Na Marsa przybywali przez stulecia osadnicy z przeludnionej Ziemi, szukając nowego, lepszego świata. Zbudowali na Czerwonej Planecie miasta, stworzyli cywilizację. Gdzieś nad tym idealnym światem wisi jednak widmo zagłady. Ludzie wciąż mają te same wady. Na słabiej rozwiniętej półkuli południowej nasilają się ruchy separatystyczne. Porzucenie w połowie realizacji programów formujących planetę rujnuje jej klimat. Ścierające się koncepcje polityczne pchają cywilizację na drogę, z której nie ma powrotu. Dokładnie trzysta lat po rozpoczęciu terraformowania Marsa, na pustyni dokonano przerażającego odkrycia, które stawia w zupełnie innym świetle historię Czerwonej Planety. Tę dawną i tę zupełnie nową.
Mówi o sobie, że jest niedokończonym architektem. Przerwał studia na Politechnice Warszawskiej, aby otworzyć własną agencję reklamową, w której jest dyrektorem kreatywnym i grafikiem. Jest autorem serii dla dzieci i młodzieży „Felix, Net i Nika”. Dotychczas opublikował: Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi (2004), Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa (2005), Felix, Net i Nika oraz Pałac Snów (2006), Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności (2007), Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek (2008) oraz Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek 2. Mała armia (2009). Dwa pierwsze tomy otrzymały tytuł „Książki Roku 2005” Polskiej Sekcji IBBY, tom trzeci otrzymał nominację do tytułu „Książki Roku 2007” Polskiej Sekcji IBBY, tom czwarty nagrodę Dziecięcy Bestseller Roku 2008 „Mały Dong”, a tom piąty wygrał w swej kategorii plebiscyt Katedry „Fantastyka 2008”. Dotychczas tom pierwszy Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi został przetłumaczony i opublikowany na Litwie i w Czechach. Rafał Kosik pisze również prozę science fiction dla dorosłych czytelników. Opublikował liczne opowiadania (m.in. w „Nowej Fantastyce” i magazynie „Science Fiction, Fantasy & Horror”), powieści Mars (2003), Vertical (2006) oraz Kameleon (2008). Vertical otrzymał nagrodę Nautilus 2006 i nominację do najważniejszej nagrody środowiska fantastów – Zajdla 2006, a Kameleon otrzymał nagrodę Zajdla 2009, nagrodę SFINKS 2009 i wygrał plebiscyt Katedry „Fantastyka 2008”, a także dostał nominację do Literackiej Nagrody im. Jerzego Żuławskiego. Niemieckie wydawnictwo FOTOTAPETA wydało książkę Geschichten vom Mars (Opowieści z Marsa) z tekstem Rafała Kosika Der Letzte Atemzug (Ostatni Oddech), a czeskie wydawnictwo Laser Books – powieść Vertikal (Vertical). Scenariusz serialu Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi autorstwa Rafała Kosika i Wiktora Skrzyneckiego, na podstawie książki pod tym samym tytułem, otrzymał nagrodę w polsko-włoskim konkursie organizowanym m.in. przez PISF, Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Telewizję Polską i Międzynarodowy Festiwal Filmów Dziecięcych w Giffoni.
Ależ to było nudne. I chociaż wiem, jaka jest puenta tej książki, to fabularnie nie mam pojęcia, o co autorowi chodziło. Pierwsza część w roku 2305 była całkiem ciekawa (i tylko za to daję 2 gwiazdki zamiast jednej), ale w 2340 takie cuda niewidy, że nie szło się w tym połapać. Doczytałam tylko dlatego, że liczyłam na jakieś ciekawe rozwiniecie historii. Nie doczekałam się.
Oryginalny pomysł na fabułę, terraformowanie i kolonizowanie Marsa - wraz z ukazaniem społeczno politycznego tła. Szkoda tylko, że postacie są opisane schematycznie.
Mamy dwie mikro powieści i dwóch głównych bohaterów. Schemat obydwóch intryg jest bardzo podobny.
