Przeznaczenie to siła, która oddziałuje na nasze życia w sposób wszechpotężny, niczym niewidzialna sterująca ręka, która pcha bohaterów w tą ściśle określoną stronę. Nasi główni bohaterowie poznali się jako dzieci w Polsce, a następnie los ich rozdzielił i doświadczał przez długie lata pozostawiając poranionymi. Tylko czy będą potrafili się odnaleźć drogę do siebie po tylu latach?
Głowna bohaterka, Erika Wares, to postać skomplikowana, która ma wiele warstw i posiada sekrety, którymi zdecydowanie nie chce się dzielić z otoczeniem - potrafi ona czytać z kart i dzięki nim potrafi odczytywać przyszłość. Tych sekrecików skrzętnie skrywanych jest sporo i przynajmniej jeden sprawi, że poczujecie ogromny ból, a w oczach staną łzy. Nie ukrywam, że początkowo byłam niepewna, czy kupuję jej postać, jednak w pewnym momencie mnie ona porwała i sprawiła, że się mogłam z nią utożsamić.
Po drugiej stronie perymetru autorka umieściła Bastiona, mężczyzn, który swoje w życiu przeszedł i nic go nie oszczędzało, każdy etap dorastania musiał zostać okupiony jakimś poświęceniem. Oparcie odnalazł tylko w młodej niezwykłej dziewczynie, z którą połączyło go coś niezwykłego, co będzie trwać całe życie. Nie będę ukrywać, że jak zawsze taki typ postaci zdobył mnie szturmem i bardzo podobała mi się krawędź jaką wprowadzał do historii swoim charakterem, który potrafił odpalić nagle niczym koktajl Mołotowa.
Poprzednie książki autorki - seria Teksański Klan - wciągnęłam z wielką przyjemnością, co sprawiło, że miałam wielką ochotę poznać kolejne pozycje autorki, tym razem pokusiła się ona o dwa tematy, które teoretycznie nie powinny być razem w jednej powieści jako główne wątki, ale Pani Grażyna A. Adamska pokazuje, że można połączyć tarot i klub motocyklowy, aby stworzyć jedną spójną całość. Na tym drugim można powiedzieć, że zjadłam zęby, bo swego czasu tylko takie książki czytałam - więc muszę przyznać. że autorce udało się bardzo dobrze ugryźć ten temat i go pokazać w jej własny, bardzo ciekawy sposób.
Sama lektura nie jest jedyną przyjemnością płynącą z "Bastiona", bo autorka zawała tu nawiązania do innych książek, które nie ukrywam, że mnie zdziwiły i zostawiły z otwartą buzią - zdecydowanie kłaniam się w pas! A dodatkowo znajdziecie tu też swego rodzaju grę - bawiła się znaczeniem kart, które trafiają do Eriki na początku rozdziałów. Ja Wam „Bastiona” serdecznie polecam i czekam już na kolejną część!