłony dla Kasi za przeniesienie tej części siebie na papier.
Alek… no po prostu ideał. Każda jego perspektywa była po prostu świetna. Uwielbiam ten kontrast między głównymi bohaterami oraz ich połączenia, cała ich relacja była wyjątkowa.
Ta książka to nie tylko cudowna i zachwycająca oprawa graficzna. To cóż znacznie więcej. Historia, którą przedstawia jest po prostu piękna. Pełna bólu, który czytelnik czuje dogłębnie i przeżywa go wraz z bohaterami. Pełna śmiechu, bo wypowiedzi bohaterów po prostu bawiły do reszty. Pełna, pięknej, niewinnej i powoli rozkwitającej miłości. Znacie słowa miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku itd.? One oddają miłość głównych bohaterów w 200%. Nie zliczę ile razy uśmiechałam się do tej książki, ile razy ją przeżywałam, a ile razy z nią płakałam. Epi niesie za sobą gamę emocji i wiecie co? W swojej niewinności jest strasznie uzależniająca. Nie byłam w stanie jej po prostu odłożyć. Bezustannie chciałam więcej, a gdy czytałam ostatnie zdanie nieświadoma, że to już koniec, polały się łzy nie spowodowane wyłącznie treścią, ale i faktem, że to już koniec. Chciałam więcej, dalej chcę więcej. To niezapomniana historia, do której na pewno wielokrotnie wrócę.
Ogromnie gratuluję autorce, książka jest cudowna. Wpada w serca i w duszę. Brawo Kasiu 👏👏👏
Chcę również ogromnie podziękować wydawnictwu oraz autorce za szansę oraz zaufanie. Nie żałuje ani jednej chwili spędzonej z tą książką, żałuję jedynie, że to koniec, ale czuję, że lada moment, a sięgnę po nią drugi raz, bo zwyczajnie nie wytrzymam. Znów chcę zanurzyć się w tym świecie i przeżyć tę gamę emocji.
Czytajcie kochani, na prawdę warto. Ta książka nie tylko pięknie ozdobi wasze półki, ale również pięknie ozdobi wasze serca. Pokażę jak kochać siebie mimo wielu przeciwności, a słowa bohaterów mogą unieść na duchu nie tylko ich samych, ale i was. Mnie uniosły. Lena oraz Alek nie pozwolili mi upaść.
Totalne 10/10, nie wyobrażam sobie byście nie poznali tej cudownej historii. 💜💜💜
Zdarza Wam się rozpłakać przy czytaniu książki? Czytaliście kiedyś historię tak emocjonalną, że płakaliście przy niej jak bóbr? Mnie rzadko kiedy się to zdarza, ale jednak – od czasu do czasu łezka się zakręci. Dlatego jak tylko ktoś mi mówi, że na jakiejś książce płakał, to aż mnie ciekawość zżera i zastanawiam się czy ze mną będzie tak samo. Przeważnie nie jest… ale książka zdecydowanie jest wtedy warta przeczytania. I tak właśnie miałam z „Epi”!
Lena to młodziutka dziewczyna, która cierpi na epilepsje. I choć choroba z początku była dla niej jak wyrok śmierci, teraz nauczyła się z nią żyć. Rozpoczęła studia na ASP w Katowicach i realizuje swoje marzenia. Jej bratnią duszą okazuje się Kaj – autor kilku jej ulubionych powieści, z którym od paru lat utrzymuje „kontakt internetowy” – tylko i wyłącznie. Ale do czasu… ;) przeznaczenie miało co do tej dwójki inne plany. Połączyło ich wzajemnie zrozumienie i zaufali sobie bezgranicznie. Czy teraz, gdy spotkają się w rzeczywistości, dalej będą dla siebie oparciem? Czy może tajemnice, które wyjawili sobie nawzajem przytłoczą ich i nie będą mogli zaznać szczęścia?