Pierwsza powieść: Allen Ryan to osadnik z Ziemi z tajemniczą przeszłością, z nastawieniem Jamesa Bonda do kwestii ratowania świata - przenikliwy jak Holmes w rozwiązywaniu zawiłości społecznych, politycznych i klimatycznych zjawisk na Marsie - "Dużo czytam" tłumaczy. Wypada mało wiarygodnie. Autor jakby nie miał pomysłu na zakończenie jego losów.
Druga powieść: Jared, Indiana Jones idealista. Archeolog na Marsie. Spotyka się z Ryanem po raz pierwszy podczas imigracji na Marsa. Jest jeszcze dzieciakiem, ale wie że zostanie archeologiem. Niezbyt subtelnie Allen Ryan wyraża swoje wątpliwości na temat możliwości wykopalisk archeologicznych na Marsie. Tu autor dał ciała - pistolet z pierwszego aktu zawsze wypala.
Trzy gwiazdki - podobał mi się pomysł na fabułę, ukazanie wielo warstwowej konstrukcji kolonizacji Marsa. Minus za schematyczność postaci. Szkoda, że nie napisał tego Dukaj - tak w klimacie Czarnych Oceanów.
Czerwonej planecie bliżej do szarości Kolonizacja Marsa, problemy terraformacji, polityka, ekologia i socjologiczne problemy – brzmi jak idealna książka dla mnie malutkiego socjologa. Kosik stawia nas na Czeronej planecie, gdzie życie jest równie suche jak atmosfera, a dystopijna rzeczywistość wydaje się aż za bardzo przypominać Ziemię. Bogaci trzymają się dobrze w luksusowych apartamentach, a biedni... no cóż, biedni to standardowo mają pod górkę, albo na Marsie, albo w dużym mieście Wojewódzkim.
Tyle że na tej czerwonej planecie pojawia się problem: wizja autora nie potrafi się wyemancypować. Co chwila coś nas rozprasza – a to przydługi wykład o terraformacji, a to nudne problemy bohaterów, które rozgrzewają jak zimna herbata. Owszem, Mars w teorii mógłby być bohaterem samym w sobie, ale Kosik zamiast pozwolić mu mówić, tłumaczy każdy detal, jakbyśmy byli na nudnym wykładzie bez prezentacji.
Bohaterowie – statyści własnej historii A teraz, drodzy państwo, wchodzi plejada postaci, których imiona zapominacie szybciej niż przepisy na sałatkę jarzynową. Nasi przewodnicy po tej marsjańskiej telenoweli, są równie barwni co katalog mebli z IKEI. Relacje między nimi? Cóż, przypominają opowieści ciotki, która wyolbrzymia historie z rodzinnych obiadów. Tu niby coś się dzieje, ale brak w tym głębi, chemii czy zwykłego „czegoś”.
Polityka i nauka – gra o życie Gdzie jednak Kosik błyszczy, to w warstwie politycznej. Wszelkie machinacje, populistyczne zagrywki i ekologiczne dylematy rozgrzewają książkę do czerwoności – i, przyznaję, miałem momenty, gdy czułem się jak na dobrej sesji RPG. Problem w tym, że narracyjna intryga rozłazi się w szwach. Kiedy wydaje się, że coś w końcu nabiera tempa, autor wrzuca pauzę, żeby po raz kolejny tłumaczyć, dlaczego terraformacja Marsa to nie bułka z masłem. Jak by te wzmianki są fajne tylko szczerze Kosik tak mnie zaciekawił innymi aspektami, że strasznie mnie one wybijają.
Podsumowanie: Mars – ambitna, lecz niedoskonała próba lotu "Mars" to książka, która ma aspiracje. I to ogromne. Kosik chce, byśmy nie tylko zanurzyli się w science fiction, ale też spojrzeli w lustro i zobaczyli odbicie ludzkich wad – chciwości, głupoty i krótkowzroczności. Problem w tym, że czasem przeszarżowuje. Zamiast zanurzyć nas w fabule, utyka w intelektualnych wywodach. Które naprawdę nie są złe. Jednak na ilość stron jest tu za duża jak na ilość mięsa. Ta książka jest trochę jak taka chamska polska pizza. Może masz tam kilogram sera drugie tyle salami. Jednak ja wole te Neapolitańskie placki które są bardziej wyważone.
