A stunningly illustrated history of Venice, from its beginnings as 'La Serenissima' – 'the Most Serene Republic' – to the Italian city that continues to enchant visitors today.
'Everything about Venice,' observed Lord Byron, 'is, or was, extraordinary – her aspect is like a dream, and her history is like a romance.' Dream and romance have conditioned myriad encounters with Venice across the centuries, but the city's story embodies another kind of experience altogether – the hard reality of an independent state built on conquest, profit and entitlement and on the toughness and resilience of a free people. Masters of the sea, the Venetians raised an empire through an ethos of service and loyalty to a republic that lasted a thousand years.
In this new study of key moments in Venice's history, from its half-legendary founding amid the collapse of the Roman empire to its modern survival as a fragile city of the arts menaced by saturation tourism and rising sea levels, Jonathan Keates shows us just how much this remarkable place has contributed to world culture and explains how it endures as an object of desire and inspiration for so many.
Jonathan Keates, is an English writer, biographer, novelist and Chairman of the Venice in Peril Fund. Keates was educated at Bryanston School and went on to read for his undergraduate degree at Magdalen College, Oxford.
"La Serenissima: The Story of Venice" by Jonathan Keates is a book of 478 pages (2022 hardback edition) that is a joy to read. It has four maps (two of double page spread) and is full of colour prints and photographs. Nearly every third or fourth page has a colour print or photograph (some are double spread pages) of something relevant to the narrative. Pictures of people, places and events from the history of Venice are literally scattered throughout the book.
The story itself is a general historical overview of Venice, from its beginnings as a refuge from the invasions of the Goths and later the Huns, to its gradual spread to become a maritime empire in the surrounding region. Then we follow the story of its inevitable decline as it struggles during numerous conflicts to retain its failing empire. This is not a detailed history of Venice but an interesting and enjoyable account of La Serenissima (the Most Serene) providing snapshots of the Republic's history that come together to provide a very decent overview of the place and its people.
This is the sort of book that you should read before visiting Venice, not only is it a rewarding experience to read but it’s a lavish feast for the eyes. I have so many places listed to visit that I know I am not going to be able to fit everything in on my first visit. I will need to search out for one of the “Bocche dei Leone” (lion's mouth):
There are just too many places and churches mentioned in this book that interested me to mention here, best read the book and find out where you want to go and what you want to see for yourself.
Overall, I would highly recommend this book for anyone who enjoys a good historical narrative or for anyone planning to visit Venice in the near future, I don't think you would be disappointed.
Feels like a lecture from a tenured professor who is so knowledgeable about their field of study that they've lost perspective on what's important for beginners. The pre-1797 material, while strictly chronological, is both rambling and heavily focused on military history. Characters are introduced for a chapter during which they are discussed as though we know them well and understand various references about them, and then largely disappear. The author often uses quotes in Latin or other Romance languages without translating them. I skimmed heavily for awhile.
The post-1797 material is pretty good, in particular how it highlights that the problems Venice faces today are the same problems it has been facing since the 19th century, and that there have never really been good solutions put forth for them. Two stars for that. Basically no stars for pre-1797.
Byłem w Wenecji wiele razy i przeczytałem już kilkanaście książek poświęconych jej historii, zabytkom oraz mieszkańcom. Mimo to z zainteresowaniem sięgam po kolejne. W tym roku ponownie odwiedzę miasto nad laguną, więc „Wenecja. Niezatapialna” Jonathana Keatesa, wydana przez Wydawnictwo Literackie, trafiła do mnie w odpowiednim momencie.
Wenecji i o Wenecji – przynajmniej dla mnie – nigdy za mało.
Już we wstępie Keates przewrotnie przywołuje słowa Goethego, który w 1786 roku uznał, że wszystko, co można powiedzieć o Wenecji, zostało już powiedziane i ogłoszone drukiem.
Ucieszyło mnie, że autor nie pisze kolejnej szczegółowej historii miasta. Przybliża nam około 1600 lat jego dziejów wybiera najważniejsze momenty, procesy i postacie, skupiając się na wybranych najważniejszych momentach dziejów miasta.
