Podobne wszystkie. O niepelnosprawnych intelektualnie dzieciach z autyzm. Rzeczywistość końca lat'70, początku '80 - gdy wiedza o autyźmie i możliwości terapii były jeszcze nikłe... O tym, jak trudno zaakceptować tą niepełnosprawność. O tym, jak funkcjonowały "same z siebie", i co udalo się osiągnąć terapią (głównie: samoobsługa - samodzielne jedzenie, załatwianie potrzeb fizjologicznych, ubieranie się. Plus więcej mowy, większy kontakt z dzieckiem, nić porozumienia. Możliwość dotarcia do niego, pomysł jak uspokoić, wychowywać...) Wszystkie z nich pomoc uzyskały w Poradni, w której pracowała autorka, większość jeździło też na organizowane tam turnusy. Poza samoobsługą, wyuczaną bardzo behawioralnie (metody typu nie jest karmione, aż z głodu samo zacznie jeść...) - ale skuteczną - akcent kładziony także na poznawanie rzeczywistości - książeczki z obrazkami; na uspokojenie spacery, kąpiele; na kształtowanie poczucia sprawczości i inne - rzucanie grochem, malowanie etc. Itd.