Jego ciało było destruktem, stracił władzę w prawej ręce, dyktował więc, ale mowę miał również zaburzoną: to, co bazgrolił lewą, było nieczytelne, dźwięki z jego ust wypadały bezwładnie. Do tego mgła od bromu, luminalu. Ulepiła się z tego proza w dużej części napisana językiem bez skazy, utrafiająca w sedno męki, jakiej wszyscy jesteśmy poddani, proza, która jednocześnie zmusza do tego, by pożerać strony, a zarazem zwolnić lekturę, tak by jak najwięcej zapamiętać, zatrzymać dla siebie i zrozumieć, gdzie leży klucz do pisania burzącego wszystko, co zastygłe, idącego tylko własną drogą.
Literaturoznawcy węszą w prozie Lipskiego tropy psychoanalityczne i filozoficzne, próbują go podejść od strony życiorysu, co niemożliwe, bo rozpadł się na pył, tną teksty skalpelem, jakby strony przez niego napisane były zimnym trupem, choć wszystko tu drży, buzuje. Na przemian niedbałe i monolityczne zdania zmieniają rytm, poruszane emocjami, pożądaniem, pragnieniem sytości, poczuciem skrajnej nędzy ludzi na dnie. Ze zdarzeń zwykłych, choć obarczonych czytelniczą anatemą – bo po co mówić o sprawach brzydkich, skoro można by opowiadać o tym, co się uważa za piękno – Lipski cyzeluje istotę literatury: moment dotkliwości, zastanowienie, że może być aż tak, bez litości dla siebie i świata.
Intrygująca proza, momentami jak Iwaszkiewicz, a powiastka "Niespokojni" przywodzi na myśl "Ferdydurke", tylko bez pure nonsensów, a za to z dialogami wziętymi z "Niewinnych Czarodziejów". Nie jestem entuzjastycznie nastawiony do wzbogacenia wydania o wypisy, rodzaj krótkich notatek, które użyte zostały w pełnych wersjach opowiadań. Trochę taki wypełniacz, zupełnie zbędny, biorąc pod uwagę, że całość liczy podad czterysta stron. Co do samej prozy, to szkoda, że problemy zdrowotne i materialne nie pozwoliły Lipskiemu napisać i wydać więcej. Bardzo ciekawy, indywidualny styl, który można chyba określić introwertycznym, sprawia, że można mieć dużo przyjemności z lektury. Z zastrzeżeniem, że raczej dla osób, których nie odrzuci fizyczność opisów. Nawet 4 i 1/2 *.
Jako całość dość nierówna. Przebłyski geniuszu przeplatane niezrozumiałymi snuciami. Nie tak znowu dużo tego skatu. Szkoda, że przestał pisać w późniejszych latach...