Uwielbiam książki przepełnione emocjami, takie które chwytają za serce i długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. Już od samego początku polubiłam Lenę, za jej determinacje i walkę o siebie. Za to, że pomimo przeszkód realizowała swoje plany i marzenia i korzystała z życia, pomimo epilepsji, która nieraz pokrzyżowała jej plany i pozostawiła swoje ślady w jej psychice, ale i też na jej ciele. To niezwykle silna osoba, z której niejeden człowiek mógłby brać przykład. Pomimo tego, że wszyscy ją opuścili, znalazła siły aby walczyć. Autorka wykreowała ją naprawdę genialnie. To samo mogę w sumie powiedzieć o Alku, który w przeszłości nie miał za wesoło. To co przeżył, było tak dobrze opisane, że bolało i mnie. Podczas czytania nieraz przecierałam oczy z niedowierzania, ile bólu może przeżyć małe dziecko i jak to może wpłynąć na jego psychikę w przyszłości. Kreacja bohaterów zasługuje na ogromny plus – i to nie tylko tych pierwszoplanowych. Znajomi i przyjaciele Alka, czy przyjaciółka Leny – wszystkich ich polubiłam! Sama chciałabym mieć tyle oparcia i tyle życzliwych osób naokoło siebie.
Sama fabuła książki momentami łapie za serce, a do tego relacja, która rodzi się między dwójką bohaterów, jest niezwykle romantyczna. Wszystko dzieje się w swoim tempie, przez co wydaje się to bardziej realistyczne. Może momentami było to wszystko za słodkie (bynajmniej dla mnie) i zdania, które wypowiadali do siebie główni bohaterowie, były ckliwe i przesiąknięte lukrem, ale autorka w umiejętny sposób wprowadzała gorycz, przez co poziom słodkości, wyrównywał się do odpowiedniego poziomu. Podsumowując, jak najbardziej polecam Wam „Epi” – to niezwykła historia, zwykłych ludzi, którzy dziennie muszą mierzyć się z demonami przeszłości. Jeśli macie ochotę na coś naprawdę emocjonalnego, to ta książka będzie idealnym wyborem!
Ale to było piękne! Książka od początku sprawiła, że wczułam się w nią całą sobą. Kasia, po raz kolejny, przyczyniła się do tego, że emocje kilka razy prawie wyrwały moje serce. Śmiem twierdzić, że ta kobieta robi to specjalnie.
Lena to młoda dziewczyna, która cierpi na epilepsję. Tytuł ma tu ogromne znaczenie, ponieważ bohaterka, po wielu latach wie, że choroba będzie towarzysz jej już zawsze, a nadanie jej imienia Epi, również przyczynia się do większej akceptacji. Żyjemy natomiast w świecie, w którym (niestety) osoby z tą przypadłością traktowane są gorzej. Tak właśnie było w przypadku Leny. Gdy była młodsza, niejednokrotnie była wyśmiewana, wytykana palcami. Jej chłopak również ja odrzucił. Zamknęła się w sobie, skupiła się na swojej pasji. Pewna powieść, którą odnalazła w internecie była krokiem w kierunku Kaja - autora książki fantasy. Ich wirtualna znajomość trwa już kilka lat.
Alek to mężczyzna, który sam doprowadził siebie do aktualnego miejsca. Na przekór swojej trudnej przeszłości dotarł naprawdę wysoko. Posiada swoje własne studio tatuażu. Ma przyjaciół, na których może polegać, a i płeć piękna łatwo ulega jego urokowi. Jednak, wbrew pozorom, bardzo mu czegoś brakuje. Jego przyjaciele nie wiedzą o nim wszystkiego. Niby wyluzowany, duszą towarzystwa, a jednocześnie bardzo zamknięty w sobie. Co jest tego powodem? Co ukrywa? Czy na pewno udało mu się uciec przed przeszłością?
Książka porusza bardzo wiele ważnych, również bolesnych tematów. Dlatego jest bardzo wartościowa. Choroba bohaterki oraz reakcja otoczenia, a także ludzka nieświadomość na tę przypadłość. Kasia zadbała o to, żeby pokazać czytelnikom to, jak reagować. Poza tym poruszyła kwestię relacji rodzinnych oraz tych, które nie są spowodowane więzami krwi. Tych ciążących bohaterom, ale również takich, które powodują, że mają oni więcej wewnętrznej siły.
