What do you think?


Bella, ciao
Obrazoburcza, śmiało czerpiąca z popkultury, powieść o woli życia i pragnieniu śmierci na gruzach zrujnowanego świata. Bezlitosne spojrzenie na Europę, nie tylko ubiegłego wieku. A także komentarz do dzisiejszej Polski: podzielonej, wrogiej "obcym", rządzonej resentymentem i pozbawionej wizji przyszłości.
Koniec wojny, polskie "ziemie odzyskane". Tropiony przez nową władzę pułkownik Szest zawiera swoisty pakt z diabłem, by ocalić nadmorskie miasteczko i uwięzionych tam ludzi. Staje na czele bojówki uformowanej z wyklętych i ludowców, ale wspólny triumf nie odwraca biegu historii. Co gorsza, nikt nie wie, jaki będzie świat, który wyłoni się z wszędobylskich zniszczeń.
Wycofujące się armie, uchodźcy i przesiedleńcy, przemoc i strach. W tej infernalnej scenerii pojawia się jednak nadzieja: niemiecka branka, polska wyklęta i "tutejsze" dziecko łączą się w rodzinę, dla której z ruin dawnego świata warto odzyskać jedno - miłość.
Koniec wojny, polskie "ziemie odzyskane". Tropiony przez nową władzę pułkownik Szest zawiera swoisty pakt z diabłem, by ocalić nadmorskie miasteczko i uwięzionych tam ludzi. Staje na czele bojówki uformowanej z wyklętych i ludowców, ale wspólny triumf nie odwraca biegu historii. Co gorsza, nikt nie wie, jaki będzie świat, który wyłoni się z wszędobylskich zniszczeń.
Wycofujące się armie, uchodźcy i przesiedleńcy, przemoc i strach. W tej infernalnej scenerii pojawia się jednak nadzieja: niemiecka branka, polska wyklęta i "tutejsze" dziecko łączą się w rodzinę, dla której z ruin dawnego świata warto odzyskać jedno - miłość.
224 pages, Paperback
First published April 27, 2022
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 11 of 11 reviews
May 19, 2022
- Z tego nieba pada raz śnieg, raz sadza. Polska to które z nich? - pyta Spinka, jedna z bohaterek brawurowej, niezwykle udanej powieści Piotra Siemiona. Autor legendarnych dla wielu czytelników “Niskich łąk” po latach milczenia jako prozaik, wraca w wielkim stylu, doskonale łącząc w “Bella, ciao” przygodowo-sensacyjną treść, odrobinę ironii i gorzką refleksję nad naszą historią.
Choć Lanzig jeszcze nie do końca stało się Łąckiem, to jest już w nim hotel Piast. Zmierza do niego na czele nielicznej drużyny pułkownik Szest. Trochę żołnierz wyklęty, trochę maruder. Czytelnikowi trudno - przynajmniej na początku powieści - zlokalizować kim u diabła są ci ludzie. Przecież na miejscu w Łącku jest już jakaś polska władza, nadciągają Rosjanie, których misja ogranicza się już tylko do rabunku i dotrwania momentu powrotu do ukochanej ojczyzny, są też niemieckie niedobitki. A Szest i jego kompania idą, borem, lasem, który Siemion opisuje z niezwykłą plastycznością, bawiąc się nawiązaniami do klasyki polskiej literatury. A tu gdzieś Borowski pobrzmiewa, gdzie indziej Buczkowski, Szekspira nie zabraknie.
Bo, to co najbardziej zachwyca w tej opowieści o kilku dniach z życia Łącka, w którym walczą wszyscy ze wszystkimi, to stylizacja językowa. Niesamowicie bogaty, erudycyjny, dosadny, dźwięczny język, przypominający trochę frazę Stasiuka zestawiony z przygodowo-sensacyjną akcją i bardzo przyzwoitym tempem opowiadanej historii sprawiał mi wielką przyjemność podczas lektury. Siemion wyróżnia się na tle polskich pisarzy fantastycznym warsztatem, stosowaniem bardzo różnorodnych zabiegów wprowadzania akcji, opisu bohaterów, skrótów, takiego konstruowania historii, by nie wszystko było jasne, a jednocześnie wciąż linearne. Chodzi autorowi o to, by trochę czytelnika zgubić, ale tak, by nie miał poczucia bezradności.