Czy warto po nią sięgnąć? Tak, jeśli jesteś cierpliwym czytelnikiem, który chce doświadczyć SF z solidnym zapleczem socjologicznym. Jest to solidne SF z problemu małej ilości stron.
Nie jest łatwo napisać wciągającą powieść science fiction. Naukowcy są często marnymi pisarzami – a choć pomysłów mają wiele i umieją trafnie przewidywać rozwój technologiczny, brak lekkiego pióra uniemożliwia im wplecenie tych wizji w interesującą fabułę i poprowadzenie jej za pomocą wiarygodnych postaci. Z kolei pisarze-laicy mogą z łatwością utonąć w meandrach ‘science’, zepchnąć naukowość na trzeci plan lub też naszpikować przemilczeniami czy niewiarygodnościami. Na szczęście możliwe jest spotkanie książki, która nie razi ani logicznymi błędami, ani topornym stylem – wystarczy sięgnąć po „Marsa”.
Historia osnuta została wokół tytułowej planety, którą ludzkości udało się ostatecznie skolonizować. Egzystencja na Marsie nie należy jednakże do usłanych różami – mimo wieloletnich wysiłków wciąż brakuje tam roślinności, tlen musi być więc wytwarzany sztucznie, a suchy i gorący klimat, nieskalany ani jedną kroplą deszczu, nie tworzy szczególnie komfortowych warunków. W dodatku, to, co miało być początkiem nowego życia, świeżym startem dla wielu, szybko okazuje się powtórką tego, co tak dobrze znają z Ziemi – przepaść między bogatymi, których stać na luksusowe apartamenty i drogie jedzenie sprowadzane z ojczystej planety, a biednymi, wykonującymi mozolne prace fizyczne, powiększa się z każdym rokiem. Politycy są skorumpowani, a walka o władzę przysłania próbę polepszenia bytu mieszkańców.
Akcja powieści rozpoczyna się w 2305 roku, kiedy Mars stoi u progu przyjęcia kontrowersyjnej ustawy paliwowej, a jej zagorzały przeciwnik, senator Richard Griffin, usiłuje w tajemnicy doprowadzić do uderzenia komety o powierzchnię planety. W gąszcz politycznych spisków wplątane zostają przypadkowe osoby – Allen Ryan i Doris Westwood – ale bez obaw, to nie jest jedna z tych książek, w których dwójka bohaterów ocala ludzkość przed katastrofą, po czym odjeżdża w kierunku zachodzącego słońca. Allen i Doris to raczej trybiki w wielkiej maszynie, a choć znane są im rządowe sekrety – niewiele mogą zdziałać.
Intryga „Marsa” składa się z kilku warstw, a do jej rozwikłania potrzeba będzie wielu lat i kolejnych destrukcyjnych dla planety i jej mieszkańców wydarzeń. Choć utwór Rafała Kosika posiada znamiona thrillera politycznego, to jego najważniejszą płaszczyzną pozostaje ta socjologiczna, skoncentrowana na działaniach i mentalności ludzkości. Ludzkości, która wciąż popełniają te same błędy. W swej wymowie utwór pozostaje pesymistyczny; to ten typ science fiction, jaki odbiera ochotę na czynienie dalszych postępów technologicznych, szczególnie mających związek z przestrzenią kosmiczną i podporządkowywaniem sobie natury.
Debiutancką powieść Rafała Kosika czyta się jednym tchem. Pisarz może poszczycić się rzadkim darem prowadzenia narracji w sposób tak zajmujący, że kolejne strony i rozdziały pochłania się bez żadnego wysiłku. Stylistycznie nie jest to co prawda wyszukana uczta, ale solidne rzemiosło – jak najbardziej. Nieco gorzej prezentują się bohaterowie – są do bólu przeciętni, a ich relacje – przewidywalne. Można usprawiedliwić to jedynie faktem, iż to nie oni są w tej historii najważniejsi.
Jak najtrafniej scharakteryzować „Marsa”? To po prostu inteligenta literatura rozrywkowa – a niewiele takich pozycji trafia się na rynku. Kosik potrafi zaskoczyć, poruszyć, zaciekawić. Stworzył powieść idealną dla każdego, kto do science fiction podchodzi nieufnie, obawiając się pozycji nieprzystępnej, nielogicznej, nadmiernie skomplikowanej lub spłyconej. Nie można jednak zapominać, że to utwór nie o czerwonej planecie, podboju kosmosu czy technologicznym postępie, a o naturze ludzkiej.