Przez 20 rozdziałów książki Keates prowadzi nas od półlegendarnych początków Wenecji, przez rozwój morskiego imperium, upadek republiki i okres obcego panowania, aż po współczesne zagrożenia związane z masową turystyką, odpływem mieszkańców oraz podnoszeniem się poziomu morza. Każdy rozdział stanowi osobną opowieść, których suma daje nam obraz Wenecji na przestrzeni dziejów. Zamiast wyliczanki władców i patrycjuszy uzyskujemy łatwiejszy do zapamiętania ciąg wyrazistych zdarzeń.
W pierwszych rozdziałach książki dominują wielcy dożowie, kondotierzy, kupcy i dyplomaci. Wenecja buduje flotę, rozwija handel, zdobywa posiadłości i tworzy morskie imperium. Później środek ciężkości opowieści przesuwa się w stronę malarstwa, teatru, literatury i muzyki. Kiedy Republika Wenecka chyli się ku upadkowi i w końcu upada ubywa portretów polityków, żołnierzy i admirałów, a przybywa artystów, przedsiębiorców oraz ludzi związanych z życiem towarzyskim miasta.
Obraz miasta, w którym mieszka radość i zabawa, ale nie jest już europejskim graczem, dobrze oddaje przytoczony przez Keatesa fragment poematu satyrycznego „Dunciada” Alexandra Pope’a:
Tam gdzie Sekwana służalczo się wije U stóp Burbonów – i gdzie jedwab gnije. Dalej do Rzymu, gdzie sztuka nie przetrwała. Wreszcie Wenecja – ot i podróż cała. Tam na głównym ołtarzu ujrzał nagą Wenus, Lwa dosiadającą jakby w uniesieniu. Na falach Adriatyku nie ujrzy już floty Dryfują tam eunuchy i Kupidyn złoty.
Nie ma już floty, która przez stulecia zapewniała republice potęgę, wpływy i bogactwo. Pozostają lew św. Marka, sztuka, opera, karnawał i legenda miasta przyciągającego przybyszów spragnionych piękna oraz przyjemności.
W dodatku republika wprowadza cenzurę i prześladuje tych, którzy wskazują drogi jej naprawy. Nawet Carlo Goldoni, który w swoich komediach utrwalał codzienne życie mieszkańców Wenecji, w pewnym momencie prezentuje swoje ostatnie weneckie działo i opuszcza miasto, do którego już nigdy nie powrócił.
Pisząc o Wenecji przełomu XIX i XX wieku Keates pisze o Gabriele d’Annunziu, ważnym zarówno dla literatury, jak i historii politycznej Włoch. Dzięki takim postaciom opowieść nie kończy się wraz z ostatnim dożą. Wenecja traci państwowość, lecz pozostaje jednym z najważniejszych miejsc europejskiej kultury.
Moje zainteresowanie Wenecją od dawna wiąże się także z podziwem dla ustroju jej republiki. Porównuję go z demokracją szlachecką Rzeczypospolitej, choć oba państwa funkcjonowały w nieco innych warunkach.
Wenecjanie stworzyli rozbudowany system ograniczający władzę doży. Król Rzeczypospolitej również musiał liczyć się z sejmem, prawami stanu szlacheckiego i innymi instytucjami ustrojowymi. Mechanizmy, które przez wieki chroniły oba państwa przed samowolą jednego władcy, z czasem coraz bardziej utrudniały podejmowanie decyzji i przeprowadzanie reform.
Podobny był również schyłek potęgi obu państw. Wenecja i Rzeczpospolita odniosły jeszcze w XVII wieku ważne sukcesy w wojnach z Imperium Osmańskim. W następnym stuleciu obie utraciły niepodległość: Polska wskutek rozbiorów, a Republika Wenecka pod ciosami Napoleona.
Keates wspomina w książce o zwycięstwie polskiego króla Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, z którego owoców skorzystała – przez chwilę – Wenecja, ale mnie zaskoczył inny „polski” wątek. Dotyczy on konfliktu króla Węgier Ludwika Andegaweńskiego z Wenecją. A ten król był też władcą Polski, choć my nazywamy go częściej Ludwikiem Węgierskim.
Jedną z największych zalet książki jest styl zachęcający do dalszej lektury. Keates nie zamienia historii w wykaz dożów, wojen i traktatów. Co pewien czas podrzuca czytelnikowi szczegół, który zostaje w pamięci. Dowiedziałem się na przykład, że przydomek kondotiera Gattamelaty można przetłumaczyć jako „miodowy kotek”.