Udało się też Siemionowi stworzyć taką opowieść o wojnie, w której są kobiety i nie są co dziesięć stron przez autora rozbierane. Taka pokusa jest częsta o pisarzy zajmujących się wojennymi historiami. Pod płaszczykiem opowieści o wojennych dramatach, niejeden uznał za stosowne napisać jakąś pseudorubaszną, brutalną scenę z gwałtem. Siemion idzie na szczęście inną drogą i opisuje kobiety, które bronią innych kobiet, a nawet… ale to już byłby spoiler.
Putrament w tużpowojennym reportażu “Ruciany i Węgorzewo” opisuje scenę wpłynięcia statku na Ziemie Odzyskane. Pisze tak:
“Trzciny trzęsą się dziwacznie. Jeszcze zanim dotarła do nich choćby najmniejsza fala — zaczynają się pokotem kłaniać statkowi. (...) Od razu widać, że jesteśmy u siebie w Polsce. Nawet trzciny nam się kłaniają”.
Autor “Bella, ciao” niezwykle sprawnie nawiązuje do tej poetyki, grając z klasycznymi wyobrażeniami znanymi też z filmu “Prawo i pięść”, czy młodzieżowymi powieściami, które często w klimacie westernu czy kryminału opowiadały o polonizacji Ziem Odzyskanych. Świadczy o tym już sama decyzja, że bohaterem książki będzie drużyna, która ma pewne - przez dłuższy czas niesprecyzowane dla czytelnika - zadanie do wykonania.
Siemion porusza w “Bella, ciao” kilka ważnych i aktualnych tematów, jak tużpowojenny konflikt inteligencji z ludem pracującym (“Chcecie mieć odtąd historię na własność? Tysiąc lat byliście gnojem, mierzwą pod kopyta, i nagle sami wszystko? Jak dzieciaki smarkate, “ja siam, ja siam!”), czy obawy, że przyszłość kraju zbudowanego na wojennej przemocy i - słusznym przecież - rewanżu nie rysuje się najlepiej. Ciekawe, choć może zbyt programowo oczywiste, są dyskusje między wierzącymi komunistami mówiącymi, że “za nami stoją racja i sprawiedliwość”, a tymi, którzy nie ufają żadnej władzy i widzą, jak nowi panowie “rozwalają resztki tego kraju”, a z ludzi robią niewolników. Czy teraz wszystko będzie po nowemu? I kto ma plan? Z “Bella, ciao!” wynika, że planu nie ma nikt, ale tym, co nas łączy są uczucia. Bo jest tu też pewna intrygująca historia miłosna, ale to już Państwo sobie przeczytają w książce.
Choć bywa momentami Siemion - jak na mój gust - nadmiernie publicystyczny, wybaczam mu to łakomie karmiąc się językiem tej powieści. Jak we fragmencie, gdy sowiecki pułkownik Połkan jedzie pociągiem, słuchając jak jego chłopaki śpiewają pieśń i rozmyśla o swoim losie. Pisze Siemion: “My przeklęci, błatni, oszpeceni napalmem. My - półtrupy okaleczone przez kolejne wcielenia imperium. W drodze do domu, a w tym domu złodziejstwem po staremu cuchnie i zwykłą beznadzieją”. Tak to można do mnie pisać.
Księgarnie pełne są powieści sensacyjnych czy wojennych napisanych niewyróżniającym się, banalnym, niekiedy wręcz ubogim językiem. Siemion po mistrzowsku włada zarówno konwencjami gatunkowymi jak i językiem. Naprawdę warto zanurzyć się w ten świat.
Choć Lanzig jeszcze nie do końca stało się Łąckiem, to jest już w nim hotel Piast. Zmierza do niego na czele nielicznej drużyny pułkownik Szest. Trochę żołnierz wyklęty, trochę maruder. Czytelnikowi trudno - przynajmniej na początku powieści - zlokalizować kim u diabła są ci ludzie. Przecież na miejscu w Łącku jest już jakaś polska władza, nadciągają Rosjanie, których misja ogranicza się już tylko do rabunku i dotrwania momentu powrotu do ukochanej ojczyzny, są też niemieckie niedobitki. A Szest i jego kompania idą, borem, lasem, który Siemion opisuje z niezwykłą plastycznością, bawiąc się nawiązaniami do klasyki polskiej literatury. A tu gdzieś Borowski pobrzmiewa, gdzie indziej Buczkowski, Szekspira nie zabraknie.