--- Zarówno tę recenzję, jak i wiele innych tekstów znajdziecie na moim blogu: http://oceansoul.waw.pl/ Serdecznie zapraszam!
Rafała Kosika znam głównie z felietonów i opowiadań, które czytałam między innymi na łamach Nowej Fantastyki. I właśnie podczas lektury tych form obiecałam sobie, że przeczytam pełnoprawną powieść autora. Długo wahałam się nad wyborem tytułu i w końcu postawiłam na debiutancką powieść autora pod tytułem Mars.
Kierunek Czerwona Planeta. "Na Marsa przybywali przez stulecia osadnicy z przeludnionej Ziemi, szukając nowego, lepszego świata. Zbudowali na Czerwonej Planecie miasta, stworzyli cywilizację. Gdzieś nad tym idealnym światem wisi jednak widmo zagłady. Ludzie wciąż mają te same wady. Na słabiej rozwiniętej półkuli południowej nasilają się ruchy separatystyczne. Porzucenie w połowie realizacji programów formujących planetę rujnuje jej klimat. Ścierające się koncepcje polityczne pchają cywilizację na drogę, z której nie ma powrotu. Dokładnie trzysta lat po rozpoczęciu terraformowania Marsa, na pustyni dokonano przerażającego odkrycia, które stawia w zupełnie innym świetle historię Czerwonej Planety. Tę dawną i tę zupełnie nową."
Terraformowanie i polityka. Jak na debiutancką powieść, to muszę przyznać, że pomysł trafiony w 100%, a przeprowadzenie akcji przez trzy nitki czasowe (prolog 2040 i dwa rozdziały z roku 2305 i 2340), to było dokładnie to, czego tej historii było trzeba.
Wyłuszczeniu wszystkich tych problemów związanych z terraformowaniem, to była istna wisienka na tym torciku z czerwonej planety. Te wszystkie szczegóły dotyczące problemów z wodą w atmosferze, walka o jej pozyskanie i codzienny bój o utrzymane miast oraz wplatanie w fabułę informacji o wpływie grawitacji na organizm ludzki, nadawały niesamowity klimat powieści.
Dzięki czemu mogę napisać, że strona naukowa wypadła świetnie, ale muszę przyznać, że jeszcze lepiej zaprezentowała się część polityczna.
Ta walka między populistami i ekologami, rozgrzała mnie do czerwoności. ;) Rozkminianie, kto w tym sporze ma rację. Kto realnie zajmuje się problemami ludzi planety tu i teraz, a także myśli o przyszłości — powodowało, że czytałam z zapałem i chyba dzięki tej politycznej zawierusze najbardziej polubiłam się z rokiem 2340. ;)
Jeżeli chodzi o samych bohaterów, to niestety nie mogę o nich powiedzieć nic dobrego, ani nic złego. Byli mi obojętni (co chyba nie jest ich najlepszą reklamą) i w zasadzie „wykorzystywałam” ich tylko do spoglądania na świat. Dodatkowo ośmieliłabym się napisać, że autor „nie umie w relacje damsko-męskie”, przynajmniej jeżeli chodzi o tę debiutancką powieść.
Bezbarwni bohaterowie nie zepsuli jednak mojego spojrzenia na Mars. Bo książka do mnie trafiła i po jej zakończeniu długo rozmyślałam o naszej ludzkiej naturze, która nie dostrzega niczego poza „czubkiem własnego nosa”. Układy, pieniądze, władza i zwykła ludzka zawiść są z nami od pokoleń i wszystko wskazuje na to, że w przyszłości storpedują nawet najwznioślejsze ludzkie projekty.
Muszę przyznać, że naprawdę przyjemnie spędziłem czas przy "Marsie". Nie jest to kolejna książka o jakieś dziwnej intrydze na kolonii marsjańskiej. Oczywiście, znajdziemy tu polityczne rozgrywki i pewną tajemnicę, której finał mnie zaskoczył i to pozytywnie. Autor pokazuje dość negatywną wizję naszej przyszłości na Ziemi i na Marsie. Akcja książki rozciągnięta jest w czasie na wiele lat, ale nie wybiło mnie to z imersji. Wręcz przeciwnie, z jeszcze większą ciekawością oczekiwałem finału. Kawałek dobrej rozrywki, a może i czegoś więcej.