Na pewno nie każdy czytelnik przejdzie przez tę historia z łatwością (ba, powiem Wam, że zdziwiłabym się, gdyby było inaczej). Spotkacie się w tej historii z odrzuceniem, przemocą fizyczną, psychiczną, uzależnieniem od alkoholu. Wszystko to oczywiście jest tak realne, że boli podwójnie. Jednak to wszystko zostanie zrekompensowane również pozytywnym nastawieniem, piękną relacją, oddaniem i wyjątkowymi bohaterami.
Pamiętajcie, że choroba i trudna przeszłość nie definiują tego, jakim kto jest człowiekiem. Najważniejsze jest to, co dana osoba ma do zaoferowania swoim zachowaniem, sposobem w jaki traktuje innych.
Jest to książka, która wzbudza wiele, wiele emocji. Uda Wam się uśmiechnąć, popłakać, przerazić, poczuć szybsze bicie serca, zdenerwować, ale co najważniejsze - dostaniecie nadzieję na to, że prawdziwe uczucie (nie tylko miłość, ale i przyjaźń) nie pozwoli nikomu upaść.
Lena to postać, która mogłaby być każda z nas, jest pełną marzeń dziewczyną, która w jednej chwili traci wszystko, co znała, po tym jak na jej drodze stanęła epilepsja. Choroba, która zabrała jej przyjaciół, chłopaka i wszystko, czym była, ale też pozwoliła jej zbudować siebie na nowo. Kiedy życie wydaje się nie mieć sensu, Lena znajduje ucieczkę w książkach. Ta relacja to coś więcej niż tylko przyjaźń. To początek nowego rozdziału w jej życiu, który daje jej nadzieję.
Lena staje się symbolem nie tylko siły, ale i odwagi. To nie jest bohaterka, która po prostu „przeżywa”, to dziewczyna, która mimo wszystko walczy o siebie, nie boi się trudnych dni, choć każdy z nich jest inny. Książka nie tylko dotyka, ona wciąga, a każda strona to emocjonalna huśtawka.
Ale to nie koniec tej historii. Z drugiej strony mamy Aleka, buntownika, który zdaje się mieć wszystko, a jednak nie ma nic. Studio tatuażu, zaufanych przyjaciół, łatwy dostęp do kobiet… ale to tylko maska. Za nią kryje się mężczyzna, który walczy z demonami, których nie potrafi okiełznać.
Kiedy spotyka Lenę, ich światy się zderzają i nic już nie będzie takie samo. Zaczyna się od sekretów i milczącego porozumienia, ale szybko przeradza się w coś głębszego. To miłość, która ma moc uzdrowienia ich obojga, stawiając przed nimi wyzwania, z którymi nigdy wcześniej się nie mierzyli.
„Epi” to książka, która nie boi się trudnych tematów. To nie tylko o miłości, która rodzi się w bólu i niepewności. To historia także o walce z własnymi demonami, o szukaniu siebie i o tym, że prawdziwa siła nie polega na udawaniu, że nie masz słabości, ale na ich zaakceptowaniu i życiu z nimi.
To także historia, która otwiera oczy na epilepsję z perspektywy osoby, która ją przeżywa. I chociaż temat ten może być trudny, książka pokazuje, jak ważne jest wsparcie, zrozumienie i akceptacja. Opowiada o walce o marzenia, mimo że życie nie zawsze jest sprawiedliwe. To o tym, jak nie poddawać się, nie rezygnować z siebie i dążyć do celu, nawet gdy wydaje się to niemożliwe.
Książka wciąga od pierwszej strony, jest pełna emocji, smutku, radości i miłości, która rozwija się nieśmiało. Lena i Alek udowadniają, że nawet w najciemniejszych chwilach można znaleźć szczęście. Miłość ma moc uzdrowienia i nigdy nie kończy się na złamanych sercach.
„Epi” to absolutny hit, który wstrząsa, porusza i zostaje w sercu na długo po ostatniej stronie. To książka pełna emocji, pasji i życia. To opowieść, która nie tylko wzrusza, ale zmienia. Jeśli szukacie książki, która was poruszy, to zdecydowanie sięgnijcie po ten tytuł!