Bo, to co najbardziej zachwyca w tej opowieści o kilku dniach z życia Łącka, w którym walczą wszyscy ze wszystkimi, to stylizacja językowa. Niesamowicie bogaty, erudycyjny, dosadny, dźwięczny język, przypominający trochę frazę Stasiuka zestawiony z przygodowo-sensacyjną akcją i bardzo przyzwoitym tempem opowiadanej historii sprawiał mi wielką przyjemność podczas lektury. Siemion wyróżnia się na tle polskich pisarzy fantastycznym warsztatem, stosowaniem bardzo różnorodnych zabiegów wprowadzania akcji, opisu bohaterów, skrótów, takiego konstruowania historii, by nie wszystko było jasne, a jednocześnie wciąż linearne. Chodzi autorowi o to, by trochę czytelnika zgubić, ale tak, by nie miał poczucia bezradności.
Udało się też Siemionowi stworzyć taką opowieść o wojnie, w której są kobiety i nie są co dziesięć stron przez autora rozbierane. Taka pokusa jest częsta o pisarzy zajmujących się wojennymi historiami. Pod płaszczykiem opowieści o wojennych dramatach, niejeden uznał za stosowne napisać jakąś pseudorubaszną, brutalną scenę z gwałtem. Siemion idzie na szczęście inną drogą i opisuje kobiety, które bronią innych kobiet, a nawet… ale to już byłby spoiler.
Putrament w tużpowojennym reportażu “Ruciany i Węgorzewo” opisuje scenę wpłynięcia statku na Ziemie Odzyskane. Pisze tak:
“Trzciny trzęsą się dziwacznie. Jeszcze zanim dotarła do nich choćby najmniejsza fala — zaczynają się pokotem kłaniać statkowi. (...) Od razu widać, że jesteśmy u siebie w Polsce. Nawet trzciny nam się kłaniają”.
Autor “Bella, ciao” niezwykle sprawnie nawiązuje do tej poetyki, grając z klasycznymi wyobrażeniami znanymi też z filmu “Prawo i pięść”, czy młodzieżowymi powieściami, które często w klimacie westernu czy kryminału opowiadały o polonizacji Ziem Odzyskanych. Świadczy o tym już sama decyzja, że bohaterem książki będzie drużyna, która ma pewne - przez dłuższy czas niesprecyzowane dla czytelnika - zadanie do wykonania.
Siemion porusza w “Bella, ciao” kilka ważnych i aktualnych tematów, jak tużpowojenny konflikt inteligencji z ludem pracującym (“Chcecie mieć odtąd historię na własność? Tysiąc lat byliście gnojem, mierzwą pod kopyta, i nagle sami wszystko? Jak dzieciaki smarkate, “ja siam, ja siam!”), czy obawy, że przyszłość kraju zbudowanego na wojennej przemocy i - słusznym przecież - rewanżu nie rysuje się najlepiej. Ciekawe, choć może zbyt programowo oczywiste, są dyskusje między wierzącymi komunistami mówiącymi, że “za nami stoją racja i sprawiedliwość”, a tymi, którzy nie ufają żadnej władzy i widzą, jak nowi panowie “rozwalają resztki tego kraju”, a z ludzi robią niewolników. Czy teraz wszystko będzie po nowemu? I kto ma plan? Z “Bella, ciao!” wynika, że planu nie ma nikt, ale tym, co nas łączy są uczucia. Bo jest tu też pewna intrygująca historia miłosna, ale to już Państwo sobie przeczytają w książce.