Bardzo nie podobała mi się fabuła tej książki. Cała dobra wola zbudowana przez wizję autora na temat kolonii na Marsie została zmarnotrawiona historią, w którą opakowane są wszystkie ciekawe motywy, i samymi wynurzeniami autora na ich temat. Osobiście mierzi mnie w SF intelektualna masturbacja autorów, którzy przerywają narrację żeby wytłumaczyć czytelnikowi jak sprytnie coś wymyślili - nawet, jeśli dla samej historii nie ma to żadnego znaczenia.
Mars jest podzielony na trzy części, z czego pierwsza jest bardzo krótka, druga - wbrew swojemu potencjałowi - bardzo spłycona kiepsko napisanymi postaciami, a trzecia to totalna gmatwanina która z tytułową planetą ma w zasadzie niewiele wspólnego. Czyta się tę książkę trochę tak, jakby pomysły na temat świata pochodziły z zupełnie innej twórczości i znalazły się w tym tytule, bo autor nie znalazł dla nich lepszego zastosowania. Całość książki bardzo na tym cierpi - a wspomniani powyżej płascy, nudni bohaterowie, niekonsekwentnie napisani: raz z egzaltacją, a raz w sposób, który charakteryzuje ich jak bezsilnych, zagubionych idiotów - ciągną w dół fabułę, która byłaby trudna do obronienia nawet gdyby te elementy nie kulały.
Dałem książce szansę i nie porzuciłem jej w 1/3 przebiegu, chociaż już wtedy było dla mnie jasne, że niektóre z wymienionych wyżej problemów zepsują mi lekturę. Potem nie było wcale dużo lepiej. Nie mogę polecić tej książki, a jej przeczytanie uważam, suma summarum, za stratę czasu.
"Mars" Kosika zawiódł mnie. Może to dlatego, że to jego pierwsza książka i jeszcze nie miał wtedy doświadczenia, ale po przeczytaniu "Vertical" spodziewałem się czegoś dużo lepszego. "Mars" głównie polega na tym, że bohaterowie zadają sobie naiwne pytania o życie na Marsie (na którym żyją) i nowe technologie (których używają), a następnie nawzajem odpowiadają sobie na te pytania na poziomie wstępu do artykułu na polskiej Wikipedii. W przerwach między pytaniami latają po Marsie to tu, to tam, bez specjalnego planu, ani efektu.
6/10 Debiut Rafała Kosika sprzed przeszło 20 lat opowiada o tym, jak człowiek "czyni sobie ziemię poddaną" – obojętnie gdzie postawi swoją stopę. W tym przypadku na Marsie.
Problematyka klimatyczna i ekologiczna, którą autor porusza, zdaje się być swoistym proroctwem; dziś, ponad dwie dekady później, kwestie niszczenia środowiska, chciwości oraz eksploatacji natury nie tylko są standardem w dyskusji publicznej, ale również zaczynają nas realnie dotykać. Powieść doskonale ukazuje ludzką bezradność wobec potężnych sił natury i kosmosu, choć największym wrogiem bohaterów pozostają ich własne wady – krótkowzroczność, żądza zysku i skłonność do powielania błędów popełnionych na Ziemi. To właśnie te cechy sprawiają, że Mars, mimo obcej scenerii, jest tak bliski naszej współczesności.
Podoba mi się pomysł na fabułę i wielowarstwowe ujęcie kolonizacji Marsa, jednak powieść traci na przegadaniu, schematyczności i bezbarwności postaci – stereotypowej słabej kobiety i silnego, wszechwiedzącego mężczyzny. Nawet data powstania książki nie tłumaczy tych uproszczeń. Kosik popełnił przy tym częsty błąd debiutantów – nadpomysłowość. Obok twardej SF i fantastyki socjologicznej autor miesza tu romans, thriller szpiegowski i sporą dawkę cyberpunku. Do tego, mimo marsjańskiego miejsca akcji, powieść pozostaje dziwnie "uziemiona" – po 300 latach Marsjanie nadal odnoszą się do Ziemi. Pal licho wzmianki o najsłynniejszych budowlach, ale Nessie? Serio?