Jeszcze ciekawsza jest historia Bartolomea Colleoniego. Kondotier chciał zostać upamiętniony pomnikiem na placu św. Marka. Władze Wenecji znalazły jednak własny sposób na spełnienie jego życzenia. Monument stanął przed Scuola Grande di San Marco, czyli przy budynku noszącym imię patrona miasta.
Keates zachęca również, aby przyjrzeć się pomnikowi dokładniej. Nie napiszę dlaczego, żeby nie odbierać ci przyjemności z odkrycia tego smaczku podczas lektury i wizyty w Wenecji.
Stosunek do Napoleona w Polsce jest całkiem inny niż w Wenecji, dlatego duże wrażenie zrobił na mnie opis grabieży dzieł sztuki, ale też armat z brązu i innych przedmiotów, dokonanych po zajęciu Wenecji przez wojska napoleońskie. Wywożenie dzieł sztuki, niszczenie symboli dawnej republiki i podporządkowywanie miasta nowej władzy kojarzyło mi się z zachowaniem zaborców na ziemiach polskich. Tak, jak w Polsce symbolem było zniszczenie fortepianu Chopina, tok w Wenecji – spalenie reprezentacyjnego statku doży – Bucentaura.
Wiedziałem, że po epoce napoleońskiej miasto weszło w skład podporządkowanego Austrii Królestwa Lombardzko-Weneckiego. Zaskoczyła mnie jednak opowieść o tym, że Wenecjanie odzyskali na chwilę niepodległość. W czasie Wiosny Ludów proklamowali Republikę Świętego Marka z Danielem Maninem na czele. Państwo przetrwało do sierpnia 1849 roku, kiedy po długiej obronie Wenecja ponownie znalazła się pod panowaniem austriackim. W 1866 roku została przyłączona do Królestwa Włoch, a jej dalsze dzieje toczyły się już w ramach zjednoczonego państwa włoskiego, od 1946 roku – republiki.
Keates prowadzi swoją opowieść również przez okres I wojny światowej. Wenecję bombardowało wówczas lotnictwo austro-węgierskie. W wyniku nalotów ucierpiały budynki i dzieła sztuki, między innymi kościół Santa Maria degli Scalzi z freskami Giovanniego Battisty Tiepola. Ten fragment przypomina, że poddani cesarza Austrii nie byli wyłącznie miłośnikami walca.
„Wenecja. Niezatapialna” została wydana bardzo starannie, w twardej oprawie, z dużą ilością zdjęć, map i ilustracji. Jej autor prowadzi czytelnika przez szesnaście stuleci historii miasta, zatrzymując się przy kluczowych wydarzeniach, opowiadając o ludziach i ubarwiając opowieść anegdotami, które pozwalają zrozumieć fenomen miasta.
Dla czytelnika, który rozpoczyna poznawanie historii „miasta na wodzie” będzie to ciekawe wprowadzenie. Podróżnik, który odwiedzał Wenecję wielokrotnie i przeczytał już kilka poświęconych jej książek, znajdzie tu kolejne postacie, historie i smaczki.
Sam po lekturze jeszcze bardziej czekam na następny wyjazd. Zapewne ponownie przejdę obok pomnika Colleoniego, tym razem przyglądając mu się znacznie uważniej.
Goethe uważał, że wszystko zostało już o Wenecji napisane. Na szczęście kolejni autorzy nadal opowiadają o Wenecji na nowo. Wenecji i o Wenecji – przynajmniej dla mnie – nigdy za mało.
Ależ to jest fascynująca lektura! Dawno nie wykorzystałam tylu znaczników podczas czytania! Coś wspaniałego. Jonathan Keates oferuje podróż przez 1600 lat La Serenissimy. Odkrywa fundamenty powstania Wenecji ( ciut podmokłe, ale wciąż dają radę). Próbuje ująć czym jest weneckość i skąd bierze się żądza przetrwania miasta na milionach pali. Przyznam, że dla mnie najciekawszym aspektem było właśnie odkrywanie ducha Wenecji, tożsamości jej mieszkańców, odkrywania stylu życia, który narodził się na lagunie i był tak bardzo odrębny. Skąd to głębokie poczucie autonomii i niezależności... Bo Wenecjanie czują się Włochami tylko wtedy kiedy im to pasuje, kiedy tego potrzebują. A z drugiej strony chłoną wszystko co obce i przekształcają na swoją modłę. Nie byłoby to możliwe gdyby nie mentalność kupiecka, która wszędzie widzi dobry interes - nawet podczas wypraw krzyżowych. I poczucie wspólnoty, gdzie dobro kolektywne jest ważniejsze od ambicji jednostki. Wenecjanie lubują się w mitach, tworzą własne o weneckiej wielkości. Nawet datę założenie miasta określili co do godziny - 421 rok, 25 marca, południe ( jakby ktoś pytał).