Choć bywa momentami Siemion - jak na mój gust - nadmiernie publicystyczny, wybaczam mu to łakomie karmiąc się językiem tej powieści. Jak we fragmencie, gdy sowiecki pułkownik Połkan jedzie pociągiem, słuchając jak jego chłopaki śpiewają pieśń i rozmyśla o swoim losie. Pisze Siemion: “My przeklęci, błatni, oszpeceni napalmem. My - półtrupy okaleczone przez kolejne wcielenia imperium. W drodze do domu, a w tym domu złodziejstwem po staremu cuchnie i zwykłą beznadzieją”. Tak to można do mnie pisać.
Księgarnie pełne są powieści sensacyjnych czy wojennych napisanych niewyróżniającym się, banalnym, niekiedy wręcz ubogim językiem. Siemion po mistrzowsku włada zarówno konwencjami gatunkowymi jak i językiem. Naprawdę warto zanurzyć się w ten świat.
February 4, 2023
najwiekszy przehajp ostatnich lat
April 24, 2023
Polski Dziki Zachód czyli tzw. Ziemie Odzyskane, a w zasadzie Ziemie Północne tuż po II wojnie światowej. Wędrówki ludów w środkowoeuropejskim wydaniu. Czy może jednak wschodnioeuropejskim?
Grupka ni to maruderów, ni to żołnierzy wyklętych porusza się przez postapokaliptyczne wsie, miasteczka i lasy, kierując się na zachód.
W przeciwnym kierunku porusza się rozbrojona na podstawie umów międzynarodowych sotnia jegrów rosyjskich, a w zasadzie również zbieranina różnych nacji z obszaru Rosji.
Z kolei opuszczone przez wygnanych Niemców miasteczka zajmują oddziały wierne nowej, komunistycznej władzy. Ni to Armia Krajowa, ni to regularne wojsko.
No i całe to towarzystwo, każde z innym celem, spotkało się dziwnym zrządzeniem losu w Łącku (zachodniopomorskie). I wynikły z tego dziwne, chaotyczne rzeczy.
Przeciętna powieść ze średnią fabułą i bez postaci, które warte będą zapamiętania. Jeśli jednak ktoś szuka powieści osadzonej tuż po wojnie, napisanej współcześnie, to może to być jakaś propozycja.
Edit: Początkowo dałem ***, ale po chwili namysłu jednak zmieniam na **.
Grupka ni to maruderów, ni to żołnierzy wyklętych porusza się przez postapokaliptyczne wsie, miasteczka i lasy, kierując się na zachód.
W przeciwnym kierunku porusza się rozbrojona na podstawie umów międzynarodowych sotnia jegrów rosyjskich, a w zasadzie również zbieranina różnych nacji z obszaru Rosji.
Z kolei opuszczone przez wygnanych Niemców miasteczka zajmują oddziały wierne nowej, komunistycznej władzy. Ni to Armia Krajowa, ni to regularne wojsko.
No i całe to towarzystwo, każde z innym celem, spotkało się dziwnym zrządzeniem losu w Łącku (zachodniopomorskie). I wynikły z tego dziwne, chaotyczne rzeczy.
Przeciętna powieść ze średnią fabułą i bez postaci, które warte będą zapamiętania. Jeśli jednak ktoś szuka powieści osadzonej tuż po wojnie, napisanej współcześnie, to może to być jakaś propozycja.
Edit: Początkowo dałem ***, ale po chwili namysłu jednak zmieniam na **.
August 13, 2023
Muszę się z tym przespać. Zrobił taką rzecz Rylski: pomysł świetny ale trochę chyba go przerósł. Choć wizja kibolsko-naziolskich legii zaprowadzających „nowy ład” w tej części Europy, robiła wrażenie. Zawiódł warsztat.
I tutaj podobna sytuacja. Jakby Siemion pisał historię środkowej Europy za lat … pięć! Wyobrażacie sobie „braterstwo broni” neo-rosyjskich jegrów z „wyklętymi” ściągniętymi ze stadionów Wrocławia czy Warszawy?
O której on pisze wojnie?? Mocny temat ale coś mi tu zgrzyta. Czasem mniej znaczy lepiej, a tutaj jakby komiks Marvella…
I tutaj podobna sytuacja. Jakby Siemion pisał historię środkowej Europy za lat … pięć! Wyobrażacie sobie „braterstwo broni” neo-rosyjskich jegrów z „wyklętymi” ściągniętymi ze stadionów Wrocławia czy Warszawy?