Mimo tych wad Mars to interesująca, choć wymagająca lektura, skłaniająca do refleksji nad niezmiennością ludzkiej natury oraz przestroga przed nieuchronnością powtarzania tych samych błędów. Kosik pokazuje, że niezależnie od miejsca i czasu człowiek zawsze będzie musiał zmierzyć się ze swoimi słabościami i ograniczeniami.
Książa początkowo zniechęciła mnie lekko infantylnym stylem i naiwną fabułą. Zbiegi okoliczności, błyskawiczne skakanie po scenografii, nieporadna kobieta w potrzebie i wszechwiedzący mężczyzna, co chwilę pouczający ją lekko belferskim tonem. Wszystkie wątki splotły się w przewidywalnej i dość oczywistej kumulacji... A potem okazało się, że to tylko wstęp do historii. W drugiej części styl pozostał ten sam, nawet wątek słabej kobiety i silnego mężczyzny powrócił w łudząco podobnej konfiguracji, ale cała reszta rozbudziła moją wyobraźnię i nie pozwoliła się oderwać. Coś jest w stylu pana Kosika - z jednej strony prostota prowadzenia narracji i utarte schematy fabularne, z drugiej strony porywające fakty przeplatane akcją niczym rodem z lepszych dzieł Arthura C. Clarke'a. Z pewnością nie jest to książka dla każdego. Jednych, tak jak mnie, porwie fabuła, innych zniechęci styl. Warto pamiętać, że to zaledwie debiut tego autora i bardziej od warsztatu pisarskiego, warto docenić pomysł, ambicję i wyobraźnię. Styl ciągnie całość w dół, chociaż najnowsze pozycje pana Kosika radzą sobie pod tym kątem zdecydowanie lepiej, więc zgaduję, że to tylko początek dojrzewania twórczego. Na pewno sięgnę po kolejne historie jego autorstwa. "Marsa" polecam każdemu miłośnikowi lekkich i przyjemnych SciFi, ta historia może sprawić mnóstwo frajdy.
Trudno jest mi pisać o książkach takich, jak ta. O książkach, które wymykają się standardom. Książkach, w których gdy już jako tako oswoisz się z głównym bohaterem, okazuje się, że to był jedynie rozbudowany prolog, a główną część akcji obserwujemy już oczami innego bohatera kilkadziesiąt lat później.
Nie warto pisać, o czym one są, gdyż połowa zabawy to właśnie odkrywanie przedstawionego świata. W tym wypadku świata przyszłości na Marsie. I to świata, który wcale nie jest stałą, potrafi gruntownie się zmienić na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat.
Niezależnie od okoliczności jednak, takie książki zazwyczaj opowiadają o człowieku. O tym, że z jednej strony ludzie zawsze pozostaną tacy sami, ale z drugiej – że zawsze jest przestrzeń na własne wybory i decyzje.
Chyba lepiej zamiast o takich książkach pisać, po prostu je czytać. Bo ta powieść jest dobra. I to bardzo dobra.
Niesamowita książka. Prawdopodobnie naukowo to stek bzdur, ale ja bardziej odbieram ją jako refleksję nad światem. Zobaczyłam w niej przyszłość, o której nigdy nie pomyślałam. Oczywiście, że marzyłam a podróży w kosmos w dzieciństwie i myślałam nie raz o życiu na innej planecie, pragnęłam wręcz aby okazało sie w końcu, że gdzieś tam jeszcze istnieje życie. Ale wizja Rafała Kosika całkowicie zwala mnie z nóg. No bo kurde, wszędzie mamy futurystyczne światy z niepojętą technologią a tu? Zupełnie inny świat. Realia? O tym jest druga połowa książki. Przerażająca refleksja nad tym gdzie kończy rzeczywistość a zaczyna wyimaginowany świat. Każdy świat jest inny, więc mamy do czynienia z indywidualizmem? Czy jest na niego miejsce w takim świecie, biorąc po uwagę zakończenie. Końcówkę książki czytałam z zapartym tchem, idealne dopełnienie całej historii pozostawia w głębokim szoku.