Poza tym publikacja Keatesa to kopalnia anegdot. Z dziedziny literatury i sztuki. Gratka dla pasjonatów, którzy lubią poszukiwać śladów swoich ulubionych artystów w konkretnych miejscach. Mann, Szekspir, Hemingway to tylko niektóre z nazwisk pojawiających się na kartach weneckiej historii.
To jest jedna z tych książek, po lekturze której można sypać anegdotami jak z rękawa. Moja rodzina może potwierdzić. Tak tylko mówię, jakby było to dla kogoś ważne. To też świetny pomysł na prezent, bo wydanie zwala z nóg. Jest obłędne, bogate w dzieła sztuki i zdjęcia jak Wenecja w swoich najlepszych kupieckich czasach. Cała oprawa graficzna robi ogromne wrażenie. Wydawnicza perełka, do której będzie się wracało!
I picked this up on a whim at Libreria Acqua Alta in Venice because this looked like a great historical overview of the city, and I loved Venice while I was there. Didn’t know anything about this book before buying which is a risk I know - and it didn’t completely pay off. There was a lot of interesting stuff here that more or less kept me going. But I did not enjoy his pretentious writing style and that he assumed you knew about the people and references he was making throughout. This is probably a great history of Venice for people who are already largely familiar with key events and people and are ready to dig into more detail, but not as much for those like me who don’t know as much beforehand.
A 6 out of 5. Carrying a multifaceted perspective from a superb intellectual on the origins and numerous paths of the Serene Republic.
A dazzling cocktail of names, places, multilingual sources titillating one’s senses, the book is sometimes challenging to digest - one being handicapped in relation to the author - the climb is still a rewarding one.
A book I chose to retrace a brief personal introduction with the place, it now prompts a revisit.
My parents believed that history was intrinsically interesting, which I agree with. They went further and thought that anybody who could make it boring deserved a prize. A pity they died before I could recommend this to them.
This book contains a lot of information, and the author clearly knows his stuff. It might even be correct, as the reviewer said who was quoted on the back page, that he loves the city. So I bought it to prepare for a holiday in Venice. I'll dip into it again on the plane.
I started reading a loaned hardback version which was filled with amazing illustrations, all referenced indirectly by the text. Sadly I had to read the majority of the remainder by borrowing the smaller paperback version from the local library. With only a few photo pages included, this diminished the enjoyment of reading the rest. I’d give it a 7 but since this doesn’t translate in Goodreads it’s a 3/5.
Perfect if you like reading about a place when you travel there. Speedy at times but he's covering a thousand or so years of history in 400 pages. My one minus is the Shakespeare theory just isn't backed up by much.
Keates really loves Venice. Maybe this sometimes does not help providing a deeper and more inaightful view on the complexity of this unique city history.
Difficult to follow if you know little/nothing on the subject prior to the reading. I didn’t like how the author jumps from one time to another and then goes back to the first one etc…
An unexpectedly delightful read. It reminded me of how precarious Venice's position has always been, even when at the height of its powers as a Mediterranean empire. How its unique position, its light, its beauty, its love of ceremony, inevitably turned it into the living museum it sadly is today. I loved the way the author braided together stories of action, adventure, politics, art and ordinary people in each chapter so that the ultimate connectedness of Venice's story was foregrounded and it never felt like a 'text book'. My only complaint is that having read the paperback, the analysis of paintings and buildings was not accompanied by the visual sources; whereas the hard back is illustrated throughout. Show Less
Great comprehensive overview of the history of such a storied city. Particularly liked the parts that explained how the Doge's were picked and the chapters on specific ones that made an impact. The fact that this pseudo democracy lasted for 1,000 years is so cool!