O której on pisze wojnie?? Mocny temat ale coś mi tu zgrzyta. Czasem mniej znaczy lepiej, a tutaj jakby komiks Marvella…
January 8, 2023
Zaczynamy od wędrówki przez "kraj bez map, przez bezmiar". Dookoła krajobraz po bitwie, albo raczej - po wielkiej wojnie, katastrofie, końcu świata, jaki znamy. Przez dawną Polskę przedzierają się oddziały rosyjskie, niemieckie, polskie, pozostałości po dawnym porządku świata, rozproszone, zmęczone, głodne. Idzie również oddział pułkownika Tyńskiego, zbieranina przypadkowych wyrzutków, by znad morza odebrać wysłannika, który ma w tym chaosie zaprowadzić porządek.
"Bella, ciao" jest napisana tak, jak proza, którą ja chciałam pisać, będąc szesnastolatką z głową w (niekiedy bardzo mrocznych) chmurach. Jest tu gęsto, naturalistycznie, ciężko od "Klimatu", a sama lektura sprawia, że czujemy się tak, jakbyśmy to my byli wyczerpanymi, głodnymi żołnierzami z niebezpieczeństwem czyhającym w każdym momencie przedzierającymi się ostatkiem sił przez kolejne (niemieckie? polskie? niczyje?) wsie, otoczonymi wszechobecnym odorem rozkładających się ciał i zgnilizny. Tej powieści się nie czyta, w tę powieść się brnie - z mozołem, trudem i ciągłą chęcią odłożenia. A mimo to - warto.
Dużo tu pozornego chaosu, fragmentaryczności, ale Siemion doskonale wie, co robi i w jaką opowieść nas zabiera. Co prawda nie dowiemy się, co dokładnie spotkało Dawny Kraj i co spowodowało, że najwyraźniej pół Europy ogarnęła wyniszczająca wojna, ale zupełnie nie ma to tutaj znaczenia. Bo to, jak doskonały Siemion jest w portretowaniu krajobrazu po bitwie, stylizowaniu języka, przewidywaniu ludzkich zachowań w sytuacjach ekstremalnych, a także w unikaniu sztampy (vide postaci kobiece) sprawia, że nie musimy rozumieć, co dokładnie się wydarzyło, by się mimo przedstawionego brudu i syfu w tę opowieść wciągnąć i nią zachwycić.
I choć (nie będę tego ukrywać) przy tej powieści można się nielicho zmęczyć, to nie sposób nie zauważyć, jak wiele pożywki intelektualnej dostarcza nam Siemion. Jest tutaj o walce klas (a raczej: inteligencji z ludem pracującym), jest o budowaniu nowego ładu na zgliszczach, jest tu o możliwości (albo jej braku) pokojowego utrzymania czegoś, co wyrosło na konflikcie, zbrodni i odwecie. Jest o zbędności zbrodni, jest o sensie, jest o fatum, jest o poświęceniu, jest o celu uświęcającym środki (lub nie). jest też kilka refleksji wymierzonych w stronę Rosjan (podejrzewam, że Autor pisał je jeszcze przed inwazją na Ukrainę, ale po 24 lutego stały się one jeszcze bardziej trafne, aktualne i uzasadnione). Jest też o miłości, uczuciach, przywiązaniu i (gdzieś między wierszami) byciu "porządnym" nawet w najgorszych możliwych okolicznościach.
W wielu rankingach najlepszych książek 2022 roku "Bella, ciao" znalazła się na samym szczycie. Moim zdaniem - zasłużenie. Bo choć trudno jest przez całość przebrnąć, to warto czasem postawić własnemu umysłowi wyzwanie i spróbować. Docenić język, tematy, gęstą atmosferę. A potem wracać do tej książki myślami. Zwłaszcza przy słuchaniu kolejnych wypowiedzi na temat Wielkiej Silnej Polski, albo nawet doniesień medialnych z Ukrainy. Ja polecam.