Dwie części z dwiema różnymi osiami fabularnymi, ale łącząca je walka z klimatem Marsa, brak wody i tlenu, uzależnienie ludzi od ogłupiającej technologii, a także rzucająca na wszystko cień kasta korporacyjno-polityczna, trzymają w napięciu i dają mnóstwo powodów do przemyśleń - od natury ludzkiej po rozważania natury metafizycznej sensu istnienia.
Dobry styl, chwytliwe zdania, wciągająca fabuła (łącznie z dość oniryczną częścią drugą, która - jak sądzę - taka właśnie miała być).
Jedyny problem, który zabrał całą gwiazdkę, to tekturowość bohaterów. Poza Jaredem reszta postaci, no, po prostu jest i robi rzeczy, ale nie poznajemy ich, nie utożsamiamy się z nimi, a wątki postaci z pierwszej części - postaci, które miały ogrom potencjału - urywają się, by zrobić miejsca części drugiej.
Ciężko mi ocenić jednoznacznie tę pozycję - pomysł fajny, ale koniec końców niezbyt oryginalny. Wykon - momentami trochę dłużyzn, ale to co mi najbardziej doskwierało to nieodparte wrażenie, że ta książka była pisana na dwa albo nawet trzy razy. Fragmenty naprawdę dobre przeplecione były fragmentami naprawdę słabymi - i tych drugich, im bliżej końca, tym było więcej. Szkoda.
Pierwsza część książki bardziej mnie wciągnęła - miała swoje spore minusy (np bohater który uciekł z ziemi bo życie mu się nie udało na marsie umiał rozwiązać wszystkie problemy i miał ogromną wiedzę „bo dużo czyta” ) ale koncepcja była ciekawa (nie tak ciekawa jak trylogia o marsie ale nadal spoko). Druga część była chaotyczna i źle skonstruowana. No ilość incepcji w incepcji była absurdalna i niekorzystna dla samej historii.
Bardzo ciekawy pomysł - z wykonaniem bywa różnie. Dodatkowa gwiazdka za samą planetę, na której umieszczona jest akcja książki - trochę za dużo tu chaosu, chociaż bardzo podobała mi się wizja różnych aspektów kolonizacji Marsa, kilka zapożyczeń, ale nie bardzo kłujących w oczy - w sumie całkiem niezła.
O rety. Bardzo chaotyczna książka, nierówna narracja, wielowymiarowość wątków i milion mądrych (zdaniem autora) rzeczy do przekazania. Wypada to bardzo słabo. Jasne, są elementy, które mi się podobały, ale utonęły w ogólnej męce czytania.
Nie podeszła mi ta pozycja.
(Pewnie szerzej rozpiszę się na IG w którymś momencie)
Historia lubi się powtarzać i jakakolwiek wiedza o niej, mechanizmach czy cokolwiek zmienia? Kolejne podejście do kolonizacji Marsa i całkiem udane. Ciekawy zabieg z przejściem od przygodówki w pierwszej części do thrillera w drugiej. Zrobiła się dość złożona opowieść ale z niesatysfakcjonującym końcem.
Kolonizacja Marsa, cała otoczka - świetna, chociaż gdzieniegdzie da się wyczuć jakieś zapożyczenia. Najbardziej przeszkadza przegadanie. Za dużo pisania o pisaniu, przez co akcja się rozwleka, zwalnia, zwalnia i zwalnia.
Dużo się w tej książce dzieje. Ma dwa bardzo ciekawe pomysły. Szkoda tylko, że zaczynając się jak political fiction ten wątek w ostatniej części nie jest kontynuowany. Brakuje tam skupienia się na tym co doprowadziło do wydarzeń ostatnich 200 lat.
Kiedyś bardzo lubiłam książki Kosika. Niestety, nie wytrzymały próby czasu. Autor jest seksistowskim dziadem i jak czytam opisy postaci kobiecych, to mocno trafia mnie szlag. Co więcej, chyba nie załapał że słowo Murzyn nie jest okej, nawet jeśli pisane w dobrej wierze i z wielkiej litery. A treść książki niestety nie rekompensuje tych braków ; wręcz przeciwnie. Nie polecam.