"Bella, ciao" jest napisana tak, jak proza, którą ja chciałam pisać, będąc szesnastolatką z głową w (niekiedy bardzo mrocznych) chmurach. Jest tu gęsto, naturalistycznie, ciężko od "Klimatu", a sama lektura sprawia, że czujemy się tak, jakbyśmy to my byli wyczerpanymi, głodnymi żołnierzami z niebezpieczeństwem czyhającym w każdym momencie przedzierającymi się ostatkiem sił przez kolejne (niemieckie? polskie? niczyje?) wsie, otoczonymi wszechobecnym odorem rozkładających się ciał i zgnilizny. Tej powieści się nie czyta, w tę powieść się brnie - z mozołem, trudem i ciągłą chęcią odłożenia. A mimo to - warto.
Dużo tu pozornego chaosu, fragmentaryczności, ale Siemion doskonale wie, co robi i w jaką opowieść nas zabiera. Co prawda nie dowiemy się, co dokładnie spotkało Dawny Kraj i co spowodowało, że najwyraźniej pół Europy ogarnęła wyniszczająca wojna, ale zupełnie nie ma to tutaj znaczenia. Bo to, jak doskonały Siemion jest w portretowaniu krajobrazu po bitwie, stylizowaniu języka, przewidywaniu ludzkich zachowań w sytuacjach ekstremalnych, a także w unikaniu sztampy (vide postaci kobiece) sprawia, że nie musimy rozumieć, co dokładnie się wydarzyło, by się mimo przedstawionego brudu i syfu w tę opowieść wciągnąć i nią zachwycić.
I choć (nie będę tego ukrywać) przy tej powieści można się nielicho zmęczyć, to nie sposób nie zauważyć, jak wiele pożywki intelektualnej dostarcza nam Siemion. Jest tutaj o walce klas (a raczej: inteligencji z ludem pracującym), jest o budowaniu nowego ładu na zgliszczach, jest tu o możliwości (albo jej braku) pokojowego utrzymania czegoś, co wyrosło na konflikcie, zbrodni i odwecie. Jest o zbędności zbrodni, jest o sensie, jest o fatum, jest o poświęceniu, jest o celu uświęcającym środki (lub nie). jest też kilka refleksji wymierzonych w stronę Rosjan (podejrzewam, że Autor pisał je jeszcze przed inwazją na Ukrainę, ale po 24 lutego stały się one jeszcze bardziej trafne, aktualne i uzasadnione). Jest też o miłości, uczuciach, przywiązaniu i (gdzieś między wierszami) byciu "porządnym" nawet w najgorszych możliwych okolicznościach.
W wielu rankingach najlepszych książek 2022 roku "Bella, ciao" znalazła się na samym szczycie. Moim zdaniem - zasłużenie. Bo choć trudno jest przez całość przebrnąć, to warto czasem postawić własnemu umysłowi wyzwanie i spróbować. Docenić język, tematy, gęstą atmosferę. A potem wracać do tej książki myślami. Zwłaszcza przy słuchaniu kolejnych wypowiedzi na temat Wielkiej Silnej Polski, albo nawet doniesień medialnych z Ukrainy. Ja polecam.
May 26, 2022
Aż widzę, jak Piotr szepcze za Hopsinem: "If I don't make it / to see tomorrow / Oh bella ciao, bella ciao, bella ciao ciao ciao / If I don't make it / to see tomorrow / Put some respect on my name". Jest dobrze. (Jest źle). Jest.
January 28, 2023
Opowieść o wojnie, ale bardziej nawet u ludziach, ich pragnieniach, marzeniach prostych, o podziałach politycznych i etnicznych. Treść trochę przyćmiona wszechobecną symboliką, czasem przerośniętą.
October 19, 2023
2.5
Ta książka z jakiegoś powodu mi przypomina Bękarty Wojny. Niestety nie przepadam za Tarantino
Ta książka z jakiegoś powodu mi przypomina Bękarty Wojny. Niestety nie przepadam za Tarantino
Read
March 20, 2025DNF po 80 stronach
July 21, 2022
W post apokaliptycznej Polsce żołnierze wyklęci maszerują przez lasy i bagna żeby jeszcze raz pokłócić się kto jest bardziej Polakiem. Brawurowo napisane.
May 2, 2022
Doskonałe
Displaying 1 - 11 of 11 reviews










